Wiadomości

stat

To on złamał muzyczny kod Leonarda da Vinci

Stworzenie Violi Leonarda da Vinci zajęło Sławomirowi Zubrzyckiemu trzy lata. Instrumentu będzie można posłuchać 29 czerwca w gdyńskim kościele oo. Franciszkanów.


- Do tej pory nie mogę uwierzyć, że przydarzyła mi się tak niesamowita historia. Natrafienie na ślad tego cudownego, a przy tym zapomnianego instrumentu, w dodatku wymyślonego przez Leonarda da Vinci, to nie był łut, ale cała tona szczęścia - mówi Sławomir Zubrzycki, pianista i kompozytor, który w oparciu o szkice Leonarda da Vinci stworzył unikatowy instrument viola organista, znany w historii jako fortepian garbaty, klawiolin czy fortepian smyczkowy. Artysta zaprezentuje możliwości zrekonstruowanego instrumentu podczas finału XII Festiwalu Muzyki Dawnej Anima Musica, 29 czerwca w kościele oo. Franciszkanów w Gdyni zobacz na mapie Gdyni. Festiwal startuje w sobotę.



Po wewnętrznej stronie klapy pudła rezonansowego, zgodnie ze zwyczajem zdobienia dawnych instrumentów, znajduje się motto. Sławomir Zubrzycki (na zdj.) sięgnął po słowa św. Hildegardy z Bingen: "Naśladując świętych proroków ludzie pilni i mądrzy ludzką sztuką wymyślili instrumenty muzyczne, aby grać ku zadowoleniu duszy ludzkiej". Artysta uważa tę sentencję za najpiękniejszą definicję muzyki.
Po wewnętrznej stronie klapy pudła rezonansowego, zgodnie ze zwyczajem zdobienia dawnych instrumentów, znajduje się motto. Sławomir Zubrzycki (na zdj.) sięgnął po słowa św. Hildegardy z Bingen: "Naśladując świętych proroków ludzie pilni i mądrzy ludzką sztuką wymyślili instrumenty muzyczne, aby grać ku zadowoleniu duszy ludzkiej". Artysta uważa tę sentencję za najpiękniejszą definicję muzyki. fot. Grażyna Makara/Tygodnik Powszechny
Viola organista, instrument stworzony przez Sławomira Zubrzyckiego, stanowi syntezę myśli Leonarda z pewnymi rozwiązaniami stosowanymi przez późniejszych twórców, np. Hansa Heidena.
Viola organista, instrument stworzony przez Sławomira Zubrzyckiego, stanowi syntezę myśli Leonarda z pewnymi rozwiązaniami stosowanymi przez późniejszych twórców, np. Hansa Heidena. fot. Sławomir Zubrzycki
Ewa Palińska: Jak wpadł pan na trop instrumentu Leonarda da Vinci?

Sławomir Zubrzycki: Mój przyjaciel, gambista i teoretyk, Kazimierz Pyzik, wspomniał mi kiedyś o fortepianie garbatym, zwanym też klawiolinem - fascynującym instrumencie zbudowanym w okolicach Łańcuta przez ks. Jana Jarmusiewicza, w latach 30. XIX wieku. Fakt, że był to instrument klawiszowy i smyczkowy zarazem, a więc grając za pomocą klawiatury można było uzyskać dźwięki instrumentów smyczkowych, zachęcił mnie do zgłębienia jego historii. W  efekcie swoich badań dotarłem m.in. do informacji, że pomysł pierwotnie zrodził się w głowie samego Leonarda da Vinci. Niezwykle frapujące było również to, że choć projekt wyszedł spod ręki Leonarda, ten instrument w dzisiejszych czasach jest praktycznie nieznany.

Dlaczego Leonardo poprzestał jedynie na szkicach i sam nie zbudował instrumentu?

To jedna z wielu zagadek, które pozostają bez odpowiedzi. W trakcie prowadzonych badań doszukałem się informacji, że instrument powstał w szkicach, ale jako osiem różnych wersji podobnej idei. Skoro projekt nie został zrealizowany, trudno stwierdzić, jakie były tego powody, zająłem się więc zgłębianiem jego fascynującej historii. Okazało się, że w ciągu 500 lat w różnych zakątkach Europy budowano takie instrumenty. Co jednak ciekawe, za każdym razem jak się pojawiały, równie szybko przepadały bez wieści. Instrument ks. Jarmusiewicza przepadł, podobnie jak niemalże wszystkie instrumenty historyczne aż do XX w. Jedyny zachowany egzemplarz, zbudowany w 1625 r. przez hiszpańskiego konstruktora Raymunda Truchado, znajduje się w Muzeum Instrumentów Muzycznych w Brukseli.

A wydawać by się mogło, że na temat Leonarda i jego wynalazków wiemy wszystko.


Do tego momentu nie mogę wyjść z podziwu dla całej tej historii i otaczającej jej aury tajemniczości. Co ciekawe, nawet współcześni konstruktorzy, którzy podjęli próby zrekonstruowania instrumentu według projektu Leonarda da Vinci, specjalnie nie chwalą się swoimi osiągnięciami. Wiem, że trzy egzemplarze istnieją w Japonii, ale ich twórca sam przyznał, że nie są udane. Dotarłem również do informacji, że własną wersję zbudował brytyjski badacz Barry Lloyd, ale on także się nią nie chwali. Mój instrument stanowi syntezę myśli Leonarda z pewnymi rozwiązaniami stosowanymi przez późniejszych twórców, np. Hansa Heidena.

Jak działa viola organista?

Viola organista jest instrumentem klawiszowym, ponieważ gra się na niej za pomocą klawiatury, ale i smyczkowym zarazem, ponieważ dźwięk powstaje przez pocieranie strun smyczkiem. Mechanizm przyciągający strunę do smyczka cechuje niesamowity koncept geometryczny, który mógł powstać jedynie w genialnej głowie Leonarda, a nie np. późniejszego konstruktora Heidena. Napędzane pedałem smyczki, które mają formę koła i są obciągnięte włosiem, pocierają strunę i tak powstaje dźwięk.

W źródłach pojawia się informacja, że viola organista ma tak szerokie spektrum barw, że potrafi imitować nawet głos pijanego człowieka.

To prawda, ale zapiski te pochodzą z epoki baroku, co pozwala domniemywać, że ich autora poniosła charakterystyczna dla tego okresu fantazja (śmiech). Niemniej jednak spektrum barw jest niezwykle szerokie i doszukamy się w nich analogii m. in. do brzmienia viol da gamba jak i organów piszczałkowych.

Mówił pan, że informacje na temat tego unikatowego instrumentu w traktatach pojawiają się niezwykle rzadko. A jak wygląda sytuacja z repertuarem? Czy kompozytorzy pisali swoje dzieła z przeznaczeniem konkretnie na ten instrument?

Jedyną kompozycją, jaką udało mi się odnaleźć, jest Sonata G-dur H 280 Carla Philippa Emmanuela Bacha, przeznaczona do wykonywania na Bogenklaviere, a więc fortepianie smyczkowym. W swoim traktacie o instrumentach klawiszowych kompozytor ubolewał, że instrument ten nie jest szerzej znany.

I znów powraca pytanie, dlaczego instrument ten nie zyskał popularności, skoro zafascynował się nim nawet Bach, który przecież uwielbiał wszelkie nowinki i śledził innowacje w zakresie budowy instrumentów klawiszowych.

Może te instrumenty nie były doskonałe, może sprawiały trudności wykonawcze, nie trzymały stroju, może grało się na nich zbyt ciężko w porównaniu z klawesynem? Te pytania, przynajmniej na razie, muszą pozostać bez odpowiedzi. Faktem jest, że od chwili napisania wspomnianej sonaty Bach zaczął precyzyjnie określać dynamikę w swoich kompozycjach, co może świadczyć o tym, że Bogenklaviere zainspirował go do eksperymentów w zakresie różnicowania dynamiki podczas gry na fortepiano.

Wróćmy do repertuaru. Skoro nie ma utworów pisanych z przeznaczeniem na fortepian smyczkowy, co pan na nim wykonuje?

Muzyka przeznaczona na violę da gambę doskonale się adaptuje na violę organista, a że jest tych kompozycji kilkaset, to mam w czym wybierać. Jeden z tych koncertów zagram podczas swojego recitalu w Gdyni, podczas Festiwalu Anima Musica. Przymierzam się również do wykonywania muzyki polskiej, w tym współczesnej.

Co viola organista ma w sobie, że warto było poświęcić tyle czasu, pracy i pieniędzy na jej rekonstrukcję? Zakładam, że jest pan zadowolony z efektu.

Oczywiście, że jestem! Co ona ma w sobie? Przede wszystkim możliwość gry smyczkowej, która dla pianisty była dotychczas nieosiągalna, dzięki czemu nawet ja, pianista, mam możliwość przejścia w zupełnie inne obszary muzyczne. Najbardziej pociąga mnie jednak ta jej tajemniczość, zagadkowość. Mówiąc kolokwialnie, niesamowicie mnie to kręci.

Zamierza pan w przyszłości produkować swój instrument na szeroką skalę?

Najpierw chcę go wypromować, pokazać światu, ale również dopracować, dostosować i sprawdzić, czy pewne rozwiązania są trwałe przy przebiegu wieloletnim. Muszę również dokończyć całą sprawę związaną z repertuarem. Niemniej jednak już teraz jestem bardzo usatysfakcjonowany efektami swojej pracy. Dowiodłem tego, że viola organista to instrument koncertowy, na którym można grać recitale. Mój instrument znakomicie trzyma strój, co daje dodatkowy powód do radości. Produkcji nie wykluczam, ale chcę z tym jeszcze poczekać.

Dzięki swojemu odkryciu został pan sławny w środowisku. Odczuwa pan skutki tej sławy?

Z pewnością zainteresowanie prasy, w tym międzynarodowej, przysporzyło mi popularności. Otrzymuję zaproszenia, propozycje koncertowe i z większości z nich w miarę możliwości skorzystam.

Słyszałam, że dostał pan również zaproszenie od Bjork.

Manager Bjork zaproponował mi spotkanie z wokalistką i mam nadzieję, że dojdzie do niego jeszcze w tym roku. Na razie mogę powiedzieć tylko tyle, że sprawa jest rozwojowa.

Czyli pana najbliższe plany na przyszłość to turystyka artystyczna?

Najważniejsze podczas moich podróży będzie zapewnienie bezpieczeństwa instrumentowi. To oznacza, że samolot nie wchodzi w grę, więc przede mną tysiące kilometrów do przejechania. Dopiero później będę mógł wykonać swoją pracę, a jak zostanie trochę czasu, to sobie pozwiedzam.

Nurt wykonawstwa historycznego stał się w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat niezwykle popularny. Nie brakuje jednak przeciwników, którzy są zdania, że miejsce instrumentów historycznych jest w muzeum, że muzyka na nich wykonywana brzmi gorzej, że skoro wprowadzono tak wiele innowacji w zakresie budowy instrumentów, nie warto wracać do starych i niewygodnych technik i praktyk wykonawczych.

Nie uważam, że w sztuce istnieje postęp jako taki. Postęp techniczny nie idzie przecież w parze z postępem estetycznym. Jeśli urodziłem się w mieście historycznym, to mam wyczucie smaku i jestem wyczulony na autentyczność, potrafię wyczuć falsyfikat. Jako że jestem krakusem, zainteresowanie przeszłością to dla mnie oczywistość. W historii znajduję inspirację, dlatego na swoim instrumencie zamieściłem cytat ze św. Hildegardy z Bingen, pierwszej kobiety kompozytorki: "naśladując świętych proroków ludzie pilni i mądrzy ludzką sztuką wymyślili instrumenty muzyczne, aby grać ku zadowoleniu duszy ludzkiej". Czy słyszała pani kiedyś piękniejszą definicję muzyki? A pamiętajmy, że słowa te zostały wypowiedziane już w XII w. Każda sztuka ma swoich adoratorów. Jako pianista, przez 20 lat wykonywałem muzykę współczesną. Teraz chcę również poadorować sobie przeszłość.



Zwiedź z nami gdyński kościół oo. Franciszkanów.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (8)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

23

listopada

InShort Film Festival 2018 Gdańsk, Stacja Orunia GAK Dworek Artura

25

listopada

Aga Zaryan Gdańsk, Teatr Szekspirowski

03

grudnia

Polita - musical 3D Live Gdynia, Teatr Muzyczny

Rozrywka

Za sukcesem filmu "Niepodległość" stoją twórcy z Trójmiasta
Trójmiejski wkład w film "Niepodległość"
Czary nie do pary. Recenzja filmu "Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda"
Recenzja filmu "Fantastyczne zwierzęta"

Kulinaria

Malika o wielokulturowości w kuchni
Malika o kulinarnej wielokulturowości
Kilkunastu szefów kuchni gotowało w szczytnym celu
Szefowie kuchni gotowali w szczytnym celu

Planuj z nami tydzień

Planuj tydzień: Narracje i dużo koncertów
Planuj tydzień: koncerty i nie tylko