Wiadomości

stat

To był festiwal dla koneserów. Podsumowanie IV Solidarity of Arts

Instalacja "Koncert na wstążki" to niespodziewana pereła IV Solidarity of Arts. Nie trzeba było znać założeń, jakimi kierował się twórca, nie trzeba było domyślać się, co artysta miał na myśli. Wystarczyło stanąć pod konstrukcją i cieszyć się feerią barw i dźwięków.


Polską premierą kantaty "Genesis" zakończył się w niedzielę w Filharmonii Bałtyckiej IV Solidarity of Arts. Trwający prawie miesiąc w Gdańsku festiwal trafił przede wszystkim do odbiorcy szukającego wyrafinowanych wrażeń artystycznych.



Finał IV edycji Solidarity of Arts okazał się prawdziwą gratką dla melomanów. Orkiestra Polskiej Filharmonii Bałtyckiej pod batutą nowego dyrektora artystycznego, Ernsta van Tiela, z towarzyszeniem Państwowego Chóru Filharmonii w Mińsku i tenora Wojciecha Parchema wykonała VIII symfonię Mieczysława Weinberga "Kwiaty Polskie", a w drugiej części koncertu po raz pierwszy w Polsce "Genesis" - kantatę na orkiestrę, chór, narratora i solistów, skomponowaną wspólnie przez siedmiu wybitnych kompozytorów (partię narratora wspólnie wykonali Marcin Dorociński oraz Wanda Skorny). Oba utwory zostały wykonane bez zarzutu, dziwi jednak fakt, że do wykonania symfonii, której ważnym elementem jest przekazanie tekstu Tuwima w języku polskim, zaangażowano chór białoruski. Niestety, ucierpiał na tym przekaz słowny.

Przypomnijmy, festiwal rozpoczął 8 sierpnia jeden z największych wirtuozów skrzypiec, Maxim Vengerov. Na scenie towarzyszyli mu skrzypaczka Maria Włoszczowska oraz organista, Roman Perucki. Odbiór był różny. Słuchaczom bardziej konserwatywnym połączenie brzmienia skrzypiec i organów pasowało jak kwiatek do kożucha, muzycznym liberałom się podobało.

Plenerowy koncert "Stańko+" okazał się mistrzostwem, jeżeli chodzi o realizację. Były wprawdzie pewne problemy z dźwiękiem, ale rozmieszczenie telebimów i jakość prezentowanego na nich obrazu zasługują na uznanie. Również reżysersko odbyło się bez zarzutu. W  koncercie trudno było się jednak doszukać "idei solidarności", która miała stanowić podstawę widowiska. Brakowało również elementu scalającego. Takim elementem miały być utwory Komedy, ale stanowiły raczej przerywnik niż spoiwo. Do tego największy zbuk wieczoru - występ zespołu R.U.T.A. Osoba, która wpuściła go na scenę powinna odpowiadać za sabotaż imprezy. Publiczność była zdegustowana, zespół został wygwizdany, a niesmak pozostanie jeszcze na długo.

Jak oceniasz tegoroczny Solidarity of Arts?

na plus, dużo oryginalnych wydarzeń 51%
przeciętnie, organizatorzy wciąż szukają pomysłu 21%
na minus, poprzednie edycje były lepsze 28%
zakończona Łącznie głosów: 61


Premiera filmu Michała Bielawskiego "Mundial. Gra o wszystko" nie spotkała się z tak dużym zainteresowaniem, jakiego spodziewali się organizatorzy. A szkoda, bo film jest dobry. W oryginalny sposób pokazuje sukces polskiej reprezentacji na mundialu w 1982 r. Ci, którzy pamiętają stan wojenny oraz pasjonaci futbolu będą zachwyceni. Spodoba się również osobom interesującym się polityką i historią.

Solidarity of Arts to także coroczna okazja do wręczenia Neptunów - nagród, przyznawanych osobom szczególnie zasłużonym dla Gdańska. W tym roku prezydent Paweł Adamowicz nagrodził aktorkę Halinę Winiarską, skrzypka Konstantego Andrzeja Kulkę oraz historyk sztuki, Andę Rottenberg.

Na koniec warto wspomnieć o prawdziwej perełce tegorocznego festiwalu. Była nią instalacja przestrzenna "Koncert na wstążki" autorstwa polskiego artysty mieszkającego od wielu lat w Hiszpanii, Jerzego Janiszewskiego. To jedyne wydarzenie festiwalu, które było adresowane do wszystkich. Nad skwerem przy Wielkim Młynie powiewały różnobarwne, 10-metrowe wstążki, rozwieszone między czterema stalowymi, 20-metrowymi wieżami. Nie trzeba było znać założeń, jakimi kierował się twórca, nie trzeba było domyślać się, co artysta miał na myśli, wystarczyło stanąć pod konstrukcją i cieszyć zmysły feerią barw oraz dźwięków, jakie wydawały poruszające się na wietrze wstążki.

Organizatorzy Solidarity of Arts po raz kolejny postawili na jakość, przez co prezentowane wydarzenia skierowane były do wysublimowanego grona odbiorców. Koncerty inauguracyjny i finałowy oraz projekcja filmu nie odbyły się przy pełnej widowni, za to poziom artystyczny był znakomity. Pocieszający jest fakt, że w Gdańsku z publicznej kasy organizowane są festiwale, w których ważniejsza jest jakość wydarzeń, a nie tylko ilość sprzedanych biletów, osiąganą często kosztem obniżenia standardów.

Tak wyglądał koncert "Stańko ".

Opinie (17)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

22

sierpnia

Solidarity of Arts 2019 / O... Gdańsk, Europejskie Centrum Solidarności

24

sierpnia

Pikantni Sopot, Tarasy przy Aquaparku

28

sierpnia

14. Festiwal Goldbergowski Gdańsk, Dwór Artusa, Długi Targ 43/44 / Ratusz Głównego Miasta,...

Rozrywka

Tłumy na pokazach lotniczych Aerobaltic Gdynia
Aerobaltic Gdynia: tłumy na pokazach
Oceanarium Nautilus Gdańsk. Całoroczna plaża i rekiny
Nautilus Gdańsk. Całoroczna plaża i rekiny

Kulinaria

Znika Stacja Deluxe, będzie Radiostacja
Znika Stacja Deluxe, będzie Radiostacja

Planuj z nami tydzień

Pokazy lotnicze, Mozartiana i koncerty w stoczni. Planuj tydzień
Pokazy lotnicze, Mozartiana i koncerty

Sprawdź się

Jak brzmi nazwisko XVI-wiecznego tajnego agenta protestanckiego królującego w Dworze Artusa razem z Pamienką z Okienka?