• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

Tydzień Flamandzki, czyli jak kultura otwiera drzwi do biznesu

Łukasz Rudziński
21 marca 2015 (artykuł sprzed 8 lat) 
"Front" NTGent w reżyserii Luka Percevala zachwyca precyzją bezpośredniego, opartego na powieści Remarque'a tekstu i niezwykłej, monumentalnej scenografii, wydającej "odgłosy wojny". Spektakl zobaczyć można jeszcze w sobotę 21 marca o godz. 19. "Front" NTGent w reżyserii Luka Percevala zachwyca precyzją bezpośredniego, opartego na powieści Remarque'a tekstu i niezwykłej, monumentalnej scenografii, wydającej "odgłosy wojny". Spektakl zobaczyć można jeszcze w sobotę 21 marca o godz. 19.

Przez cały tydzień w przeróżny sposób prezentowana była w Gdańsku kultura Flandrii, promowanej przy tej okazji jako atrakcyjny region gospodarczo i turystycznie. I właśnie dzięki kontaktom biznesowo-gospodarczym zorganizowany przez Gdański Teatr Szekspirowski i partnerów z Gandawy i Mechelen Tydzień Flamandzki jest zupełnym novum w kwestii organizacji imprez kulturalnych.



Ewolucja, jaką przeszła gdańsko-flamandzka impreza jest imponująca. Początkowo druga odsłona cyklu "Teatry Europy" miała obejmować kilka wybranych wydarzeń pokazywanych w Teatrze Szekspirowskim. Jednak w projekt zaangażowali się przedstawiciele Flandrii, upatrując w inicjatywie Teatru Szekspirowskiego okazję do zacieśnienia kontaktów Gdańska z flamandzkimi miastami - Gandawą i Mechelen, które z Grodem nad Motławą zaskakująco wiele łączy (choćby działalność rodziny van den Blocke'ów, flamandzkich architektów, autorów m.in. Bramy Wyżynnej czy XVII-wiecznej Szkoły Fechtunku, gdzie pokazywano pierwsze sztuki szekspirowskie i gdzie dziś stoi Gdański Teatr Szekspirowski).

Dlatego też oprócz kilku spektakli i koncertów odbyło się szereg spotkań i seminariów podkreślających zarówno polsko-flamandzkie zbieżności architektoniczne czy gospodarcze, jak i perspektywy dalszej współpracy, omawiane na szczeblu oficjalnym. O prestiżu wydarzenia świadczy fakt, że w Gdańsku z okazji Tygodnia Flamandzkiego gościł m.in. minister - prezydent Regionu Flamandzkiego (premier Flandrii) Geert Bourgeois, mer Gandawy Daniel Termont czy mer Mechelen Bart Somers oraz przedstawiciele flamandzkiego świata biznesu. Z Gandawą Gdańsk współpracuje od 2009 roku, Tydzień Flamandzki stał się pretekstem by podjąć też współpracę z Mechelen co też uroczyście w trakcie tego tygodnia zainicjowano.

Flamandowie zaproponowali też znacznie szerszy niż pierwotnie zakładano program artystyczny Tygodnia Flamandzkiego, który zrealizowano m.in. w gościnnych progach Polskiej Filharmonii Bałtyckiej (Koncert Polsko-Flamandzki), Klubie Żak (występ Frank Vaganée Trio), CSW Łaźni i Łaźni 2 (prace belgijskich artystów Franka Depoortera i Lore Rabaut oraz pokazy belgijskich filmów festiwalu Ciné Privé z Gandawy) czy Instytucie Sztuki Wyspa (prezentacje programów ochrony dziedzictwa przemysłowego we Flandrii m.in. dzięki wolontariuszom, którzy przeprowadzili warsztaty poświęcone swojej działalności dla miasta). Seminaria i konferencje odbywały się też w Ośrodku Kultury Morskiej, Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku czy Ratuszu Staromiejskim.

Połączenie folku, jazzu i muzyki dawnej dało bardzo dobre rezultaty. Nieco monotonny, ale bardzo ciekawy koncert "Les Tisserands" stanowił centralny punkt artystycznych obchodów Tygodnia Flamandzkiego. Połączenie folku, jazzu i muzyki dawnej dało bardzo dobre rezultaty. Nieco monotonny, ale bardzo ciekawy koncert "Les Tisserands" stanowił centralny punkt artystycznych obchodów Tygodnia Flamandzkiego.
Sercem wydarzeń pozostał jednak Gdański Teatr Szekspirowski, gdzie skonfrontowano dwa bardzo osobiste monodramy Antony'ego Rizziego i Oscara van Rompaya oraz pokazano ponury, drastyczny w wymowie "Front" w reżyserii Luka Percevala, a także oparte muzyce dawnej koncerty kwartetu Osama Abdulrasol i "Les Tisserands", czyli połączonego składu muzyków trzech formacji, wykonujących muzykę z czasów katarskich. Chętni obejrzeć mogli także propozycje filmów Felixa Van Groeningena w Teatrze w Oknie.

Spośród teatralnych propozycji zdecydowanie największe wrażenie robi przemyślany w najdrobniejszych szczegółach "Front" w reżyserii Luka Percevala. Spektakl imponuje nie tylko skalą przedsięwzięcia - reportażowym opisem wojny na przykładzie "Na zachodzie bez zmian" Ericha Marii Remarque'a. Koprodukcja NTGent w Gandawie i Thalia Theater w Hamburgu zaskakuje też imponującą scenografią, z której wybija się gigantyczna, wydająca odgłosy wojenne ściana w tle sceny, będąca jednocześnie obrazem projekcyjnym, na którym wyświetlane są zdjęcia z I wojny światowej i wizualizacje budujące klimat spektaklu. To niezwykle ważne, ponieważ Preceval niemal przez cały spektakl unieruchamia aktorów, którzy stojąc lub siedząc w szeregu przed widzami krok po kroku odsłaniają okropieństwa wojny, posługując się tekstem Remarque'a.

Percevala nie interesuje psychologia czy emocjonalność tych opowieści. Zamiast budować historię, aktorzy mówiący różnymi językami z niezwykłą precyzją opisują wojnę, tworząc jej zbiorowy, poskładany z szeregu epizodów, wspomnień i relacji, przejmujący obraz. Choć niemal zastygli na scenie, tworzą kapitalne sceny - np. rywalizacji podczas śpiewania piosenek w okopach, reakcji na użycie gazów bojowych, czy w trakcie schadzki z mieszkankami pobliskiej wioski. Wszystkie "zwyczajne" zachowania zmieniają się w rzeczywistości wojennej, pełnej niszczycielskiej siły i wypełnionej śmiercią. Mając do dyspozycji głównie głosy aktorów, relacjonujących sytuację na froncie i realia skoszarowanego życia, reżyser tworzy niezwykle gęsty dramaturgicznie, kompletny spektakl, zbudowany na półtonach, detalach i świetnym rytmie. Jest to wprawdzie przedstawienie kontemplacyjne, nieoczywiste i wymagające dużego skupienia i zaangażowania od widzów, ale przecież właśnie z takiego, opartego na rytmie i precyzji teatru słynie Luk Perceval.

Festiwal zainaugurował monodram "Drugs me kept alive" w wykonaniu Antony'ego Rizziego, który o życiu, narkotykach i seksie opowiada za pomocą scenicznej umowności i metafory. Festiwal zainaugurował monodram "Drugs me kept alive" w wykonaniu Antony'ego Rizziego, który o życiu, narkotykach i seksie opowiada za pomocą scenicznej umowności i metafory.
Oba monodramy - "Drugs me kept alive" (Narkotyki trzymają mnie przy życiu) Troubleyn/Jan Fabre Theatre autorstwa Jana Fabre w wykonaniu Anthony'ego Rizziego oraz "Africa" NTGent wyreżyserowana przez Petera Verhelsta, zrealizowana przez Oscara van Rompaya łączy zaangażowanie aktorów w materię spektaklu. Rizzi w intymny, subtelny sposób opowiada o swoim nałogu, za pomocą tańca i metaforycznych obrazów scenicznych (scena wyłożona jest butelkami z narkotykami, z których podczas spektaklu Rizzi "korzysta", są też bańki mydlane efektowne jak euforia po narkotykach i równie szybko pękające jak stworzona w ten sposób iluzja szczęścia). Jego opowieść to jednak w dużej mierze historia łamania kolejnych granic, która pozwala na za każdym razem odważniejsze działania i pokonywanie kolejnych ograniczeń. Dokąd to prowadzi? Aluzyjny finał, z wielką kolorową bańką, która unosi się, zachwyca kolorami, a potem opada pod swoim ciężarem i pęka, nie pozostawia wątpliwości.

Oscar van Rompay tworzy z kolei niezwykły plastycznie, zadziwiający obraz Afryki. Już na początku rozbiera się, wymazuje całe ciało gęstą, czarną cieczą upodabniającą go do czarnoskórych i za pomocą szeregu zdarzeń próbuje ukazać świat Czarnego Lądu, z jego bezczasem, harmonią, energią i ekspresją. Wykonuje m.in. niezwykły taniec (długa scena wyrażanego całym ciałem dzikiego, ekstatycznego tańca robi największe wrażenie) i upodabniającą do fragmentu afrykańskiego lądu scenografii zawierającej pustynię, palmę i zarys murzyńskiej chaty. To jednak tylko pierwsza część spektaklu, na koniec której aktor zmywa swoją "czarną" naturę, ubiera europejskie ubrania i rozpoczyna wykład na temat Kenii, w której od kilkunastu lat mieszka przez kilka miesięcy w roku. Mówi o potrzebie stopienia się z Afryką w jedno i niemożności uczynienia tego nawet gdy dostrzega się i odczuwa więcej niż inni, o stałej alienacji, o stygmacie białej skóry i wielu innych ograniczeniach mentalnych, fizycznych i psychicznych, przez które nigdy nie poczuje Afryki organicznie. W odróżnieniu od pierwszej części spektaklu ta druga, będąca komentarzem do pierwszej przypomina szkolny, zawierający wprawdzie elementy performatywne wykład. Bezpowrotnie ulatnia się teatralna fikcja. Van Rompay opowiada własną, ale w gruncie rzeczy uniwersalną historię człowieka, który stara się przeniknąć inną kulturę, w której zawsze jednak pozostanie "obcym". Nawet jego finałowe "zanurzenie się" w scenografii spektaklu dobrze to obrazuje.

Z okazji Tygodnia Flamandzkiego powstały także różne instalacje, m.in. taka. Z okazji Tygodnia Flamandzkiego powstały także różne instalacje, m.in. taka.
Koncerty inspirowane muzyką dawną stanowiły świetne uzupełnienie spektakli. Pochodzący z Iraku Osama Abdulrasol wraz z trzema partnerami wyczarował niezwykły, pogodny świat dźwięków, pełnych harmonijnych brzmień kanunu (instrumentu strunowego ze Wschodu, podobnego do cytry, na którym gra lider zespołu), harmonijki i akordeonu, którymi świetnie operował Philippe Thuriot, instrumentów perkusyjnych François Taillefera oraz wiolonczeli Lode'a Vercampta. Ich żywe, pogodne kompozycje niosły niemal za sobą obrazy Bliskiego Wschodu, piasku i niezwykle gorącego słońca. W tej muzycznej uczcie czasem przeszkadzał pozbawiony miękkości, zbyt przenikliwy i nieprzyjemny w górnych rejestrach sopran śpiewającej gościnnie z kwartetem Heleny Schoeters.

Drugi z koncertów w GTS stanowił centralny punkt obchodów Tygodnia Flamandzkiego, na którym oficjalnie powitano gości z Flandrii. "Les Tisserands" to koncert tradycyjnej grupy muzycznej Amorroma, ensemblu Zefiro Torna i saksofonisty jazzowego i flecisty Philippe'a Laloya. Połącznie dźwięku dud (Jowan Merckx), lutni i arcylutni (Jurgen De Bruyn), skrzypiec (Liam Fennelly), saksofonu sopranowego (Philippe Laloy), kontrabasu (Vincent Noiret) i wokalu Elly Aerden dało bardzo dobre rezultaty. Słuchaliśmy folku zapewnionego przez niepowtarzalny dźwięk dud, jazzu (głównie saksofon i kontrabas) oraz muzyki dawnej (lutnia, skrzypce) oraz śpiewu posiadającej czysty, melodyjny głos Elly Arden. Żaden element nie był zbędny, żaden nie przesadzony, dzięki czemu tradycyjna muzyka katarska z XII i XIII wieku i tradycja trubadurów w nietypowym aranżu m.in. na współczesne instrumenty brzmiała oryginalnie.

Nad całą imprezą cieniem położyła się nagła redukcja programu teatralnego. Zamiast obu monodramów mieliśmy oglądać wielkie produkcje Jana Fabre'a, odwołane z powodu choroby aktorów. Jest szansa, że odwołane spektakle Fabre'a trafią do GTS w przyszłym roku. Jednak Tydzień Flamandzki przede wszystkim wyznacza nowe standardy w organizacji imprez kulturalnych. Fakt, że lwią część kosztów organizacyjnych imprezy dla mieszkańców Trójmiasta przejęły na siebie organizacje spoza Polski, już sam w sobie jest ewenementem. I chociaż taki oddźwięk, jak w przypadku tej imprezy, ciężko będzie powtórzyć, to Gdański Teatr Szekspirowski udowodnił, że wielki biznes, polityka ponadlokalna i kultura mogą w ciekawy sposób się dopełniać.

W sobotę 21 marca odbędą się ostatnie wydarzenia Tygodnia Flamandzkiego. Tego dnia po raz drugi pokazany zostanie "Front" w reż. Luca Percevala (godz. 19). Trwają też jeszcze projekcje filmowe w ramach pokazów Ciné Privé w Kinoporcie w Centrum Edukacji Artystycznej Łaźnia 2 (od godz. 19:40). Odbędzie się seminarium "Sztuka południowych Niderlandów, Gdańsk i Rzeczpospolita" w Nadbałtyckim Centrum Kultury (8:30-18). Do godz. 18 w sobotę oglądać można wystawę fotografii "Zieleń w mieście" w Akademii Sztuk Pięknych na Targu Węglowym, a do 25 marca czynna będzie wystawa "40 lat ochrony dziedzictwa przemysłowego we Flandrii" w Instytucie sztuki Wyspa.

Spektakl

10
1 ocena

Front

spektakl dramatyczny

Miejsca

Wydarzenia

Opinie (6) 2 zablokowane

  • Kolejny byznes Pawła Pomyłkowicza...

    GTS

    • 6 16

  • Flamandowie? O fuj , ble ohyda.

    • 4 12

  • Te otworzone przez kulturę drzwi do biznesu autor opisze chyba w następnym artykule? (1)

    Oczywiście żartuję, ale z chęcią zapoznałbym się z chociaż jednym konkretnym przykładem "otworzenia przez kulturę drzwi do biznesu", ale tak konkretnie z przedstawieniem jasnego i klarownego łańcucha przyczynowo-skutkowego. To jest również żart, chyba, że autor spełni moje życzenie, co moim zdaniem nie jest wykonalne. Gdyby autor miał sensowny pomysł na wyjaśnienie, po co jest ten cyrk z kulturą, raczej nie utrzymałby się w obecnej robocie, więc dalej dalej będzie bajdurzył o drzwiach do biznesu otwieranych przez kilku facetów biegających bez majtek, i to w Teatrze Szekspirowskim. 3 lata temu tacy jak on z ogniem w oczach przekonywali nas jaką strasznie ciężką forsę zrobimy dzięki miliardom utopionym w mistrzostwach w piłce nożnej. Może ktoś przedstawi szkicowy bilansik naszych zysków z tamtej imprezy. Bo to już można zacząć sumować.

    • 10 5

    • ja też. Sztuka sztuką, biznes biznesem. Jaki konkretnie możliwości rozmów z kimkolwiek pojawiły się?

      • 1 0

  • Front

    Wspaniały spektakl. Wbrew oczekiwaniom nie buduje akcji i nie opowiada historii. Początkowo mi się nie podobał, ale im dłużej trwał tym bardziej byłam zachwycona. Rzadko ogląda się tak przemyślany i głęboki spektakl zbudowany z prostych środków. :)

    • 8 2

  • Front

    Znakomite przedstawienie, pełne emocji i wzruszające. Fantastycznie zagrane,świetna scenografia, muzyka, kompilacja tekstów, po prostu - święto dla lubiącego teatr!
    Mam tylko takie uwagi do organizatorów; czy to jest tak trudno policzyć, ile aktorów występuje w spektaklu, żeby zabrakło kwiatów dla jednego wykonawcy, jak to miało miejsce w piątek? Druga sprawa, "image" pań wnoszących na scenę kwiaty to przegląd szafy okolic Gdańska. Może warto pomyśleć o jednorodności stroju, albo chociażby sprawdzającej się w takich sytuacjach eleganckiej czerni?
    Pan, który moderował spotkanie z aktorami w piątek po spektaklu prezentował poziom "zagubionego licealisty". Poszukajcie Państwo kogoś z wdziękiem i wiedzą o teatrze. Proszę:-)
    Pozdrawiam!

    • 2 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Wystawa Truso - legenda Bałtyku

11 zł
wystawa

Z Gdyni w daleki świat. Wystawa modeli statków z II połowy XX w. na Sołdku (1 opinia)

20 zł
wystawa

Sprawdź się

Sprawdź się

Akcja powieści "Hanemann" Stefana Chwina dzieje się w:

 

Najczęściej czytane