Terror następstwem dążenia do perfekcji. O "Sile przyzwyczajenia"

Ponura, pełna półmroku "Siła przyzwyczajenia" to z jednej strony widmo bezwzględnej tyranii, z drugiej jednowymiarowy, choć przejmujący obraz przemocy wobec podwładnych.
Ponura, pełna półmroku "Siła przyzwyczajenia" to z jednej strony widmo bezwzględnej tyranii, z drugiej jednowymiarowy, choć przejmujący obraz przemocy wobec podwładnych. fot. Lucyna Pęsik / trojmiasto.pl

Niezwykle gorzki, posępny tekst Thomasa Bernharda "Siła przyzwyczajenia" pokazuje terror w pigułce, na przykładzie mikrospołeczności niewielkiego cyrku. W Teatrze Atelier całość ubrano w jaskrawe kolory, kreując niemal komiksowych bohaterów. "Siła przyzwyczajenia" w reżyserii André Hübner-Ochodlo to przejmująca, ale bardzo uproszczona wizja świata Bernharda.



Przez "czwartą ścianę" podglądamy artystów prowincjonalnego cyrku. Jego dyrektor, Caribaldi, zgodnie z zaleceniem lekarza, dla poprawy koncentracji gra na wiolonczeli. I nie byłoby w tym nic niepokojącego, gdyby umiłowanie piękna i dążenie do perfekcji nie przerodziły się u niego w bezwzględną tyranię. Cała trupa cyrkowców zmuszona jest ćwiczyć wieczorami wymarzony utwór Caribaldiego - kwintet "Pstrąg" Franciszka Schuberta. Osobliwość kwintetu podkreśla pełna cyrkowa charakteryzacja.

Wydarzenia Lata Teatralnego w Teatrze Atelier


Caribaldi upaja się swoją władzą. Z upodobaniem wykorzystuje podlizującego się mu Żonglera, upuszczając kalafonię do nacierania włosia smyczka i czekając na "aport". Zupełnie inna motywacja przyświeca mu w przypadku Wnuczki, będącej w zespole linoskoczkiem i akrobatką. Dyrektor poddaje ją bezwzględnej tresurze - jak sam powtarza - dla jej dobra. Tylko wtedy dziewczyna ma szansę coś osiągnąć, gdy dojdzie do perfekcji, a zacząć ma od kłaniania się i panowania nad odruchami, nawet jeśli to śmiech wywołany czapką, upuszczoną przez Błazna (grającego w ansamblu dyrektora na kontrabasie).

Dyrektor cyrku i zarazem oprawca Caribaldi niektórych cyrkowców tresuje dla kaprysu, innych z "troski" o ich dobro.
Dyrektor cyrku i zarazem oprawca Caribaldi niektórych cyrkowców tresuje dla kaprysu, innych z "troski" o ich dobro. fot. Lucyna Pęsik / trojmiasto.pl
Umiłowanie piękna w oczywisty sposób kontrastuje z możliwościami zespołu, który kompletnie nie nadaje się do koncertowania jako zespół muzyczny. Ich wysiłek to kakofonia dźwięków, które nie mają nic wspólnego z brzmieniem schubertowskich fraz. Zapamiętały w swoim szaleństwie dyrektor zdaje się tego nie dostrzegać. Wciąż roi o sukcesie w Augsburgu, gdzie po latach prób wreszcie jego zespół ma zagrać przed publicznością. Jedynym, który jest w stanie przeciwstawić dyrektorowi jest jego bratanek - Pogromca zwierząt na arenie i pianista w kwintecie.

Reżyser André Hübner-Ochodlo całość rozpisuje na efektowne partytury aktorskie. Każdy z bohaterów jest "jakiś". Dyrektor Caribaldi Michała Kuli momentalnie potrafi się zaperzyć, zmienić ton na nieznoszący sprzeciwu rozkaz czy krzyk bliski nazistowskim metodom Hitlera (momentami razi dosłowność wypowiadanego przez Kulę z furią tekstu po niemiecku). Aktor jednocześnie zachowuje w tej postaci pewną łagodność, miękkość i przemyca troskę o wnuczkę, być może wywołaną wyrzutami sumienia po tragicznej śmierci jej matki.

Wobec totalitarnych metod szefa zbuntować się potrafi tylko jego bratanek (Adam Hutyra, siedzi), ale i on nie jest w stanie skonfrontować się z wujem. Upija się i sabotuje próby kwintetu swoją nieobecnością.
Wobec totalitarnych metod szefa zbuntować się potrafi tylko jego bratanek (Adam Hutyra, siedzi), ale i on nie jest w stanie skonfrontować się z wujem. Upija się i sabotuje próby kwintetu swoją nieobecnością. fot. Lucyna Pęsik / trojmiasto.pl
Jawnym oponentem dyrektora, ale - co znamienne - tylko wtedy, gdy Caribaldiego nie ma w pobliżu, jest Pogromca, który przez Adama Hutyrę przedstawiony jest jako jedyny pozbawiony złudzeń, zbuntowany pracownik cyrku, dostrzegający w rojeniach starego dyrektora szaleństwo, a nie metodę wychowawczą. Pogromca od rzeczywistej konfrontacji ucieka w alkohol i sprzeciwia się wujowi biernie, sabotując próby kwintetu swoją nieobecnością. Zgrabną rolę zaciągającego ze Wschodu Błazna kreuje Bartosz Kopeć, którego bohater, kierując się własną logiką, każdego wysłucha i każdemu sprzyja, ale nie ma w sobie cienia refleksji, więc bezwarunkowo podporządkowuje się dyrektorowi. Dialog upadłego buntownika Pogromcy z prostolinijnym Błaznem jest najlepszym momentem całego spektaklu.

Zmanierowany, ubrany w damskie ciuszki Żongler Waldemara Cudzika jest typowym śliskim pochlebcą, wierzącym, że przez swoją psią wierność wobec przełożonego i znoszenie kolejnych upokorzeń poprawi swoją pozycję. Konglomerat wyrazistych, dookreślonych postaci zamyka Wnuczka (Sylwia Oksiuta-Warmus) - typowa ofiara przemocy domowej, zastraszona, pozbawiona godności, wychowana przez Caribaldiego w duchu ślepego posłuszeństwa wobec swojego pana i władcy.

Reżyser w wolnych od gry na scenie chwilach każe swoim aktorom zastygać w przeróżnych pozach i z rozmaitymi grymasami twarzy za półprzezroczystym pleksi ustawionym z tyłu sceny. To jednak nie potęguje napięcia, którego momentami na scenie wyraźnie brakuje. Dosłowna, efektowna charakteryzacja sceny Teatru Atelier na namiot cyrkowy (scenografia autorstwa AHO, Stanisław Kulczyk) wraz z przejaskrawionymi, niemal komiksowymi kostiumami (autorstwa Ochodli) nie są wystarczającą przeciwwagą dla niezwykle wielowarstwowego tekstu Bernharda, który przecież jest niezwykle przewrotną metaforą życia. Przywdziewamy w nim przeróżne maski czy kostiumy, starając się samodoskonalić i zaprezentować z możliwie najlepszej strony.

Reżyser co jakiś czas każe aktorom stanąć z tyłu za półprzezroczystym pleksi w przeróżnych "upiornych" pozach.
Reżyser co jakiś czas każe aktorom stanąć z tyłu za półprzezroczystym pleksi w przeróżnych "upiornych" pozach. fot. Lucyna Pęsik / trojmiasto.pl
Bernhard poszedł kilka kroków dalej, sugerując, dokąd mogą prowadzić chorobliwe ambicje, nawet podszyte pięknymi ideami, jak piękno, sztuka czy doskonałość. Dramat życiowy grupy styranych, zastraszonych, nieszczęśliwych ludzi umieścił w teatrze, żeby wydobyć niesamowity potencjał teatralny tej sytuacji. Ochodlo sprowadza jednak tę wielowarstwową układankę do kilku efektownych klisz i gestów. Każdy z aktorów spełnia oczekiwania (najciekawszą rolę buduje Adam Hutyra), ale spektakl zamknięty w dosłownych rozwiązaniach nie wykorzystuje potencjału tekstu (nieprzypadkowo Krystian Lupa, wsłuchując się w słowa Bernharda tworzył wielogodzinne teatralne eseje jak "Kalkwerk", "Immanuel Kant" czy "Wymazywanie").

Rusza sezon Teatru Atelier


Największe wrażenie w tym przejmującym obrazie goniących za niemożliwym do osiągnięcia sukcesem ludzi robi świetna muzyka Adama Żuchowskiego, wywiedziona oczywiście z Kwintetu fortepianowego A-dur "Pstrąg" Franciszka Schuberta. Żuchowski ubarwił ją różnymi dodatkami, czasem urywa w trakcie, tworząc muzycznie właściwie równoległą opowieść do wydarzeń scenicznych i doskonale budując dramaturgię spektaklu - nierzadko lepiej niż aktorzy na scenie. Sam spektakl "Siła przyzwyczajenia" pozostaje gorzką, ponurą, pozbawioną ironii przestrogą, że od autorytarnej władzy do bezwzględnej tyranii jest bliżej niż się (szczególnie tym u władzy) wydaje.

Opinie (7)

  • Zgadzam się ze zwięzłą a przy tym niezwykle trafną analizą i charakterystyką bohaterów, natomiast nie jestem w stanie zgodzić się, że w sztuce zdarza się, iż brakuje napięcia. Wręcz przeciwnie - poczynając właśnie od gry aktorskiej, tego, że każdy jest "jakiś", co uwypuklone zostaje zwłaszcza we wzajemnych interakcjach, skrajnie różnych reakcjach na terror Caribaldiego, począwszy od histerycznej służalczości Żonglera, po dziecięce, bezbrzeżne przerażenie Wnuczki. Gęstość i intensywność tych relacji właściwie nie słabnie, sprawiając, że emocje widza przechylają się gwałtownie to w jedną, to w drugą stronę na amplitudzie komedii lub tragedii, przy jednoczesnym poczuciu beznadziejności losu. Scenografia i kostiumy zaś potęgują nastrój groteski i psychodelii - będąc czymś w rodzaju jaskrawego makijażu, krzykliwej lecz wymuszonej formy, jaką życie chce często przykryć swoją bolesną stronę.

    • 9 0

  • Oksiuta z Czestochowy - taaak

    • 3 3

  • Arcydzieło!

    Spektakl "Siła przyzwyczajenia", odcisnoł w moim sercu piętno. Groteskowe ukazanie sytuacji "z życia wziętych" budzi śmiech a jednoczesnie przerażenie. Napięcie budowane od początku do końca wciąga nie jako widza na scenę i czyni go częścia świata, kierowanego przez tyrana. Wspaniali aktorzy i wspaniały tekst sprawia, że po opuszczenia sali teatralnej zaczyna się powtarzać ze strachem "jutro Ausburg", i reflektować nad swoim życiem i relacjami.
    Mistrzostwem jest, ukazanie życia takim jakim jest, nie dodając nic od siebie, nie koloryzując.
    Brawa dla całego zespołu i reżysera!

    "Jutro Ausburg"

    • 7 1

  • Wspaniale przedstawienie!

    Jak zwykle teatr Atelier w Sopocie trzyma wysoki poziom. Dziekuje.
    Kris

    • 7 0

  • Pan Adam Hutyra.Brawo!

    Dziękuję.

    • 3 0

  • Intrygujący tekst - znakomity spektakl teatralny.

    Siła przyzwyczajenia Thomasa Bernharda w reżyserii André Hübnera-Ochodlo to niezwykła przygoda emocjonalna i intelektualna.
    Mała, ciemna sala cyrkowa staje się pułapką dla dyrektora, Caribaldiego, i członków jego trupy. Caribaldi, maniakalnie dążący do wyimaginowanego ideału, terroryzuje swoich artystów, depcze ich uczucia odbierając im prawo do własnego życia i marzeń. Im dłużej próbuje, tym bardziej czuje, że jest dalej od celu, co doprowadza go do jeszcze większej złości, szyderstw i okrucieństwa.
    Reżyserowi świetnie udaje się przenieść trudny, wymagający tekst Bernharda na scenę. Z umiejętnością i wyczuciem akrobaty cyrkowego, niczym na linie, balansuje między komedią i tragedią, wprowadzając wiele zaskakujących rozwiązań inscenizacyjnych. Precyzyjnie poprowadzeni aktorzy tworzą wyśmienite role, w czym walnie pomagają im niezwykle pomysłowe i sugestywne kostiumy. Całości dopełnia muzyka Adama Żuchowskiego, doskonale zniuansowana, tworząca klimat spektaklu.
    W sumie powstał bardzo spójny, przejmujący spektakl, istny emocjonalny roller-coaster, trzymający w napięciu od początku do samego końca. Tego spektaklu się nie ogląda w nim się uczestniczy! Myślę, że w finale wszyscy jesteśmy na scenie i czujemy ból Pogromcy niemo uderzającego w klawisze fortepianu poranionymi rękami.

    • 4 3

  • Siła przyzwyczajenia, to dobrze zbadany i nadal badany temat w psychologii,

    neuropsychologii. Wiele książek popularno naukowych powstało na ten temat. Mocno skorelowane ze schematami i skryptami, heurystykami. Nadrzędnie wydają się rządzić narracje, które raczej na razie pozostają w sferze koncepcji, choć dobrze ugruntowanej naukowo.
    Brzmi jak bełkot? Zapoznaj się z podstawami poszczególnych składowych, a powinno się coś rozjaśnić.

    • 0 2

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Legenda Radmoru - wystawa
Legenda Radmoru - wystawa
wystawa
lis'20 7-29.08
Gdynia, Muzeum Miasta Gdyni
Był sobie łowca - opowieść o ludziach epoki lodowcowej
Był sobie łowca - opowieść o ludziach...
wystawa
lut 12-30.06
Sopot, Grodzisko
Do DNA
Do DNA
wystawa
lut 13-31.12
g. 11:00 - 18:00
Gdańsk, Narodowe Muzeum Morskie

Sprawdź się

Sprawdź się

Jaki nietypowy jubileusz obchodził w październiku 2010 roku maestro José Maria Florencio?