Teatr Miejski na rozdrożu. Podsumowanie dyrekcji Ingmara Villqista

Dyrekcja Ingmara Villqista nie pomogła Teatrowi Miejskiemu w Gdyni wznieść się na spodziewany poziom "ogólnopolski". Wręcz przeciwnie. Dość sprawnie dotąd działający, choć bez większych ambicji, teatr przeszedł zapaść. Katastrofa frekwencyjna, konflikty w zespole i silne zarzuty wobec dyrektora przelały czarę goryczy. Dzisiaj bezpański teatr znajduje się na rozdrożu. Co dalej? Podsumowujemy dwa i pół roku dyrekcji Ingmara Villqista w gdyńskim teatrze.



Ingmar Villqist w grudniu 2010 roku zrezygnował ze stanowiska Teatru Miejskiego. Kto będzie jego następcą, nie wiadomo.
Ingmar Villqist w grudniu 2010 roku zrezygnował ze stanowiska Teatru Miejskiego. Kto będzie jego następcą, nie wiadomo. Krzysztof Mystkowski/KFP
Teatr Miejski artystycznie

Wybrany we wrześniu 2008 roku na stanowisko dyrektora Teatru Miejskiego w Gdyni Ingmar Villqist miał być lekarstwem dla teatru, który wprawdzie za kadencji jego poprzednika, Jacka Bunscha, był pełen widzów, ale w repertuarze roiło się od lżejszych przedstawień, przeważnie nie najwyższych lotów artystycznych.

Villqist przyjechał do Gdyni, aby uczynić z Miejskiego placówkę artystyczną z prawdziwego zdarzenia - na deskach teatru zagościła XX-wieczna klasyka najwyższej próby, nad spektaklami pracowali uznani reżyserzy, miał powstać teatr ambitny, wymagający.

Praktyką wielu nowych dyrektorów w ciągu pierwszego sezonu dyrektor wyczyścił repertuar ze spektakli powstałych za poprzednika, nie szczędząc tych najciekawszych ("Bracia K.", "Święta Joanna Szlachtuzów", "Niebezpieczne związki"). Spadły z afisza spektakle, w których grali aktorzy gościnni, zniknęły propozycje muzyczne (z chlubnym wyjątkiem "Piaf" - perełki Miejskiego ze świetną rolą Doroty Lulki) i spektakle dla dzieci. Oprócz "Piaf", zachowano tylko "Dzień Świra", "Związek otwarty".

W zamian pojawiły się spektakle Barbary Sass, Katarzyny Deszcz, Zbigniewa Brzozy, Piotra Kruszczyńskiego, Grażyny Kani, Piotra Cieplaka, Waldemara Śmigasiewicza, Waldemara Raźniaka i dyrektora Villqista. Błyskawicznie okazało się, że te przedstawienia nie zyskują zainteresowania publiczności. To spowodowało podniesienie cen biletów, co dodatkowo przetrzebiło i tak niewielką liczbę widzów. Doszło do kuriozalnej sytuacji, gdy na spektakle przygotowane na 300 widzów przychodziło kilkadziesiąt osób, z których na drugi akt zostawała zaledwie garstka.

Jakiego repertuaru oczekujesz od Teatru Miejskiego w Gdyni po zmianie dyrektora?

Zobacz wyniki (99)
Ucieczka widzów wynika z wielu czynników. Z pewnością Villqist chciał pójść na skróty, proponując swój repertuar bez zbilansowania pozycji ambitniejszych i lżejszych. Zabrakło wyczucia potrzeb widowni, do czego dyrektor sam się przyznał przed rezygnacją ze stanowiska. Sam wykazał się niekonsekwencją i w proponowanej przez siebie formule wystawiania wybitnych sztuk XX-wiecznych, znalazło się miejsce dla "Fantazego" Juliusza Słowackiego, przygotowanego przez Piotra Cieplaka (co zresztą okazało się strzałem w dziesiątkę, bo to najlepszy spektakl Miejskiego za kadencji Villqista). Zresztą, z 12 premier, zrealizowanych za Ingmara Villqista, oprócz "Fantazego" i przygotowanego na Scenę Letnią "Procesu" Franza Kafki w reż. Śmigasiewicza, trudno doszukać się udanych spektakli.

Równie dużym problemem Miejskiego, kompletnie zignorowanym przez Villqista, był i jest stan zespołu aktorskiego. Aktorzy przez lata obsadzani w bliźniaczych do siebie rolach przestali angażować się w konstruowanie postaci. Również dlatego dziś zespół aktorski Miejskiego należy do najsłabszych w kraju, a teatr znalazł się poza marginesem zainteresowań trójmiejskiej śmietanki towarzyskiej. Nawet premiery nie przyciągają kompletów na widownię.

Uczciwie trzeba przyznać, że dyrektor nie miał szczęścia np. do Sceny Letniej w Orłowie, która nie przetrwała jesiennych sztormów w 2009 roku i dlatego niemal do ostatniej chwili ważyły się jej losy w minionym sezonie. Ostatecznie znaleziono nową lokalizację, ale wymuszona przeprowadzka kilkaset metrów w kierunku Sopotu i brak nowej premiery zostawiły ślad w postaci niższej niż w poprzednich latach frekwencji także na orłowskiej scenie.

Warto odnotować też smutny precedens, jakim było szybkie zdjęcie z afisza jedynej letniej produkcji powstałej za Villqista - "Procesu" Kafki - po sugestii ze strony włodarzy miasta, że to zbyt poważny repertuar, jak na orłowską plażę.

Teatr Miejski organizacyjnie

Zgodnie z powiedzeniem "ryba psuje się od głowy" na głęboką zapaść Miejskiego ogromny wpływ miały relacje panujące w teatrze. Tarcia pomiędzy pracownikami Miejskiego a dyrektorem zaowocowały otwartym konfliktem, który jako pierwsi opisaliśmy i na bieżąco relacjonowaliśmy na Portalu Trojmiasto.pl. Dyrektorowi zarzucono mobbing oraz lekceważenie podwładnych i publiczności.

Sam dyrektor do Gdyni przyjeżdżał niechętnie. Znacznie chętniej przebywał poza Trójmiastem, na przykład pracując nad swoimi spektaklami w Warszawie i Bielsku-Białej czy nad debiutanckim filmem na Śląsku. To doprowadziło do paraliżu decyzyjnego w teatrze i wielu kłopotów natury urzędowej. Villqist był więc wielkim nieobecnym Teatru Miejskiego, nie uczestniczył też w ważnych wydarzeniach kulturalnych w Gdyni, w pewnym momencie odciął się nawet od własnego zespołu artystycznego.

Co dalej?

Sytuacja teatru jest trudna, ale nie beznadziejna. Z różnych przyczyn wciąż są wakaty na etatach aktorskich. Zespół zostanie dodatkowo uzupełniony młodymi aktorami prawdopodobnie dopiero przez nowego dyrektora. Festiwalowa wizytówka Miejskiego - Festiwal Polskich Sztuk Współczesnych R@Port - utrzymuje kurs ogólnopolski i bardzo ważne, aby z tego kursu nie schodzić. Aby to było możliwe, trzeba szybko zatroszczyć się o przyszłość R@Portu i jego młodszej siostry - Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej. I to są decyzje, z którymi nie wolno czekać na wybór nowego dyrektora Teatru Miejskiego, bo zapowiada się na to, że Miejski nie znajdzie sternika przed końcem trwającego sezonu.

Teatrowi Miejskiemu potrzebna jest rozsądna, wyważona, ale i bezkompromisowa wizja teatru. Sukces mniejszych ośrodków teatralnych (Wałbrzych, Legnica, a nawet Racibórz) związany jest z pomysłem na funkcjonowanie teatru w mieście, rozwijającym tożsamość lokalną. W większych miastach decydujący bywa autorski pomysł na teatr (Nowy Teatr w Warszawie, TR Warszawa, Teatr Polski w Bydgoszczy) lub świetny zespół aktorski (Teatr Polski we Wrocławiu, Narodowy Stary Teatr w Krakowie).

Gdyńskiej scenie przydałaby się zupełnie nowa formuła i wymiana przynajmniej części popadającego w stagnację zespołu aktorskiego. Widza trzeba będzie najpierw przekonać, że ma po co zaglądać do budynku przy Bema 26, a potem spróbować wejść z nim dialog.

Za Villqista, dzięki zaangażowaniu Anny Zalewskiej-Uberman, udało się rozkręcić zajęcia edukacyjne dla najmłodszych. Czas pomyśleć o projektach angażujących również starszą publiczność. Oczywiście takich zmian nie dokonuje się w pięć minut, ale doświadczenie uczy, że tam, gdzie się to udaje, zmiany na stanowiskach dyrektorów następują naprawdę rzadko.

Gdynia zasługuje na wartościowy, poważany w kraju teatr dramatyczny, produkujący spektakle, których nie ogląda się z zakłopotaniem i poczuciem zmarnowanego czasu. Nie musi być to teatr wielkiego ryzyka, ale nie może również schlebiać najmniej wybrednym gustom. Przykład pobliskiego Teatru Muzycznego przekonuje, że połączenie rozrywki na dobrym poziomie i zaspokajanie ambicji artystycznych, poparte umiejętnościami całego zespołu, to recepta na sukces nie tylko frekwencyjny.

Opinie (29) 1 zablokowana

Wszystkie opinie

  • Przeszłość

    Był czas, że do Teatru Miejskiego chodziło się z przyjemnością: "Anioł zstąpił z Babilonu" (scena letnia), "Kabaret Starszych Panów", przedstawienia muzyczne wystawiane w foyer teatru za czasów J. Wernio, "Klatka Wariatek" - wspólne dzieło z T.Muzycznym - rewelacyjne show i kapitalna rozrywka !!! oczywiście "Piaf"...

    • 10 2

  • typowy case polskiej mentalności i braku obiektywizmu oraz dystansu do siebie

    każdy kto zna prywatnie aktora wie jaki jest jego charakter - w skrócie: nakierowany na siebie

    Łatwo było wystawiać takie oczywiste klasyki jak Kabaret Starszych Panów czy Braci Karmazow - napisano w tekście "niekompromisowa wizja teatru".

    Trzeba nie było brać faceta, któy chciał prezentować teatr poważniejszy skoro założeniem Miejckiego ma być wystawianie raczej prostych lub podpubliczkowych przedstawień.

    Były dyrektor miał pomysły, ale nie udało mu się zarazić swoich aktorów tymi pomysłami. Potem już było tylko gorzej i siłowanki a tego żaden egocentryk nie przełknie.

    • 4 3

  • No cóż!!!!! (1)

    Pewnie Pan Dyrektor brał przykład z pracodawcy. Pan Prezydent także jest nieosiągalny dla mieszkańców , podobnie jak jego zastępcy. Ryba psuje się od głowy.

    • 11 7

    • a masz coś knstruktywnego do przekazania

      czy zawracać prezydentowi głowy o niedrożności własnego WC

      • 3 5

  • szkoda mi tego teatru

    Chodziłam tak jako mała dziewczynka i poznawałam teatr.

    Dziś już tam nie zaglądam, bo kolejne "wynalazki" repertuarowe mnie odstraszały. Oby nowy dyrektor przyniósł ze sobą dobry pomysł na ten teatr i to pomysł, który nie będzie deklaracją na papierze, a konkretnym działaniem na rzecz teatru.

    • 7 0

  • (1)

    w tym teatrze, który swoje pierwociny tak naprawdę ma w "gorszej", objazdowej części teatru "Wybrzeże"(Teatr Ziemi Gdańskiej) nigdy nie było dobrych aktorów, zdarzały się jednak wybitne spektakle, kiedy jakaś silna osobowość artystyczna brała wszystkich za łeb. Rozumiem tęsknoty biuralistek za "farsą na trzy łóżka","klatką wariatek"," kabarecikiem", no i koniecznie jakimś klaskanym nieszporze, ale tak naprawdę silna osobowość Ingmara Villqista była szansą, dla tego, co tu dużo gadać, prowincjonalnego (mentalnie) teatrzyku. Teatr Grotowskiego zaczął się w Opolu w niewielkim teatrze 13 rzędów - ale to był zespół ludzi, który wiedział, po co robią teatr. W Gdyni tego nie wiedzą...

    • 8 3

    • Klatka Wariatek to jakaś straszna pomyłka - żenujący spektakl

      Jeśli żenująca produkcja Klatka Wariatek ma być wyznacznikiem poziomu Teatru Miejskiego to ratuj się kto może...

      • 1 0

  • a mnie zastanawia inna sprawa (3)

    Co złego jest w Jarosław Świerszcz, że trzeba to zmieniać na Ingmar Villqist, bardziej artystycznie brzmi czy jak ?

    • 13 1

    • jak to co złego? Panu nie podobało się jego BYT polskie nazwisko więc zmienił sobie na bardziej światowe... Żenada.

      • 8 0

    • opinia

      Kompleksy, a może nawet mega-kompleksy.

      • 6 0

    • Na Ingmara lepiej Mariolki sie wyrywa niż na Jarka :)

      • 7 0

  • opinia

    Świerszcz nam zaproponował "guzik"...

    • 4 0

  • Jacy pracownicy taki Dyrektor

    Niestety wszyscy oceniają źle Byłego Dyrektora ,ale ludzi pracujący w tym Teatrze także nie są święci, zwłaszcza osoby pracujące w impresariacie.
    Nic dziwnego że w tym Teatrze nic się dobrego nie dzieje.

    • 6 1

  • Facet po prostu zapomniał , że Gdynia to kulturalna wiocha.

    Dla kogo on chciał robić te ambitniejsze spektakle - dla roboli ze stoczni i dokerów , którzy prognozę pogody w TV z trudem rozumieją?
    Gdynia to ładne , fajne miasto , ale bez przesady z tymi ambicjami na kulturę o randze ogólnopolskiej.
    Smutne to ale prawdziwe.
    ( w ogóle to cała trójmiejska kultura raczej nie jest najwyższych lotów)

    • 10 8

  • Opinia wyróżniona

    pan redaktor (4)

    świadomie przemilczał niekompetencję osób zajmujących się pr. w teatrze siedzą wyrachowane osoby, które dla zysku sa w stanie skonfliktować wszystkich ze wszystkimi. aktorów, ok-trzeba wymienić, przesiać i zapłodnić artystycznie, ale nalezy wyrzucić klan zbędnych kobiet

    • 6 3

    • (1)

      podpisuję się pod tym !
      wyrachowanie i chęć łatwego zysku jest tam na porządku dziennym
      Tym powinien zając się teraźniejszy Dyrektor p . Zieliński

      • 4 2

      • podpisuję się pod tym !

        podpisuję się pod tym !
        to proszę się podpisać

        • 2 1

    • Anonimowe wypowiedzi kierowane do konkretnych osób - nie ładnie (1)

      Czas zaprzestać tej wojenki podjazdowej i bezimiennych wpisów w internecie
      Wstańcie jutro i popatrzcie w lustro i odpowiedzcie Sobie na pytanie co ja mogę zrobić, żeby wróciła mi chęć do pracy w Teatrze są dwa wyjścia:
      1. Panie Dyrektorze spotkajmy się mam pomysł na Nasz Teatr
      2. Panie Dyrektorze proszę mnie zwolnić bo ja już nie potrafię pracować dla dobra i rozwoju Naszego Teatru
      Po co marnować talent organizacyjny, aktorski, umiejętności techniczne i inne jest wiele innych Teatrów gdzie możecie się realizować
      Nowy Dyrektor Nowy Zespół Aktorski czy też Nowy ............ niczego nie zmieni jeżeli Wy się nie zdecydujecie na współpracę
      Powodzenia

      • 1 1

      • Dwa wyjścia proponowane przez "Widza..."

        leżą w kompetencji dyrektora, a nie pracowników. Dyrektor przedstawia kierunek rozwoju i dobiera personalnie zespół, z którym zamierza to zrealizować. Ewentualnie powołuje zespół, któremu zleca zadanie i je rozlicza. Ale do tego trzeba umieć zarządzać, a nie "strugać obrażonego na reagującą powściągliwie publiczność".

        • 1 0

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Trendbook 2021 w Muzeum Bursztynu
Trendbook 2021 w Muzeum Bursztynu
wystawa
gru 7-27.03
Gdańsk, Muzeum Bursztynu
Do DNA
Do DNA
wystawa
lut'21 13-31.12
g. 10:00 - 16:00
Gdańsk, Narodowe Muzeum Morskie
Pobożni i cnotliwi. Dawni gdańszczanie w zwierciadle sztuki
Pobożni i cnotliwi. Dawni...
wystawa
maj'21 15-31.12
g. 11:00 - 18:00
Gdańsk, Muzeum Narodowe

Sprawdź się

Sprawdź się

W 2017 roku brytyjski książę William i księżna Kate odwiedzili:

 

Najczęściej czytane