Wiadomości

Średnio udana "My Fair Lady" w Teatrze Muzycznym

Eliza Doolittle (na zdjęciu Karolina Trębacz) z łatwością skupia na sobie uwagę zarówno jako prosta dziewczyna i jako dama wielka dama.
Eliza Doolittle (na zdjęciu Karolina Trębacz) z łatwością skupia na sobie uwagę zarówno jako prosta dziewczyna i jako dama wielka dama. Łukasz Unterschetz/Trojmiasto.pl

Reżyser Maciej Korwin wprowadził do repertuaru musicalowy szlagier, który wyłamuje się z sztywnych prawideł gatunku. Niestety premiera "My Fair Lady" rozczarowuje.



Wydaje się, że "My Fair Lady" to pewny hit. Ogromny sukces ekranizacji z 1964 roku (zdobyła osiem Oscarów) w reżyserii George'a Cukora i ze świetną kreacją Audrey Hepburn przyniósł temu broadwayowskiemu musicalowi gigantyczny rozgłos. Dodać trzeba jeszcze świetny tekst "Pigmaliona" George'a Bernarda Shawa, z którego Alan Jay Lerner po niewielkich skrótach wykroił swoje libretto.

Uliczna kwiaciarka Eliza (Aleksandra Meller) przypadkowo poznaje profesora Higginsa (Marek Richter). Spisuje on uliczne rozmowy i niczym magik potrafi wskazać miejsce pochodzenia każdego z przechodniów. W ten sposób poznaje również pułkownika Pickeringa (Jacek Wester). Dziewczyna słysząc, że Higgins uczy poprawnej wymowy, postanawia oddać się w jego ręce, aby móc zrealizować marzenia o pracy w kwiaciarni. Profesor godzi się na to skuszony przez Pickeringa zawarciem prestiżowego zakładu o skuteczność swojej nauki. Eliza musi poddać się prawdziwej tresurze i znosić wszelkie kaprysy nauczyciela, który sympatię do kobiet zna tylko z książek.

Oglądamy naprzemiennie dwa plany - biedotę miejską umieszczoną w głębi sceny i elitę reprezentowaną przez salon profesora Higginsa, usytuowany bliżej widzów. Płaska, jednowymiarowa scenografia Jerzego Rudzkiego (również autora efektownych kostiumów), przypominająca koszmarne dekoracje z wczesnego PRL-u, także ustawiona jest w dwóch częściach - w tle jako szara makieta miasta, a w połowie sceny - bezpłciowa makieta salonu, składającego się z ogromnego (jak w wersji filmowej) regału wypełnionego książkami. Z kolei samą kurtynę udekorowano zarysem Pałacu Buckingham - fantazmatycznego ideału dobrych manier i poprawnej wymowy, do którego zmierzać ma nieszczęsna Eliza. Spuszczana kilkakrotnie w czasie gry kurtyna wyznacza w ten sposób kolejny plan gry - metaforyczny.




Spektakl Teatru Muzycznego ma trzy prawdziwe atuty: tekst dramatu Shawa zaskakujący ciętymi ripostami i filozoficznymi przemyśleniami Higginsa na temat kobiecej i męskiej natury; piękną muzykę, żywiołowo zagraną przez orkiestrę pod batutą Dariusza Różankiewicza oraz grę Bernarda Szyca. Jego Alfred Doolittle zdecydowanie góruje wokalnie i aktorsko nad niemrawą resztą zespołu. To w dużej mierze dzięki niemu w tym spektaklu są udane, ciekawe momenty.

Maciej Korwin postanowił pożenić musical z operetką i teatrem dramatycznym. To ambitne zadanie przerosło większość solistów Muzycznego. Nie radzą sobie z rytmem spektaklu, a reżyserowi brakuje pomysłów, aby ich sceniczną obecność wyposażyć w jakieś działanie (największą ofiarą jest zupełnie bezbarwny Pickering Jacka Westera, który większość spektaklu bezradnie spędza w fotelu). W efekcie aktorzy odgrywają role i czekają na koniec utworu, by rozpocząć kolejne kwestie. W pozbawionej dramaturgii akcji mizernie wypadają też utwory muzyczne większości z nich.

Najważniejszy duet również nie wypada zbyt okazale. Zupełnie nijaki początkowo Marek Richter jako Higgins z czasem się rozkręca, natomiast odważna Eliza utalentowanej Aleksandry Meller niedostatki w konstrukcji postaci nadrabia głównie ambicją i animuszem. Jednak to do niej (i do Bernarda Szyca, który zdecydowanie najlepiej ze wszystkich radzi sobie podczas "śpiewo-mówienia") należą najlepsze interpretacje wokalne ("Just you wait", "I could have dance all night", "Without you"). Ożywienie wprowadzają sceny taneczne (efektowny walc podazas balu w ambasadzie, czy taniec węgierskich huzarów) oraz zbiorowe choreografie (sceny uliczne).

Szkoda, że reżyser gdyńskiej realizacji stara się nie dostrzegać wszelkich dwuznaczności i niuansów sztuki. Historia Elizy i Higginsa stanowi nadspodziewanie wierne odwzorowanie filmowej realizacji, a ślady inwencji twórczej pojawiają się niemal tylko wtedy, gdy proste przeniesienie filmu na scenę jest niemożliwe (np. galop dżokejów bez koni, ale z siodłami w rękach podczas wyścigów konnych). Korwin nieszczęśliwie łączy różne wątki pretensjonalnym tonem mieszczańskiej komedii o farsowym odcieniu (np. poszukiwanie Elizy po balu). Potencjał "My Fair Lady" dawał nadzieje na więcej niż przeciętny musicalowy produkcyjniak broadwayowskiego chowu. Może następnym razem?

Opinie (22) 3 zablokowane

  • A mi sie podobalo (5)

    Ostatnio nadrabiam zaleglosci i odwiedzam trojmiejskie teatry. Z zalem musze przyznac, ze najslabszy spektakl w muzycznym byl 100 razy lepzsy niz najlepszy w operze baltyckiej, ktora kiedys z checia. Z racji tego, ze jestem z Gdanszczaninem jest mi bardzo przykro, ze nowa derekcja opery sobie kompletnie nie radzi. Wzor powinna brac wlasnie z Muzycznego.

    • 4 2

    • masz racje

      • 0 0

    • Derekcja??

      Derekcja?
      Popracuj jeszcze nad zaległościami językowymi:)

      • 1 3

    • odwrotnie (2)

      Moim zdaniem jest dokładnie odwrotnie. Opera wystawia świetne, nowoczesne i AMBITNE spektakle, a Teatr Muzyczny ma takie popularne dziełka bez krzty ambicji.

      • 1 0

      • Behawior masz rację (1)

        jest sztuka wysoka i niska
        niech widz - pracownik muzycznego - pozostanie przy swojej opinii. Opera idzie z poziomem do góry, muzyczny leci na łeb na szyję...

        • 1 1

        • może i idzie poziomem do góry, ale z dna droga jeszcze daleka

          • 1 0

  • najgorszy w muzycznym...

    ale nie bylo, az tak zle...

    • 1 0

  • Średnio udana

    Panie Łukaszu. Średnio udana a co to jest za język!!! Bzdury pan wypisujesz:)

    • 7 3

  • zgadzam się z opinią w 100% - miernota

    MIERNOTA I TYLE

    • 5 1

  • owszem mierotna ale nie sztuka tylko recenzja

    odnoszę wrażenie ze piszący recenzję, sztuki nie widział. pisze o jednym a zdjęcia wstawia z innego spektaklu... żenada
    chyba sztuka przerosła chyba pana recenzenta.

    • 7 2

  • Średnio udana recenzja...

    Po pierwsze polecałabym Panu Łukaszowi podszkolić warsztat zarówno recenzenta jak i dziennikarza, gdyż to co przeczytałam nie świadczy o wysokim poziomie i należytym wykształceniu osoby zatrudnionej na takim stanowisku. Dzieinnikarz powołujący się na wnikliwą lekturę dramatu, zarzucający jednocześnie reżyserowi jej nienależyte zrozumienie dla mnie jest śmieszny, zwłaszcza, że to właśnie ów recenzent chyba nie zrozumiał należycie zarówno formy, jak i treści "my fair lady"...

    Może "My fair lady" nie spełnia wielu oczekiwań osób, które raczej z teatrem mają niewiele wspólnego, może też nie zachwycić znawców, ale moim zdaniem realizuje nadrzędny cel tego przedstawienia - dostarczyć rozrywki widzom. Osobiście byłam na sobotniej premierze i publiczność nie dość, że dobrze sie bawiła to wyglądała na zadowoloną.

    ps Żeby uniknąć przyszłych zbędnych postów, nie jestem rodziną, pracownikiem czy kimkolwiek skoligaconym z Teatrem Muzycznym.

    • 10 5

  • Zgadzam się z przedmówcami

    "Najważniejszy duet również nie wypada zbyt okazale. Zupełnie nijaki początkowo Marek Richter jako Higgins z czasem się rozkręca (...)" Porządny recenzent nie powinien operować takim pustosłowiem...

    • 6 1

  • Podobało mi się

    Byłam na sobotniej premierze i bardzo mi się podobało. I nie tylko mi ponieważ na zakończenie były owacje na stojaco przez kilka minut. Najlepsza była muzyka, piękna :) poza tym gra Bernarda Szyca oraz Marka Richtera.
    Polecam :)

    • 3 1

  • Od dłuższego czasu obserwuję degrengoladę Teatru Muzycznego. Po Baduszkowej i Gruzie wraz z nowym dyrektorem trafiła tandeta nie spotykana tutaj dotąd na taką skalę. Efekty widzimy dzisiaj. Kiepskie broadwayowskie chałtury serwowane przez Korwina to znak firmowy jego teatru.

    I wielka szkoda, że dyrektor urabia sobie publiczność wychowywaną w przeważającej mierze na kiepskawych musicalach własnej produkcji.

    A bywało inaczej...

    • 2 7

  • Musical rewelacyjny!

    Kto się z tym nie zgadza to się nie zna. Mi się bardzo podobało i gratuluję całemu zespołowi. To prawda ze Operze Bałtyckiej jeszcze daleko do takiej klasy zwłaszcza z tą dyrekcją. Bravo My Fair Lady!

    • 3 2

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Rozrywka

Śnieg pomógł odkryć dzieci w dorosłych
Śnieg pomógł odkryć dzieci w dorosłych
O mieszkaniu z duszą na Dolnym Mieście i niezwykłej kolekcji
O mieszkaniu z duszą na Dolnym Mieście

Kulinaria

Dokąd na pizzę neapolitańską w Trójmieście?
Pizza neapolitańska w Trójmieście
Lokale otworzyły się pomimo obostrzeń
Lokale otworzyły się pomimo obostrzeń

Sprawdź się

Jaka premiera otworzyła dyrekcję Adama Orzechowskiego w Teatrze Wybrzeże?