Wiadomości

stat

"Rysowanie jest kichaniem duszy". Wywiad z twórcą Kalmaryzacji

"Rysowanie jest dla mnie jak kichanie, z tą różnicą, że kichanie jest fizjologiczne, a rysowanie jest kichaniem duszy. Co jakiś czas muszę to zrobić, bo inaczej wybuchnę."
"Rysowanie jest dla mnie jak kichanie, z tą różnicą, że kichanie jest fizjologiczne, a rysowanie jest kichaniem duszy. Co jakiś czas muszę to zrobić, bo inaczej wybuchnę." mat. prasowe

Kalmaryzacja, czyli rysunkowy projekt stworzony przez Piotra Dziewanowskiego, pełen jest wyobraźni i nieoczywistości. "Każde słowo to dobry asumpt do rysunkowej burdy" przyznaje Piotr, zwany przez znajomych Kalmarem. W swoich pracach nie boi się absurdu, odważnie poczyna sobie z polszczyzną i przeprowadza rysunkowe eksperymenty na zwierzętach.



Aleksandra Wrona: Jakie były początki Kalmaryzacji?

Piotr Dziewanowski (Kalmar): Może ciężko w to uwierzyć, ale nie zastanawiałem się nad tym wcześniej. Trudno mi wyznaczyć jakąś datę początkową. Rysowałem od zawsze, więcej lub mniej, lepiej lub gorzej, ale zawsze. Moja mama przechowuje moje rysunki z czasów, gdy miałem jakieś 4-5 lat i już na nich widać lekko psychodeliczny rys zapowiadający nadejście Kalmaryzacji.

A kiedy Kalmaryzacja wkroczyła do internetu?

Dość późno, bo późno założyłem Facebooka. Broniłem się przed tym, ale w końcu skapitulowałem, bo znalazłem się poza towarzyskim nawiasem, nagle wszyscy zaczęli się spotykać w internecie, a ja nie. Wtedy pomyślałem, że warto by to wykorzystać nieco bardziej konstruktywnie i zacząłem umieszczać tam swoje rysunki. Całymi latami nic z nimi nie robiłem, a ile czasu można rysować tylko do szuflady? Facebook stał się takim kopem do pracy, motywacją do umieszczania tam mniej lub bardziej regularnie swoich prac.

Dlaczego wcześniej nie chciałeś pokazywać swoich prac szerszej publiczności?

Od prawie dwudziestu lat mam ten sam ołówek. Znacznie się skrócił, ale myślę, że powinien wystarczyć jeszcze na jakieś trzydzieści lat. Ostrzę go maksymalnie raz w roku i zawsze wtedy odrobinę umieram, bo mój czas liczy się w tym ołówku.
Wciąż mam problem z docenieniem swoich rysunków, mało które naprawdę mi się podobają. Mam poczucie, że nie są wystarczająco dobre, żeby wychodzić z nimi do ludzi. Często biję się z myślami, czy w ogóle powinienem je publikować. Jedna z moich prac powstawała przez 1,5 roku, bo wciąż mi coś nie wychodziło i kolejne szkice lądowały w koszu. Staram się pokonywać swoje ograniczenia. Nie umiem narysować głowy tapira? Będę rysował ją tyle razy, aż zacznie wyglądać jak obrazek dziesięciolatka, co będzie sukcesem biorąc pod uwagę to, że miesiąc wcześniej rysowałem jak pięciolatek. Dużo zawdzięczam też mojemu wujkowi, Wojciechowi Mokwińskiemu, który raz na jakiś czas daje mi swoje rady i są to zawsze rady doskonałe! To doświadczony belfer z ASP, który widząc jak błądzę, potrafi popchnąć mnie we właściwym kierunku.

Twoja pierwsza wystawa odbyła się w 2009 roku, następna była dopiero 6 lat później. Skąd taka przerwa?

Miałem taki czas, kiedy przestałem rysować. Trwało to mniej więcej dwa lata i nie umiem sobie tego wyjaśnić. Przed naszym spotkaniem zastanawiałem się, dlaczego rysuję i jedyne rozsądne wytłumaczenie brzmi dość absurdalnie. Rysowanie jest dla mnie jak kichanie, z tą różnicą, że kichanie jest fizjologiczne, a rysowanie jest kichaniem duszy. Co jakiś czas muszę to zrobić, bo inaczej wybuchnę. Pomysły na rysunki przychodzą do mnie w idiotycznych momentach, kiedy biorę prysznic, konserwuję zabytek...

No właśnie, czy twoja pasja, archeologia, łączy się jakoś z rysowaniem?

Pracuję jako konserwator zabytków archeologicznych, więc nie kopię na wykopaliskach, ale mam styczność z ciekawymi przedmiotami. Związane jest to z drugim nurtem mojej działalności jako rysownika, bo co jakiś czas rysuję obrazki do książek archeologicznych.

Nie kusi cię, żeby przemycić tam trochę Kalmaryzacji?

Bardzo bym chciał! Przede mną tworzenie rysunków do kolejnej publikacji. Chciałbym narysować tam coś "swojego", ale takie rzeczy się nie udają. Z drugiej strony mam spore opory, żeby rysować kalmaryzacyjnie eksponaty z mojej pracy. Są niekiedy bardzo ciekawe, ale wolę nie łączyć w ten sposób pracy zawodowej i hobbystycznej działalności po godzinach.

Klondra, Kroza, Mrówkorożec, Krówkojad, Drakura... w twojej twórczości pełno jest magicznych stworzeń. Skąd pochodzą?

Niewątpliwie pochodzą z głowy, ale nie tylko mojej. Przyznaję to ze smutkiem, ale mój brat bliźniak często przebija mnie, jeśli chodzi o pomysły. Łączenie ze sobą różnych zwierząt jest genialne! To bardzo wdzięczny temat. Ludzi też można by połączyć, ale efektem finalnym zawsze będzie człowiek, natomiast rysunkowe eksperymenty na zwierzętach są fenomenalną perspektywą.

Oprócz zwierząt, w twoich rysunkach znajdziemy dużo gier słownych. Skąd wzięła się u ciebie taka wrażliwość?

Myślę, że duży wpływ miała na to moja rodzina. W moim domu zawsze obecna była zabawa słowami, słowne przekomarzanki, tworzenie nowych, dziwnych wyrazów. Mam to też w genach - mój tata jest poetą, moja starsza siostra też. Dla mnie zabawa słowem jest czymś bardzo naturalnym. Każde słowo, każdy tekst to dobry asumpt do burdy. Rysunkowej burdy, oczywiście!

Twoje prace bywają też mroczne, znajdują się na nich rozmaite potworności. Czy to twoja metoda na oswojenie swoich demonów?

Na wstępie muszę zaznaczyć, że to, co rysuję nie jest zależne od mojego stanu psychicznego. Czasem, kiedy "mam doła", tworzę bardzo radosne rysunki, a bywa też, że jestem skrajnie radosny i tworzę same "masakryzmy". Pierwszy raz zabrałem się za tę tematykę jak za zadanie techniczne, chciałem sprawdzić, czy uda mi się stworzyć coś, co będzie odwoływało się do czegoś ohydnego i będzie na tyle sugestywne, że samo w sobie stanie się trochę ohydne. Wydaje mi się, że w przypadku niektórych rysunków mi się to udało, wnioskuję to po reakcjach mojej mamy, która nie może na nie patrzeć. Oznacza to pełen sukces! Lubię motywy kości i czaszek nie tylko ze względu na ich symbolikę, ale też zmienne struktury - tu gładka powierzchnia, tu chropowatość, na jednym rysunku jestem w stanie sporo zawrzeć.

Opowiedz coś więcej o twojej technice rysowania.

Dla mnie zabawa słowem jest czymś bardzo naturalnym. Każde słowo, każdy tekst to dobry asumpt do burdy. Rysunkowej burdy, oczywiście!
Wszystkie moje prace powstają analogowo, na kartce. Od prawie dwudziestu lat mam ten sam ołówek. Znacznie się skrócił, ale myślę, że powinien wystarczyć jeszcze na jakieś trzydzieści lat. Ostrzę go maksymalnie raz w roku i zawsze wtedy odrobinę umieram, bo mój czas liczy się w tym ołówku. Rodzina w pewnym momencie zaczęła obdarowywać mnie ołówkami z okazji różnych świąt, ale w końcu zauważyła, że rysuję starym i brzydkim ołówkiem nie dlatego, że nie stać mnie na nowy. Każdy rysunek zaczynam od bardzo delikatnego szkicu, później poprawiam go cienkopisami kreślarskimi.

Nie chciałeś nigdy spróbować pracy na tablecie graficznym?

Przyznaję ze smutkiem, że jestem technologicznym neandertalczykiem i nie znam się na programach graficznych. Takie nowinki są poza moim zasięgiem.

Rysujesz rzeczy i stwory, które niejednemu rysownikowi sprawiłyby trudność. A co sprawia trudność tobie?

Smuci mnie fakt, że nie umiem dobrze rysować ludzi. Stworzyłem w życiu kilka portretów, może i nie były najgorsze, ale brakuje im tego czegoś, co znajduje się w Kalmaryzacji. Nie lubię rysować idealnie, nie wychodzi mi to. Kiedy rysuję tapira, wygląda po prostu jak tapir, nie musi mieć idealnej mordki, żeby każdy wiedział czym jest. Z ludźmi jest zgoła inaczej, dlatego myślę, że nigdy się tego nie nauczę. Każdy ma jakieś ograniczenia, dlatego trzymam się swojej niszy.

Jakie są twoje plany kalmaryzacji świata?

Powziąłem sobie postanowienie przednoworoczne, żeby ruszyć trochę tę zakurzoną Kalmaryzację i częściej wychodzić z nią do ludźmi. W najbliższy piątek odbędzie się wernisaż moich prac połączony z warsztatami w Fajnej Sztuce. Zapraszam wszystkich zainteresowanych!

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (12)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

19

sierpnia

Madox Leburn Gdynia, Blues Club

24

sierpnia

Nocowanie w muzeum: nocne p... Gdynia, Muzeum Miasta Gdyni

30

sierpnia

BOTO Wild Jam: Przemek Dyak... Sopot, Teatr BOTO

Rozrywka

Zamyka się kino Krewetka w Gdańsku
Zamyka się kino Krewetka w Gdańsku
W weekend pokazy lotnicze w Gdyni
Weekendowe pokazy lotnicze w Gdyni

Kulinaria

Wielka wegańska uczta. W niedzielę Veganmania
Wielka wegańska uczta w niedzielę
Jemy na mieście: Meat Shack BBQ - ciekawy mięsny projekt
Jemy na mieście: Meat Shack BBQ

Planuj z nami tydzień

Planuj tydzień: samoloty, Mozart i zombie
Planuj tydzień: samoloty, Mozart i zombie