Wiadomości

stat

Szymon Jachimek śpiewa. O recitalu "Z dala od tonacji"

Szymon Jachimek śpiewa o tym, co go uwiera, co mu bliskie i nieco dalsze, a robi to po swojemu, ujmując tym żywiołowo reagującą publiczność.
Szymon Jachimek śpiewa o tym, co go uwiera, co mu bliskie i nieco dalsze, a robi to po swojemu, ujmując tym żywiołowo reagującą publiczność. fot. Lucyna Pęsik / trojmiasto.pl

Szymon Jachimek to artysta wszechstronny. Najczęściej sięga po pióro, ale zdarza się, że napisanie tekstu mu nie wystarcza. Z taką sytuacją mamy do czynienia w recitalu "Z dala od tonacji", którego premiera odbyła się 29 lutego w Teatrze BOTO, bo Jachimek bierze mikrofon i przez ponad godzinę śpiewa widzom piosenki inspirowane twórczością największych tuzów polskiej piosenki i otaczającą nas rzeczywistością.



Od razu warto zaznaczyć, że w tytule recitalu Szymona Jachimka wcale nie ma tyle kokieterii, jak mogłoby się wydawać. Zgodnie z nieśmiertelną maksymą Jerzego Stuhra "Śpiewać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej" jeden z najciekawszych tekściarzy ostatniej dekady w Trójmieście staje przed publicznością, by zaśpiewać jej o tym, co go nurtuje, uwiera, co mu bliskie i nieco dalsze.

Co ciekawego w Teatrze BOTO


I chociaż podczas recitalu refren słynnej piosenki Stuhra nie pada, trudno nie upatrywać w wokalnych popisach Jachimka inspiracji słynnym aktorem. Jachimek już po krótkim muzycznym wstępie, we wprowadzeniu do wieczoru wyjaśnia, że śpiewanie kocha, stara się uskuteczniać na wszystkie sposoby, zdając sobie sprawę z licznych wokalnych niedociągnięć. I ma rację.

Na scenie Teatru BOTO Jachimek ma wsparcie w osobie pianisty Jana Feichera, który obserwuje go w lusterku - dzięki temu mogą zachować kontakt wzrokowy, chociaż pianista zwrócony jest plecami do bohatera wieczoru.
Na scenie Teatru BOTO Jachimek ma wsparcie w osobie pianisty Jana Feichera, który obserwuje go w lusterku - dzięki temu mogą zachować kontakt wzrokowy, chociaż pianista zwrócony jest plecami do bohatera wieczoru. fot. Lucyna Pęsik / trojmiasto.pl
Recital ten nie jest jednak adresowany do melomanów spragnionych pięknej emisji i barwy głosu, co w najmniejszym stopniu nie umniejsza jego wartości. W końcu piosenka kabaretowa, z elementami piosenki aktorskiej, w wykonaniu Jachimka ujmuje przenikliwym językiem bezbłędnie opisującym naszą rzeczywistość, bezpretensjonalną szczerością wykonawcy i niepowtarzalną energią. Dlatego publiczność żywo reaguje i współpracuje z bohaterem wieczoru, między innymi wtedy, gdy śpiewa jeden z najbardziej efektownych utworów recitalu - "Wszystko po ch...".

Teksty Szymona Jachimka mocno zanurzone są w naszej rzeczywistości. Pobrzmiewają w nich echa twórczości Jeremiego Przybory i Wojciecha Młynarskiego, których Jachimek wśród licznych dygresji pomiędzy kolejnymi utworami wskazuje (razem z Agnieszką Osiecką) jako najważniejszych polskich autorów, nie kryjąc swojej fascynacji ich piosenką poetycką. Jak zauważa, jego piosenki napisaliby pewnie oni sami, gdyby mogli, ale z obiektywnych przyczyn trudno ich winić za to, że tego nie zrobili.

Szymon Jachimek sięga po różne formy i gatunki - w przeszło godzinnym programie znajdziemy piosenki kabaretowe z elementami piosenki poetyckiej czy piosenki aktorskiej. Odbędzie się też próba zmierzenia się z hip-hopem.
Szymon Jachimek sięga po różne formy i gatunki - w przeszło godzinnym programie znajdziemy piosenki kabaretowe z elementami piosenki poetyckiej czy piosenki aktorskiej. Odbędzie się też próba zmierzenia się z hip-hopem. fot. Lucyna Pęsik / trojmiasto.pl
Słuchamy więc piosenki o internetowym spamie ("Spamik") czy miłosnej historii z atrakcyjną Justynką w tle, gdzie najważniejsze to "zalajkuj mi linka". Dowcip Jachimka iskrzy podczas piosenki-meldunku z pierwszej linii frontu manifestacji mniejszości seksualnych i narodowców. Podobnie jest w przypadku utworu poświęconego doli kibica dumnego III-ligowego klubu, z umiarkowaną, ale konsekwentną wiarą w to, że dobre czasy i ekstraklasowe pojedynki z Lechem Poznań czy Legią Warszawą jeszcze kiedyś wrócą, choć teraz na trybunach "jest nas garstka, może dwie".

Nie brakuje też dydaktycznego przekazu - "zwolnij!" śpiewa Jachimek w dowcipnej "Balladzie o czwartym królu". Trudno też nie docenić jakże prawdziwych dylematów i reakcji na presję jaką wywiera na nas sytuacja klimatyczna i trendy "eko", a to wszystko w połączeniu z dietą, o czym przekonują się słuchacze "Batonika". Jachimek uderza też w osobiste tony ("Piosenka ostatnia"), by pożegnać się z publicznością piosenką "Już czas na sen" Jeremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego, uzupełnioną o wątek trójmiejski.

Na fortepianie podczas recitalu Jachimka gra Jan Freicher.
Na fortepianie podczas recitalu Jachimka gra Jan Freicher. fot. Lucyna Pęsik / trojmiasto.pl
Oczywiście utwory muzyczne to tylko jedna strona medalu. Oprócz Jachimka wokalisty, mamy na scenie również, a może przede wszystkim, Jachimka gawędziarza, który równie długo mówi jak śpiewa - w jednej i drugiej formie bawiąc publiczność do łez. Jachimek ma również wielkie wsparcie w osobie pianisty Jana Freichera, który towarzyszy mu grą na fortepianie. I chociaż umiejscowienie instrumentu jest pewną przeszkodą, artyści znaleźli na to sposób.

Laureaci Sopockich Konsekwencji Teatralnych ponownie w BOTO


Kameralne spotkanie z artystą, który po prostu śpiewa, bo chce i lubi to robić, jest przeżyciem wyjątkowym. Warto dać się porwać tej szalonej i tylko z pozoru ryzykownej przygodzie.

Rozrywka

Izolacja a życie intymne: pragniemy siebie bardziej?
Izolacja a życie intymne
Sposób na nudę: 10 komedii do obejrzenia w domu
10 komedii do obejrzenia w domu

Kulinaria

Owoce, warzywa i kiszonki chętnie zamawiane do domu
Owoce i warzywa z dostawą do domu
Firmy cateringowe zmieniają ofertę
Firmy cateringowe zmieniają ofertę

Sprawdź się

W którym z gdańskich parków znajduje się popiersie Adama Mickiewicza?