Wiadomości

Scena to nie plac zabaw, widownia to nie stołówka. O dzieciach na koncertach

felieton w trojmiasto.pl

Scena jest miejscem pracy artystów. To oni decydują, kiedy dziecko może na nią wejść i co wolno mu na niej zrobić.

Ciekawych wydarzeń artystycznych adresowanych do dzieci organizuje się coraz więcej. Wiele z nich ma luźną formułę i opiera się na interakcji z publicznością, co jest dodatkowym atutem. To jednak, że organizatorzy nie wymagają od dzieci siedzenia na miejscu nie oznacza, że pozwalają im robić wszystko i wchodzić wszędzie. Rodzice powinni mieć to na uwadze i pilnować swoich pociech, zanim dojdzie do tragedii. Bo scena to nie plac zabaw. To warsztat pracy artystów.



Podczas koncertów dla najmłodszych:

puszczam dziecko pod scenę i pozwalam robić to, na co ma ochotę 4%
pozwalam dziecku podejść pod scenę, ale nie spuszczam go z oka i w razie konieczności interweniuję 13%
pozwalam dziecku podejść pod scenę tylko wtedy, jeśli zachęcą do tego wykonawcy 42%
nigdy na to nie pozwalam - sala koncertowa to nie cyrk i dziecko od najmłodszych lat powinno się uczyć, że artystom nie wolno przeszkadzać 41%
zakończona Łącznie głosów: 316
Wprowadzenie dziecka na filharmoniczne salony nie jest rzeczą prostą. Z pomocą przychodzą organizatorzy różnego rodzaju wydarzeń artystycznych adresowanych właśnie do najmłodszych słuchaczy. Zdają sobie sprawę z tego, że maluchy nie wysiedzą w miejscu, dlatego dostosowują formułę w taki sposób, żeby dać słuchaczom jak największą swobodę ekspresji. Sami zresztą do takich aktywności zachęcają, zapraszając publiczność pod scenę czy do wspólnej zabawy. Warto jednak, aby rodzice mieli świadomość tego, że nikt nie daje dzieciom pełnej swobody. Artyści i organizatorzy nie są również w stanie upilnować każdego dziecka z osobna.

Scena to nie plac zabaw



Wielu rodziców zapomina, że scena to nie plac zabaw, a widownia to nie klub malucha. Jeśli siedząc na widowni puścimy dziecko pod scenę, to będzie tam pozostawione samo sobie. Oczywiście z punktu widzenia siedzących na widowni opiekunów czy rodziców wszystko wygląda cudnie - rozkoszne maluchy baraszkują pod sceną i próbują naśladować aktorów czy tancerzy, chodząc za nimi krok w krok. Kiedy jednak zmienia się perspektywa i sami znajdujemy się na scenie, taki widok budzi grozę.

Pojawią się zapewne głosy, że mocno przesadzam, bo co takiego może stać się dziecku na scenie. Otóż może bardzo wiele, bo zagrożenia czają się w każdym kącie. Weźmy choćby nagłośnienie - bez prądu nie zadziała, dlatego scena zwykle jest bardzo okablowana. Czasem takie przewody są ukryte, ale bardzo często znajdują się pod nogami wykonawców. Oni mają tego świadomość i potrafią zręcznie między nimi lawirować. Małe dziecko w najlepszym wypadku się potknie czy przewróci.

Scena to warsztat pracy artystów i jak w każdym warsztacie znajduje się na niej wiele narzędzi, również niebezpiecznych. Oczywiście nie zobaczymy tego z perspektywy widza - widzom serwuje się obraz wykreowany, a nie rzeczywisty. Zdarza się zatem, że to, co wydaje nam się puchate i mięciutkie, przez co szczególnie budzi ciekawość dziecka (np. elementy dekoracji czy rekwizyty), jest w rzeczywistości naszpikowane szpilkami, ciężkie czy ma ostre krawędzie i w razie upadku może dziecko mocno uszkodzić.

Choć upłynęło przeszło 20 lat, nadal mam w pamięci dziewczynkę z zespołu muzyki dawnej, której na głowę spadła lutnia, będąca elementem dekoracji (instrument zawieszony był nad teatralną sceną, nad głowami wykonawców). Mała artystka taniec dokończyła z uśmiechem na ustach (profesjonalistka!), a po zejściu ze sceny straciła przytomność. Trafiła do szpitala ze wstrząśnieniem mózgu.

Kiedy artyści proszą, żeby zabrać dzieci ze sceny, często jest to podyktowane względami bezpieczeństwa. Wykonawcy, dla przykładu, lawirowanie między kablami pod napięciem mają opanowane. Dzieci już nie.
Kiedy artyści proszą, żeby zabrać dzieci ze sceny, często jest to podyktowane względami bezpieczeństwa. Wykonawcy, dla przykładu, lawirowanie między kablami pod napięciem mają opanowane. Dzieci już nie. mat. prasowe

Artyści nie są animatorami. Oni na scenie pracują!



Kiedy odwiedzają naszą redakcję grupy nastolatków, staramy się opowiedzieć im o naszej pracy i pokazać, jak wygląda nasza zawodowa codzienność. Młodzież z zaciekawieniem przygląda się temu, co robimy, czasem staje po jednej czy drugiej stronie kamery, ale nikt nie siada do mojego komputera, nie dzwoni z mojego telefonu czy nie pije kawy z mojego kubka. Nie jestem nawet w stanie sobie takiej sytuacji wyobrazić.

Takim miejscem pracy dla aktorów czy muzyków jest scena. Przed występem mają na niej porozstawiane instrumenty, rekwizyty, czasem ściągi. Nic nie leży tam przypadkowo, a ułożenie każdego przedmiotu było ćwiczone wielokrotnie podczas prób. Dzięki temu aktor wie, gdzie i w którym momencie szukać konkretnych rekwizytów, a  oświetleniowiec - gdzie skierować strumień światła.

Leżące na scenie instrumenty zostały najprawdopodobniej nastrojone i zabezpieczone. Czasem mają zamontowane nagłośnienie, a nawet najmniejsza zmiana ustawienia wpłynie niekorzystnie na dźwięk. To narzędzia pracy muzyków, niejednokrotnie bardzo cenne. Dlaczego zatem rodzice nie tylko nie interweniują, kiedy dzieci takich instrumentów dotykają, ale jeszcze je do tego zachęcają? Czy u dentysty dzieci bawią się wiertłami? Czy ktoś sadza dziecko za sklepową kasą, żeby się pobawiło w skanowanie towarów?

Artyści nie sprawują opieki nad każdym dzieckiem z osobna. Rodzice powinni zatem nieustannie mieć je na oku.

Sztuka to nie prowizorka, tylko działanie według planu



Jak to rozkosznie wygląda, kiedy aktorzy robią swoje, a między nogami plączą im się zafascynowane dzieci. To znaczy rozkosznie wygląda z perspektywy widza, bo wykonawcy mogą mieć na ten temat przeciwne zdanie. Wyobraźmy sobie kierowcę miejskiego autobusu, który pokonuje codziennie tę samą trasę. Zna dokładnie swój rozkład jazdy, wie, na jakim skrzyżowaniu postoi dłużej, a gdzie będzie mógł nadrobić tempo. Wyobraźmy sobie teraz, że temu kierowcy każdego dnia ktoś ustawia słupki na drodze. Za każdym razem w innym miejscu i w innych odstępach. Drogę nadal ma do pokonania tę samą, ale rozkładu się już nie trzyma, bo musi na bieżąco reagować na nieprzewidziane przeszkody.

Tak samo czują się aktorzy, którym dzieci wbiegają na scenę. Wcześniej poświęcili wiele godzin na to, żeby wypracować każdy ruch, przećwiczyć ustawienie, ustalić rozkład rekwizytów. Wszystko po to, żeby widz otrzymał jak najlepszy produkt. Przestawienie najmniejszego elementu na scenie powoduje konsternację i może zakłócić przebieg koncertu czy widowiska.

Niedawno wybrałam się na koncert familijny. Niefrasobliwość rodziców, z jaką się spotkałam, przechodzi wszelkie pojęcie! Dzieci nie tylko wdarły się na scenę, ale zaczęły wręcz sabotować całe widowisko - przestawiały rekwizyty, zastawiały aktorom drogę, zaczepiały muzyków podczas gry. Z przerażeniem patrzyłam na kontrabasistę, który nie wiedział, czy ma grać i jakiemuś dziecku zrobić krzywdę smyczkiem czy przerwać występ.

Prawdziwe chwile grozy przeżyłam jednak wówczas, kiedy na scenę wbiegła para baletowa i dzieci, plącząc się artystom pod nogami, starały się naśladować ich ruchy. Przecież to nie był weselny walczyk! Baletmistrze przygotowali misterną choreografię, do której zrealizowania potrzebowali przestrzeni. Tej oczywiście nie mieli, bo dookoła wszędzie dzieci. I nie chodzi wyłącznie o komfort pracy artystów, ale o bezpieczeństwo.

Czy któryś z rodziców zadał sobie pytanie, co mogłoby się wydarzyć, gdyby taki tancerz dziecko kopnął bądź na nie wpadł lądując po wyskoku? Siła uderzenia byłaby przecież ogromna! Aktorzy starali się interweniować, ale dzieci było zbyt wiele, a ich tylko dwoje. Szczęśliwie udało im się dograć do końca, przy czym nerwy musieli mieć ze stali.

W ofercie trójmiejskich instytucji nie brakuje propozycji dla starszych dzieci i nastolatków. Na zdj. młodzież oczekująca na spotkanie z cyklu "Ściąga z opery" w Operze Bałtyckiej.
W ofercie trójmiejskich instytucji nie brakuje propozycji dla starszych dzieci i nastolatków. Na zdj. młodzież oczekująca na spotkanie z cyklu "Ściąga z opery" w Operze Bałtyckiej. mat. prasowe

Swoboda kontrolowana



Wszystko, co zostało napisane powyżej, można sprowadzić do jednego zdania: dajmy dzieciom swobodę, ale miejmy nad nimi kontrolę. Pozwalajmy dzieciom się wyszaleć, ale w granicach ustalonych przez wykonawców. Jeśli artyści proszą o zabranie dzieci ze sceny, to nie czekajmy, aż nasz dwu- czy trzylatek będzie na tyle duży, żeby zrozumieć polecenie, tylko zabierzmy go stamtąd niezwłocznie. Dla jego własnego dobra i z szacunku dla wykonawców.

Opinie (50) 1 zablokowana

Dodaj opinię
Walczymy z przemocą słownąKasujemy opinie obraźliwe i nie na temat

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

12

lipca

Kino Letnie w Orłowie - 10.... Gdynia, Scena Letnia w Orłowie

12

lipca

Kino po zachodzie słońca Gdańsk, Teatr Leśny

26

lipca

10. Międzynarodowy Festiwal... Sopot, Opera Leśna

Rozrywka

Z widokiem na morze i miasto. Trójmiejskie lokale z tarasami
Lokale z tarasami w Trójmieście
Do Hollywood po marzenia. Historia muzyka z Gdyni
Przeprowadził się z Gdyni do Hollywood

Kulinaria

Z widokiem na morze i miasto. Trójmiejskie lokale z tarasami
Lokale z tarasami w Trójmieście

Sprawdź się

W którym roku ukończono i oddano do użytku budynek Teatru Muzycznego w Gdyni (przy Placu Teatralnym 1), któremu patronuje Danuta Baduszkowa?