Wiadomości

stat

Tyran na polskim tronie. O "Śmierci białej pończochy" w Teatrze Wybrzeże

Jagiełło grany przez Krzysztofa Matuszewskiego okazuje się obleśnym, prymitywnym chamem, który związek z Jadwigą traktuje jako bonus do polskiej korony.
Jagiełło grany przez Krzysztofa Matuszewskiego okazuje się obleśnym, prymitywnym chamem, który związek z Jadwigą traktuje jako bonus do polskiej korony. fot. Edyta Steć / trojmiasto.pl

Kim jest prominentna kobieta wobec trybów historii, jakim człowiekiem był Władysław Jagiełło i czy związek z koroną może przypominać obóz koncentracyjny? Na te pytania, oprócz ponurej, momentami przerażającej wizji relacji Jadwigi Andegaweńskiej i Władysława Jagiełły, odpowiada "Śmierć białej pończochy" Teatru Wybrzeże w reżyserii Adama Orzechowskiego.



Twórczość Mariana Pankowskiego zawsze znajdowała się na uboczu polskiego życia literackiego. Pewnie dlatego, że jest odrębna, wsobna, demitologizująca nasze świętości narodowe, jak życie w obozach koncentracyjnych, które Pankowski (więzień czterech obozów śmierci) opisywał bez martyrologii, wręcz pogodnie, skupiając się relacjach seksualnych, kiedy indziej przedstawiając w skrajnie negatywny sposób polskich królów - Władysława Jagiełłę i Zygmunta Augusta. Dostrzeżono go dopiero pod koniec życia (nominacje do Nagrody Literackiej "Nike" i Nagrody Literackiej Gdynia w poprzedniej dekadzie oraz Nagroda Literacka Gdynia za "Ostatni zlot aniołów" w 2008 roku). Również Teatr Wybrzeże przypominał jego twórczość w niezbyt udanym "Księdzem H., czyli Anioły w Amsterdamie" (reż. Bartosz Frąckowiak).

Teraz po jego twórczość sięgnął Adam Orzechowski w ramach cyklu "Dramat Polski: Reaktywacja", przypominającego zapomniane polskie dramaty XX wieku. Reżyser prezentuje skondensowane w wizji Pankowskiego losy Jadwigi Andegaweńskiej i Władysława Jagiełły. Wysławiony mądrą polityką zagraniczną i sukcesami w bojach, szczególnie w słynnej Bitwie pod Grunwaldem Jagiełło dla Pankowskiego był obleśnym, prymitywnym warchołem, co Adam Orzechowski podkreśla kreacją Jagiełły wjeżdżającym na scenę na wielkim sztucznym karym koniu, z potężnym, sterczącym przyrodzeniem. Z kolei Jadwiga zakochana w poślubionym we wczesnym dzieciństwie Wilhelmie Habsburgu, Jagiełłę traktowała według Pankowskiego jako obrzydliwego gwałciciela i rozbójnika.

Królowa Jadwiga (Magdalena Gorzelańczyk) na tronie (sfatygowanym ozdobnym fotelu) wygląda żałośnie. To jej więzienie. Aktorce nie udaje się, niestety, zbudować roli odpowiednio silnej, by dramat Jadwigi był równie poruszający co prymitywizm i chamstwo jej męża.
Królowa Jadwiga (Magdalena Gorzelańczyk) na tronie (sfatygowanym ozdobnym fotelu) wygląda żałośnie. To jej więzienie. Aktorce nie udaje się, niestety, zbudować roli odpowiednio silnej, by dramat Jadwigi był równie poruszający co prymitywizm i chamstwo jej męża. fot. Edyta Steć / trojmiasto.pl
Nim jednak dojdzie do bardzo efektownej sceny zapoznania Jagiełły z Jadwigą, przyglądamy się dramatowi Jadwigi - wbiegającej na scenę nago, tulącej się do szarej lalki-szmacianki i skulonej na dość nędznym, sfatygowanym fotelu - polskim tronie. Tron z trzech stron ogrodzony wysokimi ścianami z przezroczystego pleksi nieprzypadkowo przypomina więzienie - Jadwiga jest zakładniczką polskiej korony i historii, dla której jej poprzedni związek z Wilhelmem (miała prawdopodobnie dwa lata gdy została poślubiona ośmiolatkowi) okazuje się nieprzydatny. Dużo lepszym rozwiązaniem dla kleru i jej Matki jest połączenie Jadwigi Królowej Polski z nieokrzesanym, dzikim Jagiełłą, który dla polskiej korony przyjmie chrzest, przypieczętuje Unię Polsko-Litewską i chętnie ruszy na Krzyżaków.

Tresowanie przez Matkę i Biskupa oraz brutalne przygotowania na wizytę Jagiełły to nie jedyne upokorzenia Jadwigi. Posłowie litewscy oglądają ją i obmacują jak drugorzędny towar, podsumowując ją: "Krasiwosza, jakmalinosza, dupajtis!". Królowa Polski jest bonusem do tronu, a "dupajtis, rypajtis" to określenia charakteryzujące Litwinów, w tym oczywiście jej przyszłego męża. By poziom upodlenia Jadwigi był pełen, Matka przywiązuje córkę do tronu, jak psa trzymanego przy budzie na łańcuchu. Co zrozumiałe, trudno w tej sytuacji liczyć na happy end.

Ta głęboko ponura, odrzucająca wizja wycinka polskiej historii, jest dla reżysera okazją do pokazania roli kobiety w mechanizmach historii - traktowanej często jak przedmiot, element polityki, towar przekazywany sobie z rąk do rąk przez mężczyzn. Nie brakuje tu oczywiście gwałtu, brutalności i zabawy oprawcy z ofiarą. Wilhelm Habsburg jawi się w tej sytuacji Jadwidze jako ucieczka od piekła na ziemi stworzonego przez bliskich oraz przez kontekst polityczny, w jakim się znalazła.

Wojowie i Panowie Litewscy (Marcin Miodek, Maciej Konopiński, Grzegorz Otrębski i Piotr Witkowski) to kreacja zbiorowa wcielonego barbarzyństwa i zespół grający na żywo  z Marcinem Nenko (autorem muzyki).
Wojowie i Panowie Litewscy (Marcin Miodek, Maciej Konopiński, Grzegorz Otrębski i Piotr Witkowski) to kreacja zbiorowa wcielonego barbarzyństwa i zespół grający na żywo z Marcinem Nenko (autorem muzyki). fot. Edyta Steć / trojmiasto.pl
Tę brutalną wizję w spektaklu Teatru Wybrzeże nieco rozładowuje obecność Krzyżaka w leginsach, baletkach i różańcach niczym naszyjniki umieszczone na nagim torsie. Grający tę postać Jakub Mróz pokazuje nowe oblicze, a jego bohater - krętacz i kombinator - jest zarówno wymyślną karykaturą Krzyżaków, jak i śliskim prowokatorem. To bohater zagrany z wdziękiem, jednoznacznie satyryczny, budzący sympatię nawet, gdy spiskuje i jątrzy.

Świetnie rolę obrzydliwego Jagiełły gra Krzysztof Matuszewski, który swojego bohatera przedstawia jako odrażającego chama. To prymityw z krwi i kości, a przy tym agresywny egoista, lubujący się w dręczeniu Jadwigi, ale na swój sposób swojski, przez co może nawet bardziej przerażający. Bardzo ważną rolę Jadwigi powierzono Magdalenie Gorzelańczyk. Aktorka gra odważnie swoją bardzo cielesną w zamyśle reżysera rolę, tyle że dramat jej bohaterki na tle Jagiełły wypada blado, podobnie jak jej kluczowy monolog, który, niestety, nie porusza.

Zbiorowa kreacja Wojów i Posłów Litewskich w wykonaniu Piotra Witkowskiego, Marcina Miodka, Grzegorza OtrębskiegoMacieja Konopińskiego przekonuje zarówno muzycznie, jak i aktorsko, choć żadnemu z nich nie daje szansy na specjalne zaistnienie. Dywan włosów na torsie każdego z nich podkreśla ich grubiaństwo, a zachowanie dzikość i brutalność.

Agata Woźnicka w "Śmierci białej pończochy" zadebiutowała na deskach Teatru Wybrzeże. Aktorka w rolach Wilhelma i Szpiegini właściwie nie ma szans się wykazać - przez większość czasu jest po prostu obecna na scenie, czasem coś śpiewa.
Agata Woźnicka w "Śmierci białej pończochy" zadebiutowała na deskach Teatru Wybrzeże. Aktorka w rolach Wilhelma i Szpiegini właściwie nie ma szans się wykazać - przez większość czasu jest po prostu obecna na scenie, czasem coś śpiewa. fot. Edyta Steć / trojmiasto.pl
Niczym specjalnym nie wyróżniają się Robert Ninkiewicz (Biskup) i Dorota Androsz (Matka Jadwigi), nie licząc wspaniałej sukni noszonej przez Matkę, z wyjątkowo głębokimi rozcięciami w kroku (kostiumy, podobnie jak scenografia, Magdaleny Gajewskiej należą do najlepszych elementów spektaklu). Debiutująca w Teatrze Wybrzeże Agata Woźnicka jako Wilhelm czy Szpiegini właściwie nie ma roli - jedynie śpiewa w fikuśnie podartych rajstopach i kostiumie przywodzącym na myśl zdekompletowaną zbroję z biało-czerwonymi akcentami albo przebywa gdzieś z boku sceny lub nad nią, obserwując widzów.

We wspomnianej scenografii imponuje potężny kilkumetrowy podświetlany krzyż, zaskakuje kary koń na kółkach czy koncepcja tronu na tle ścian z dykty i ziemi rozsypanej przed widzami, siedzącymi tym razem nie w fotelach, a na niewielkiej trybunie umieszczonej na widowni Dużej Sceny (pomysł kompletnie nielogiczny, biorąc pod uwagę zbliżone warunki Sceny Kameralnej). Bardzo dobrą muzykę do przedstawienia przygotował (momentami z wykorzystaniem drużyny Wojów i Posłów Litewskich) grający na żywo Marcin Nenko. Scenografię uzupełniają wizualizacje Eliasza Styrny.

"Śmierć białej pończochy" Adama Orzechowskiego jest sumienną i nieźle wyreżyserowaną, bez dramaturgicznych przestojów, dekonstrukcją mitu Jadwigi i Jagiełły w kontrowersyjnej wizji Mariana Pankowskiego. Tym spektaklem Teatr Wybrzeże przekłuwa balon wyobrażeń na temat świętej Jadwigi. To wizja świata zmarginalizowanych kobiet, w którym stają się one zabawką mężczyzn. Wizja bardzo brutalna, pozbawiona nadziei, z hukiem rozprawiająca się przy okazji z mitem dobrego polskiego władcy.

Opinie (32) 3 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

17

listopada

22. Festiwal Jazz Jantar Gdańsk, Klub ŻAK

19

listopada

Mumio: Taki Miks Gdańsk, Stary Maneż

20

listopada

The World Of Hans Zimmer Gdańsk, Sopot, Ergo Arena

Rozrywka

Xanax - otwarcie nowego klubu na Tkackiej
Xanax - nowy klub na Tkackiej
Nocne spacery po Siedlcach: trwają Narracje
Nocne spacery po Siedlcach. Narracje

Kulinaria

Arco by Paco Pérez: hiszpańska kuchnia z widokiem na Gdańsk
Arco by Paco Pérez: kuchnia z widokiem
Kolejny browar rzemieślniczy w Trójmieście
Kolejny browar rzemieślniczy w Trójmieście

Planuj z nami tydzień

Narracje, półmaraton i muzyka Hansa Zimmera. Planuj tydzień
Narracje i muzyka Hansa Zimmera

Sprawdź się

Jak nazywa się styl architektoniczny, którego przykładem jest Zielona Brama w Gdańsku?