Wiadomości

Rolando Villazón skradł serca publiczności podczas finału 10. NDI Sopot Classic

Podczas koncertu wieńczącego 10. edycję NDI Sopot Classic obowiązywał całkowity zakaz robienia zdjęć oraz nagrywania w jakiejkolwiek formie. Zdjęć wykonywanych przez akredytowanego fotoreportera do chwili publikacji artykułu nie autoryzowano. Kiedy to nastąpi, niezwłocznie je dodamy.
Podczas koncertu wieńczącego 10. edycję NDI Sopot Classic obowiązywał całkowity zakaz robienia zdjęć oraz nagrywania w jakiejkolwiek formie. Zdjęć wykonywanych przez akredytowanego fotoreportera do chwili publikacji artykułu nie autoryzowano. Kiedy to nastąpi, niezwłocznie je dodamy. fot. Dario Acosta/DG

W trakcie koncertu spontaniczne, gromkie brawa i okrzyki zachwytu, a po jego zakończeniu i każdym z bisów owacje na stojąco - takie podziękowania za swój brawurowy występ otrzymał od publiczności meksykańsko-francuski tenor Rolando Villazón, który w sobotni wieczór zaśpiewał w Operze Leśnej podczas finału 10. Międzynarodowego Festiwalu Muzycznego Sopot Classic. Na scenie zaprezentowała się też pochodząca z RPA sopranistka Pumeza Matshikiza, a obojgu śpiewakom akompaniowali organizatorzy - Polska Filharmonia Kameralna Sopot pod dyr. Wojciecha Rajskiego.



Podczas koncertu wieńczącego 10. edycję NDI Sopot Classic obowiązywał całkowity zakaz robienia zdjęć oraz nagrywania w jakiejkolwiek formie. Zdjęć wykonywanych przez akredytowanego fotoreportera do chwili publikacji artykułu nie autoryzowano. Kiedy to nastąpi, niezwłocznie je dodamy.

Organizatorzy NDI Sopot Classic rozpieszczają miłośników opery, od lat zapraszając gwiazdy największego, światowego formatu. W poprzednich edycjach wystąpili m.in. Piotr Beczała, Aleksandra Kurzak czy Roberto Alagna, dając pełen pokaz swoich ponadprzeciętnych możliwości. Nie ma co ukrywać, że poprzeczka została tak wysoko zawieszona, że trudno podnieść ją jeszcze wyżej. Sobotni występ Rolanda Villazóna bardzo jednak zbliżył się do poziomu wyznaczonego przez poprzedników.

Imprezę zapowiadaliśmy w Kalendarzu imprez, osobnym artykułem i cyklu Planuj tydzień - czytaj w każdy czwartek

Rolando Villazón publiczności i krytyce dał się poznać dzięki zwycięstwom w licznych, prestiżowych konkursach w kategorii opery i zarzueli (popularna w krajach hiszpańskojęzycznych Ameryki Łacińskiej forma muzyczna liryczno-dramatyczna pochodzenia hiszpańskiego, w której występują naprzemiennie sceny mówione i śpiewane, w okresie późniejszym zawierająca także taniec - podobna do musicalu). W Europie zadebiutował w 1999 jako Des Grieux w Manon Julesa Masseneta w Teatro Carlo Felice w Genui. Momentalnie wkradł się w łaski publiczności, a najbardziej prestiżowe sceny operowe nie tylko Europy, ale i świata proponowały mu główne role w swoich przedstawieniach.

W 2005 roku zadebiutował na Festiwalu w Salzburgu, jako Alfredo w "La Traviata", partnerując Annie Netrebko. Tę brawurową kreację miała okazję zobaczyć i trójmiejska publiczność - w 2012 roku odbyła się jej projekcja na Targu Węglowym. W 2007 roku Villazón zaczął mieć problemy wokalne, dwa lata później przeszedł operację gardła, a na scenę powrócił w 2010 roku.

Po jego powrocie mówiło się, że głos już nie ten sam - nie tak potężny i elektryzujący. Po sobotnim koncercie z tym twierdzeniem po części się zgadzam - głos nie ten sam, nie tak potężny, ale w żadnym stopniu nie gorszy. Po prostu inny, bardziej subtelny. Niemniej osobowość artysty niezmiennie elektryzująca, a jego interpretacje piosenek, pieśni czy arii robiły na publiczności ogromne wrażenie.

Polska publiczność przywykła do tego, że jeśli występują tenorzy, to w programie musi znaleźć się "O sole mio" oraz najpopularniejsze tenorowe szlagiery, ponieważ rodzimi artyści bardzo rzadko sięgają po inny repertuar. Ci, którzy z takim nastawieniem przyszli na koncert wieńczący 10. edycję NDI Sopot Classic, mogli się poczuć zawiedzeni. Gwiazdy światowych scen operowych, jak Rolando Villazón, program koncertów tworzą bowiem w oparciu o to, w czym się specjalizują. Co więcej, artyści pochodzący z Ameryki Łacińskiej (w tym - obok Villazóna - znani trójmiejskiej publiczności Juan Diego Florez czy Erwin Schrott), chętnie włączają do programu dzieła kompozytorów hiszpańskich czy południowoamerykańskie zarzuele. Tak właśnie było w przypadku sobotniego koncertu - artysta zaśpiewał m.in. pieśni Giuseppe Verdiego, piosenki z zarzueli i musicalu, a także przepiękny duet Rafaela i Solei z II aktu opery "El gato montes" Manuela Penelli Moreno, w wykonaniu którego partnerowała mu pochodząca z RPA sopranistka Pumeza Matshikiza.

Koncerty w Operze Leśnej


Artystka wykonała nie tylko duety z gwiazdą wieczoru, ale i zaprezentowała się w numerach solowych. W przeciwieństwie do Rolanda Villazóna postawiła na największe sopranowe hity, jak "Vissi d'arte" z II aktu opery "Tosca", aria Mimi "Donde lieta usci" z III aktu "Cyganerii", aria Cio-Cio-San z "Madama Butterfly" czy wreszcie kołysanka "Summertime" z I aktu "Porgy and Bess". Są to arie niezwykle wymagające nie tylko pod względem warsztatowym, ale i interpretacyjnym. Tymczasem Pumeza Matshikiza postanowiła je po prostu odśpiewać. Nawet nie próbowała ich interpretować.

Rzucanie się na głęboką wodę, przy niewystarczających umiejętnościach pływackich, grozi utonięciem, a tutaj braki warsztatowe były ogromne. I o ile na pewne odchylenia intonacyjne czy gubienie rytmu można przymknąć oko, to brak interakcji z publicznością, a już tym bardziej pomiędzy artystami śpiewającymi w duecie, razi bardzo. Szczególnie jeśli - jak to miało miejsce podczas sobotniego koncertu - śpiewany jest przejmujący i przesiąknięty zapewnieniami o wzajemnej miłości duet "Tonight, tonight" z West Side Story Leonarda Bernsteina.

Sopocka publiczność jest jednak niezwykle wyrozumiała i obojgu artystom nie szczędziła braw. Ci odwdzięczyli się solidnym pakietem bisów, wśród których znalazły się "Lippen schweigen" z "Wesołej wdówki" Lehara, "Pata Pata" z repertuaru południowoafrykańskiej piosenkarki Miriam Makeby (tu podczas wykonania Pumeza Matshikiza zabłysnęła biegłością w "mlaskaniu" - posługiwaniu się głoskami mlaszczącymi), a także brindisi, czyli operowe toasty. Bo jak tu nie zamknąć koncertu, tym bardziej wieńczącego 10., jubileuszową edycję festiwalu, tym najsłynniejszym - "Libiamo ne'lieti calici" z "Traviaty" Verdiego?

Równie wielkie brawa, jakimi publiczność nagrodziła solistów, należą się organizatorom. Po pierwsze, za wspaniałą grę. Polska Filharmonia Kameralna Sopot po raz kolejny pokazała, że przez lata wypracowała sobie własną, unikatową tożsamość brzmieniową, nie tylko grając w składzie - nomen omen - kameralnym, ale i w symfonicznym. Po drugie, organizacja festiwalu w tych szczególnie trudnych, pandemicznych okolicznościach nie była łatwa, a jednak wszystko zostało zrealizowane zgodnie z planem, choć przy mniej licznej widowni.

Brawa należą się również za to, że festiwal nieustannie trzyma wysoki poziom, a do udziału w imprezie zaprasza się przede wszystkim społeczność lokalną.
Dzięki temu skutecznie realizowana jest misja popularyzacji muzyki, bo na widowni zasiadają w zdecydowanej większości mieszkańcy Trójmiasta. Co więcej, wcale nie tacy, którzy są stałymi bywalcami sal koncertowych, a ci otwarci na poznawanie sztuki. Przez lata przekonali się bowiem, że Wojciech Rajski z zespołem organizuje imprezę, która im się spodoba. Nawet jeśli nazwiska artystów czy tytuły wykonywanych dzieł słyszą pierwszy raz w życiu.

Opinie (5) 7 zablokowanych

  • Wyjątkowy koncert!

    W ogóle tegoroczny NDI był inny niż dotychczas, cieszę się, że organizatorzy nie poddali się i zorganizowali festiwal.

    • 8 1

  • Także ten... (2)

    ...nie ? No!

    • 2 4

    • Ciekawy jestem dlaczego .... (1)

      ..ta wypowiedź ma dwa negatywy?

      • 0 1

      • Już ma jednego pozytywa...

        ...za to ty dostałeś negatywa i co, cieszysz się teraz??

        • 0 1

  • Jacy jesteśmy ?

    Byłem.Wydarzenie super !

    • 1 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

23

września

23. Festiwal Jazz Jantar Gdańsk, Klub ŻAK

02

października

10 Tenorów Gdańsk, Filharmonia Bałtycka

Rozrywka

Piosenki "zajechane" przez radio. Których utworów mamy dość?
Piosenki "zajechane" przez radio

Kulinaria

Jemy na mieście: Spożywczy - polska kuchnia z nowoczesnym twistem
Jemy na mieście: Spożywczy w Gdańsku

Sprawdź się

Pierwszym teatrem powojennym w Trójmieście jest...?