Wiadomości

Ruch owadów i piękno kobiecego ciała - trwa Gdański Festiwal Tańca

Konceptualny, minimalistyczny i niezwykle precyzyjny jest "Counterpoint" kolektywu Rita Gobi - Andrea Miltnerová - Jan Komárek, inspirowany ruchem owadów (tańczą dwie pierwsze).
Konceptualny, minimalistyczny i niezwykle precyzyjny jest "Counterpoint" kolektywu Rita Gobi - Andrea Miltnerová - Jan Komárek, inspirowany ruchem owadów (tańczą dwie pierwsze). fot. Paweł Wyszomirski / Klub Żak

Skromniej niż w ostatnich latach, ale nie mniej interesująco wypada trwający Gdański Festiwal Tańca. W pierwszej części imprezy zaprezentowano dwa najważniejsze spektakle - "ONA" Compagnie Linga i "Counterpoint" kolektywu artystycznego Miltnerová-Góbi-Komárek, czyli skrajnie odmienne koncepcje teatru tańca. Impreza odbywająca się w Klubie Żak potrwa do 11 czerwca.



Tropem owadów

Bardzo nietypowo do ruchu i tańca podchodzą Rita Gobi i Andrea Miltnerová w spektaklu "Counterpoint". Tytułowy kontrapunkt stanowi odniesienie do ruchów owadów, które tancerki przedstawiają w kilku różnej długości i intensywności scenach, imitując ruch owadzich skrzydeł, odwłoków i ich reakcji na siebie nawzajem. Bardzo ciekawe, gęste i dynamiczne obrazki (charakterystyczne ruchy owadzich skrzydeł imitowane za pomocą rąk) zestawiono tu z minimalistycznymi, delikatnymi ruchami całego tułowia czy nienaturalnym wygięciem ciała. W każdej ze scen tancerki wyłaniane są za pomocą gry świateł w inny sposób, jednak oprócz oświetlenia, ten ascetyczny spektakl zyskuje bardzo dużo dzięki transowej, świetnie skomponowanej muzyce Jana Komárka, stanowiącej wariacje na temat świata owadów. To jak dotąd najodważniejsze i najbardziej kreatywne podejście do tańca na gdańskim festiwalu.

"ONA" szwajcarskiej Compagnie Linga to spektakl bardzo efektowny, piękny wizualnie i ciekawy choreograficznie, pozwalający podziwiać taneczną jakość formacji prowadzonej przez Katarzynę Gdaniec i Marco Cantalupo.
"ONA" szwajcarskiej Compagnie Linga to spektakl bardzo efektowny, piękny wizualnie i ciekawy choreograficznie, pozwalający podziwiać taneczną jakość formacji prowadzonej przez Katarzynę Gdaniec i Marco Cantalupo. fot. Maciej Moska / Klub Żak
Piękno, kobiety i zmysłowy taniec

Na przeciwnym biegunie w stosunku do "Counterpoint" sytuuje się drugi zagrany jak dotąd na Gdańskim Festiwalu Tańca spektakl zagraniczny - "ONA" międzynarodowego zespołu Compagnie Linga ze Szwajcarii. Prowadzony przez pochodzącą z Gdańska (i nagrodzoną na GFT przez miasto Gdańsk z okazji 25-lecia pracy artystycznej) Katarzynę Gdaniec i Marco Cantalupo zespół w czterech odsłonach opisuje kolejno świat żeński, męski i ich połączenie, by wszystko zakończyć piękną wizualnie sceną z ruchomymi, toczonymi po scenie światłami. Pierwszą część charakteryzuje miarowa, zespołowa harmonijność, ruch delikatny, początkowo przypominający wręcz łodygi kwiatów poruszanych przez wiatr. Potem spektakl nabiera tempa, ukazując ogromne możliwości taneczne całej siódemki, dojrzałe, przemyślane układy choreograficzne, w których tancerki świetnie się czują.

W drugiej części zwiewne kobiece sukienki zastępują spodnie i marynarki, zaś tancerki w prostych, prowokacyjnych gestach nawiązują do stereotypu męskiego maczo - pewnego siebie, dominującego i agresywnego samca. Szkoda, że Gdaniec i Cantalupo posługują się w tym fragmencie spektaklu stereotypami i wytartymi kliszami, podkreślonymi skoczną muzyką i dźwiękiem trąbki. Kolejna część zamazuje ten ostry i przesadnie stereotypowy podział, ukazując bardzo duże umiejętności zespołu, który wizualnie czaruje publiczność w ostatniej części, pozbawionej już kontekstu tożsamości płci.

Ten poetycki, momentami oniryczny spektakl daje okazję do podziwiania umiejętności i gracji tancerek Compagnie Linga. "ONA" nie wnosi jednak nic ponadto, co Gdaniec i Cantalupo z podobnym lub lepszym skutkiem prezentowali również na gdańskiej imprezie kilka lat temu. Spektakl bazuje na umiejętnościach zespołu i pięknych układach zbiorowych, nie zawsze jednak odpowiednio zsynchronizowanych.

Pełen silnych bodźców wizualnych, odważnych strojów i niestandardowych zachowań, nawiązujących do zachowań pierwotnych okazał się spektakl "Podziemne słońca" Teatru Rozbark z Bytomia.
Pełen silnych bodźców wizualnych, odważnych strojów i niestandardowych zachowań, nawiązujących do zachowań pierwotnych okazał się spektakl "Podziemne słońca" Teatru Rozbark z Bytomia. fot. Paweł Wyszomirski / Klub Żak
Polskie propozycje w tle

Trudno o konfrontację zagranicznych propozycji z polskimi, bo zespoły, które wystąpiły to albo jednorazowe składy (z okazji premier w ramach projektu "rezydencja/premiera 2017" Gdańskiego Festiwalu Tańca - "A co gdyby...""Świadomość nieświadomości"), albo propozycja skierowana raczej do młodych odbiorców, "atakująca" widzów bodźcami wizualnymi i muzycznymi "Podziemne słońca".

Ta ostatnia propozycja, czyli "Podziemne słońca" autorstwa Anny Piotrowskiej z Bytomskiego Teatru Tańca i Ruchu Rozbark wita publiczność za rozsuwanymi i zasuwanymi w czasie spektakli firanami i niezwykle efektownym wejściem tancerzy, wyłaniających się w kłębach dymu niczym gwiazdy rocka lub przybysze z innej planety w efektownych, półprzezroczystych kostiumach pełnych czarnych pasków. Szóstka tancerzy od wojskowego drygu i zbiorowych układów płynnie przechodzi do energetycznego tańca solowego lub w duecie, nierzadko zabarwionego odniesieniami homoerotycznymi.

Pełen niepokoju, a momentami też grozy nastrój potęgują deformacje ruchu, "nieludzkie" krzyki i ruchy, imitujące poruszanie się zwierząt. Trudno w "Podziemnych słońcach" dostrzec spójną historię, to raczej szereg silnych wizualnych, tanecznych i brzmieniowych bodźców, wydobywających na pierwszy plan instynkt i pierwotną witalność pozbawioną cywilizacyjnych hamulców. Spektakl jednak w zaproponowanej przez Teatr Rozbark formie jest bardzo jednostajny, więc skuteczność takiego punkowego spojrzenia na teatr tańca wraz z czasem trwania przedstawienia jest coraz mniejsza.

Festiwal zakończy spektakl "Wybieg" Teatru Tańca Zawirowania z Warszawy (11.06, godz. 19).
Festiwal zakończy spektakl "Wybieg" Teatru Tańca Zawirowania z Warszawy (11.06, godz. 19). mat. prasowe
Kompletnym nieporozumieniem jest z kolei "Świadomość nieświadomości" według koncepcji i w choreografii Alberta Ciastka. Bardzo ciekawe założenie, by zajrzeć do głowy schizofrenika, ogranicza się do chaotycznej, pełnej przypadkowości choreografii, rozbitej na każdego z szóstki tancerzy osobno. Młodzi tancerze biegają po scenie, krzyczą coś pod nosem, niekiedy rzucają na podłogę lub usiłują mówić do widzów po wyczerpujących fizycznie występach.

Przede wszystkim jednak stanowią odległe tło dla potężnie brzmiącej, atakującej bębenki słuchowe widzów muzyki tworzonej na żywo przez Dominika Strychalskiego. Ściana dźwięku z pogranicza bólu towarzyszy niemal całej godzinnej prezentacji, dla której tylko w pierwszej transowej, niepokojącej sekwencji tancerze są w stanie stworzyć jakąkolwiek przeciwwagę.

Co jeszcze na GFT?

Od 5 do 9 czerwca trwa druga część festiwalu, czyli międzynarodowy konkurs Solo Dance Contest (pokazy konkursowe 5-8.06, godz. 18, pokazy finalistów 9.06, godz. 18, zaś wręczenie nagród i występ laureata 9.06, godz. 20). Wśród występujących są dwie reprezentantki Trójmiasta - Joanna Nadrowska (zatańczy "Po tamtej stronie") i Sayaka Haruna-Kondracka (tancerka Baletu Opery Bałtyckiej), która tańczy premierowo "Yume". Obie wystąpią już 5 czerwca. W ostatniej części imprezy, zaplanowanej na przyszły weekend, odbędą się dwa spektakle: "Hither i Tither" Julia Koch Company, nawiązujący do baletowego libretta i składający się z dwóch odrębnych aktów (10.06, godz. 19) oraz "Wybieg" Teatru Tańca Zawirowania z Warszawy, w którym tytułowy wybieg jest sposobem na pozbycie się kłopotów przez zafałszowanie rzeczywistości w rozmaitych kontekstach (11.06, godz. 19).

Program uzupełnia świetny film "Pina" w reż. Wima Wendersa (9-11.06, godz. 16) do obejrzenia w Kinie Żak. Bilety na pokazy Solo Dance Contest w cenie 10 zł, 35 zł to koszt "Hither i tither", 25 zł zapłacić trzeba za "Wybieg" (na oba bilety ulgowe w cenie 15-20 zł). Za wstęp na "Pinę" zapłacimy 10 zł (bilet normalny) i 8 zł (bilet ulgowy).

Opinie (24) 4 zablokowane

  • chała... (1)

    wielbciciele "odważnych" strojów pójdą do nocnego klubu. Sztuka, która ma tylko "co nieco" do pokazania się przeżyła, teraz sztuka nie może udawać sztuki, za nabijanie w butelkę widzów nie będzie. Kiedyś ludzie chodzili bo mogli kawałek tego i owego zobaczyć, teraz to już nie działa. Teraz to albo sztuka, przez duże S, i są widzowie, albo pokaz porno - ale wtedy to nie w teatrze tylko taniej tańcbudzie z pijanymi klientami i brudem.

    • 27 25

    • No dokładnie

      strasznie mnie denerwuje to udawanie, że to sztuka i wciskanie kitu odbiorcom. Wiem, że edukacja artystyczna w naszym kraju kuleje, ale to nie powód, żeby samemu się nie doskonalić albo robić tanie sztuczki "pod publiczkę". Bądźcie poważni. Za darmo tego też nie robicie, więc prezentujcie jakiś poziom.

      • 9 8

  • Było pięknie

    Było pięknie

    • 12 6

  • Sami eksperci (4)

    Noo, widze że eksperci baletowi znaleźli chwile wolna na tanie komentarze, szkoda tylko, że tak mało wiedzą o współczesnym balecie.
    Wspaniały pokaz nowoczesności w sztuce tanecznej...brawo Żak.

    • 20 13

    • Problem współczesnej sztuki polega na tym, że jeszcze nie można pokazać gołych czterech liter na scenie. (3)

      Bo łatwiej jest podniecić nie wybrednego widza, niż wzbudzić w nim zachwyt samym pokazem.

      • 6 3

      • Problem współczesnesz sztuki (2)

        polega na tym, że jest mała świadomość tego czym sztuka jest i czemu służy.
        Mam dość pup i piersi pokazywanych w ramach rzekomej sztuki. Generalnie po prostu ludzie lubią się rozbierać na scenie i dorabiają ideologię.

        • 11 5

        • Aha (1)

          A czym jest sztuka i czemu służy?

          • 0 1

          • Właśnie o tym piszę

            dlaczego pytasz, a tego nie wiesz?

            • 0 1

  • (1)

    Żak jak zawsze trzyma wysoki poziom :-)

    • 12 7

    • Wychodzi na to, że taniec współczesny = golizna

      przynajmniej w wielu przypadkach

      • 4 3

  • Bardzo ładny (1)

    • 1 4

    • Bardzo ładny spektakl

      ONA Compagnie Linga - wciąż jestem pod wrażeniem. I zgoda, że piątkowe spektakle nieudane.

      • 4 2

  • A Leon nie wystąpił? (2)

    No to do bani... :-P

    • 5 1

    • Leon siedzi w Berlinie..

      tzn. nie "siedzi" za kratkami, ale przemieszkiwa i coś tam tworzy. Można zobaczyć na jego fejsie.

      • 2 0

    • Tesknisz za Leonem?

      To wyobraz sobie starego gościa w peruce (tylko), który najpierw oblewa się czymś lepkim, a potem tarza w czymś sypkim. I masz występ Leona. Ewentualnie dodaj do tego światła stoboskopu, kulę dyskotekową, cekiny... :)

      • 2 1

  • gratuluję

    Moje gratulacje piękny tanoec że sztuka artystyczna

    • 1 3

  • GFT? bardziej WTF :)

    • 3 3

  • (2)

    Piękne kobiece ciała. Ale czemu tak eksponować? Wolałbym żeby moja dziewczyna eksponowała swoje ciało tylko dla mnie.

    • 1 4

    • Za późno "szwagrze"...

      .... eksponowała także dla mnie...

      • 2 2

    • I dla mnie

      • 0 2

  • Dawniej niewolnice tańczyły z gołymi waginami i kastratami (3)

    Wkrótce to będzie modne.

    Poziom tańca w Gdańsku jest bardzo niski. W Polsce zapewne podobnie.
    Zamiast tańczyć rozbierają się.
    Zamiast zapraszać gwiazdy które nie przyjadą do takich warunków ściągają mierne kolektywy które poza pośladkami w trykocie niczym nie błysną.

    To nie jest już sztuka i nic nie pomoże kuszenie gołym zadem.

    • 9 2

    • Nic tak nie dodaje piękna tańcowi jak wziewna suknia. (2)

      • 1 1

      • lubię sobie wzionąć suknię.. :) (1)

        • 1 1

        • Jedną dziurką wzionąć

          WZiewna ZWiewna

          • 0 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

02

grudnia

08

grudnia

45. Festiwal Polskich Filmó... Gdynia, Gdyńskie Centrum Filmowe

Rozrywka

Gdańsk w świątecznej komedii. "Miłość jest wszystkim" w telewizji
Świąteczny film o Gdańsku w telewizji
Kolejny amerykański sukces gdańskiej aktorki
Amerykański sukces gdańskiej aktorki

Kulinaria

Jesienne kiszonki - dla zdrowia i dla smaku
Jesienne kiszonki - dla zdrowia i smaku
Złociste i chrupiące. Skąd dobre frytki w Trójmieście?
Smaczne frytki w Trójmieście

Sprawdź się

Akcja powieści "Hanemann" Stefana Chwina dzieje się w: