Wiadomości

Seksualne dylematy Iwaszkiewicza. O "Życiu intymnym Jarosława"

W "Życiu intymnym Jarosława" ton serio pojawia się przede wszystkim w pierwszej (na zdjęciu) i ostatniej scenie spektaklu. Większość z pozostałych scen zamknięto w estetyce kampu, kiczu i grotesce.
W "Życiu intymnym Jarosława" ton serio pojawia się przede wszystkim w pierwszej (na zdjęciu) i ostatniej scenie spektaklu. Większość z pozostałych scen zamknięto w estetyce kampu, kiczu i grotesce. fot. Piotr Hukało / trojmiasto.pl

Po pięciu miesiącach od poprzedniej premiery i trzy miesiące później niż pierwotnie planowano, Teatr Wybrzeże wystawił nowy spektakl - "Życie intymne Jarosława" w reżyserii Kuby Kowalskiego. Zaproponowana estetyka kampu naznaczonego niedoskonałością i niedopracowaniem, z dużym ładunkiem ironii i kiczu, nie do końca się sprawdza na scenie, na którą za często wkrada się chaos.



Na co iść do teatru w najbliższym czasie


Spektakl zainaugurował działalność sceny Malarnia po remoncie. Daje ona obecnie twórcom i realizatorom podobne możliwości jak Scena Kameralna w Sopocie. Jednak wielkiego otwarcia nowej sceny nie było. Obyło się bez przemówień czy przecinania wstęg. Malarnia jest mocno zintegrowana ze Starą Apteką - wejście do budynku dla obu scen pozostaje to samo. Podobnie jak wcześniej, do Malarni wchodzimy z poziomu I piętra, zaś do Starej Apteki z poziomu ulicy.

Skromny, pozbawiony patosu jest również spektakl, który zainaugurował działalność Malarni po remoncie. "Życie intymne Jarosława" poświęcone jest kilkuletniemu wycinkowi bogatej biografii Jarosława Iwaszkiewicza w drugiej połowie lat 50. XX wieku, gdy około 60-letni Iwaszkiewicz był już nie tylko cenionym poetą i posłem na sejm Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, ale też człowiekiem z ugruntowaną pozycją w środowisku i pokaźnym majątkiem. Dzięki listom opublikowanym przez Annę Król w tomie "Wszystko co chcesz. O miłości Jarosława Iwaszkiewicza i Jerzego Błeszyńskiego" znamy jego bardzo intymne zapiski do kochanka Jerzego, z którym Iwaszkiewicz wspólnie z małżonką Anną stworzył trójkąt miłosny.

Postać kochanka Jarosława Iwaszkiewicza (w tej roli Krzysztof Matuszewski, u góry) rozpisano na trzech aktorów, od lewej: Marcina Miodka, Jana Napieralskiego i Piotra Biedronia.
Postać kochanka Jarosława Iwaszkiewicza (w tej roli Krzysztof Matuszewski, u góry) rozpisano na trzech aktorów, od lewej: Marcina Miodka, Jana Napieralskiego i Piotra Biedronia. fot. Piotr Hukało / trojmiasto.pl
Iwaszkiewicz - najbardziej konserwatywny ze Skamandrytów, człowiek niemal pruderyjny, nie krył swoich skłonności homoseksualnych przy milczącym przyzwoleniu żony Anny, pochodzącej z jednego z najzamożniejszych rodów Warszawy, Lilpopów. Pikanterii tej relacji dodaje fakt, że Anna opieką i troską otaczała zarówno o męża, jak i jego kochanka Jerzego. Próba nakreślenia obrazu Iwaszkiewicza w spektaklu Wybrzeża jest z założenia afabularna.

To w zamyśle reżysera Kuby Kowalskiego i dwójki dramaturgów spektaklu - Magdy KurpryjanowiczMichała Kurkowskiego - zbiór cytowanych we fragmentach listów i zapisków z "Dzienników" Iwaszkiewicza oraz jego opowiadania "Kochankowie z Werony" na podstawie "Romea i Julii" Szekspira, rozbudowane o dywagacje na temat seksualności i kategorii "normalności" zapożyczonych z zachowanego fragmentu powieści "Efebos" Karola Szymanowskiego (wybitnego kompozytora i zadeklarowanego homoseksualisty).

Na scenie umieszczonej w surowej przestrzeni remontu obserwujemy próbę wiwisekcji postaw i motywacji tytułowego bohatera. W oczy od pierwszych chwil rzuca się monumentalne rusztowanie i zamykająca scenę folia malarska - ta zaskakująca scenografia Kornelii Dzikowskiej okazuje się bardzo funkcjonalna i jest dobrze ograna przez aktorów. W metaforycznym ujęciu odbrązowiona postać Iwaszkiewicza budowana jest przy pomocy aktorów wraz z czasem trwania spektaklu, w którym nad fabułą i faktami z życia poety dominują krótkie migawki z jego przeszłości. Wszystko komplikuje fakt, że czas akcji spektaklu płynie wstecz - w pierwszej scenie Iwaszkiewicz żegna zmarłego kochanka, potem obserwujemy sceny z ich udziałem i z Anną, z coraz wcześniejszych stadiów znajomości poety z Jerzym.

Trójkąt miłosny między Iwaszkiewiczem, Jurkiem, a żoną poety Anną podszyty jest poczuciem niespełnienia każdego z bohaterów.
Trójkąt miłosny między Iwaszkiewiczem, Jurkiem, a żoną poety Anną podszyty jest poczuciem niespełnienia każdego z bohaterów. fot. Dominik Werner / Teatr Wybrzeże
"Życie intymne Jarosława" to obraz człowieka nieszczęśliwego, który rozumie swoją rolę w życiu kochanka, docenia poświęcenie żony i świadomie funkcjonuje w miłosnym trójkącie, nie chcąc rezygnować z obu tych relacji. By wzmocnić przekaz, postać Jerzego Błeszyńskiego rozpisano na trzech aktorów.

Chociaż we wcześniejszych spektaklach Kuby Kowalskiego w Teatrze Wybrzeże pełno było świetnych kreacji, tym razem trudno wskazać aktora, który stworzyłby wyjątkową rolę. Nieco zagubiony, pozbawiony mocy jest nawet Krzysztof Matuszewski, którego Iwaszkiewicz spętany jest przesadną uczuciowością, połączoną z perspektywą obserwatora zdarzeń, podejrzanie bliską roli Iwana Iljicza, którą Matuszewski przygotował w kilka miesięcy temu. Z trójki Jurków zdecydowanie najlepiej wypada Marcin Miodek, na swój sposób czarujący, bezczelny i impertynencki, do tego bardzo dobrze odnajdujący się w estetyce kampu. Takiej wyrazistości brakuje Jurkom Piotra BiedroniaJana Napieralskiego.

Dużo ciekawszą postacią jest zgorzkniała, stonowana Anna w wykonaniu Anny Kociarz. Żona Iwaszkiewicza jest pasywna, wycofana i pogodzona z losem, ale ze świadomością, że to ona stanowi główny fundament świata Iwaszkiewicza. Usiłuje rywalizować z kochankiem męża, jednak wydaje się, że raczej po to, by zamanifestować swoje rozczarowanie rolą piastunki i życiowego stabilizatora poety niż faktycznie walczyć z jego skłonnością do mężczyzn, na którą w gruncie rzeczy przyzwala. Wartościowym dopełnieniem jest postać Dziada szpitalnego, Lekarza i Karola w wykonaniu Roberta Ciszewskiego, obok Miodka i Kociarz najciekawszego aktorsko w całym spektaklu.

Ciekawym kontrapunktem dla pozostałych bohaterów spektaklu są bohaterowie grani przez Roberta Ciszewskiego (po lewej).
Ciekawym kontrapunktem dla pozostałych bohaterów spektaklu są bohaterowie grani przez Roberta Ciszewskiego (po lewej). fot. Piotr Hukało / trojmiasto.pl
Jednak przedstawieniu Kuby Kowalskiego brakuje dramaturgii. Wybrane sceny - zwłaszcza momenty dysput o seksualności i tym, co jest normalne - bardzo dobrze funkcjonują dzięki patetycznej grotesce, stanowczo nadużywanej w innych scenach. Paradoksalnie właśnie w tych, zapożyczonych od Karola Szymanowskiego momentach, bohaterowie nabierają największej wyrazistości. Wtedy też najmocniej wybrzmiewa dowcip muzyczny (jak przeróbka "Y.M.C.A" Village People w wykonaniu przebranego w damskie ciuchy grającego "na żywo" autora muzyki spektaklu - Rafała Ryterskiego). Znaczącą, dobrze poprowadzoną sceną jest również sam początek spektaklu. W innych momentach brakuje napięcia między Iwaszkiewiczem a Jurkiem, którego rozbicie na trójkę aktorów wydaje się momentami nieuzasadnione.

Scena Malarnia wraca po remoncie



Panujący w spektaklu kicz, groteska i wszechobecna tu estetyka kampu (kojarzonego ze społecznością LGBT) mogą być jednak bronią obosieczną. Ledwie naszkicowane, niedookreślone sytuacje sceniczne uniemożliwiają aktorom rozwinięcie skrzydeł. Czasem faktycznie dodają scenom dowcipu i lekkości, czasem potęgują chaos, z którego trudno wyłowić sens. Na szczęście przejmujący finałowy monolog Krzysztofa Matuszewskiego pozwala dojrzeć w Iwaszkiewiczu rozdarcie człowieka świadomego swojej sytuacji i położenia. Obraz ten jest niespójny, chropowaty i nieoczywisty, podobnie jak spektakl Teatru Wybrzeże.

12

sierpnia

Kino Letnie w Orłowie - 10.... Gdynia, Scena Letnia w Orłowie

12

sierpnia

Jarmark św. Dominika 2020 Gdańsk, Targ Węglowy

21

sierpnia

Muzyczne Lato Vol. 5 - Faza... Gdańsk, Stary Maneż

Rozrywka

Trójmiejskie atrakcje. Co pokazać przyjezdnym?
Turystyczne atrakcje dla każdego
Pełen niespodzianek koncert Kwiatu Jabłoni
Kwiat Jabłoni zagrał w Operze Leśnej

Kulinaria

Nowe lokale: kuchnia włoska, lody i... Zanzibar
Nowe lokale: kuchnia włoska, wege i lody
Michał Konkel: moja praprababka była szeptuchą
"Moja praprababka była szeptuchą"

Sprawdź się

Ile rejsów pod polską banderą odbył Dar Pomorza?