• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

Rewolucja na Starym Przedmieściu - o "Thermidor roku 143" Teatru Miniatura

Łukasz Rudziński
13 lipca 2012 (artykuł sprzed 10 lat) 
Najnowszy artykuł na ten temat Wielki show na koniec udanej Fety
Rewolucja zjada własne dzieci - najbardziej dobitnie ukazano to w świetnej, symbolicznej scenie gilotynowania, z wykorzystaniem zjeżdżalni. Rewolucja zjada własne dzieci - najbardziej dobitnie ukazano to w świetnej, symbolicznej scenie gilotynowania, z wykorzystaniem zjeżdżalni.

Premiera "Thermidora roku 143", którą na terenie Starego Przedmieścia placu pod Bastionem św. Gertrudy zobaczyło kilkuset najwytrwalszych sympatyków festiwalu FETA, to wydarzenie bez precedensu. Nigdy dotąd Teatr Miniatura nie przygotował spektaklu przeznaczonego do gry w plenerze.



W postać Stanisławy Przybyszewskiej, wokół której reżyzser Lech Raczak buduje cały spektakl, brawurowo wcieliła się Edyta Janusz-Ehrich - to zdecydowanie najlepsza aktorka "Thermidora roku 143". W postać Stanisławy Przybyszewskiej, wokół której reżyzser Lech Raczak buduje cały spektakl, brawurowo wcieliła się Edyta Janusz-Ehrich - to zdecydowanie najlepsza aktorka "Thermidora roku 143".
Spektakl przybliża ostatnie chwile wycieńczonej głodem, pozostającej w skrajnej nędzy i uzależnionej od morfiny pisarki Stanisławy Przybyszewskiej, która w jednym z baraków stojących na terenie Wolnego Miasta Gdańsk (na Starym Przedmieściu) usiłuje dokończyć swój najsłynniejszy dramat "Sprawa Dantona" (jak większość jej tekstów, pozostał nieukończony).

Spektakl rozgrywa się w dwóch planach - na ruchomej konstrukcji, stanowiącej pokój Przybyszewskiej oraz na tle południowej ściany dawnej "hurtowni książek" na placu pod Bastionem św. Gertrudy, gdzie rozgrywane są sceny powstałe w wyobraźni pisarki, połączone z jej przebłyskami świadomości, odnoszącymi się do ówczesnych realiów (przemówienia Adolfa Hitlera).

Przez scenę przewijają się przeróżne postaci - od hitlerowców, przeprowadzających "próby gazowe", przez aplikującego Przybyszewskiej morfinę doktora, po spierających się o sens rewolucji Maximiliena Robespierre'a i Georgesa Dantona, bohaterów jej najgłośniejszego dramatu. Analizowana przez Stanisławę Przybyszewską Rewolucja Francuska z końca XVIII wieku to - w największym skrócie - ponadczasowy mechanizm likwidowania politycznej konkurencji za pomocą gilotyny.

Spektakl wymaga jednak skupienia, rzadko spotykanego w teatrze ulicznym. Tu każdy gest ma znaczenie. Zamiast szerokich, efektownych działań scenicznych, twórcy "Thermidora..." stawiają na minimalizm, teatralną pozę, zawieszenie akcji. Nie sprawdza się to przede wszystkim na początku przedstawienia, podczas prezentowanej "na zwolnionych obrotach" sceny przyjmowania morfiny przez Przybyszewską. Sporym minusem są wizualizacje przygotowane przez Jakuba Psuję, przypominające zabawy grafiką sprzed dekady (wyświetlana strzykawka, bohaterowie rewolucji francuskiej), znacznie lepiej prezentują się za to jego animacje komiksowe (np. twarz Hitlera).

Jakie spektakle lubisz oglądać w plenerze?

"Thermidora..." ożywiają trzy ciekawie zaśpiewane piosenki w wykonaniu Wiolety Karpowicz (Muza Rewolucji czyli Marianna, śpiewa o gilotynie), Edyty Janusz-Ehrlich (śpiewająca o morfinie, podczas gdy w konwencji międzywojennego kabaretu staje przed widzami mężczyzna ubrany w damską suknię) i Magdaleny Żulińskiej (Dziewczynka, wykonująca ostatni z utworów). Kapitalna jest scena gilotynowania, gdy głową w dół po wielkiej zjeżdżalni, w asyście powiewającej francuskiej flagi, zjeżdżają niemal wszyscy bohaterowie spektaklu.

Samo przedstawienie zaskakuje formą, ale i imponuje rozmachem. Świetną muzykę, budującą nastrój i napięcia, którego niekiedy brakuje na scenie przygotowali Katarzyna Klebba, Paweł Paluch. Na wielkie słowa uznania zasługuje też scenografia przedstawienia, autorstwa Ewy i Piotra Tetlaków - ruchoma platforma, czyli pokój Przybyszewskiej zawiera kilka niezbędnych rekwizytów, jak krzesło, lampa, maszyna do pisania, pod nim zaś umieszczone zostało koło (fortuny?), w którym "mieszkają" Robespierre i Danton. Świetnie sprawdza się też zjeżdżalnia w roli gilotyny. Zaś akcja rozgrywana na tle dawnej hurtowni prezentowana jest komunikatywnie dzięki dobrze dobranym rekwizytom.

Reżyser Lech Raczak zaryzykował, parokrotnie zmieniając rytm przedstawienia. Sam pomysł, by całą akcję zbudować wokół Stanisławy Przybyszewskiej broni swoim wielkim zaangażowaniem Edyta Janusz-Ehrich, zdecydowanie najlepsza aktorka spektaklu. Janusz-Ehrlich świetnie buduje głosem dramaturgię postaci, oddaje jej lęki, stany wewnętrzne, jest przejmująca i przekonująca. Inni są jak marionetki w świecie Przybyszewskiej. Jednak przedstawieniu brakuje spójności i dramaturgii. Pozostali aktorzy nie są w stanie dotrzymać kroku Janusz-Ehrlich. Najbliżej tego jest grający gościnnie Krystian Wieczyński (czyli Robespierre).

Spektakl jest propozycją ambitną, nietypową, wikłającą się w realiach Wolnego Miasta Gdańska. Z pewnością wartą odnotowania nie tylko z racji tego, że dla Miejskiego Teatru "Miniatura" to pierwsze zetknięcie z teatrem ulicznym i powrót, po kilku latach, do repertuaru dla dorosłych.

Spektakl

7.8
9 ocen

Thermidor roku 143

spektakl dramatyczny

Miejsca

Spektakle

Wydarzenia

Opinie (19)

  • pogoda (1)

    wczorja zniechęciła większośc widzów. Niestety

    • 7 2

    • ale jest szansa zobaczyć jeszcze dzisiaj o 22

      Zapraszamy!

      • 8 0

  • Mnie troszkę rozczarowało. Ale i tak warto

    • 5 1

  • polecam

    jest to dość trudny spektakl, ambitny, myślę że warto wybrać się na niego. Zawodziły mikrofony, ale aktorzy wybronili się :)

    • 9 1

  • Jeśli Feta, to uwaga na nowy odcinek spacerowy nad Motławą (7)

    Chciałabym przestrzec rodziców, by uważali na swe pociechy, jeśli zamierzają (zwłaszcza wieczorem) iść nieukończonym przez wykonawców nowym odcinkiem spacerowym wzdłuż Motławy (równoległym do ul. Żabi Kruk). Wykonawca bowiem usunął barierki zabezpieczające od strony rzeki i w chwili nieuwagi dziecko może znaleźć się w wodzie, ale równie dobrze może to dotyczyć osoby dorosłej, a zwłaszcza inwalidy na wózku, gdyż uczyniony tam podjazd, a właściwie zjazd, jest zjazdem wprost do Motławy. Ignorancja zleceniodawcy i wykonawcy będzie zapewnie trwała do czasu pierwszego tragicznego wypadku

    • 10 16

    • Bo dzieci to trzeba pilnować...

      ...a nie puszczać samopas! W Europie zachodniej czasem przy bulwarach wogole nie robi się barierek, a nawet obniża się teren by mieć większy kontakt z wodą. jak np. przy Operze w Oslo.

      • 9 4

    • do 12 roku życia DZIECI MUSZĄ BYĆ POD OPIEKĄ rodzica! (5)

      czy wszyscy o tym pamiętają?!

      • 7 3

      • Nie wszyscy,

        zwłaszcza ci, którzy zapomnieli, że miasto to również liczne przedszkola, domy kultury, a dla pracujących rodziców na ich kieszeń kolonie dla dzieci.
        Proponuję temu mądralińskiemu, żeby wyszedł z inicjatywą ustawodawczą, by matki (wzorem np Szwecji) wychowywały dzieci (na przykład do tych 12 lat) i brały za to pensję, a lata będą wliczane do emerytury.
        Wówczas rzeczywiście, zamiast stosownych zabezpieczeń budyniopodobni będą mogli postawić wielkiemu Budyniowniczemu pomnik w towarzystwie przedstawiciela MOSIR-u. A matki rzeczywiście będą w pełnio odpowiedzialne za swe pociechy.

        • 2 2

      • A w mieszkaniu? (2)

        Jeśli rodzicie zostawiają dzieci na całe dnie, a te drą ryja w niebogłosy i skaczą, że sie wszystko trzęsie, to gdzie można się z tym zwrócić?

        • 3 2

        • Jeśłi to dzieci poniżej 12 roku życia to na policję, lub do SM

          • 3 1

        • No i czemu minusujesz, fraglesie?

          Masz takiego niedorozwiniętego bachora, któy zatruwa życie sąsiadom?

          • 2 1

      • Odezwał się mamcisynek

        Którego matka do 12 roku życia, a może do dzisiaj trzyma za rączkę.
        współczuję żonie (jeśli jest żonaty) takiego mężą, a na dodatek takiej teściowej.
        czy takie warzywo wie w ogóle co znaczy chłopak 12 letni i jego "pomysły" na lato, gdy rodzice w pracy?

        • 0 1

  • Bardzo słabo . (1)

    • 3 9

    • Było zostac w domu

      i zachwycać się M jak miłość bo rozumiem, że ta forma "sztÓki" jest Ci bliższa....

      • 2 0

  • coś nowego...

    poszedłem zaciekawiony, cóż takiego pokaze Miniatura na Fecie??? Thermidor, Przybyszewska, Wolne Miasto-brzmiały ciekawie i.. musze przyznać, ze nie zawiodłem się. Moze faktycznie tempo, rytm spektaklu i płaska akcja "przyklejona" do ściany budynku, mogły trochę znuzyć. Ale widowisko w całości jest bardzo interesujące. Nie ma fajerwerków i cyrkowych wygibasów, a pojawia się myśl i to zmusza do refleksji i bieżącej analizy tego co się dzieje...moze stad pewne rozczarowanie niektórych widzów. Ja osobiście polecam i szczerze mówiac od dziś inaczej bedę oceniał aktorstwo artystów dla dzieci. Dosyć szufladkowaniu.

    • 7 1

  • słabo

    Spektakl posklejany, tak jakby autor scenariusza nie znał twórczości i życia Przybyszewskiej. Ciężki, trudny spektakl, psychodel, mówiący o wszystkim i niczym.
    Aktorzy starali się, ale całość wypadła słabo. Wielu widzów opuszczało swe miejsca przed końcem spektaklu. Widziałam lepsze propozycje Miniatury dla dorosłej publiczności. Ten eksperyment niestety nie spełnił mych oczekiwań.

    • 2 4

  • Feta 2012

    Feta jest festiwalem międzynarodowym - dlaczego więc niektóre tworzone spektakle bazują tylko i wyłącznie na słowie...?

    • 2 0

  • SŁABO, SŁABO, SŁABO!!!

    Słaby występ, który zebrał słabe recenzje. Aktorzy Miniatury NIE NADAJĄ SIĘ do takich spektakli. Niech lepiej zajmą się kukiełkami. I nie krytykuje by ot krytykować, ale na prawdę było to kiepskie.
    I, jak zwykle, Pan Rudziński miimo tego, że spektakl był żenująco kiepski napisał recenzję "pod publikę". Ciekawe ile mu za to zapłacili?
    Jeden plus - nie ma ochów i achów na temat Pani Żulińskiej!!! Czegoś się Pan nauczył.

    • 1 2

  • LECH RACZAK O AKTORACH MINIATURY

    "Jestem zadowolony z całej pracy z tym zespołem. Moje doświadczenia, bardzo różnorodne, z pracy z teatrem dramatycznym mówią mi, że aktorzy teatrów lalkowych mogą mieć problemy z budowaniem psychologii postaci. Choć nie zawsze, o czym można się przekonać w "Thermidorze". Ci aktorzy posiadają za to inną zaletę: mają większą świadomość ciała i ekspresji ciała niż aktorzy po szkołach dramatycznych. Więc coś za coś. Myślę, że bycie aktorem-lalkarzem daje dodatkową umiejętność aktorom, którzy muszą zmierzyć się z otwartą przestrzenią."

    więc nie do końca tak się nie nadają, a szufladkować naprawdę nie warto

    • 0 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Wystawa Truso - legenda Bałtyku

wystawa

Trend Book 2022

wystawa

Moda i reklama w PRL-u

wystawa

Sprawdź się

Sprawdź się

Kto był inicjatorem Gdańskiej Korporacji Tańca?

 

Najczęściej czytane