Sieroty kapitalizmu. O "Śmierci komiwojażera" Teatru Wybrzeże

"Śmierć komiwojażera" traktuje o tych, którzy nie potrafią odnaleźć się w kapitalizmie. Najlepszym przykładem jest Willy (Mirosław Baka), na zdjęciu z żoną Lindą (Anna Kociarz).
"Śmierć komiwojażera" traktuje o tych, którzy nie potrafią odnaleźć się w kapitalizmie. Najlepszym przykładem jest Willy (Mirosław Baka), na zdjęciu z żoną Lindą (Anna Kociarz). fot. Edyta Steć / trojmiasto.pl

Chociaż sztuka Arthura Millera "Śmierć komiwojażera" ma już 70 lat, w interpretacji Radka Stępnia zaprezentowanej w Teatrze Wybrzeże pozostaje na wskroś aktualna. Takich Willy'ch Lomanów, którzy wpadli w pułapkę własnych ambicji i niespełnionych oczekiwań, chodzi po ulicach bardzo wielu. Gorzki i niełatwy w odbiorze spektakl jest również okazją, by zobaczyć na scenie Mirosława Bakę w najwyższej formie.



Scenariusz jest ten sam niezależnie od szerokości i długości geograficznej. Karmieni propagandą sukcesu nie wyobrażamy sobie, by nie stał się on naszym udziałem. Musimy mieć określony status społeczny, odpowiednią pozycję zawodową i szczęśliwe, spełnione życie rodzinne. I pieniądze, rzecz jasna, bo to one są wyznacznikiem naszej wartości, to nimi mierzy się sukces.

Rozmowa z Mirosławem Baką o "Śmierci komiwojażera"


"Śmierć komiwojażera" poświęcona jest tym, którzy tego sukcesu nie osiągnęli. Rodzina Lomanów to ludzie pozbawieni siły przebicia, niepotrafiący podbić rynku pracy, ani nawet zaistnieć w świadomości innych. Ledwo wiążą koniec z końcem, głównie dzięki pożyczkom od przyjaciela domu Charleya, bo Willy, głowa rodziny i jej żywiciel, nie jest rekinem marketingu. Nigdy mu się nie przelewało, ale teraz, przed emeryturą, już nie jest w stanie zarabiać jako komiwojażer. W firmie, której poświęcił całe życie, musi znosić kolejne upokorzenia ze strony nowego właściciela, syna dawnego szefa, który zatrudnia go już tylko na umowę-zlecenie. A wydatków przybywa - kolejna rata za pralkę, ubezpieczenie, naprawa lodówki...

Twórcy spektaklu chętnie korzystają z multimediów. W najlepszej z tego typu scen, oglądamy nagrania z dzieciństwa Biffa i Happy'ego.
Twórcy spektaklu chętnie korzystają z multimediów. W najlepszej z tego typu scen, oglądamy nagrania z dzieciństwa Biffa i Happy'ego. fot. Dominik Werner / Teatr Wybrzeże
Happy, syn Willy'ego, co zarobi wydaje na zabawę i prostytutki. Cała nadzieja w Biffie, złotym chłopcu, który zdaniem ojca stworzony jest do osiągnięcia wielkich rzeczy. Willy wie, że Biff to materiał na kierownika, może nawet na dyrektora - świat stoi przed nim otworem. Jednak dziwnym trafem chłopak nigdzie nie może się zahaczyć na dłużej. "Jestem wart dolara za godzinę, wiesz? Próbowałem w siedmiu stanach i nigdzie nie udało mi się podbić tej stawki" - w końcu wykrzyczy ojcu w twarz. Niespełnione ambicje, którymi Willy od dziecka obarczał synów, utrudniają im nie tylko sukcesy zawodowe, ale też rozkładają życie rodzinne Lomanów.

Bohaterów poznajemy w momencie powrotu Biffa do domu, co uruchamia kolejną lawinę wzajemnych pretensji, żalów i frustracji. Na pierwszy rzut oka widać, że rodzina Lomanów jest dysfunkcyjna. Ojciec coraz bardziej zamyka się w sobie, rozmawia z nieżyjącym bratem, marzy o sukcesach, których nigdy nie było i kurczowo trzyma się nadziei na odmianę losu rodziny dzięki Biffowi, jak dotąd zawodzącego go na całej linii. Biff miota się niczym ranne zwierzę, jest przewrażliwionym egocentrykiem i każde zachowanie ojca interpretuje negatywnie. Happy bez walki wszedł w buty ojca - to nieudolny komiwojażer, okłamujący samego siebie, by zachować twarz przed sobą i bliskimi. Do kompletu mamy Lindę - krzątającą się po domu matkę, utrzymującą dom w jako takim ładzie.

Bracia Happy (Piotr Chys, po lewej) i Biff (Piotr Biedroń, po prawej) chętnie snują plany wspólnego biznesu z milionowymi zyskami. Jednak od słów do czynów daleka droga... dla nich za daleka.
Bracia Happy (Piotr Chys, po lewej) i Biff (Piotr Biedroń, po prawej) chętnie snują plany wspólnego biznesu z milionowymi zyskami. Jednak od słów do czynów daleka droga... dla nich za daleka. fot. Edyta Steć / trojmiasto.pl
Reżyser Radek Stępień wraz z dramaturgiem Konradem Hetlem skupiają się na problematyce sztuki Millera, sięgając niekiedy po irytującą, niełatwą w odbiorze formę. Zdarza się, że aktorzy wypowiadają swoje kwestie równocześnie w dwóch różnych punktach sceny, co mocno utrudnia ich percepcję. Przejścia od sceny do sceny (zaznaczone wyraźną zmianą światła) przypominają filmowy wręcz montaż. Niektóre z nich (jak rozmowa Willy'ego z Bernardem, kumplem Biffa ze szkoły czy spotkanie Willy'ego ze swoim szefem) mocno kontrastują z pozostałymi, co oczywiście nie jest przypadkowe.

Zdarzają się też pewne niekonsekwencje - obserwujemy nagranie wideo Willy'ego z synami z czasów dzieciństwa, jakie popularne były w latach 80. i 90., a podczas rozmowy o podwyżce Howard z dumą prezentuje Willy'emu swoją nową zabawkę - cud techniki, gigantyczny magnetofon szpulowy, co sugerowałoby czasy bliższe autorowi sztuki. Twórcy czasem zbyt chętnie sięgają po multimedia - na przykład napis "intermission" pojawiający się co jakiś czas w projekcji na ścianie, wydaje się zupełnie zbędny.

Spektakl jest aktorskim popisem Mirosława Baki, który w roli Willy'ego odmalowuje całą paletę emocji i stanów sfrustrowanego, niespełnionego człowieka, który staje się ofiarą własnych oczekiwań.
Spektakl jest aktorskim popisem Mirosława Baki, który w roli Willy'ego odmalowuje całą paletę emocji i stanów sfrustrowanego, niespełnionego człowieka, który staje się ofiarą własnych oczekiwań. fot. Edyta Steć / trojmiasto.pl
Jednak "Śmierć komiwojażera" poświęcona jest przede wszystkim dramatowi jednostek, które nie potrafią odnaleźć się w kapitalizmie. Reżyser wraz z dramaturgiem tworzą gęstą atmosferę psychologicznego dramatu, którego najważniejszym elementem jest dramat Willy'ego, dobitnie przedstawiony przez Mirosława Bakę. Od pierwszej chwili mamy do czynienia z aktorskim popisem. Aktor stany emocjonalne Wily'ego oddaje na pełnym skupieniu, misternie kreśląc jego portret psychologiczny - człowieka wyplutego przez system, pomiętego, życiowego rozbitka, naznaczonego brakiem sukcesu. Rojenia o sukcesach Biffa i poczucie odpowiedzialności za ich brak stają się obsesją Lomana seniora, człowieka głęboko nieszczęśliwego. Baka nie ma na scenie konkurencji. To wokół niego orbitują pozostali.

Biff Piotra Biedronia nosi w sobie pewną tajemnicę. Z jednej strony jest porywczy, niemal furiacki, z drugiej czuje się przegranym i jako jedyny ma odwagę się do tego przyznać. W odróżnieniu od Happy'ego, w interpretacji Piotra Chysa zakompleksionego lekkoducha. Z kolei subtelnie postarzona na potrzeby roli Anna Kociarz ich matkę Lindę kreuje na nieszczęśliwą, pokorną cierpiętnicę, bez słowa sprzeciwu znoszącą swoją dolę i usługującą ukochanym mężczyznom. Ciekawe epizody tworzą Marcin Miodek jako ekscentryczny szef Willy'ego, jeżdżący na rowerku dla dzieci oraz Justyna Bartoszewicz w roli wulgarnej prostytutki.

Interesujący epizod odsłaniający motywację bohaterów buduje Justyna Bartoszewicz w roli Dziewczyny.
Interesujący epizod odsłaniający motywację bohaterów buduje Justyna Bartoszewicz w roli Dziewczyny. fot. Dominik Werner / Teatr Wybrzeże
Dramat niemocy Lomanów rozgrywa się w nadgryzionym zębem czasu, skromnym mieszkaniu - ze zniszczonym krzesłem za stołem czy odrapaną lodówką. Muzyka Michała Górczyńskiego w dowcipny sposób korzysta z popkulturowych odniesień, oparta jest jednak na pogłosie "zza ściany", jaki daje upadająca piłeczka golfowa - potraktowana jako synonim sukcesu. W drugiej części spektaklu scenografia Elizy Gałki zredukowana zostaje do gołych ścian i kilku rekwizytów. Rzecz dzieje się więc wszędzie i nigdzie, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że tak kreując przestrzeń gry twórcy, poszli na skróty, zasłaniając się umownością.

Repertuar Starej Apteki Teatru Wybrzeże


Spektakl Teatru Wybrzeże nie jest gładką, wymuskaną rozprawą. Wiele w nim różnych smaczków, wiele też scenicznego "brudu", korespondującego z poplątanymi jak przewody umieszczone nad sceną losami bohaterów. Z jednej strony to teatr psychologiczny wysokiej próby z aktorskim popisem Mirosława Baki, z drugiej podszyty gorzką refleksją, trudny w odbiorze spektakl, który z pewnością nie każdemu przypadnie do gustu.

Opinie (38) 1 zablokowana

  • Panie Baka

    Szacunek. Jest pan doskonałym aktorem.

    • 78 2

  • (5)

    W życiu bym do teatru nie poszedł!

    • 13 83

    • I chwała Bogu, ale nie musisz o tym pisać. (4)

      • 20 7

      • Przecież to tylko tekst z "Misia" (1)

        trochę dystansu Panie Gdańszczanin ;)

        • 20 3

        • Przywrociles mi wiare w ludzi i ich obycie z kultura.

          Niestety proporcje pod oryginalnym postem mowia wiele - wielu chetnych do pouczania, madrych stanowczo mniej.

          • 2 0

      • nie samym teatrem człowiek żyje (1)

        niektórym przydałaby się powtórka z klasyków kina

        • 10 1

        • niektórym to by sie przydało samo mydło i dezodoro

          czuć to w komunikacji

          • 0 1

  • Justyna

    Extra

    • 21 0

  • (2)

    Około dwudziestu lat temu, równie ciekawie przedstawił dramat Adaś Ferency w Dramatycznym w Gdyni.

    • 12 0

    • (1)

      Pan Adam to twój kolega?

      • 6 3

      • Nie, ale moze 20 lat temu byl malym chlopcem.

        Pan Adam Ferency, oczywiscie.

        • 0 0

  • Rewelacyjny spektakl! (5)

    Wspaniale emocjonalny, mistrzowsko zagrany. Monologi Baki i Biedronia wywoływały ciarki, a młody, zepsuty, okrutny szef w wykonaniu Miodka- majstersztyk! Cudowna rola Kociarz-umęczonej, lekceważonej, ale troskliwej, mądrej żony. Gorąco polecam tę uniwersalną, ale odkrywczo zrealizowaną sztukę.

    • 33 2

    • Pan krytyk chyba nie zrozumiał, (2)

      kim był Bernard...

      • 4 5

      • Krytykiem, to trzeba najpierw być...

        • 5 1

      • a kim był Bernard?

        • 1 2

    • A jaka miała być ta scenografia?

      Barokowa?

      • 8 2

    • Wspaniale zagrany, mocny spektakl

      Gratulacje!

      • 8 0

  • Nie mogę się doczekać!

    Do zobaczenia za kilkanaście dni :) Bardzo się cieszę i gratuluję sukcesu artystycznego!

    • 17 1

  • Kapitalizm = śmierć (1)

    Aby odnieść "sukces" w kapitalizmie trzeba nie mieć moralności, takich ludzi ten system preferuje.

    ps. czy ofiary III Rzeszy trafnie byłoby nazywać "sierotami nazizmu"?

    • 10 1

    • To sama natura, biologia, ewolucja preferuje egoistów bez moralności.

      Możemy się na to zżymać, ale tak ten świat jest skonstruowany, że tylko osobniki najsilniejsze osiągają sukces. Pisklęta rywalizują już w gnieździe ze swoim rodzeństwem o lepsze kąski - te które się nie przebije jest skazane na śmierć. W tej walce wszystkie chwyty są dozwolone. Zwierzęta też się oszukują, stroszą piórka, podkładają jaja, podkradają itd. Sukces i moralność nie idą ze sobą w parze nie tylko w kapitalizmie.

      • 2 0

  • Jeden z popularniejszch "efektów Mandeli"

    wiąże się właśnie z tym dramatem. Otóż wiele osób pamięta nazwisko "Lomax", nie "Loman", mimo że zawsze brzmiało ono "Loman". Co ciekawe, istnieją nawet książki, w której wymieniany jest właśnie "Lomax".

    • 1 0

  • Dziwoląg

    Jak dla mnie spektakl mocno udziwniony. Aktorstwo Baki na najwyższym poziomie, natomiast wokół niego dzieje się wiele dziwacznego. Jakieś jazdy dziecięcym trójkołowcem z podczepioną kolumną i magnetofonem, jakieś niepowiązane ze sobą jednoczesne rozmowy na dwóch krańcach sceny, jakieś samotne wygibasy w tle monologu innego aktora. Do tego chropawa muzyka, w większości nijak mająca się do akcji scenicznej. W moim odczuciu sens sztuki zgubił się w nietrafionych pomysłach reżysera, pragnącego niedostatek talentu skompensować gadżetami inscenizacyjnymi.

    • 8 18

  • Gorąco polecam

    Spektakl fenomenalny pod każdym względem - oby takich więcej - evviva l'arte!

    • 16 2

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Do DNA
Do DNA
wystawa
lut 13-31.12
g. 10:00 - 16:00
Gdańsk, Narodowe Muzeum Morskie
Design Oskara Zięty w zabytkowych wnętrzach Dworu Artusa i Domu Uphagena
Design Oskara Zięty w zabytkowych...
wystawa
maj 12-28.11
Gdańsk, Muzeum Gdańska
Chopin & Friends - Koncerty Fortepianowe
Chopin & Friends - Koncerty Fortepianowe
muzyka poważna
maj 13-30.12
g. 19:30
Gdańsk, Kościół Św. Katarzyny

Rozrywka

Kulinaria

Sprawdź się

Sprawdź się

Który duży gdański festiwal o zasięgu międzynarodowym kultywuje tradycje Solidarności w przejawach kultury?

 

Najczęściej czytane