Sztuka to czy sztuczka? Po premierze "Fausta" w Teatrze Wybrzeże

"Faust" to spektakl wielkich kreacji aktorskich, takich jak: Faust Mirosława Baki i Mefistofeles Magdaleny Gorzelańczyk.
"Faust" to spektakl wielkich kreacji aktorskich, takich jak: Faust Mirosława Baki i Mefistofeles Magdaleny Gorzelańczyk. fot. D. Werner /mat. prasowe Teatr Wybrzeże

Po ponad dwóch latach od poprzedniego wspólnego spotkania, jakim była "Śmierć komiwojażera", wraca w Teatrze Wybrzeże duet: reżyser Radosław Stępień oraz wybitny aktor - Mirosław Baka. Wczoraj, 19 czerwca, miała miejsce premiera ich nowego spektaklu pt. Faust, która odbyła się na scenie Malarnia. Czy "Faust" powtórzy ich poprzedni sukces? Przekonajcie się sami.



Sprawdź, co grają teatry w czerwcu w Trójmieście


Teatr Wybrzeże zapowiedział, że po lockdownie czeka nas mnóstwo premier i faktycznie ten plan realizuje, utrzymując zawrotne tempo pracy. Za nami premiera "Balkonu" Jeana Geneta w reżyserii Jana Klaty, a wczoraj obejrzeć mogliśmy premierowe przedstawienie "Fausta" Goethego, wyreżyserowanego przez Radka Stępnia. Przed nami jeszcze trzy kolejne premiery, które odbędą się w wakacje: "Powarkiwania Drogi Mlecznej" w reż. Adama Orzechowskiego, prapremiera "Niepokoju" Iwana Wyrypajewa w reż. Grzegorza Wiśniewskiego oraz "Awantura w Chioggi" w reż. Pawła Aignera.

Po ponad dwóch latach od poprzedniego wspólnego spotkania, jakim była "Śmierć komiwojażera", wraca na gdańską scenę młody reżyser Radosław Stępień (rocznik 1993) wraz z aktorami, którzy już wcześniej grali w jego spektaklu na czele z Mirosławem Baką (Faust), a także Piotrem Biedroniem (Nieznajomy), Piotrem Chysem (Aktor pierwszy), Cezarym Rybińskim (Sędzia) i Justyną Bartoszewicz (Czarownica). Również częściowo ekipa realizatorów pozostała niezmieniona: dramaturgią zajął się ponownie Konrad Hetel, opracowaniem muzycznym Michał Górczyński, a video przygotował Natan Berkowicz. Jest też w zespole sporo "świeżej krwi", ale o tym powiem za chwilę. Czy "Faust" powtórzy zatem sukces poprzedniej produkcji?

Radek Stępień jest absolwentem Akademii Sztuk Teatralnych im. Stanisława Wyspiańskiego oraz laureatem prestiżowej Nagrody im. Leona Schillera. Był związany z Instytutem im. Jerzego Grotowskiego oraz z Ośrodkiem Praktyk Teatralnych Gardzienice. W wywiadzie przed premierą "Śmieci komiwojażera" Mirosław Baka mówił, że "z Radkiem Stępniem wspaniale się dogaduje". Widać to również na scenie przy okazji tej premiery. Reżyser ponownie główną rolę powierzył temu wybitnemu aktorowi i jest to absolutny strzał w dziesiątkę. Nie można, co prawda, powiedzieć, że jest to spektakl jednego aktora, jednak Baka króluje na scenie (prawie) niepodzielnie.

Przeczytaj także: Co oni czytają? Książkowe rekomendacje trójmiejskich aktorów

Trzeba na wstępie powiedzieć, że "Faust" Johanna Wolfganga von Goethego nie jest łatwym materiałem do wystawienia. Uważany za arcydzieło i za niesceniczny poemat (czy też jak kto woli dramat poetycki) składa się z dwóch części, które powstawały na przestrzeni dwudziestu kilku lat. Jego szkatułkowa konstrukcja oraz luźna kompozycja inspirowana jest Szekspirem. Całość luźno powiązana postacią Fausta jest w zasadzie rodzajem traktatu, w którym pojawia się mnóstwo różnorodnych elementów i pojedynczych scen, nieraz ze sobą niepowiązanych, tj.: Dedykacja, Prolog w teatrze, Prolog w niebie, Sen nocy Walpurgii, Noc, Przed bramą, Pracownia, Kuchnia czarownicy, Ulica, Pokoik Małgorzatki, Katedra, U studni i inne. Akcja poematu obejmuje trzy tysiące lat. Rola dramaturga (Konrad Hetel) była tu bezcenna, aby wydobyć z tego ogromu to, co dla twórców najistotniejsze. Czy to się udało? Myślę, że i tak, i nie.

Dlaczego tak? To, co najbardziej było dla mnie zaskakujące to to, że "Faust" Stępnia jest spektaklem absolutnie aktorskim. Nie brak w nim, co prawda, ważnych i udanych elementów inscenizacyjnych (jak choćby świetna, budująca napięcie i nastrój, momentami hipnotyzująca muzyka Hani Rani), jednak to właśnie słowo jest tu najważniejsze. Dopiero po wyjściu z teatru, gdy zaczęłam odtwarzać sobie sceny z tego spektaklu, uświadomiłam sobie, że aktorzy grali w zasadzie na pustej scenie. W dodatku bez rekwizytów - wyjątkiem była tylko scena, gdzie Aktor Pierwszy i Aktor Drugi (Grzegorz Otrębski) popijają z piersiówki. Bardzo tu widać inspiracje Grotowskim i Gardzienicami. Widoczne jest to również w scenach zbiorowych, gdy aktorzy pracują ciałem, ruchem, zwłaszcza w scenie teatru w teatrze, gdy przypominają marionetki.

Nawiązań metateatralnych jest w całym przedstawieniu znacznie więcej. Zaryzykowałabym nawet twierdzenie, że gdzieś ten akcent się przesunął u Stępnia z tego powszechnie znanego głównego motywu walki dobra ze złem (zakład Fausta z Mefistofelesem, który jest już w zasadzie toposem kulturowym) na motyw metateatralny właśnie. Bardzo dużo odnajdziemy tu odniesień do szekspirowskiego życia jako teatru, pojawiają się też zwroty do publiczności (obrażanie i wyzwiska), pada nazwisko jednego ze znanych reżyserów, są także momenty, gdzie aktorzy zamieniają się rolami (Chys z Otrębskim), jak również zapętlenia i stop-klatki, scena na scenie (mikrofon na podeście, piosenka Małgorzaty), teatr magiczny, a także dwóch Faustów jednocześnie na scenie (stary i młody grany przez Roberta Ciszewskiego) itd.

To wszystko ma wciąż łamać teatralną iluzję i jest równocześnie atrakcyjną zabawą z widzami. U Goethego również mnóstwo miejsca zajmują rozważania o kondycji teatru, o tym, jak zadowolić publikę i jak sprostać jej oczekiwaniom, jak dzielić sztukę na małe sztuczki, by zaspokoić potrzebę rozrywki u gawiedzi. U Goethego pojawia się groteska, ironia i ludyczność i to właśnie one dominują w dramacie, a nie tragizm, jak często jest to podkreślane. U Stępnia są wahania, faktycznie sporo miejsca zajmują w spektaklu sekwencje ludyczne, takie jakby intermedia, które odciążają i odciągają uwagę od głównego bohatera i jego dramatu.

Faust Mirosława Baki to kreacja dojrzała, przemyślana i dopracowana, zagrana oszczędnie, ale wyraziście.
Faust Mirosława Baki to kreacja dojrzała, przemyślana i dopracowana, zagrana oszczędnie, ale wyraziście. fot. D. Werner /mat. prasowe Teatr Wybrzeże
Reżyser chce tego Fausta widzieć jako każdego z nas, rozpisanego na wiele ról, bo każdy z nas może być Faustem, ale też on sam jest zwyczajnym człowiekiem. Właśnie tak pomyślana jest ta rola. Mirosław Baka po prostu jest na scenie. Gra oszczędnie, jakby z wycofaniem. Nie szarżuje, nie ma w tej postaci wielkiego dramatu, przerysowania, tragizmu. Poznajemy go w momencie, gdy jest "za młody do tańca, a za stary do różańca" - jak sam o sobie mówi (tekst w tłumaczeniu Adama Pomorskiego). Jest zrezygnowany, znudzony, zawiedziony sobą, życiem i światem. Nie chce żyć, ale brak mu odwagi, by to życie zakończyć, choć wciąż o tym marzy.

Reżyser zostawił przestrzeń na te dylematy Fausta. Baka to świetnie wykorzystał. Te pierwsze sceny są wygrane w zasadzie na półtonach, powiedziałabym, że czasem półszeptem, gdyby nie to, że aktorzy dostali mikroporty (zupełnie niepotrzebnie). Faust Baki, choć brak w nim tragizmu, jest tragiczny w swej bezradności, w swoim osamotnieniu i braku sensu życia. Stoi pod murem, a wiedza, którą zdobył, do niczego nie jest mu potrzebna, choć kiedyś była dla niego najważniejsza. Dziś jest cieniem siebie samego. Powiedzieć można, że w zasadzie to człowiek w depresji. Idealny kąsek dla takiego kogoś jak Mefisto...

Kreacja Mefistofelesa Magdaleny Gorzelańczyk to zdecydowanie numer dwa w tym spektaklu (choć zapewne wielu uzna ją za numer jeden). Jej Mefisto to prawdziwy majstersztyk. Powiedziałabym, że Gorzelańczyk to aktorka od zadań specjalnych i świetnie odnajduje się w takich rolach. Przechadza się po scenie, pojawia i znika, kusi nie kusząc, samym swoim byciem. Ta "cząstka siły mała, co złego pragnąc zawsze dobro zdziała" wydaje się w tej postaci androgynicznej idealnie wyważona. Bardzo dobrze, że aktorce zdjęto blond perukę, którą miała jeszcze w próbach. Mefisto nie jest kobietą, Mefisto jest ideą, siłą, czymś ponad płcią. Świetnie to zagrało. Gorzelańczyk dostała opinający ciało, jasnoróżowy kostium z lycry, w którym prezentuje się po prostu znakomicie. Momentami przypomina węża snującego się po Edenie, choć zstępujemy raczej do Czyśćca i Piekła.

Warto tu powiedzieć słowo o kostiumach całego zespołu, które zostały stworzone z wielką dbałością i dopracowane w szczegółach (brawa nie tylko dla Aleksandry Harasimowicz za ich zaprojektowanie, ale i dla pracowni krawieckiej, która je uszyła). Rzadko się zdarza we współczesnym teatrze spektakl kostiumowy, w którym stroje tak cieszą oko widza. Bardzo podoba mi się również pomysł, by kostiumy pozostały monochromatyczne (wszystkie w czerni i bieli) z wyjątkiem wspomnianego Mefista oraz czerwonej szaty Sędziego (Cezary Rybiński). Świetne są także kreacje Aktorów (Chys, Otrębski) - nawiązujące do teatru szekspirowskiego (kryzy), ale i i do commedii dell'arte (makijaże).

Powiedziałam, że spektakl ten jest aktorski, jednakże wielką rolę w nim odgrywa dramaturgia budowana muzyką i plastyką: scenografią (Paweł Paciorek), projekcjami video oraz światłem (Aleksandr Prowaliński). Przede wszystkim oczywiście warta uwagi jest imponująca scenografia. Mamy niemal pustą scenę (poza jednym elementem - jest to drewniano-stalowy ni to tron, ni to wieża Babel, ni to stos, a może drzewo dobrego i złego w pierwszej części, potem zostaje tylko podest), wysypaną grafitowymi papierowymi (?) trocinami, otoczoną dookoła pociętymi w cienkie paski kurtynami z jasnej tkaniny (strzelam, że to bawełna techniczna). To samo tylko wystarcza do budowania klimatu. Kurtyny są zwiewne, poruszają się przy podmuchach wiatru, nie dają poczucia stabilności jak ściany, choć dają poczucie zamknięcia. Gdzie jesteśmy? Na ziemskim łez padole? Trociny brudzą aktorskie kostiumy, przyczepiają się do nich, jakby symbolizowały brud, zło, które "przylega" do człowieka i nie daje się go strząsnąć, zrzucić, wyczyścić. A może jesteśmy w umyśle Fausta? Powiewające paski kurtyn i wyświetlane na nich obrazy są jakby imaginacją bohatera, oddają jego zagubienie.

"Faust" to spektakl bardzo dojrzały jak na tak młodego twórcę. Momentami nawet wybitny, bardzo dobrze zagrany (z małymi wyjątkami), ale chyba nie do końca przemyślany. Mam kilka zastrzeżeń, zwłaszcza do koncepcji, bo nie wiem, o czym tak do końca jest to spektakl. Finałowa scena z Małgorzatą nie daje tych odpowiedzi. Moje wątpliwości budzi także użycie mikroportów, które są środkiem wyrazu i ich nadużywanie obecnie w teatrze jest denerwujące. Chcemy słyszeć aktorów bez tej sztuczności, jaką wprowadza głos z głośnika. Oczywiście miałoby to świetne zastosowanie u niektórych postaci i w niektórych scenach.

Druga moja obiekcja dotyczy nagości, która również jest nadużywana. Po co? Nie wiem. Tak, są to niby narodziny "nowego" Fausta, ale ta nagość musi coś więcej znaczyć, żeby była zasadna. Poza tym jest to komiczne, wręcz groteskowe, gdy bohater rozmawia z ubraną w stylizowaną na XIX-wieczną suknię Małgorzatą (i nie jest to scena miłosna). Niestety generalnie słabiej wypadli młodzi aktorzy: Robert Ciszewski jako Młody Faust oraz Agata Bykowska jako Małgorzata (choć pięknie śpiewała).

Całość balansuje pomiędzy sztuką a sztuczką - między spektaklem bardzo dobrym, wręcz wybitnym, zwłaszcza tam, gdzie doskonale odnaleźli się aktorzy (Baka, Biedroń, Bartoszewicz, Rybiński), a także za sprawą popisowo budowanej dramaturgii i napięcia a spektaklem szukającym poklasku i takim właśnie pokazem dla gawiedzi, o którym mowa jest u Goethego (wszystkie elementy show u Stępnia). Zatem pytanie, czy "Faust" powtórzy sukces "Śmierci komiwojażera" pozostawiam otwarte. Zachęcam, by każdy sam sobie na nie odpowiedział.

Opinie (17) 1 zablokowana

  • (1)

    Pani Magdaleno, bardzo dobrze czytało się Pani recenzję!

    • 17 4

    • W końcu mamy kogoś, kto pisze coś poza streszczeniem spektaklu i "nie podobało mi się".

      • 11 0

  • Recenzja to, czy recenzyjka? (2)

    W życiu kieruję się tylko jedną zasadą. Spektakl ma się podobać widzom, a nie recenzentowi.
    W zasadzie może też się nie podobać.

    • 7 8

    • A recenzja ma się może podobać wykonawcom, nie czytelnikowi (1)

      Nie jest to jeszcze poziom Łukasza Rudzinskiego, bo pani pewnie młodsza wiec i doświadczenie mniejsze. A tego się nie przeskoczy. Trzeba mozolnie je zdobywać. Szkoda tylko, ze pisana pod znawców i wykonawców, a nie czytelnika. On odpadnie po pierwszym akapicie.

      • 4 3

      • nieprawda to, ale dziękujemy za opinię

        Byłam, widziałam.

        • 0 0

  • Teatr Wybrzeże? (3)

    To ten co KODem protestował w politycznej rozróbie?
    No to dziękuję.

    • 20 28

    • To z ciebie taki `widz` który do Teatru Wybrzeże nie pójdzie ale śledzisz uliczne protesty w obronie Konstytucji ? :) (1)

      • 3 9

      • won z rynsztokiem lempart.

        W jakiej obronie konstytucji, Nie zabijaj nienarodzonych dzieci. Zabić nie można ciężarnej lochy bo ma w brzuchy małe dziczki ale dziecka w brzuchu kobiety to można, bo to nie człowiek, tylko zlepek komórek.

        • 2 4

    • Był taki kawałek Kazika "Artyści"

      Co by aktor, piosenkarz albo dizajner zrobił po za szerokim mejnstrimem. Nie ważne czy chałtura czy sztuka wyższa wszystko musi mieć jeden pień ideolo. Tak więc albo idziesz do teatru i świadom tego wszystkiego delektujesz się spektaklem albo.... No cóż.

      • 0 0

  • Ciekawa, fajnie napisana recenzja. Oby takich więcej.

    • 14 2

  • Szkoda czasu na ten teatr (1)

    Źli są aktorzy

    • 5 20

    • Tak, są źli - zdarza im się nie przeprowadzić staruszki na drugą stronę ulicy...

      źli są...

      • 5 3

  • (1)

    Fajnie byłoby zobaczyć w TW inscenizację "Mistrza i Małgorzaty", ale w scenerii Gdańska, nie Moskwy. Dawno, już nie byłem w teatrze, ostatnio na "Śmierci komiwojazera" (świetny!). Ciągnie mnie na "Fausta". A teraz oglądam "Co ludzie powiedzą" z boską Hiacynta. Ja przypominam Powolniaka. No ale dość o mnie. Ciekawe czy dobrze zagralbym Fausta? Jaki byłby mój Faust?

    • 1 4

    • Z "Fausta" i "Mistrza i Małgorzaty": "Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc (czyżby?), wiecznie czyni dobro (na całe szczęście!)". W tym dniu minęła 10. rocznica śmierci R. Nigdy Ciebie nie zapomnę. Będziesz żył Kochany przynajmniej tak długo, jak ja żyję...

      • 0 1

  • Muszę to obejrzeć !!! (1)

    Nie mogę doczekać się !!!

    • 1 0

    • Zobaczone

      Naprawdę warto, serdecznie polecam!

      • 1 0

  • pytanie ?

    ... Poznajemy go w momencie, gdy jest "za młody do tańca, a za stary do różańca"...
    czy na pewno...? a nie czasami:
    ...za stary do tańca, za młody do różańca...?

    • 1 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Legenda Radmoru - wystawa
Legenda Radmoru - wystawa
wystawa
lis'20 7-29.08
Gdynia, Muzeum Miasta Gdyni
Do DNA
Do DNA
wystawa
lut 13-31.12
g. 11:00 - 18:00
Gdańsk, Narodowe Muzeum Morskie
John Faltin - fotograf Sopotu
John Faltin - fotograf Sopotu
wystawa
maj 10-17.10
g. 10:00 - 16:00
Sopot, Muzeum Sopotu

Sprawdź się

Sprawdź się

Dwa spektakle Teatru Wybrzeże zarejestrowała Telewizja Polska w ostatnich kilku latach i wyemitowała w TVP Kultura. Jakie?