Wiadomości

Teatr tańca dla wytrwałych. Podsumowanie Gdańskiego Festiwalu Tańca

Najciekawszym pokazem Gdańskiego Festiwalu Tańca okazał się spektakl "no.thing" Compagnie Linga prowadzoną przez Katarzynę Gdaniec i Marca Cantalupo (na zdjęciu David Gernez i Marie Urvoy).
Najciekawszym pokazem Gdańskiego Festiwalu Tańca okazał się spektakl "no.thing" Compagnie Linga prowadzoną przez Katarzynę Gdaniec i Marca Cantalupo (na zdjęciu David Gernez i Marie Urvoy). mat. prasowe

Skończył się najdłuższy trójmiejski festiwal teatralny - Gdański Festiwal Tańca. Przez 15 dni (13-27.06) zaprezentowano 37 wydarzeń tanecznych, dwa koncerty i konferencję naukową. Dobrze byłoby zastanowić się na przyszłością festiwalu, bo jego formuła wyraźnie się wyczerpuje. Podsumowujemy II Gdański Festiwal Tańca.



Czy Gdański Festiwal Tańca powinien trwać ponad dwa tygodnie?

tak, im więcej tańca, tym lepiej! 31%
tak, przecież można wybrać jeden, czy dwa terminy 9%
tak, ale musi zmienić swoją dotychczasową formułę 0%
nie, krótszy i bardziej skondensowany = lepszy 25%
nie ma uzasadnienia dla tak długiej, niszowej przecież imprezy 16%
ile by nie trwał i tak się na nim nie pojawię, bo wolę inny rodzaj sztuki 19%
zakończona Łącznie głosów: 32
W ciągu dwóch tygodni byliśmy świadkami wielu wydarzeń, z kapitalnym występem Compagnie Linga w spektaklu "no.thing" w choreografii Katarzyny Gdaniec i Marca Cantalupo na czele. Sześcioro tancerzy za pomocą tanecznych etiud i zbiorowej choreografii prowadzi niezwykły dialog, rozgrywający się między gestami, układami ciała a interakcją z innymi tancerzami. Zachwyca technika i swoboda, z jaką tancerze Lingi wykonują ekwilibrystyczne, bardzo skomplikowane figury, szczególnie te z użyciem krzeseł. Są niezwykle precyzyjni i wyraziści w każdym elemencie, dlatego bez trudu rozczytać można emocje wpisane w ich taniec - samotność, zwątpienie, zaciekawienie przeradzające się w fascynację, zaangażowanie, czy miłość. Niezwykle liryczna, przewrotna już w tytule propozycja, okazała się najjaśniejszym punktem GFT.

Ciekawy spektakl "Letter from Lady L." pozakonkursowo (na finał międzynarodowego konkursu Baltic Movement Contest) pokazała Takako Matsuda, Japonka mieszkająca w Warszawie. Matsuda łącząc taniec z fragmentami mówionymi (list tajemniczej Lady L.) stworzyła intymną, nastrojową opowieść o kobiecości - pytanie Lady L., "who I am?", zapada w pamięci dużo bardziej niż wszystkie występy, stojącego na niskim poziomie konkursu Baltic Movement Contest. W konkursie tym wygrała Norweżka Anne-Linn Akselen. Nagrodzono formalne, konceptualne solo "Sing me, four your life, in a Portuguese folia, the reason for your happiness" inspirowane dworskimi i ludowymi tańcami skandynawskimi.

Na festiwalu zaprezentowano spektakle taneczne mocno osadzone w teatrze - "Transkrypcje" Sopockiego Teatru Tańca, "Caffè Latte" Teatru Dada von Bzdülöw, "NN Wacławowi Niżyńskiemu" Lubelskiego Teatru Tańca, czy "Modus vivendi" Magdaleny Reiter - oraz przedstawienia prezentujące przede wszystkim taniec i ruch, umieszczone w dość luźnych teatralnych ramach. Do tych drugich należą "mindblankless" Anny Nowak, "Historia nie-jednego spotkania" Gabinetu Ruchomych Obrazów, "a3" Pracowni fizycznej, "Trop: dance to art" Movements Factory, czy "Konfetti" Magdy Jędry.

W nowym spektaklu Krzysztofa Leona Dziemaszkiewicza "Hungrige Herzen" tym razem rozbierają się przede wszystkim kobiety (na zdjęciu Julia Mach).
W nowym spektaklu Krzysztofa Leona Dziemaszkiewicza "Hungrige Herzen" tym razem rozbierają się przede wszystkim kobiety (na zdjęciu Julia Mach). fot. Łukasz Unterschuetz / trojmiasto.pl
W spektaklu "Ciche ciało" Teatru Tańca i Muzyki Kino Variatino bardzo dobre wrażenie zostawiła po sobie Katarzyna Pastuszak (na dole), szczególnie w prologu wywiedzionym bezpośrednio z technik tańca butoh.
W spektaklu "Ciche ciało" Teatru Tańca i Muzyki Kino Variatino bardzo dobre wrażenie zostawiła po sobie Katarzyna Pastuszak (na dole), szczególnie w prologu wywiedzionym bezpośrednio z technik tańca butoh. fot. Paweł Wyszomirski / mat. prasowe
Z polskich wykonawców zdecydowanie najlepiej zaprezentowała się Agnieszka Kamińska w opisywanym już przez nas spektaklu "Ocaleni. Na skraju nieba". Warto odnotować też interesujący, choć przesadnie rozbudowany i nazbyt dosłowny w finale spektakl "Amore e merda" Giulii Mureddu, w którym kwestia seksualności i seksualnej transgresji opowiedziana zostaje z humorem i dość odważnie, a sama Mureddu pod koniec spektaklu tańczy ze sztucznym fallusem między nogami.

Wśród występów zdecydowanie zorientowanych na taniec najciekawiej wypadł włoski duet Gabriella Maiorino - Simone Giacomini, którzy w Gdańsku pokazali "Prayers". Maiorino tańczy do muzyki tworzonej na scenie "na żywo" przez Giacominiego za pomocą syntezatora i gitary elektrycznej. Tancerka występuje w samej bieliźnie, dzięki czemu doskonale widać każdy gest, grę mięśni, chwilowe naprężenia ciała. Między artystami wytwarza się intrygujące, bardzo intensywne taneczno-muzyczne porozumienie. Chociaż to ona jest w ruchu, nie sposób wyobrazić sobie ten spektakl bez Simone.

Trzecim gatunkiem, na który chętnie decydowali się tancerze podczas GFT, okazał się performance. Taki charakter miał spektakl Kubańczyka Guillermo Horty Betancourta, który w swoim "Kebalan" wcielił się w postać demiurga tańca, który w finale "ożywia" taniec. W swoistym tanecznym jam session wzięło udział wielu widzów energetyzującego show. Performance przedstawili także Krzysztof Leon Dziemaszkiewicz ("Hungrige Herzen") i Ivo Dimchev ("Lili handel").

Gdański Festiwal Tańca funkcjonuje od 2009 roku, chociaż miłośnicy teatru tańca i tańca współczesnego doskonale pamiętają najpierw Gdańską a następnie Trójmiejską Korporację Tańca, której GFT jest kontynuacją. Podstawowa idea festiwalu w ciągu niemal dekady ze skromnej dwu-, trzydniowej prezentacji dorobku artystycznego trójmiejskich tancerzy stało się szeroką, zauważalną w skali kraju imprezą teatru tańca o międzynarodowym zasięgu i określonej renomie. Po II edycji GFT mam jednak wrażenie, że dotychczasowa formuła festiwalu już się wyczerpała.

Świadczą o tym nie tylko pustki na widowni (publiczność wypełniła salę teatralną Klubu Żak do ostatniego miejsca praktycznie tylko podczas spektaklu Krzysztofa Leona Dziemaszkiewicza) - na niektórych występach pojawiali się praktycznie tylko dziennikarze i zaproszeni na festiwal tancerze oraz zaskakująco skromna reprezentacja trójmiejskiego środowiska tanecznego. Niezwykle rozbudowany program pogrupowany został wprawdzie w nurty - "projekty z Polski", "projekty zagraniczne", "trójmiejska korporacja tańca", czy projekty rezydencyjne Klubu Żak. Dodatkowo Gdański Festiwal Tańca opatrzony jest ciekawym hasłem "odwagi", jednak rozbijanie pokazów danego nurtu na całe dwa tygodnie uniemożliwia obejrzenie całości nawet zaproszonym gościom.

Trudno odgadnąć czym kierują się organizatorzy, zapraszając na festiwal takie produkcje, jak "Box4" Kinesis Dance samatheatro. Brakuje zwartych, wyraźnie określonych bloków tematycznych. Dyskusyjna wydaje się również długość trwania festiwalu, który każdego dnia przez 15 dni prezentuje kolejne pokazy. Pomyłką natomiast jest lokalizacja go w czerwcu, gdy o potencjalnego widza trzeba walczyć z takimi imprezami jak Festiwal "Dwa teatry", All About Freedom, Gdynia Design Days, Literaturomanie, Cudawianki, czy Festiwal Kultur Świata - Okno na Świat.

Szkoda potencjału GFT, bo to niezwykle ważna impreza dla trójmiejskiego tańca. Bez nowego impuslu festiwalowi grozi marginalizacja. A produkcje takich formacji jak Dada von Bzdülöw, Sopocki Teatr Tańca, czy Teatru Amareya przekonują, że warto promować taneczne Trójmiasto, bo naprawdę mamy się czym pochwalić.

Opinie (17)

  • oj (1)

    ta recenzja też tylko dla wytrwałych, panie Łukaszu;)

    • 8 3

    • oj 2

      wielki znawca tańca się znalazł. Niech przybędzie Ci trochę zmarszczek, doświadczenia i wiedzy, wtedy wal osądy co do poszczególnych zespołów.

      • 2 0

  • Jakby tu zaczać, (5)

    No cóż, musicie się pogodzić z tym, że Pan Łukasz tu pisze. Za to mu płacą i tyle. Możecie oczywiście komentować do woli i wyrażać swoje niezadowolenie, ale fakt pozostaje faktem. Cie, chcielibyście pewnie, żeby były tu pochlebne recenzje, głaskanie po główce itp. A tu nie ma. Nie będę się zastanawiać czy piszący pan Łukasz ma o teatrze pojęcie (moim zdaniem, bardzo słabe, raczej intuicję, jakieś przeczucia) i to nie tylko o teatrze tańca ale też o teatrze dramatycznym, ale jak już zauważam on tu pisze i on recenzuje. A dopóki nas artystów nie stać na polemikę z otwartą przyłbicą, dopóki nie mamy odwagi, żeby się podpisać (mnie również) pod komentarzem, to musimy się pogodzić z tym, że tak będzie. Zresztą na obronę Pana Łukasza - stara się człowiek i o co tu pretensje. To prywatny portal i na to akurat nie idą nasze podatki.
    pozdrowienia dla tancerzy

    • 2 1

    • oj 3

      To że Pan Łukasz się stara, w to nie wątpię. Ale czytając recenzje pana Łukasza, tą i inne, z racji młodego wieku oraz braku doświadczenia i wiedzy stricte technicznej czym jest taniec (pana Łukasza oczywiście), szukałbym raczej większej powściągliwości w ocenie pewnych koncepcji tanecznych. Sztuka jest subiektywnym przekazem, i to też powinno być pewnym hamulcem dla niektórych opinii pana Rudzińskiego. Nie mówię o głaskaniu, bo tego też nie należy oczekiwać, ale o pewnym wyważeniu słów, i świadomości, że obok tancerzy i zespołów profesjonalnych, na festiwalu mieliśmy również zespoły i tancerzy, dla których taniec jest rzeczą dodatkową w życiu.

      • 0 1

    • Milena (2)

      Do dramatycznych: a ja jestem artystką, znam dobrze dramatyczny teatr jak i teatr tańca a do tego mocno swego czasu byłam związana z trójmiejską sceną teatralną. Podzielam zdanie Pana Łukasza. Ja też źle odbieram festiwal. Trochę jest on bez życia. A łączenie performance z tańce zakrawa trochę na kpinę. Posługiwanie się tekstem mówionym przez tancerzy jest żenujące ... (brak warsztatu). Moim zdaniem lepiej żeby tancerze wyrażali swoje emocje poprzez ruch a aktorom pozostawili słowo mówione...

      • 2 1

      • ale skąd to wiesz? (1)

        Wydaje mi się, że żeby omawiać rys charakteru i poziom obecnego festiwalu, trzeba na nim być i oglądać. A nie tylko czytać o nim. Tak mi się przynajmniej wydaje. Sądząc po liczbie stałych widzów, niewiele osób ma prawo do pełnego podsumowania.
        Pozdrawiam wszystkich - widzów stałych i sporadycznych.

        • 1 0

        • do Ja!

          No właśnie, nawet pana Rudzińskiego, (który festiwal podsumowuje, bądź co bądź) nie było na wszystkich spektaklach. Zgadza się więc, iż żeby coś podsumowywać Panie Rudziński, najpierw przydałoby się obejrzeć wszystkie spektakle.

          • 1 1

    • dokladnie...powodzenia panie Lukaszu...szkoda, ze wciaz brakuje nam dobrych recenzentow!

      • 0 0

  • Zgadzam się na pewno co do jednego, termin Festiwalu przypadl w fatalnym terminie. Przeciez organizatorzy zapewne wiedza duzo wczesniej co i kiedy dzieje sie w Trojmiescie. Wiec dlaczego wszystko naraz!!!

    • 3 0

  • to impreza dla okreslonych dziennikarzy

    szkoda sztuki jaka jest taniec

    • 1 0

  • przypominam

    Mieliśmy w Trójmieście w latach 1996-2002 Bałtycki Uniwersytet Tańca, festiwal o formacie europejskim; zazdrościli nam BUT-a tancerze z całej Polski - na nieszczęście też miejscowi. Może Leszek Bzdyl i zacna instytucja kultury - Żak nam wytłumaczy komu to przeszkadzało?

    • 2 1

  • W Polsce nie ma wyksztalconych krytykow tanca i tak bedzie dopoki taniec nie stanie sie sztuka wazna a nie jakims dzwonkiem w okreslony czas. Uwazam ze na tle innych artykulow na ten jest dobry. A moze tak sami cos napiszecie w pieknej polszczyznie i ze znajomoscia teatru tanca i dramatu. Ja mam takie same zdanie jak autor tego tekstu. Kultywatorze przed 1996 tez cos bylo i bylo lepiej, dzis scena gdanska sie wogole nie rozwija tylko stoi w miejscu co mialo swoje odbicie na tej imprezie.

    • 0 0

  • Na festiwalu widziałam kilka spektakli. Zdecydowanie najlepsza była Compagnie Linga. Widownia... na innych spektaklach było jej mało, bardzo mało, albo niemal wcale (tancerzy nie liczę, ale akurat poza "starą gwardią" nikt nie był specjalnie zainteresowany tym wydarzeniem).

    Ten festiwal dryfuje... W przyszłym roku, jeśli ma on tak wyglądać, to może lepiej go faktycznie skrócić. Bo męczą się organizatorzy, męczą tancerze (i odwołują premierę, na którą się wybierałam) i widzowie karmieni "spektaklikami" jak "popis" dziewczyn z Good Girl Killer. No to po co?

    • 0 0

  • Mam dość (1)

    Tego koła wzajemnej adoracji jaką jest teatr tańca w trójmieście. Zastanówcie się czy większość grup, teatrów i solistów, w ogóle wie co ze sobą zrobić. Ciągle ten sam fizyczny ruch. W każdym teatrze powtarzane są te same gesty, ruchy, obroty. Praktycznie żadna grupa nie ma swojego stylu. Jeszcze Amareya się tu odróżnia, ale tylko dlatego, że dziewczyny nie aspirują do miana teatru tańca. A już branie się za słowo przez tancerzy - żenada. Dlaczego jak aktor dramatyczny ma zatańczyć to pomaga mu choreograf? Dlaczego nic takie nie dzieje się w drugą stronę. Kiedyś, dawno temu, nie pamiętam gdzie, widziałam Anię Haracz i Anię Steller w jakimś dramatycznym spektaklu. Chyba to się nazywało - "Dni pozorów" Czemu nie można wrócić do podobnych pomysłów?i

    • 2 0

    • "W każdym teatrze powtarzane są te same gesty, ruchy, obroty."

      Tak się składa, że człowiek ma jedną głowę i szyję, dwie ręce, dwie nogi i korpus.
      Określone stawy mają możliwość ruchu w określonych płaszczyznach i kierunkach.
      Zatem mamy określoną ilość możliwości ruchowych. W tańcu mamy na przykład obroty do wewnątrz (in side turn/ en dedans) i na zewnątrz (out side turn / an dehors ). Można je robić na pie, na releve, na całej stopie, z większą lub mniejszą rotacją, w większym ub mniejszym tempie, ale to zawsze OBRÓT. Napisać coś takiego: "W każdym teatrze powtarzane są te same gesty, ruchy, obroty.", to tak jakby napisać "w każdym spektaklu teatralnym te same słowa, równoważniki zdań, zdania". No pewnie że tak jest! Ważne jest tylko to, jak tego używamy. Jak te gesty, ruchy, obroty są umiejscowione w czasie i przestrzeni, w kontekście muzyki, znaczenia, idei, dramaturgii.
      A język 3Miejskich twórców jest zbliżony, bo wywodzą się oni z jednego źródła. Mimo wspólnego rodowodu, są jednak skrajnie różni w estetyce. I to jest ogromny plus. Pozdrawiam.

      • 0 0

  • od kilku lat regularnie uczestniczę w festiwalu, czy korporacji, nie jestem specjalistą od tańca., posługuję się intuicją i mam wrażenie, że to dobre narzędzie do rozsądnej krytyki.
    w tym roku było wiele ciekawych występów, nie przeszkadza mi łączenie teatru tańca z performace. dzięki temu można było zobaczyć świetnego dimcheva.
    jednak festiwal trwa za długo. bez darmowych wejściówek obejrzenie wszystkich spektakli jest dość dużym wydatkiem finansowym ( dlaczego od dwóch lat nie ma karnetów??). Brak selekcji przedstawień, sprawia, że wybór jest loterią. nie myślę o estetyce, ale o technice. zdarzały się przedstawienia, gdzie ruch był groteską, rwała się muzyka...
    nie tylko artyści cierpią na brak kasy, ale tez widzowie. idąc na przedstawienie i za nie płacąc chcę mieć pewność, że przynajmniej warsztat taneczny/aktorski będzie trzymał poziom. lepiej postawić na jakość, nie na ilość.
    kasa i sztuka- śliski temat, jednak ..

    • 1 0

  • Strasznie małe to środowisko teatru tańca. Skopro Leon ściąga dwa razy większą publiczność.

    Opamiętajcie się ludzie - dla kogo robicie tę imprezę???

    • 0 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Rozrywka

Kuligi dozwolone, choć z ograniczeniami. Ile kosztują, gdzie i jak są organizowane?
Kuligi dozwolone, choć z ograniczeniami
Śnieg pomógł odkryć dzieci w dorosłych
Śnieg pomógł odkryć dzieci w dorosłych

Kulinaria

Lokale otworzyły się pomimo obostrzeń
Lokale otworzyły się pomimo obostrzeń
Dokąd na pizzę neapolitańską w Trójmieście?
Pizza neapolitańska w Trójmieście

Sprawdź się

Etruski lew wykonany z bursztynu jest jednym z cenniejszych eksponatów muzeum...?