Szkolny bryk z Bułhakowa. O "Mistrzu i Małgorzacie" w Teatrze Miejskim w Gdyni

Relacja Mistrza (Grzegorz Wolf) i Małgorzaty (Agnieszka Bała) w spektaklu Teatru Miejskiego w Gdyni prowadzona jest w konwencji romantycznej miłości.
Relacja Mistrza (Grzegorz Wolf) i Małgorzaty (Agnieszka Bała) w spektaklu Teatru Miejskiego w Gdyni prowadzona jest w konwencji romantycznej miłości. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl

Arcydzieło Michaiła Bułhakowa w inscenizacji Teatru Miejskiego w Gdyni odczytano "lekturowo", streszczając wszystkie najważniejsze wątki powieści. Niestety, obok bardzo ciekawych pomysłów na niektóre sceny, reżyser Jacek Bała skapitulował przy innych, inscenizując spektakl bardzo infantylnie i kurczowo trzymając się groteski jako jedynej deski ratunku.



Losy Mistrza i Małgorzaty, ale też Iwana Bezdomnego, Michaiła Berlioza, Stiepana Lichodiejewa czy Joszuy Ha-Nocri i Piłata stanowią ogromne źródło inspiracji i rozpalają wyobraźnię licznego grona wielbicieli "Mistrza i Małgorzaty". Powieść Michaiła Bułhakowa była kilkukrotnie przerabiana przez autora, który przez kilkanaście lat nie odnalazł satysfakcjonującej go formy i nawet na łożu śmierci dyktował żonie ostatnie poprawki. Bogactwo i poziom komplikacji najważniejszego dzieła Bułhakowa są bardzo duże, bowiem powieść łączy wątki z różnych porządków, miejsca akcji tak odległe jak współczesna autorowi Moskwa w Rosji okresu międzywojnia i początek naszej ery w wątku jerozolimskim, elementy magiczne z gorzką krytyką stalinizmu czy terroru wobec jednostek ośmielających się myśleć inaczej, niż wymaga tego aparat państwowy.

Ten niejednorodny, finezyjny literacki pejzaż niezmiennie od lat prowokuje wielu teatralnych twórców, sprawiając przy okazji mnóstwo kłopotów jego realizatorom. Pewnie dlatego dotąd żaden profesjonalny teatr w Trójmieście nie zdecydował się na wystawienie "Mistrza i Małgorzaty", który w Polsce, oprócz Teatru Polskiego Radia, z powodzeniem realizowano w całości sporadycznie. Ostatnio autorem takiej inscenizacji był Wojciech Kościelniak, który przygotował autorski musical na bazie tej powieści na otwarcie Teatru Muzycznego Capitol we Wrocławiu po remoncie w 2013 roku. Dlatego inscenizacji Jacka Bały, który podjął się reżyserii "Mistrza i Małgorzaty" w Teatrze Miejskim w Gdyni, towarzyszyło duże zainteresowanie.

Jednak to sceny "szpitalne" z Iwanem Bezdomnym w wykonaniu Rafała Kowala (na dole), najlepszego aktora spektaklu, podczas rozmów m.in. z Mistrzem (Grzegorz Wolf, u góry) są najlepszym wątkiem przedstawienia.
Jednak to sceny "szpitalne" z Iwanem Bezdomnym w wykonaniu Rafała Kowala (na dole), najlepszego aktora spektaklu, podczas rozmów m.in. z Mistrzem (Grzegorz Wolf, u góry) są najlepszym wątkiem przedstawienia. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
Pierwsze sceny wypadają obiecująco. Filmowy montaż spotkania Wolanda-narratora z Michaiłem Berliozem i Iwanem Bezdomnym oraz ich dyskurs na temat wiary prowadzony jest w dobrym rytmie, z rozmysłem, a przy tym dobrze zagrany przez trio Dariusz Szymaniak (Berlioz), Rafał Kowal (Iwan Bezdomny) i Mariusz Żarnecki (Woland). Również finał sceny - ucięcie głowy przez tramwaj - wykorzystuje możliwości teatru w sposób niebanalny.

Także każdorazowe cofnięcie się do czasów śmierci Chrystusa jest wiarygodne dzięki prostemu i udanemu zabiegowi inscenizacyjnemu - zmienia się oświetlenie, gdy Piłat wychodzi przez potężne wrota umieszczone w centralnej części sceny. Symbolicznie podróżujemy więc w czasie, o czym przekonuje bardzo silna charakteryzacja Piłata, który przypomina ożywiony posąg (co bardzo dobrze koresponduje z majestatycznym stylem grania Piotra Michalskiego). Dysputy Piłata z Joszuą Ha-Nocri (Grzegorz Wolf) mają dzięki temu odpowiednią atmosferę i stanowią jeden z lepszych wątków spektaklu.

Kłopoty zaczynają się, gdy na scenie pojawia się świta Wolanda, na którą w ogromnej większości reżyser po prostu nie ma pomysłu. Zarówno Behemot (Maciej Sykała), jak i  Korowiew (Maciej Wizner), może z wyłączeniem rozmowy telefonicznej Korowiewa z Warionuchą (Olga Barbara Długońska), to w niemal każdej scenie bohaterowie są papierowi, nieciekawi i mało wiarygodni. Sytuacji nie poprawia obecność Helli (Beata Buczek-Żarnecka) ani Azazella (Leon Krzycki), choć ten drugi wypada zabawnie, gdy zaprasza Małgorzatę na bal u Wolanda.

Wśród scen zbiorowych wyróżnia się wizyta Iwana Bezdomnego w Domu Gribojedowa (na zdjęciu).
Wśród scen zbiorowych wyróżnia się wizyta Iwana Bezdomnego w Domu Gribojedowa (na zdjęciu). fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
Wątek tytułowej pary, Mistrza (Grzegorz Wolf) i Małgorzaty (Agnieszka Bała), prowadzony jest w konwencji romantycznej i na tle bardzo infantylnych psot diabelskich, wypada bardzo dobrze. Miłość tej dwójki oczywiście nie jest usłana różami, a dramatyzm poszczególnych scen odpowiednio podkoloryzowano. W spektaklu Miejskiego pozostaje on jednak w cieniu szpitalnych rozmów Iwana Bezdomnego z Doktor Strawinsky (Beata Buczek-Żarnecka) oraz - przede wszystkim - z Mistrzem. Właśnie te fragmenty, gdy na scenie pojawia się Iwan Bezdomny wraz ze swoim miniśledztwem na temat tego, co tak naprawdę się wydarzyło na skwerze Patriarsze Prudy i jego konwersacja z towarzyszem niedoli, to teatralne perełki, niestety odosobnione w przedstawieniu Miejskiego.

Pozornie chaotyczna, ale bardzo dobrze wymyślona scenografia autorstwa Ewy Woźniak pozwala bohaterom współistnieć na scenie bez zmian dekoracji. W tle jawi nam się przestrzeń antyczna, naznaczona poza monumentalnymi wrotami także przez "marmurowe" schody, niewielkie kolumienki i postać rzymskiego Herosa. Po prawej stronie piętrowe łóżko szpitalne i zakratowane okno jednoznacznie przywodzą na myśl szpital psychiatryczny, w którym spotykają się Mistrz i Iwan Bezdomny. Nieco bliżej widowni znajduje się niewielki kominek i rysunek na ścianie - fragment skromnej sutereny Mistrza, w której czekał on na ukochaną. Po lewej stronie widzimy z kolei fragment salonu - siedziby Wolanda i jego świty, zaś do sceny na Patriarszych Prudach przydaje się ławka znajdująca się pośrodku. Dzięki temu niektóre wątki przerywać można filmową "stopklatką" i kontynuować po wypowiedzi innych bohaterów.

Grą w "Mistrzu i Małgorzacie" (m.in. w roli przewodniczącego Sanhedrynu, Kajfasza, na zdjęciu) Eugeniusz Krzysztof Kujawski świętuje jubileusz 60-lecia pracy artystycznej.
Grą w "Mistrzu i Małgorzacie" (m.in. w roli przewodniczącego Sanhedrynu, Kajfasza, na zdjęciu) Eugeniusz Krzysztof Kujawski świętuje jubileusz 60-lecia pracy artystycznej. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
Niestety, wraz z czasem trwania spektaklu kurczą się trafione pomysły reżyserskie, a pozostawieni sami sobie aktorzy muszą mierzyć się z niełatwym często zadaniem, by w tak licznej obsadzie jakoś zaistnieć i uprawdopodobnić swoich bohaterów, mając ku temu niezbyt wiele możliwości. Zwłaszcza że reżyser bardzo chętnie korzysta z groteski jako głównego środka scenicznej ekspresji. Dobrze się ona sprawdza w wypadku Listonoszki (świetny epizod Elżbiety Mrozińskiej), czy w trakcie wizyty u literatów w Domu Gribojedowa (udana scena zbiorowa), znacznie gorzej jako sposób poruszania się bohaterów, szczególnie podczas balu u Wolanda, jednej z najsłabszych scen, uzupełnionych dziwacznym "danse macabre" (ruch sceniczny całego spektaklu przygotował Michał Pietrzak).

Większość magicznych sztuczek, diabelskich psot czy czarów przypomina pamiętane z najsłabszych spektakli za czasów poprzednika obecnego dyrektora, Ingmara Villqista, momentami wręcz żenujące udawanie aury tajemniczości, osiągane dzięki dziwnym krokom, piskom, skowytom czy groteskowym gestom. Podczas niezbyt udanego pokazu czarnej magii w teatrze Variétés dwoi się i troi Bogdan Smagacki w roli konferansjera Bengalskiego (z jego osobą wiążę się jedyna udana, zabawna sztuczka podczas pokazu), jednak nawet on nie jest w stanie uratować diabelskiej konwencji "teatru w teatrze".

Pozornie chaotyczna scenografia Ewy Woźniak pozwala bohaterom współistnieć na scenie bez zmian dekoracji.
Pozornie chaotyczna scenografia Ewy Woźniak pozwala bohaterom współistnieć na scenie bez zmian dekoracji. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
Aktorzy wypadają bardzo nierówno. Część epizodów (m.in. zabawny Lichodiejew w wykonaniu Szymona Sędrowskiego, wspomniani Listonoszka Elżbiety Mrozińskiej, Bengalski Bogdana Smagackiego czy Warionucha Olgi Barbary Długońskiej) mają wiele wdzięku dzięki energii aktorów. Wśród postaci pierwszego planu zdecydowane wybija się Rafał Kowal, który buduje najciekawszą, pełnokrwistą postać Iwana Bezdomnego. Za pomocą tajemniczości i pewnej dozy surowości zgrabnie postać Wolanda kreuje Mariusz Żarnecki. Posągowy dosłownie i w przenośni, dobrze wkomponowany pomiędzy wątki współczesne jest Piłat Piotra Michalskiego. Ciekawszy jako Joszua Ha-Nocri, ale niezły również w roli Mistrza okazuje się Grzegorz Wolf.

Do najsłabszych bohaterek spektaklu należy, niestety, Małgorzata grana przez Agnieszkę Bałę. Jej tytułowa bohaterka (choć świetnie ubrana przez Ewę Woźniak) zupełnie bez potrzeby piszczy, wpada w spazmy i biega bez celu po scenie. W każdym momencie wyciszenia tej postaci, na przykład w wątku miłosnym z Mistrzem, Agnieszka Bała wypada znacznie lepiej. Aktorom nie pomaga reżyser, prowadzący spektakl w kierunku coraz większego nieprawdopodobieństwa. Nie chodzi nawet o psychologizm postaci, którego starczyło na Mistrza i Iwana Bezdomnego. Aktorzy zmuszeni grać grubą groteską mają problem ze zniuansowaniem swoich bohaterów i ich uwiarygodnieniem.

Pewnie dlatego spektakl Teatru Miejskiego obok bardzo dobrych momentów miewa i takie, na które najlepiej spuścić miłosierną zasłonę milczenia. Warto podkreślić niewątpliwie udaną pracę adaptacyjną Jacka Bały, który skutecznie streszcza wszystkie kluczowe wątki bardzo obszernej przecież powieści Bułhakowa. Szkoda, że braki reżyserskie osłabiają wymowę tekstu i nie dają specjalnie dużo przestrzeni do najistotniejszych tutaj rozważań na temat istoty dobra i zła, bo wszystko tu zostaje podane na tacy, w niezbyt atrakcyjnej, niestety, formie.

Opinie (29) 3 zablokowane

  • szkoda czasu, ten teatr dawno zszedł na psy:(

    • 20 31

  • Zgadzam się w większości z autorem recenzji.

    Niestety, także z tym, że najsłabiej wypada Małgorzata.

    • 29 11

  • Idźcie na Kumernis do Muzycznego , to jest coś ! (2)

    • 20 11

    • Byłam i jestem w szoku, że można coś takiego ludziom pokazać. (1)

      Rozumiem, że teatr to sztuka i nie wszystkim ma się podobać, ale są granice artystycznego dna i żenady. Kumernis właśnie to osiągnął...

      • 7 11

      • Nie zrozumiałaś przekazu widzę , zatem zabawne, roztańczone spektakle Tobie pozostają.

        • 4 4

  • TO było do przewidzenia.

    Niestety, ten teatr to amatorka :(

    • 15 19

  • psy

    Kto nas obraża? Teatr zszedł na psy?Raczej zszedł z uma decydentów odpowiedzialnych za gdyńską kulturę.

    • 6 9

  • Mam zupelnie inne odczucia

    Dosłowność inscenizacji takiego wybitnego dzieła to niekoniecznie coś negatywnego. Teksty takie jak "Mistrz i Małgorzata" powinny też być pokazywane na deskach teatru "wprost", głębsze interpretacje pozostawiając widzom. Naprawdę nie wszystko dziś musi być pokazywane w jakimś kontekście politycznym, socjologicznym czy genderowym...

    • 31 10

  • Kompletnie niespójna recenzja (2)

    Wstęp i podsumowanie zdecydowanie negatywne.... a praktycznie większość recenzji pozytywna... Więc już nie wiem co ma recenzent na myśli. Widać, że niektóre zarzuty wynikają z braku zrozumienia materiału źródłowego. Chwalone kreacje aktorskie na ogół wynikają z realizacji wizji reżyserskiej. Przecież ciężko stworzyć postać na przekór reżyserowi. Będąc na premierze raczej odniosłem wrażenie, zgranego zespołu, dobrej współpracy i spójnej wizji. Po przeczytaniu tej recenzji odrobiłem prace domową i przeczytałem poprzednie. Trudno nie zauważyć tendencji, że autor ulega osobowym oraz geograficznym uprzedzeniom. Z czego to może wynikać pozostawiam czytelnikom do oceny.

    • 23 9

    • Chodzi o to, że spektakl jest zły. Czyli dobry.

      • 3 2

    • zgadzam się w 100 %

      Praktycznie za każdym razem jak czytam recenzję pisaną przez pana Rudzińskiego, to jest ona skrajnie negatywna. Nic nigdy nie jest dobre. Jakby sugerować się opinią tego Pana, to do teatru nikt nie powinien chodzić, bo dno. Może pan redaktor sam by coś stworzył?

      • 2 0

  • Spektakl na pewno warty obejrzenia i wyrobienia sobie własnego zdania

    niektóre sceny np. ta w domu Gribojedowa wręcz perfekcyjne, magiczny pokaz Wolanda też zrobił świetne wrażenie, no i rewelacyjna kreacja Piotra Michalskiego. Moja ocena 8/10 czyli i tak sporo powyżej normy naszych trójmiejskich spektakli, a sztuka niełatwa.

    • 17 5

  • byłem , chwilami się męczyłem (2)

    najlepszą recenzją niech będzie fakt , że po przerwie trochę krzeseł zostało pustych.... nie jestem ekspertem ale wydaje mi się że aktorzy grali dobrze , ale to bardzo trudne do zagrania i niełatwe w odbiorze , zresztą tak jak oryginalna powieść, też nie każdy jest wstanie ją doczytać do końca

    • 13 3

    • Miejsca puste należały głównie do osób biorących udział w gali miedzynarodowego dnia teatru... odebrali nagrody i przy pierwszej okazji wyszli.

      • 4 3

    • ja wyszedłem, tam nie było wentylacji

      duszno jak cholera, przepraszam
      jednak trzeba coś z tym zrobić

      • 5 0

  • jak można (2)

    To było coś okropnego. Nic się nie trzymało kupy. Czułam się jakbym oglądała 'trudne sprawy' w wersji rozszeżonej. Podczas całego spektaklu leciała muzyka - albo okropnie wybijające gongi albo mdłe piano. "Aktorzy" nie mieli szans ugrać czegokolwiek. Pani Bała czyli Małgorzata, żona Pana Reżysera wypadła najgorzej. Rozumiem,że jest Pani żoną Reżysera ale na Boga - NIE. Sztuczność, brak prawdy, brak warsztatu i brak wszystkiego!!! Mam nadzieję,że ktoś dobierze się do tego teatru i sprawi,że będą tam pracować prawdziwi AKTORZY z prawdziwymi REŻYERAMI

    • 15 32

    • A my poznamy prawdziwą ortografię! (piszemy rozszerzonej)

      • 3 2

    • w wersji rozszeżonej

      Jak może pisać o adaptacji "Mistrza i Małgorzaty" dziewczę, które nawet z ojczystej ortografią jest na bakier?

      • 1 0

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Legenda Radmoru - wystawa
Legenda Radmoru - wystawa
wystawa
lis'20 7-29.08
Gdynia, Muzeum Miasta Gdyni
Do DNA
Do DNA
wystawa
lut 13-31.12
g. 11:00 - 18:00
Gdańsk, Narodowe Muzeum Morskie
John Faltin - fotograf Sopotu
John Faltin - fotograf Sopotu
wystawa
maj 10-17.10
g. 10:00 - 16:00
Sopot, Muzeum Sopotu

Sprawdź się

Sprawdź się

Pierwszą siedzibą Teatru Muzycznego był...?

 

Najczęściej czytane