Wiadomości

stat

Rebelia zwierząt. O spektaklu "Bunt" Teatru Miniatura

W "Buncie" Teatru Miniatura obserwujemy minispołeczeństwo, w którym zwierzęta mają ściśle określone funkcje i służą ludziom. Wszystko funkcjonuje bez zarzutu do momentu, gdy nie zaczną marzyć o wolności i porzuceniu surowego, karcącego za opieszałość i nieposłuszeństwo człowieka.
W "Buncie" Teatru Miniatura obserwujemy minispołeczeństwo, w którym zwierzęta mają ściśle określone funkcje i służą ludziom. Wszystko funkcjonuje bez zarzutu do momentu, gdy nie zaczną marzyć o wolności i porzuceniu surowego, karcącego za opieszałość i nieposłuszeństwo człowieka. fot. Łukasz Głowala / trojmiasto.pl

Mało kto wie, że 20 lat przed słynnym "Folwarkiem zwierzęcym" George`a Orwella zwierzęcą antyutopię "Bunt" napisał Władysław Reymont. Jej adaptację przygotował i wyreżyserował Jakub Roszkowski, tworząc spektakl skierowany głównie do młodzieży licealnej i dorosłych, o tym, jak wysoka jest cena wolności.



Zwierzęta w "Buncie" żyją według ściśle określonego przez ludzi porządku: służą im, wykarmiając ich i pracując na ich polach. Niektóre, jak Pies Rex czy Wyżlica, liczyć mogą na specjalne względy, na przykład podczas polowania. Inne za pełny obrok owsa, koryto z ziemniaczaną breją lub pobyt na łące, spełniają posłusznie wszelkie żądania Pana, zdając sobie sprawę, że ich potomstwo zostanie sprzedane lub zjedzone przez Pana i jemu podobnych. Ład tego ludzko-zwierzęcego porządku zostaje zaburzony, gdy Pan obije psa za niesubordynację i zazdrość o nowego pupilka. Z podszeptu Kulasa, wilka z puszczy, Rex dojrzewa do buntu, do którego podżega pozostałe zwierzęta.

Oczywiście powieść Reymonta to parabola terroru, napisana niedługo po Rewolucji Październikowej, ze świadomością jej krwawych skutków (w ciągu pięcioletniej wojny domowej w Rosji, wywołanej przez Rewolucję Październikową zginęło około 15 mln ludzi). 200-stronnicowa powieść Reymonta została poddana przez Jakuba Roszkowskiego silnym skrótom, zaś brutalne, krwawe opisy walk zwierząt z ludźmi i pomiędzy zwierzętami zostały potraktowane umownie.

Kluczowa w "Buncie" Władysława Reymonta w reżyserii Jakuba Roszkowskiego jest relacja Pana (Andrzej Żak) i Psa Rexa (Edyta Janusz-Ehrlich).
Kluczowa w "Buncie" Władysława Reymonta w reżyserii Jakuba Roszkowskiego jest relacja Pana (Andrzej Żak) i Psa Rexa (Edyta Janusz-Ehrlich). fot. Łukasz Głowala / trojmiasto.pl
Reżysera interesuje sam mechanizm przewrotu, dojrzewanie do buntu, który rodzi się z frustracji, niezadowolenia, podsycanych wizją szybkiej poprawy warunków i odmiany losu na lepsze. Skutki takiego przewrotu, o czym doskonale wiemy i przed czym przestrzegał sam Reymont (choć był zwolennikiem walk o niepodległość), przeważnie są bardzo dalekie od oczekiwań.

Spektakl zaczyna się od ekspozycji bohaterów - każdy z aktorów wchodzi na scenę i w krótkich słowach przedstawia swojego bohatera, trzymając w rękach maskę, którą zaraz założy i pod którą ukryje swoją twarz przez większość spektaklu. Później na podestach ułożonych w zygzakowaty szlak każdy podejmuje jakąś pracę na rzecz Pana, którego atrybutem jest kij. Często korzysta z niego by zdyscyplinować krnąbrne zwierzęta oraz zawieszonego gdzieś pomiędzy światem ludzi a zwierząt Niemowę, potrafiącego porozumiewać się ze zwierzętami lepiej niż z ludźmi.

Gdy zaborczy Rex zaatakuje "nowego" w stadzie, zostaje wygnany i schronienie znajduje w puszczy, gdzie pielęgnuje go Wyżlica. Wilk Kulas może z respektu, może z litości wobec Rexa, postanawia go oszczędzić póki ten nie wydobrzeje. A pies skosztowawszy wolności, zaczyna traktować puszczę jak swoje nowe królestwo. Szybko jednak okazuje się, że to nie miejsce dla niego, co prowokuje go do podjęcia heroicznej próby walki z ludźmi i wyprowadzenia zwierząt do "ziemi obiecanej", krainy szczęśliwości, gdzie nie będzie bezwzględnych, znęcających się nad zwierzętami panów.

Wzniecenie tytułowego buntu to niełatwa sprawa, ale kiedy już się to udaje, to od sceptyka do fanatyka jeden krok. Na zdjęciu Agnieszka Grzegorzewska (Krowa) i Krystian Wieczyński (Niemowa).
Wzniecenie tytułowego buntu to niełatwa sprawa, ale kiedy już się to udaje, to od sceptyka do fanatyka jeden krok. Na zdjęciu Agnieszka Grzegorzewska (Krowa) i Krystian Wieczyński (Niemowa). fot. Łukasz Głowala / trojmiasto.pl
"Bunt" Teatru Miniatura rozgrywa się w brzydkiej, nieatrakcyjnej scenografii Macieja Chojnackiego, składającej się z szarych, obleczonych folią ochronną podestów, rzadko kiedy ciekawie podświetlonych oraz bieżni elektrycznych, wykorzystywanych przez cały spektakl. Aktorzy, poza nielicznymi momentami, grają zwróceni w stronę publiczności, a interakcje (jak oszczędne pieszczoty pana względem psa) należą do rzadkości. Przez to spektakl raczej nie zainteresuje młodszych dzieci niż młodzież gimnazjalna. Zwłaszcza, że podczas wędrówki zwierząt przedstawienie zamienia się w statyczny marsz z wypowiadającymi przez maszerujących kwestiami.

W spektaklu nie ma specjalnie dużo miejsca na aktorskie popisy czy pogłębienie bohaterów. Postaci są naszkicowane powierzchownie, jako trybiki większej całości. Aktorzy, często skryci za maskami, wypowiadają proste, zazwyczaj krótkie kwestie lub spełniają funkcję narratora, opowiadając o kolejnych wydarzeniach. No właśnie, to spektakl w dużej mierze opowiedziany, a nie zagrany. W tych mało komfortowych warunkach najlepiej radzą sobie Wojciech Stachura w roli Świni oraz Krystian Wieczyński jako Niemowa. Pierwszy wykorzystuje rys komediowy postaci Świni, drugi sprawdza się jako narrator.

Do maksimum możliwości komediowe Świni wykorzystuje Wojciech Stachura (po prawej). Na zdjęciu w towarzystwie Agnieszki Grzegorzewskiej (Krowa).
Do maksimum możliwości komediowe Świni wykorzystuje Wojciech Stachura (po prawej). Na zdjęciu w towarzystwie Agnieszki Grzegorzewskiej (Krowa). fot. Łukasz Głowala / trojmiasto.pl
Autsajdera, z wyższością chełpiącego się wolnością Wilka Kulasa, przekonująco gra Jacek Majok. Poprawnie wypadają: zbudowana na jednym charakterystycznym geście Krowa Agnieszki Grzegorzewskiej oraz Wyżlica Magdaleny Żulińskiej. Zaskakująco bezbarwna jest Edyta Janusz-Ehrlich w roli Psa Rexa, podobnie jak Piotr Srebrowski, który grając Ogiera również wydaje się skrępowany. Pojawiająca się sporadycznie postać Pana (Andrzej Żak) jest tak marginalna, że niemal dekoracyjna.

Jakub Roszkowski skupił się na naturze buntu, przyglądając się zarówno jego przyczynom, eskalacji, jak i skutkom, co wybrzmiewa zdecydowanie najlepiej podczas spektaklu. Z różnym efektem podejmuje się też teatralizacji baśni Reymonta (o ile wytłumaczalne jest zamienienie mordu polowań na dyskotekowy taniec do bardzo ciekawej, dynamicznej muzyki Stefana Wesołowskiego lub pomysł na scenę walki z niedźwiedziem, o tyle wykorzystanie pistoletu w jednej ze scen trąci tandetą). Podczas bardzo długiej wędrówki zwierząt spektakl sprawia wrażenie "niedoreżyserowanego".

"Bunt" Teatru Miniatura jest jednak bardzo dobrze i konsekwentnie przeprowadzonym studium rewolucji, do czego tekst Władysława Reymonta nadaje się doskonale. Jego puenta jest dobitna i zabawnie nakreślona przez reżysera. Dlatego propozycja Miniatury zainteresować powinna starszą młodzież i dorosłych.

Opinie (16) 1 zablokowana

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Rozrywka

Sposób na nudę: 10 komedii do obejrzenia w domu
10 komedii do obejrzenia w domu
Izolacja a życie intymne: pragniemy siebie bardziej?
Izolacja a życie intymne

Kulinaria

Gdynia: produkty z hali z dostawą do domu
Gdynia: produkty z hali dowożą do domów
Dania w słoiku. Coraz popularniejsza oferta
Dania w słoiku: coraz popularniejsze

Sprawdź się

Najwięcej scen teatralnych w Trójmieście posiada...