• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

Teatr wychodzi na ulicę. Podsumowanie Festiwalu R@Port

Łukasz Rudziński
28 maja 2017 (artykuł sprzed 5 lat) 
Opinie (20)
Nagroda Publiczności powędrowała do otwierającego festiwal "Triumfu woli" w reż. Moniki Strzępki z Narodowego Starego Teatru w Krakowie, ukazującego hart ducha i siłę woli, które potrafią góry przenosić. Nagroda Publiczności powędrowała do otwierającego festiwal "Triumfu woli" w reż. Moniki Strzępki z Narodowego Starego Teatru w Krakowie, ukazującego hart ducha i siłę woli, które potrafią góry przenosić.

Przez tydzień na Festiwalu Polskich Sztuk Współczesnych R@Port zaprezentowano 11 spektakli (osiem w konkursie) oraz pięć sztuk finalistów Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej. Nieoczekiwanie nagrodzono Teatr Polski w Bydgoszczy za "Żony stanu, dziwki rewolucji, a może i uczone białogłowy". Z kolei Gdyńska Nagroda Dramaturgiczna trafiła do Magdaleny Drab, autorki sztuki "Słabi. Ilustrowany banał teatralny".



Faworyci z manifestem przeciwko nowej dyrekcji

Właściwie każdy spektakl duetu Paweł Demirski (autor, dramaturg) - Monika Strzępka (reżyserka) budzi duże emocje i niemal z urzędu znajduje się w centrum festiwalowych wydarzeń. Nie inaczej było z "Triumfem woli" przygotowanym przez Demirskiego i Strzępkę w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie (najszybciej wyprzedanym spektaklem festiwalu). Tym razem, w stylu znanym z poprzednich produkcji duetu, aktorzy starają się "zagadywać" rzeczywistość (tym razem pretekstem jest awaria samolotu i cudowne ocalenie na bezludnej wyspie), ocieplić ją gawędami i opowieściami, które w formie dygresji czy anegdoty (w oparciu o fakty) ukazują hart ducha, odwagę i niezłomność charakteru.

Przyglądamy się więc m.in. Kathrine Switzer (jako pierwsza kobieta, która przebiegła maraton, w tej roli Dorota Segda), strajkowi górników w Wielkiej Brytanii (lata 1984-1985), których nieoczekiwanie wsparło środowisko homoseksualne, czy piłkarzom Samoa Amerykańskiego, którzy wysławili się najwyższą porażką w historii międzypaństwowych meczów piłki nożnej (Samoańczycy przegrali z Australią 0 do 31). Gdzieś obok bohaterów snuje się pijany William Szekspir (Krzysztof Zawadzki), usiłujący składać swoje teksty w całość, czy wychowany na stepie nieokrzesany Mongoł (Marta Nieradkiewicz). Cały ten konglomerat egzystencjalnych rozbitków tworzy niejednorodną, ale ciekawą mozaikę charakterów. Momentami przydługi i przegadany spektakl zaskakująco dobrze, jak na luźną, wydawałoby się wręcz niechlujną formę, ukazuje tytułowy "triumf woli" nad słabościami i przeciwnościami losu.

Wyjątkowy charakter miał spektakl Teatru Łaźnia Nowa w Krakowie - "Wieloryb The Globe" w reż. Evy Rysovej, z udziałem Krzysztofa Globisza zmagającego się z afazją po udarze mózgu. Wyjątkowy charakter miał spektakl Teatru Łaźnia Nowa w Krakowie - "Wieloryb The Globe" w reż. Evy Rysovej, z udziałem Krzysztofa Globisza zmagającego się z afazją po udarze mózgu.
To bardzo pozytywne przesłanie podczas gdyńskiego pokazu znalazło się jednak w cieniu reakcji zespołu Starego Teatru na zmianę dyrekcji. Ironiczne żarty z nowego dyrektora artystycznego wpleciono w treść spektaklu, po nim aktor Krzysztof Zawadzki odczytał kuriozalny fragment zwycięskiej aplikacji na dyrektora Starego Teatru autorstwa Marka Mikosa, w bardzo lekceważący sposób odnoszącego się do jakości spektakli i sposobu gry aktorów Starego Teatru. Niestety, narzucony przez ministerstwo duet dyrektorski i reakcja zespołu sugerują, że spór o kształt prestiżowej krakowskiej sceny może w poważnym stopniu zaważyć na jej kondycji. Patrząc na zespołową, bardzo dobrą grę krakowskich aktorów bardzo szkoda byłoby ich potencjału i przekreślenia dorobku ostatnich lat. Na pocieszenie twórcom pozostaje Nagroda Publiczności Festiwalu R@Port (37 proc. głosów spośród obecnych na spektaklu), warta 10 tys. zł.

Hołd dla Krzysztofa Globisza

Wyjątkowy charakter ma "Wieloryb The Globe" w reż. Evy Rysovej, koprodukcja Międzynarodowego Festiwalu "Boska Komedia" w Krakowie i krakowskiego Teatru Łaźnia Nowa ze Teatrem Starym w Lublinie. Jej owocem jest spektakl stworzony z myślą o przechodzącym rehabilitację po udarze mózgu aktorze Krzysztofie Globiszu, ze specjalnie dla niego napisaną sztuką Mateusza Pakuły. Jest to spektakl-instalacja, momentami wręcz performans. Globisz zmaga się z własnymi ograniczeniami, porusza się o lasce, wydobywa z siebie z wysiłkiem kolejne słowa, rysuje, gra na harmonijce. Dość groteskowo wygląda na tym tle duet "pomocniczek" - Zuzanna SkoliasMarta Ledwoń, funkcjonujących w spektaklu półprywatnie, przyznającymi się do własnych traum czy słabości. Mają one, jak sądzę, w pewnym sensie stanowić przeciwwagę dla sytuacji Globisza, co z góry skazane jest na niepowodzenie. Trudno jednak "Wieloryba The Globe" rozpatrywać w kategoriach czysto artystycznych. Widz zamienia się tu w obserwatora prawdziwego, a nie fikcyjnego dramatu, poznaje niuanse afazji i historię rehabilitacji aktora, wraz ze szczegółami koncepcji spektaklu opowiedzianymi przez aktorki. Spektakl przeradza się w zbiorowy seans współczucia i wsparcia dla Krzysztofa Globisza, zasłużenie nagrodzonego owacją na stojąco.

Białostocka "Biała siła, czarna pamięć" w reż. Piotra Ratajczaka uderza w skrajną prawicę i jej stosunek do "obcych" ze względu na pochodzenie, orientację seksualną czy kolor skóry. Ta najbardziej spójna z konkursowych propozycji nie została dostrzeżona przez jurorów. Białostocka "Biała siła, czarna pamięć" w reż. Piotra Ratajczaka uderza w skrajną prawicę i jej stosunek do "obcych" ze względu na pochodzenie, orientację seksualną czy kolor skóry. Ta najbardziej spójna z konkursowych propozycji nie została dostrzeżona przez jurorów.
Spektakl z oblężonego teatru

Teatr Dramatyczny z Białegostoku nie ma łatki teatru odważnego, eksperymentalnego czy postępowego. To raczej stateczna, kultywująca lokalny koloryt Podlasia scena. Jednak w ubiegłym roku spektakl "Biała siła, czarna pamięć" w reżyserii Piotra Ratajczaka według głośnego "Białegostoku. Biała siła, czarna pamięć" Marcina Kąckiego zatrzęsła tym mirem w posadach. Spektakl doczekał się protestów przed teatrem środowisk katolickich oraz radykalnej prawicy (ONR, Młodzież Wszechpolska), którym nie odpowiadała przedstawiona w spektaklu i reportaży Kąckiego wizja ksenofobii i rasizmu mieszkańców Białegostoku. Nowy dyrektor postanowił spektakl zdjąć z afisza, jednak pod presją opinii publicznej i sugestii marszałka, "kontrowersyjne" przedstawienie przywrócono do repertuaru.

O co tyle hałasu? O bardzo odważną krytykę radykalnego nacjonalizmu, który piętnują twórcy, rozpoczynając swoje przedstawienie od fikcyjnej próby zerwania "lewicowego" spektaklu. Zacietrzewienie, agresja, złość, przyzwolenie na przemoc wobec "obcych" w towarzystwie sloganów pełnych dobroci, miłości i krzewienia patriotyzmu - tak postrzegają środowiska prawicowe twórcy spektaklu, tworząc w spektaklu Piotra Ratajczaka najbardziej spójną teatralnie i dramaturgicznie wypowiedź całego R@Portu. Tutaj "prawdziwy" Polak, katolik, patriota, nacjonalista, rasista czy kibol to pojęcia bliskoznaczne. Bardzo odważnie uderzono w Białystok ukazany jako inkubator ruchów nacjonalistycznych. Trzeba jednak dodać, że to wizja jednostronna bez próby przyjrzenia się motywacjom drugiej strony. Przedstawienie, niestety, przeszło bez echa w werdykcie jurorów.

Nagrodzony Grand Prix R@Portu spektakl "Żony stanu, dziwki rewolucji, a może i uczone białogłowy" w reż. Wiktora Rubina potrafił zjednoczyć artystów i publiczność w proteście, manifeście swobód i wolności obywatelskiej. Nagrodzony Grand Prix R@Portu spektakl "Żony stanu, dziwki rewolucji, a może i uczone białogłowy" w reż. Wiktora Rubina potrafił zjednoczyć artystów i publiczność w proteście, manifeście swobód i wolności obywatelskiej.
Laureaci, czyli teatr wychodzi na ulicę

Jurorzy w składzie pisarka Dorota Masłowska, profesor Zbigniew Majchrowski i reżyser Remigiusz Brzyk dość nieoczekiwanie wybrali jako Grand Prix (wartości 50 tys. zł dla teatru) najbardziej polityczny i lewicujący z konkursowych spektakli - "Żony stanu, dziwki rewolucji, a może i uczone białogłowy" z Teatru Polskiego w Bydgoszczy. Jolanta Janiczak (autorka sztuki i dramaturg) i Wiktor Rubin (reżyser) przygotowali spektakl inspirowany losami Théroigne de Méricourt, feministycznej działaczki rewolucji francuskiej, walczącej o prawa kobiet-obywatelek, o równość, wolność, solidarność. W podzięce społeczność, o którą de Méricourt walczyła, ją zlinczowała. W bydgoskim przedstawieniu nie ma linczu. Spektakl aktywuje za to publiczność w inny sposób.

Co wyróżnia to przedstawienie na tle innych? Ten manifest, momentami przechodzący w lament albo koncert życzeń, nie pozostaje pustym sloganem ani teoretyzowaniem czy wręcz fantazjowaniem o zjednoczeniu aktorów i widzów we wspólnej sprawie. Twórcom spektaklu udaje się w nim to, o czym wielu tylko mówi - potrafią zarazić widzów swoją wizją, zjednoczyć ich we wspólnym celu i zachęcić do dobrowolnego wzięcia udziału w pikiecie przed teatrem, z wybranymi przez widzów transparentami. W finale przedstawienia chętni wychodzą więc na ulicę wraz z hasłami manifestującymi swobodę obywatelską, prawa kobiet, równouprawnienie i wolność wyboru w każdej dziedzinie życia. Nie ma przymusu - kamera zainstalowana na zewnątrz "relacjonuje" to, co się dzieje przed budynkiem tym, którzy na taki gest się nie decydują.

W Gdyni (podobnie jak w innych miastach, gdzie grany był spektakl) gmach teatralny z transparentami opuściła większość widzów, którzy potem wraz z aktorami zapraszani jest na scenę do końcowych braw. Sukces tego gestu jest bezdyskusyjny i bez względu na lepsze i gorsze momenty przegadanych momentami, ale bardzo dobrze zagranych przez zespół Teatru Polskiego "Żon stanu...", działa na wyobraźnię. Dramatyzm gdyńskiego pokazu podniósł fakt, że to kolejny obok "Triumfu woli" spektakl z teatru, w którym po wakacjach zmienia się dyrekcja, co skutkować może rozpadem zespołu artystycznego i zdjęciem przedstawienia z afisza, o czym informowali wzruszeni artyści w trakcie spektaklu.

Wśród rozczarowań tegorocznej edycji festiwalu znalazł się spektakl nagrodzonej w ubiegłym roku Agaty Dudy-Gracz - "Po 'Burzy' Szekspira" z Teatru Muzycznego Capitol we Wrocławiu. Wśród rozczarowań tegorocznej edycji festiwalu znalazł się spektakl nagrodzonej w ubiegłym roku Agaty Dudy-Gracz - "Po 'Burzy' Szekspira" z Teatru Muzycznego Capitol we Wrocławiu.
Rozczarowania

Gdyby "Silesia, Silentia" w reż. Marka Fiedora z Wrocławskiego Teatru Współczesnego składała się z większej liczby takich scen jak ta "krawiecka" (gdy za pomocą jednego cięcia pada na podłogę ruchomego wagoniku - symbolu transportu do obozów koncentracyjnych - cała zainstalowana naprędce kolekcja płaszczy i kurtek, co w oczywisty sposób nawiązuje do Holokaustu) mógłby być to spektakl wybitny. Niestety, metafora rekwizytu - zmieniającego właścicieli płaszcza (Maciej Kowalczyk) - jako symbolu stałości w świecie sprzed, w trakcie i po drugiej wojnie światowej, jest przede wszystkim w teatrze już mocno zgrana. Fiedor nie proponuje niczego nowego, a na odbiór spektaklu wpływa rozproszenie wątków, poszarpanie akcji i dość anachroniczna forma, przez co spektakl przytłacza i męczy, gubiąc po drodze niemal wszystkie swoje sensy.

Znacznie więcej spodziewać się można było także po "Po 'Burzy' Szekspira" Agaty Dudy-Gracz, które autorka tekstu i reżyserka oraz scenografii przygotowała w Teatrze Muzycznym Capitol we Wrocławiu. Razem z Prosperem (Zbigniew Ruciński) - zaniedbanym, samotnym starszym panem, siedzącym przed telewizorem ze szklanką herbaty, zaglądamy do świata znanego z Szekspirowskiej "Burzy", tyle że umieszczonej we współczesnym kontekście. To fantazja-wspomnienie starego człowieka z przeszłości, które pomyślane jako wytwór pamięci osamotnionego starca pozwala reżyserce daleko się zagalopować.

Tresurze przez ojca poddana zostaje rezolutna Miranda (Justyna Szafran), Ariel (najciekawsza postać spektaklu, grana przez Klaudię Waszak) przeżywa traumę, gdy dowiaduje się, że wszyscy go widzą, zaś Kaliban to właściwe Kalibany (Cezary Studniak i Emose Uhunmwangho)to parka prymitywnych, prostackich ludzi. Największą słabością tego świadomie zanurzonego w kiczu, ironicznego obrazu społecznych nizin jest zaskakująco płytki i banalny tekst Agaty Dudy-Gracz. Bohaterowie, poza Arielem, ciekawią tylko przez chwilę. A zamysł, by odwiedzić "Polskę B", gdzie tak często i ze znacznie lepszym skutkiem zagląda kino obyczajowe, nie daje zbyt dużych szans na sukces.

Laureatka Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej, Magdalena Drab, w sztuce "Słabi. Ilustrowany banał teatralny" opisała ludzi słabych, nie mieszczących się w ramach społecznych oczekiwań, jak zmagająca się z depresją Anina. Laureatka Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej, Magdalena Drab, w sztuce "Słabi. Ilustrowany banał teatralny" opisała ludzi słabych, nie mieszczących się w ramach społecznych oczekiwań, jak zmagająca się z depresją Anina.
Słabość atutem. Nagrody GND

Tegoroczna dziesiąta Gdyńska Nagroda Dramaturgiczna rozstrzygnięta została w sposób całkowicie jednoznaczny. Zarówno Kapituła GND (Justyna Jaworska, Ewa Guderian-Czaplińska, Jacek Kopciński, Grzegorz Niziołek i Jerzy Stuhr), jak i społeczne jury Alternatywnej Nagrody Dramaturgicznej (Joanna M. Gruca, Katarzyna Kręglewska, Joanna Lisiewicz, Magda Mielke, Aleksandra Wysocka) wskazały ten sam tekst jako najlepszy - okazał się nim dramat Magdaleny Drab "Słabi. Ilustrowany banał teatralny", poświęcony tym, którzy z życiem w jakiś sposób sobie nie radzą. Laureatka otrzymała statuetkę i nagrodę pieniężną w wysokości 50 tys. zł.

"Autorka dramatu w sposób bardzo subtelny przedstawia doświadczenie depresji, konstruując świat na przecięciu realizmu i fantazji. Realizm pozwala na empatyczne podążanie za bohaterką, która "nie mieści się" w świecie przewidzianym dla niej przez społeczeństwo i kulturowe przymusy uosabiane przez otaczające ją postaci, zaś fantazje dają chwilowe złudzenie utrzymania się na powierzchni. "Słabi" to nie tylko udana próba dramatycznego opracowania tematu długo w teatrze tabuizowanego. Dramat opowiada także o częstym doświadczeniu inności, nieprzystawalności, odklejeniu od wymagań "udanego" życia. Magdalena Drab operuje minimalistycznym, dość surowym językiem (choć jej frazy zapadają w pamięć), zamiast didaskaliów zaproponowała proste rysunki komentujące stany bohaterów i relacje między nimi - oba te kody konstruują świat tyleż groteskowy co przerażający" - czytamy w werdykcie Kapituły.

Nagrody 12. Festiwalu R@Port:

Grand Prix - "Żony stanu, dziwki rewolucji, a może i uczone białogłowy" Jolanty Janiczak w reżyserii Wiktora Rubina z Teatru Polskiego im. Hieronima Konieczki w Bydgoszczy (50 tys. zł)

Nagroda Publiczności - "Triumf woli" Pawła Demirskiego w reżyserii Moniki Strzępki z Narodowego Starego Teatru im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie - 37 proc. głosów widzów oglądających spektakl (10 tys. zł)

Gdyńska Nagroda Dramaturgiczna - Magdalena Drab za sztukę "Słabi. Ilustrowany banał teatralny" (50 tys. zł)

Alternatywna Nagroda Dramaturgiczna - Magdalena Drab za sztukę "Słabi. Ilustrowany banał teatralny" (nagroda rzeczowa)

IV Ogólnopolski Konkurs im. Andrzeja Żurowskiego na recenzje młodych krytyków teatralnych:
- Szymon Spichalski (laureat nagrody Prezydenta Miasta Gdyni, wartość 5 tys. zł)
- Agata Tomasiewicz (laureatka nagrody Marszałka Województwa Pomorskiego, wartość 5 tys. zł)

Grand Prix Konkursu "Dramat w szkole" - VI Liceum Ogólnokształcące w Gdyni za spektakl oparty na sztuce Tomasza Śpiewaka "Wszystko o mojej matce" w reżyserii Macieja Wiznera, Marioli Kallas i Urszuli Kowalskiej (1 tys. zł)

Wydarzenia

12. Festiwal R@Port

spektakl dramatyczny, festiwal teatralny, czytanie performatywne

Miejsca

Zobacz także

Opinie (20)

  • Bardzo ciekawe przedstawienia, chociaż niektóre miały problem ze zdecydowanym zakończeniem. Warto jeszcze wspomnieć spektakle pozakonkursowe. Szczególnie podobał mi się Triatlon.

    • 4 2

  • W ostatnich dniach trwał również festiwal teatralny Akcept (w Gdańskim Archipelagu Kultury).

    • 4 0

  • Szkoda, że nie został nagrodzony Białystok (3)

    "Biała siła, czarna pamięć" - świetny spektakl, młodzież powinna go oglądać obowiązkowo jako szczepionkę na nacjonalizm!

    • 8 2

    • U nas na szczęście nie jest to problemem. Problemem jest to, że w krajach zachodu, tych bardziej kolorowych jest "czarna siła, biała pamięć"... co łatwo sprawdzić w statystykach przestępczości

      • 2 3

    • (1)

      straszcie straszcie ttym "nacjonalizmem", a jak przyjdzie co do czego, to "kibole i naziole" będą jedyną siłą zdolną obronić wasze 4 litery przed agresorem

      • 2 12

      • Łyknąłeś to hasło jak młody pelikan

        Jakieś dowody z historii jak to dzielnie ONR bronił Polski czy może coś podobnego? Nie pojedynczy członkowie ale jako zorganizowana całość?

        Siła fizyczna i pewność w grupie tudzież doświadczenie z ustawek nie świadczy o odwadze i rozwadze. Nawet w koszulce Polski Walczącej i na kolanach na pielgrzymce do Częstochowy, do gościnnych dla takich poglądów Paulinów.

        • 1 0

  • Puste gesty (3)

    Poziom tegorocznej edycji był dość wyrównany, choć bez wielkich spektakli (te zdarzają się jednak rzadko). Najsłabszym spektaklem R@Portu, wystawiającym widzów na prawdziwe męczarnie, był zagrany na koniec, poza konkursem, "Hymn narodowy" Przemysława Wojcieszka. Podobnie zresztą było w zeszłym roku - najsłabsze przedstawienie, "Sąsiedzi", zostało zagrane na końcu, pozostawiając w widzach niesmak - widocznie to takie osobliwe wyczucie dramaturgii festiwalowej. Zadziwiające, że tak złe pod każdym względem - dramaturgicznym, reżyserskim, aktorskim - przedstawienie, jak legnicki "Hymn narodowy", znalazło się także w finale ministerialnego Konkursu na Wystawienie Polskich Sztuk Współczesnych, w którym zabrakło miejsca np. na "Triumf woli" (może nie jest to dzieło życia duetu Demirski/Strzępka, ale jednak nieporównywalnie lepsze, dzięki aktorstwu najwyższej klasy). Ale może nie trzeba się dziwić, skoro przewodniczącym Komisji Artystycznej jest także Jacek Sieradzki, dyrektor programowy R@Portu. W ogóle całe to ukierunkowanie tegorocznej edycji festiwalu na teatr polityczny wydaje mi się jakimś fałszywym, pustym gestem - ani gospodarz, czyli Teatr Miejski, ani dyrektor programowy jakoś nie kojarzą mi się z propagowaniem teatru krytycznego, zaangażowanego. Wręcz przeciwnie - w repertuarze gdyńskiego teatru nie ma śladu takiego myślenia. Więc skąd nagle ten zwrot? Myślę, że warto byłoby obudować to choćby jakąś dyskusją, bo jak dla mnie wszystkie te polityczne spektakle udowodniły raczej niemoc/ nieskuteczność sztuki krytycznej. A tu jury poskąpiło choćby jednego zdania uzasadnienia dla wyboru "Żon stanu" na zwycięski spektakl... Tyle ciekawych osób przyjechało do Gdyni, których obecności nie wykorzystano. Chętnie usłyszałabym, co myśli np. Dorota Masłowska o współczesnym teatrze, zwłaszcza politycznym. Nie było nawet tradycyjnej debaty z udziałem członków Kapituły. Dlaczego??? R@Port powinien być także wydarzeniem intelektualnym, nie tylko artystycznym. Całe szczęście, że "honory domu" pełnił Łukasz Drewniak - prowadzone przez niego rozmowy były na najwyższym poziomie.

    • 10 0

    • PS.

      Obśmiewany przez zespół Starego Teatru dyrektor nazywa się Mikos, nie Moros. Ale jego program jest rzeczywiście kompromitujący. Niech zatem będzie panem Morosem...

      • 0 0

    • (1)

      @na tym portalu nie warto się podpisywać, dla ciebie Masłowska jest autorytetem???? O tempora o mores...

      • 0 2

      • Nie wiem, gdzie wyczytałeś/aś, że uważam ją za autorytet. Autorytetem musi być dla organizatorów R@portu, skoro zapraszają ją - autorkę dwóch niby-dramatów - do jury, i to po raz drugi w krótkim czasie, a koledzy jurorzy awansują ją na przewodniczącą tego gremium. Pisałam o "ciekawych osobach". I taką dla mnie jest także Masłowska. Dlatego chętnie posłuchałabym, dlaczego nagrodzili właśnie "Żony stanu". Tyle.

        • 3 0

  • Jak zwykle najbardziej podobały mi się czytania sztuk (3)

    • 0 0

    • (2)

      Mnie też podobały się czytania, tylko sztuki w tym roku były zdecydowanie słabsze. Co najmniej dwa tytuły znalazły się w finale przez pomyłkę.

      • 0 0

      • (1)

        Jakie? Moim zdaniem "Koniec przemocy"...

        • 0 0

        • "Koniec przemocy" i "Wszystko o mojej matce".

          • 0 0

  • jak może pan pisać (5)

    Jak może pan pisać recenzje skoro nie był pan na wszystkich spektaklach, bo nie mógł być pan w dwóch miejscach jednocześnie (czwartek opera bałtycka i raport sztuki - ciekawe jak pan połączył) . jest pan nierzetelnym pismakiem.

    • 2 9

    • ciesz się że nie pisał z zaproszenia...

      • 0 0

    • Pomyśl zanim napiszesz (2)

      Łukasz R. zajmuje się teatrem zawodowo. Ogląda spektakle w całej Polsce i niektóre z konkursowych pozycji widział zapewne dużo wcześniej. Nie musiał zaliczyć wszystkich przedstawień akurat w tym tygodniu.

      • 2 2

      • (1)

        Zawodowo? I dlatego nie podaje poprawnych danych nowego dyrektora Starego? To nazwisko jest teraz znane każdemu, kto ma pojęcie o teatrze. A w to, że Rudziński ogląda spektakle poza Trojmiastem, szczerze wątpię. Nigdy nie widziałam go na żadnym ważnym festiwalu teatralnym w Polsce.

        • 3 3

        • Ależ frustracja od Ciebie, aaa, bije. :)
          Ja z kolei pana Rudzińskiego parokrotnie widziałam na festiwalach w Krakowie czy Wrocławiu, więc Twoje przypuszczenia mają się nijak do rzeczywistości. Zresztą, kto powiedział, że spektakle poza Trójmiastem trzeba oglądać akurat podczas festiwali? Ciekawe czy sama, o ile pracujesz zawodowo, jeździsz po Polsce by obserwować jak Twoja branża wygląda w innych rejonach Polski?

          • 3 3

    • dyskusja bez argumentów

      No i jadf już się zaczyna sączyć... a pfe ! Dyskusja bez argumentów - nie starcza krytykantom intelektu ?

      • 0 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Do DNA

wystawa

Pobożni i cnotliwi. Dawni gdańszczanie w zwierciadle sztuki

wystawa

Kolekcja w działaniu

wystawa

Sprawdź się

Sprawdź się

Akcja powieści "Hanemann" Stefana Chwina dzieje się w: