Wiadomości

stat

Szela pogrzebany słowem - po premierze monodramu 'Słowo o Jakubie Szeli'

Jacek Majok ze szkodą dla monodramu pozostaje w cieniu poematu Brunona Jasieńskiego.
Jacek Majok ze szkodą dla monodramu pozostaje w cieniu poematu Brunona Jasieńskiego. fot. Łukasz Unterschuetz/trojmiasto.pl

Jacek Majok poemat Brunona Jasieńskiego "Słowo o Jakubie Szeli" deklamuje z prawdziwą pasją. Tylko nie bardzo wiadomo po co.



Jacek Majok, na co dzień aktor Teatru Miniatura, podjął się karkołomnego zadania przywrócenia teatrowi tekstu Jasieńskiego. Zdecydował się samemu odegrać wszystkie postaci poematu, który Kazimierz Dejmek w swojej inscenizacji z 1962 roku rozdzielił pomiędzy czterdziestu aktorów. Wybitną kreację tytułowego bohatera stworzył w spektaklu Dejmka niezapomniany Ignacy Machowski. Jedak od połowy lat siedemdziesiątych poemat Brunona Jasieńskiego nieprzypadkowo wegetuje już tylko na zakurzonych półkach bibliotek.

Trudno zrozumieć motywację aktora, który wystawia tekst sprzed ponad osiemdziesięciu lat, by opowiedzieć słowami Jasieńskiego o losach jednej z najbardziej barwnych postaci polskiej wsi. Jednak ta socrealistyczna w wymowie twórczość, pomimo niewątpliwego kolorytu, zupełnie nie przystaje do dzisiejszej rzeczywistości.

Spektakl rozpoczyna się w ciemnościach. Majok wyłania się z nich jako Jakub Szela. Ubrany jest w czarny T-shirt, ciemne spodnie i tenisówki. Pozbawioną scenografii scenę podświetla reflektor umieszczony tuż przed publicznością. Dzięki temu przez cały występ na tylnej ścianie sceny towarzyszy aktorowi cień jego sylwetki. Przez ten prosty zabieg w formie czytelnej metafory wydobyta zostaje oczywista podwójność roli aktora - jako realnej osoby działającej i kreowanego przez nią bohatera.

Czar metafory szybko pryska. Niezwykły środek sceniczny jakim jest własny cień, zostaje w niewygodnych dla aktora momentach zmarginalizowany. Efektowny wizualnie zabieg traci na znaczeniu przy każdej kolejnej próbie przywrócenia cienia jako Jakuba Szeli do gry.

Majok w formie etiud aktorskich imituje opisywane wydarzenia. Gra pośród wyimaginowanych dekoracji i rekwizytów, których wielokrotnie używa, powtarzając swoje gesty i pozy (zarzuca nieistniejący wór na plecy, po chwili wychyla kielich jakiegoś trunku, poprawa strój, wypróżnia pęcherz po wizycie w szynku itp.). Przez cały czas pozostaje na poziomie inscenizacji rodem ze szkolnego teatrzyku.

Ubieranie tekstu poematu w wymyślny (i wymyślony) kostium pozostaje głównym zabiegiem inscenizacyjnym od początku do końca spektaklu. Interpretacyjne poszukiwania słychać właściwie tylko w intonacji słów, które Jacek Majok wypowiada ze wzorcową dykcją, świetnie postawionym głosem. Najciekawsze, nieliczne niestety, momenty przedstawienia oparte są na melorecytacjach wykorzystujących warstwą muzyczną i rytm poematu.

Pomimo niewątpliwie dużych umiejętności aktorskich (bardzo trudny tekst poematu podany jest z wielką precyzją - każdej kwestii towarzyszy inna mina, poza, gest) Jacek Majok przegrywa z materią sceny. Nie jest w stanie wykreować roli i przytłoczony słowami Jasieńskiego wpada w ton udramatyzowanej gawędy. Brnie w tautologiczne obrazowanie recytowanego tekstu. Historia Jakuba Szeli w takim wykonaniu nie tylko nie mówi niczego, czego byśmy dotychczas nie wiedzieli, ale też zwyczajnie nudzi.

Opinie (5)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Rozrywka

Miłość w czasach koronawirusa. Co z randkami w internecie?
Randkowanie w czasach koronawirusa

Kulinaria

Jedzenie na telefon: testujemy pizze, zupy i burgera
Jedzenie na telefon: testujemy dania
Zaglądamy do kuchni Olivia Star Top
Zaglądamy do kuchni Olivia Star Top

Sprawdź się

Zgodnie z planami miejskimi, obecna siedziba CSW Łaźnia miała pełnić bardzo oryginalną funkcję. Jaką?