• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

Szekspirowskie blaski i cienie - podsumowujemy Festiwal Szekspirowski

Łukasz Rudziński
7 sierpnia 2013 (artykuł sprzed 9 lat) 
Opinie (22)

Początek sierpnia to czas, gdy w Trójmieście prezentowana jest twórczość Williama Szekspira. Zobacz jak celebrowano Szekspira w trakcie Festiwalu Szekspirowskiego.


Co roku Festiwal Szekspirowski przez jeden letni tydzień przyciąga uwagę całego teatralnego środowiska do Trójmiasta, gdzie poznać można trendy i sposoby w prezentowaniu twórczości Williama Szekspira. Tegoroczny festiwal okazał się wartościowym przeglądem jedynie w kontekście polskich inscenizacji.



Inscenizacja, która otrzymała "Złotego Yoricka" - "Każdy musi kiedyś umrzeć Porcelanko, czyli rzecz o Wojnie Trojańskiej" to wielowymiarowa opowieść o ludzkim okrucieństwie, przedstawiona za pomocą języka, który zrozumie zarówno wyrobiona teatralna publiczność, jak i młodzież gimnazjalna. Inscenizacja, która otrzymała "Złotego Yoricka" - "Każdy musi kiedyś umrzeć Porcelanko, czyli rzecz o Wojnie Trojańskiej" to wielowymiarowa opowieść o ludzkim okrucieństwie, przedstawiona za pomocą języka, który zrozumie zarówno wyrobiona teatralna publiczność, jak i młodzież gimnazjalna.
Festiwal zainaugurował mało ciekawy, anachroniczny spektakl "Jak wam się podoba" Kote Marjanishvili State Drama Theatre z Gruzji. Festiwal zainaugurował mało ciekawy, anachroniczny spektakl "Jak wam się podoba" Kote Marjanishvili State Drama Theatre z Gruzji.
Wrocławsko-drezdeński "Tytus Andronicus" staje się z czasem coraz bardziej groteskowy, ale pomysł na poprowadzenie konfliktu między Rzymianami a Gotami torem historycznych napięć polsko-niemieckich zasługuje na szacunek, podobnie jak gra aktorska. Wrocławsko-drezdeński "Tytus Andronicus" staje się z czasem coraz bardziej groteskowy, ale pomysł na poprowadzenie konfliktu między Rzymianami a Gotami torem historycznych napięć polsko-niemieckich zasługuje na szacunek, podobnie jak gra aktorska.
Akcję "Anatomii Tytusa Fall of Rome" reżyser Wojtek Klemm umieścił w łaźni, skąd wyłaniają się bohaterowie. Tam też spektakl się dla nich skończy. Wcześniej widzowie zobaczą Rzym kruchy jak domek z kart. Akcję "Anatomii Tytusa Fall of Rome" reżyser Wojtek Klemm umieścił w łaźni, skąd wyłaniają się bohaterowie. Tam też spektakl się dla nich skończy. Wcześniej widzowie zobaczą Rzym kruchy jak domek z kart.
"Pieśni Leara" wrocławskiego Teatru Pieśń Kozła są muzyczną podróżą do świata emocji dramatu "Króla Leara", ale także do... dzieciństwa Kordelii. Ten niezwykły spektakl zwieńczył XVII Festiwal Szekspirowski. "Pieśni Leara" wrocławskiego Teatru Pieśń Kozła są muzyczną podróżą do świata emocji dramatu "Króla Leara", ale także do... dzieciństwa Kordelii. Ten niezwykły spektakl zwieńczył XVII Festiwal Szekspirowski.

Inscenizacje sztuk Szekspira:

Co zapamiętamy z tegorocznego Festiwalu Szekspirowskiego? Na pewno ciekawe, różnorodne, odważne spektakle "Titus Andronicus" Teatru Polskiego we Wrocławiu oraz Staatsschauspiel Dresden, "Anatomia Tytusa Fall of Rome" Narodowego Starego Teatru w Krakowie czy "Na końcu łańcucha" Teatru Im. Osterwy w Lublinie - największe pozytywne zaskoczenie festiwalu. Nie sposób pominąć mistrzowskich "Pieśni Leara" w wykonaniu jednej z najlepszych polskich formacji teatralnych - Teatru Pieśń Kozła z Wrocławia. Jeśli dodamy do tego laureata konkursu o "Złotego Yoricka" - wybrany najlepszą polską inscenizacją sztuk Szekspira spektakl "Każdy musi kiedyś umrzeć Porcelanko, czyli rzecz o Wojnie Trojańskiej..." z Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie - to okazuje się, że do Trójmiasta zawitała najsilniejsza polska reprezentacja inscenizacji sztuk poświęconych mistrzowi ze Stratfordu od wielu lat.

Niestety na przeciwległym biegunie znajdują się przedstawienia zagraniczne, z chlubnym wyjątkiem niezrównanej Bei von Malchus, która w pojedynkę (jako twórczyni własnego solowego teatru) broniła honoru "zagranicy" swoim "Shake Lear!". Performance "Równomowa" Dalibora Martinisa, czy kuriozalne nieporozumienie w nurcie głównym festiwalu - "Cały świat to scena, a ludzie na nim to tylko aktorzy" Emila Boroghiny, wraz z nieudanym, anachronicznym "Jak wam się podoba" Kote Marjanishvili State Drama Theatre z Tibilisi należą do produkcji, które potraktować można jako uzupełnienie festiwalu, nie zaś (jak w przypadku gruzińskiej produkcji) jednej z jego większych atrakcji.

Najlepsza inscenizacja dzieł Szekspira - "Każdy musi kiedyś umrzeć Porcelanko, czyli rzecz o Wojnie Trojańskiej" w reżyserii Agaty Dudy-Gracz zaskakuje rozmachem inscenizacyjnym, w którym obok precyzyjnie podanej fabuły (przedstawianej ze szkolną dokładnością i troską o widza niemającego pojęcia o konflikcie między Trojanami a Grekami i Wojnie Trojańskiej) znajdziemy problemy uniwersalne, m.in. pogardliwy stosunek władzy do podwładnych, homofobię, rasizm czy degrengoladę wyższych sfer. O tym, że umieszczone po dwóch stronach sceny stronnictwa Greków i Trojan specjalnie się od siebie nie różnią, przekonują wielkie projekcje ich "krajów" zamykające scenę z obu stron - to zniszczone wojną ruiny miasta. Zresztą, cała akcja spektaklu rozgrywa się na matach imitujących błoto.

Ten błyskotliwy, klarownie przedstawiony, łączący język Szekspira i mitologii z rynsztokowym slangiem spektakl to perfekcyjna wizualnie i dojrzała inscenizacyjnie produkcja, która z pewnością zasłużyła na "Złotego Yoricka".

Z kolei wrocławsko-drezdeński "Titus Andronicus" w reżyserii Jana Klaty zaczyna się imponująco - długim, dobitnym pochodem trumien synów Tytusa Andronikusa, wniesionych na scenę przez ich ojca (świetny Wolfgang Michalek) do dźwięków "Marsza Żałobnego" Fryderyka Chopina. Trumny oczywiście stanowią później podstawę scenografii spektaklu. Klata na szekspirowski świat naniósł podział zakorzeniony w naszej kulturze: Rzymian grają Niemcy, barbarzyńskich Gotów - Polacy.

Spektakl nie nurza się jednak w odwiecznym konflikcie polsko-niemieckim, staje się raczej pastiszem z narodowych uprzedzeń, wykorzystuje linię historycznego napięcia między narodami do żartobliwej polemiki ze stereotypami (świetna scena kalamburu, gdy synowie Tamory usiłują zrozumieć intencje rzymskiego oficera ofiarującego w imieniu swojego wodza dwa nagie miecze). Temat spektaklu z czasem coraz silniej poddawany jest komiksowej wręcz grotesce, przez co traci na wymowie. Szkoda, bowiem nadmiar efektów ściąga spektakl w stronę absurdu kina Quentina Tarantino, co akurat na teatralnej scenie nie wypada tak korzystnie jak na ekranie. To jednak ważny, ciekawie pomyślany spektakl, słusznie nagrodzony wyróżnieniem podczas tegorocznego konkursu.

Dzięki odbywającej się w trakcie festiwalu konferencji "Języki władzy / języki sztuki" obejrzeliśmy jeszcze dwie inne polskie produkcje.

"Anatomia Tytusa Fall of Rome" w reżyserii Wojtka Klemma to parafraza szekspirowskiej tragedii autorstwa Heinera Müllera. Rzym ukazany został przez Klemma jako domek z kart, czy raczej z tektury rozpadającej się pod wpływem wilgoci. Bohaterów poznajemy w łaźni, wszyscy nadzy, równi wobec siebie, oczyszczający się z brudu (poprzednich starć i wojen?). Oglądamy dosłownie i w przenośni upadek imperium - kolosa na glinianych nogach, którego rozkłada fałsz, zgnilizna moralna i zakłamanie swoich obywateli, co bezlitośnie wykorzystuje Tamora do zemsty na Tytusie za śmierć syna.

Centralną postacią przedstawienia, obok Tytusa i Tamory, staje się Aaron (świetny Wiktor Loga-Skarczewski) - murzyński kochanek Tamory, w świecie intryg, zła i występku czuje się jak ryba w wodzie. Reżyser nie wszystkie sceny ogrywa teatralnie, niektóre pozostawia w deklamowanym przez aktorów do publiczności tekście, niekiedy chowa inscenizacyjne niedostatki za groteską (finałowa uczta u Tytusa). Powstała w efekcie ciekawa wizja rozpadającego się Rzymu czyli współczesnej Europy. Wojtek Klemm nie szuka na siłę uwspółcześnień tekstu Müllera, daje mu w pełni wybrzmieć.

"Na końcu łańcucha" w reżyserii Evy Rysovej jest właściwie teatralną instalacją, w którą wkomponowane zostały, między innymi, fragmenty "Tytusa Andronikusa" Szekspira. Ten pozornie daleki od inscenizacji szekspirowskich koncert - aktorzy śpiewają wiele kluczowych kwestii, wspomaga ich w tym ustawiony w środkowej części sceny zespół BROJO - precyzyjnie portretuje opresje w relacjach międzyludzkich. Granica między katem a ofiarą jest niekiedy bardzo cienka, o czym przekonuje przemiana Lawinii w Tamorę i "wprowadzenie" w rolę Lawinii młodej, naiwnej, zakochanej w Jokerze dziewczyny. Rysova stworzyła spektakl zadziorny, drapieżny w swojej wymowie i dobrze zagrany, w którym brutalność wstrząsa, a pomysły reżyserskie zaskakują widzów raz po raz (jak w obliczu konsternacji, gdy jeden z aktorów "traci przytomność" tuż przed przerwą i pozostali starają się udzielić mu pomocy).

Festiwal zamknął pokaz "Pieśni Leara" - 11 pieśni, z komentarzem i wprowadzeniem reżysera spektaklu Grzegorza Brala, który przyjmuje rolę przewodnika widza po spektaklu. Powstała surrealistyczna impresja, czerpiąca z tradycji śpiewu różnych kultur, w której wcale nie Lear, a Kordelia okazuje się najważniejsza. Jedenastu artystów w rękach Brala (reżysera-dyrygenta) staje się instrumentami, wydobywającymi odpowiednie głosy, by za pomocą śpiewu i muzyki zbudować emocje bohaterów "Króla Leara". To wyjątkowe przedsięwzięcie nieco inaczej skomponowane niż pokazywany dwa lata temu przez Pieśń Kozła "Makbet", zachwyca zespołowością i umiejętnością przywołania wielkich emocji tylko za pomocą muzyki i śpiewu.

Pomimo dobrych polskich przedstawień widać było, że Festiwal Szekspirowski był mocno okrojony. Schudł o trzy dni, a program i rangę międzynarodowego festiwalu dało się uratować dzięki sprowadzeniu zagranicznych monodramów i performance'u Dalibora Martinisa. Dobrze byłoby zadbać o to, aby pomiędzy krajowymi a zagranicznymi produkcjami doszukać się można było jakiejś myśli wspólnej. Ciekawym pomysłem jest wprowadzanie performance do programu festiwalu, jednak w przypadku "Ofelii. Ikonografii szaleństwa" na terenie budowy Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego poniesiono porażkę spowodowaną brakiem nagłośnienia. Zarówno ten projekt w reżyserii Zorki Wollny, jak i "Równomowa" Dalibora Martinisa okazały się także po prostu zbyt długie.

Festiwal Szekspirowski wciąż pozostaje jednym z najważniejszych teatralnych przeglądów w Trójmieście, ale jego główną siłą powinna być prezentacja interesujących zagranicznych propozycji. Szansa na to, by tak się stało, nadarzy się za rok w siedzibie Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego, bowiem dyrektor Jerzy Limon zapowiedział, że następną edycję imprezy otworzy w swoim, ukończonym do tego czasu teatrze.

Miejsca

Wydarzenia

Zobacz także

Opinie (22)

  • czy ktoś pamieta sztukę "H." na terenach (2)

    Stoczni Gdańskiej ?
    To był WYPAS!!!

    • 16 2

    • Klata!

      Z polotem, nie po "Staremu"

      • 3 0

    • A mi się nie podobał.M

      • 1 1

  • Festiwal Szekspirowski jak jarmark Dominikański poziom spada i to bardzo (1)

    Tak bardzo jak cały poziom miasta Gdańska spadł nisko.
    Jarmark wart festiwalu a festiwal jarmarku.
    Kisiel ma jednak większą klasę niż budyń.

    • 11 7

    • Tylko marudy i zrzędy nie tracą poziomu, ba! Z każdym jarmarkiem, festiwalem czy inwestycją są coraz bardziej aktywne!

      • 4 3

  • to ile było procent Szekspira w Festiwalu Szekspirowskim?

    • 11 3

  • (1)

    Mam nadzieję, że w nowym teatrze będą same blaski !

    • 3 3

    • Będą, będą!

      Jak tylko linie tramwajowe będa miały przebicia elektryczne ;)

      • 3 0

  • Bardzo dobrze, że jest ten festiwal ALE: (1)

    1) niezbyt fajne jest że ogłasza się na wszystkich materiałach przedstawienie inauguracyjne tylko dla vipów - jeśli już takie jest to należy robić je dyskretnie, by chętny nievip nie czuł się poszkodowany i zniesmaczony
    2) spektakle teatru w oknie nie były opisane na plakacie jako płatne
    3) Ofelie na placu budowy - pomysł super, miejsce super - ale wyglądało jakby nikt nie zrobił próby - widoczność marna, słyszalność marna - w rezultacie genialny pomysł na miejsce, ale wyszło bardzo słabo, więc została zmarnowana fajna okazja

    • 9 1

    • z naszych dla garstki

      dla vipów a robione z naszych podatków dla garstki ?
      ekonomicznie wali się to

      • 1 0

  • W tym roku same cienie, że aż mroki (4)

    Podano widzom chamstwo pod nos, a widzowie bili z radością brawa. Przedstawienia, które przy myślącej publiczności byłyby wygwizdane, tutaj potulnie nagradzane oklaskami. Ciekawe, czy publiczność wie, że jeszcze można coś wygwizdać i wyjść w trakcie przedstawienia...?

    • 3 4

    • ale Pieśni Leara zasługiwaly jednak na oklaski........
      byłam tylko na tym w tym roku i chyba tylko Teatr Pieśñ Kozła wart był obejrzenia, chociaż zdobycie zaproszenia traktuję jako cud. Biletów na przedstawienie nie było już pierwszego dnia sprzedaży.

      • 2 0

    • lear (2)

      UK, chyba nie wybrałeś/aś się na "Pieśni Leara". Ciekawa jestem o którym spektaklu piszesz? Mam wrażenie, że tylko jeden tegoroczny spektakl mógł wywołać takie odczucia, ale jeden spektakl to przecież nie cały festiwal...

      • 1 0

      • Szekspir... (1)

        Od dobrych 15 lat, a z ogromnym nasileniem ostatnio, przedstawienia są bełkotem, bezsensem, który, aby usprawiedliwić, stosuje się specjalne nazewnictwo - nowomowę, nomem omen, jak chciała konferencja Język władzy/Język sztuki, teatralną, ale nie kulturoznawczo-postmodernistyczno 'dekonstrukcyjną', ale wręcz, można w końcu przypuszczać, maskującą niewyobrażalną coraz częściej głupotę i bzdurę. Zupełną nijakość, nielogiczność ubiera się w grę intertekstualną, w zabawę konwencją, a wręcz wprost mówi się, że brak związków przyczynowo-skutkowych w inscenizacji jest założeniem współczesnego teatru. To robienie z widzów idiotów. Spektakli marnych było w tym roku nadwyraz dużo. Na 10 propozycji programu Festiwalu tylko 2 były na tekście Szekspira. Reszta to performance lub wariacje odautorskie. "Na końcu łańcucha" było żenujące. "Ofelie" to samo. "Równomowa" - po co? "Porcelanka" kolejne znaki zapytania, jak ktoś pozwala, żeby to w ogóle realizować. Ale - za parę lat młodsi widzowie nie będą wiedzieli, jak wyglądał teatr 20-30 lat temu, bo ich to zwyczajnie nie będzie interesowało. To, co zastaną, uznają za oczywiste. A taki teatr nikogo nie rozwinie, nie zmusi do refleksji, wątpię by ktokolwiek wyszedł z przedstawienia zachwycony (chyba że sztucznie, bo ma takie dobre przecież recenzje), a jeśli tak to się będzie kształtowało przez najbliższe lata - to teatr będzie jedynie prymitywną rozrywką i masowym ogłupianiem.

        • 1 1

        • Na końcu łańcucha było ekstra!

          • 1 1

  • Roz cza ro wa nie !!! (1)

    Jestem rozczarowany spektaklem, idąc na przedstawienie studentów ASP liczyłem na ich zmysł estetyczny, interesującą scenografię, rekwizyty a nie godzinne przytulania i macanie się studentów. Dotyczy to również języka jakim posługiwali się w czasie spektaklu, dialogi nie odbiegały od ulicznej codzienności. Nie chcę tu obrażać studentów, cieszę się,że się bawią w teatr. Nie wszystko co się robi jest od razu na tyle dobre by pokazywać szerszej publiczności w ramach festiwalu.

    • 4 15

    • Pozytywne wibracje !!!

      Nie zgadzam się z opinią Tomasza, to nie było godzinne przytulanie i macanie się studentów, ale perfekcyjnie zrealizowane przedstawienie, z ekspresyjną grą studentów ASP, świetną muzyką i doskonale zgranymi z tym co działo się na scenie wizualizacjami, czego autor opinii rozkojarzony poszukiwaniem rekwizytów zdaje się nie zauważać. Duży plus za spektakl i niecierpliwie czekam na następne :)

      • 10 1

  • Czy naprawdę cała kasa poszła na budowę?

    Czy naprawdę nie można było zaprosić zagranicznych dobrych grup? Wooster Group, teatr z Niigata czy też ten przesympatyczny teatr córki Petera Brooka - tak było kiedyś. A teraz?

    • 6 0

  • vipy mają tyle środków,że moga sobie pozwolić na kupno biletu (1)

    To tak jak prezydent Warszawy uważała,że należy się jej wejść do muzeum za darmo. W dobrym tonie powinno być płacenie za wstęp przez tzw vipy
    Albo zamiast akcji z kawą zamrożony bilet dla kogoś kogo nie stać na spektakl.

    • 7 0

    • herbata, nie kawa, a koszt paczki herbaty nie równa się nawet ćwierci kosztu jednego biletu. co do vipów-zgadzam się.

      • 0 0

  • TAK TAK

    Jaka władza, taki teatr.

    • 3 1

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Do DNA

wystawa

Pobożni i cnotliwi. Dawni gdańszczanie w zwierciadle sztuki

wystawa

Kolekcja w działaniu

wystawa

Sprawdź się

Sprawdź się

Do kiedy można zobaczyć wystawę ERGO Hestii w Muzeum Narodowym w Warszawie?

 

Najczęściej czytane