Wiadomości

Tego ci nie da najlepsza płyta! Trwa Gdański Festiwal Muzyczny

W to, że trzy gwiazdy Deutsche Grammophon w tym trudnym czasie wystąpią w PFB, trudno było uwierzyć. Konradowi Mielnikowi - dyrektorowi Gdańskiego Festiwalu Muzycznego, to się jednak udało. W czwartek, 8 października, Bomsori Kim, Camille Thomas i Jan Lisiecki zaserwowali słuchaczom taki wachlarz emocji, że mogło się od nich zakręcić w głowie.
W to, że trzy gwiazdy Deutsche Grammophon w tym trudnym czasie wystąpią w PFB, trudno było uwierzyć. Konradowi Mielnikowi - dyrektorowi Gdańskiego Festiwalu Muzycznego, to się jednak udało. W czwartek, 8 października, Bomsori Kim, Camille Thomas i Jan Lisiecki zaserwowali słuchaczom taki wachlarz emocji, że mogło się od nich zakręcić w głowie. fot. Edyta Steć/Trojmiasto.pl

Nagrywają dla prestiżowej wytwórni Deutsche Grammophon, ale nawet najlepsze nagranie nie dostarczy takich wrażeń, jak występ na żywo, o czym przekonała się publiczność podczas czwartkowego koncertu w Filharmonii Bałtyckiej, odbywającego się w ramach Gdańskiego Festiwalu Muzycznego. Bomsori Kim, Camille Thomas i Jan Lisiecki zaprezentowali tak szeroki wachlarz emocji, że od ich ogromu niejednemu fanowi mogło zakręcić się w głowie. Dzień później na tej samej scenie zaprezentowała się gruzińska skrzypaczka Weriko Czumburidze, wykonując przy akompaniamencie Orkiestry PFB pod dyr. Georga Cziczinadze Koncert skrzypcowy D-dur op. 77 Brahmsa, a gospodarze skradli serca słuchaczy przebojową interpretacją IX Symfonii Es-dur, op. 70 Dymitra Szostakowicza.





Gdański Festiwal Muzyczny miał odbyć się wiosną, jednak pandemia pokrzyżowała plany organizatorom. Część koncertów, w tym występy zagranicznych gwiazd, udało się na szczęście przenieść na jesień. Organizatorzy musieli jednak stosować się do wymogów sanitarnych - słuchacze, przekraczając próg Filharmonii Bałtyckiej, mieli dezynfekowane dłonie, mierzoną temperaturę, obowiązywał nakaz zasłaniania ust i nosa.

Do 25 proc. ograniczono też dopuszczalną liczbę osób na widowni - widok niemal pustej sali był naprawdę przykry. Tym bardziej że troje solistów, którzy mieli się zaprezentować, to artyści występujący na co dzień na najbardziej prestiżowych scenach koncertowych świata. Obraz ten wydawał mi się tym bardziej straszny, że miałam w pamięci ubiegłoroczny koncert Bomsori Kim i Rafała Blechacza. Wówczas Sala koncertowa PFB była tak zapełniona, że z trudem udało się znaleźć miejsce dla wykonawców. Tym razem byłoby i powinno być podobnie! Serwowano przecież unikatowy rarytas, którym spokojnie mogłoby się nasycić tysiąc osób więcej. Niestety, ten tysiąc musiał obejść się smakiem.

To, czego nie znajdziesz na najlepszej płycie



Orkiestra Polskiej Filharmonii Bałtyckiej pod dyr. Pawła Przytockiego rozpoczęła czwartkowy koncert od I Symfonii C-dur Ludwiga van Beethovena. Kilkumiesięczną przerwę w próbach dało się odczuć - muzykom brakowało nieco precyzji, wyczucia i zgrania. Niemniej, po tak długiej koncertowej abstynencji, słuchało się tego z przyjemnością.

Koncerty w Trójmieście



Nie ma co jednak ukrywać, że większość słuchaczy z wypiekami na twarzy, choć ukrytymi pod maseczkami, wyczekiwała występu gwiazd wieczoru. Bomsori Kim, Camille Thomas i Jan Lisiecki są artystami młodymi, ale na uznanie słuchaczy zdążyli sobie zapracować już dawno temu. Potwierdzeniem ich wysokiej pozycji są kontrakty, jakie zawarli z prestiżową wytwórnią Deutsche Grammophon. Każde z nich odnosi sukcesy jako solista, ale nie stronią też od muzyki kameralnej. A że w muzyce kameralnej bez współpracy i interakcji trudno o sukces, umiejętności te mają wypracowane do perfekcji, co pokazała ich fenomenalna interpretacja Koncertu potrójnego C-dur op. 56 Ludwiga van Beethovena.

Ich występ chłonęło się wszystkimi zmysłami. Wyglądali pięknie, subtelnie i naturalnie, a każda kolejna zagrana nuta jeszcze dodawała im uroku. Interakcja między nimi była niesamowita. Każde z nich zatracało się w muzyce i przeżywało ją na swój sposób, ale nie tracili kontaktu ze sobą, dyrygentem i orkiestrą. Nie da się opisać, ile Bomsori Kim, Camille Thomas i Jan Lisiecki włożyli w wykonanie swoich partii emocji, ale były momenty, że dostawałam gęsiej skórki, a chwilę później miałam ochotę śmiać się na głos. Jeśli ktoś chodzi na koncerty po to, aby dostać to, czego nie dostarczy nawet najlepsza płyta, to podczas czwartkowego wydarzenia otrzymał to z nawiązką. To nie był koncert, a muzyczno-wizualny spektakl, który na długo zostanie w pamięci słuchaczy.

Po zakończeniu publiczność natychmiast poderwała się z miejsc, nagradzając artystów zasłużoną owacją na stojąco. Natężenie dźwięku, jakie daje 200 klaszczących osób, chyba wydawało się słuchaczom niewystarczającą nagrodą, bo zaczęli tupać i krzyczeć z zachwytu. Jakby chcieli artystom zrekompensować to, że oklaskuje ich blisko pięciokrotnie mniej osób, niż miałoby to miejsce w normalnych, niepandemicznych warunkach. Na bis zabrzmiała muzyka Mendelssohna, która okazała się przepyszną wisienką na tym przebogatym, wyrafinowanym, smakowitym torcie.

Ten koncert, w normalnych okolicznościach, wyprzedałby się do ostatniego miejsca. Z uwagi na obostrzenia na widowni mogło zasiąść raptem ok. 200 osób.
Ten koncert, w normalnych okolicznościach, wyprzedałby się do ostatniego miejsca. Z uwagi na obostrzenia na widowni mogło zasiąść raptem ok. 200 osób. fot. Jacek Klejment / Trojmiasto.pl

Laureatka konkursu Wieniawskiego i jej Brahms



W piątek, 9 października, również w ramach Gdańskiego Festiwalu Muzycznego, na scenie Polskiej Filharmonii Bałtyckiej zaprezentowała się gruzińska skrzypaczka Weriko Czumburidze, wykonując przy akompaniamencie Orkiestry PFB pod dyr. Georga Cziczinadze Koncert skrzypcowy D-dur op. 77 Brahmsa. Było to wykonanie skrajnie różne od tego, które artyści Deutsche Grammophon zaprezentowali dzień wcześniej, bo i artystka nie z tych, które wchodzą w jakiekolwiek interakcje. Weriko Czumburidze już na 15. Międzynarodowym Konkursie Skrzypcowym im. Henryka Wieniawskiego, który dane jej było wygrać, pokazała, że jest indywidualistką - grała swoje, a dyrygent miał ją łapać.

Choć od konkursu minęły cztery lata, artystka nie zmieniła podejścia i nadal serwuje dyrygentowi i orkiestrze zabawę w "złap mnie, jeśli potrafisz". Grała fantastycznie, pięknym dźwiękiem. Technicznie bez zarzutu. Chyba nawet lepiej i z większą precyzją niż Koncert Szostakowicza, który podczas konkursu Wieniawskiego zapewnił jej zwycięstwo. Jej występ bardzo mnie zrelaksował, odprężył, ale nie zachwycił, bo nie idę na koncert po to, aby otrzymać coś, co mogę uzyskać, odtwarzając w domu płytę. Brawa należą się natomiast Georgowi Cziczinadze, który okazał się bardzo biegłym zawodnikiem i z zaproponowanej przez artystkę gry w "złap mnie, jeśli potrafisz" wyszedł zwycięsko - perfekcyjnie prowadził orkiestrę pod muzykę graną przez solistkę, dzięki czemu - mimo braku interakcji ze strony gruzińskiej skrzypaczki - koncert "złożył się" w całość.

Weriko Czumburidze wzbudza skrajne emocje, dlatego jestem pewna, że na sali nie brakowało osób, które jej interpretacja zachwyciła. Niemniej owacje po zakończonym występie nie były tak intensywne, jak po brawurowym występie Bomsori Kim, Camille Thomas i Jana Lisieckiego. Publiczność nie wstała też z miejsc, nie domagała się bisu. Niech to posłuży nam za ocenę.

W czasach pandemii tradycyjny uścisk dłoni zastąpił "zółwik". Na zdj. Weriko Czumburidze i Georg Cziczinadze.
W czasach pandemii tradycyjny uścisk dłoni zastąpił "zółwik". Na zdj. Weriko Czumburidze i Georg Cziczinadze. fot. Jacek Klejment / Trojmiasto.pl

Prezentacja Orkiestry PFB do muzyki Szostakowicza



Druga część koncertu należała do gospodarzy - Orkiestry Polskiej Filharmonii Bałtyckiej, która podbiła serca słuchaczy pełną humoru interpretacją frywolnej IX Symfonii Dymitra Szostakowicza (przed nią wykonano Uwerturę do opery Idomeneo KV 366 Mozarta i zapewniam, że nie jestem w stanie doszukać się żadnego logicznego klucza, który wyjaśniłby, czym się kierowano, wrzucając w jeden koncert utwory Brahmsa, Mozarta i Szostakowicza).

Georg Cziczinadze lubi mieć dużo "zabawek" (jak środki wyrazu i duży aparat wykonawczy) do dyspozycji, a IX Symfonia Szostakowicza jest nimi naszpikowana, co dało mu wręcz nieograniczone możliwości interpretacyjne. I z tych możliwości skorzystał, wprawiając słuchaczy niejednokrotnie w osłupienie, a finalnie w zachwyt. Co więcej, dzieło Szostakowicza okazało się - z uwagi na swą misterną konstrukcję, wypełnioną solówkami - idealną płaszczyzną do zaprezentowania indywidualnych umiejętności muzyków Orkiestry PFB. Georg Cziczinadze przedstawił przy okazji siebie w roli lidera tej orkiestry - jest przecież jej dyrektorem artystycznym. I przyznaję, że w tej roli odnajduje się znakomicie, czego dowodem są nie tylko tak znakomite występy, jak ten piątkowy, ale także sposób, w jaki gruziński dyrygent prezentuje swoich muzyków na scenie. Publiczność wydawała się całością oczarowana.

Georg Cziczinadze podczas piątkowego koncertu pokazał, że potrafi nie tylko perfekcyjnie poprowadzić orkiestrę, ale też wzorcowo zaprezentować każdego z muzyków.
Georg Cziczinadze podczas piątkowego koncertu pokazał, że potrafi nie tylko perfekcyjnie poprowadzić orkiestrę, ale też wzorcowo zaprezentować każdego z muzyków. fot. Jacek Klejment / Trojmiasto.pl

Popularny, choć irytujący zwyczaj



Zastanawiam się tylko, czy z równym zachwytem publiczność podchodzi do rozwiązania, jakie wprowadziła dyrekcja Filharmonii Bałtyckiej na początku poprzedniego sezonu artystycznego, a mianowicie rozgrywania się muzyków na scenie przed koncertem. Mnie to irytuje! Przed koncertami lubiłam się wyciszyć, przygotować na odbiór muzyki, porozmawiać ze znajomymi, a w tym hałasie nie da się wytrzymać. Być może w tym szaleństwie jest metoda i chodzi np. o to, że po takiej kakofonii łatwiej będzie nam się delektować muzyką, ale u mnie efekt jest odwrotny - kiedy koncert się zaczyna, jestem rozdrażniona.

Tak, wiem, wiele orkiestr stosuje podobne rozwiązanie. Ja jednak mam w głowie słowa, które kiedyś, przed występem na warsztatach z instrumentu, pewien profesor skierował do rozgrywającego się ucznia:

- Jeśli nie nauczyłeś się pasaży w domu, to teraz sobie daruj, bo już się ich nie nauczysz, a tylko wrażenie psujesz.
Ja z koncertu chcę wynieść wyłącznie dobre wrażenia.

Sklep z fortepianami na scenie PFB



Gdański Festiwal Muzyczny jest w tym roku rozciągnięty w czasie. Jego finał odbędzie się 31 października w Filharmonii Bałtyckiej i zapowiada się spektakularnie chociażby ze względu na obsadę - na scenie stanie aż sześć fortepianów.

- Będziemy mogli się poczuć jak w sklepie z fortepianami - żartował Konrad Mielnik, zapowiadając finał GFM podczas piątkowego koncertu.
Za fortepianami zasiądzie sześciu znakomitych pianistów: Adam Kośmieja, Mariusz Klimsiak, Radosław Kurek, Michał Szymanowski, Paweł Wakarecy oraz Bartłomiej Weznera.

W programie znajdą się Koncert na dwa fortepiany nr 10 Es-dur KV 365 (316a) Mozarta, Koncert na 4 fortepiany a-moll BWV 1065 Jana Sebastiana Bacha (z towarzyszeniem Capeli Bydgostiensis) oraz słynne Six Pianos Steve'a Reicha, napisane na - nomen omen - sześć fortepianów.

Opinie (13) 1 zablokowana

  • Wczoraj było poruszająco, przepięknie...pozwolić takiej muzyce wibrować w umyśle i ciele - dokładnie tego nie da żadna płyta. dziękuje !

    • 4 0

  • Ach i co do recenzji, co do gry Weriko - w moim odczuciu, to, że ktoś gra świetnie , mocnym dźwiękiem , wyraziście to nie znaczy , że nie słucha orkiestry . Było wiele fragmentów gdzie genialnie podkładała się pod partie orkiestry. Nie rozumiem skąd taka krytyka ? Jak ktoś nie nagrywa dla Deutsche Gramophone to można go tak zjechać ? I odwrotnie - jak już nagrywa to nie można słowa obiektywnej krytyki wnieść ? Brak równowagi w Pani recenzji i tyle .

    • 10 2

  • Gratulacje

    Wspaniałe zagrane solo fagotu.gratulacje wielkie .jestem pełen podziwu .

    • 7 0

  • Irytujący zwyczaj (1)

    Co do irytującego zwyczaju rozgrywania się muzyków na scenie przed koncertem, wydaje mi się, że jest on teraz wczasach restrykcji sanitarnych niezbędny ponieważ muzycy nie gromadzą się na zapleczu w potwornym ścisku

    • 6 0

    • Potwornym

      :-)

      • 0 0

  • słuchacz (2)

    Wydaje mi się, że rozgrywanie przed koncertem nie służy "nauczeniu się pasaży", tylko rozgrzaniu przed występem, a to dwie różne rzeczy. Czy wyszłaby Pani na egzamin po wyciągnięciu instrumentu z futerału nie wydając z niego uprzednio żadnego dźwięku?

    • 4 1

    • Ależ oni to zawsze robili (1)

      Tylko za kulisami, mają tam garderoby i sake ćwiczeń

      • 0 0

      • Sake

        sake nie pijemy

        • 0 0

  • Pusto

    Wygląda na to że nawet tej 1/4 miejsc nie wykupiono. Totalne pustki

    • 1 1

  • zamiast promowac gdanskich muzykow znow postawiono na niemcow (1)

    i za gruba kase z miasta.

    • 4 2

    • Niemców

      Gdzie Ci Niemcy

      • 0 0

  • Wydarzenie

    Festiwal zawsze przynosi wydarzenia światowej miary. Każda edycja jest inna. O koncercie czwartkowym głośno już na arenie męedzynarodowej. Gratulacje

    • 0 0

  • taak po czwartkowyk koncercie cały świat zamarł. Kolejna edycja Paryż, Londyn, New York .... oby nie Gdańsk

    • 0 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

30

listopada

08

grudnia

45. Festiwal Polskich Filmó... Gdynia, Gdyńskie Centrum Filmowe

Rozrywka

Filmy, które straszyły nas w dzieciństwie
Filmy, które straszyły nas w dzieciństwie

Kulinaria

Złociste i chrupiące. Skąd dobre frytki w Trójmieście?
Smaczne frytki w Trójmieście
Jedzenie na telefon - komu się to opłaca?
Jedzenie na telefon - komu się to opłaca?

Sprawdź się

Ile rejsów odbył w swojej "karierze" parowiec Sołdek?