Wiadomości

Przebudzenie wiosny - musical w wersji sauté

Długo szukano formuły Nowej Sceny Teatru Muzycznego. Miało być lekko i rozrywkowo, jednak rozbudowa teatru i zamknięcie pozostałych scen wymusiły dalsze poszukiwania. Obecność musicalowego "Przebudzenia wiosny" w repertuarze może okazać się strzałem w dziesiątkę.



W musicalu o młodych ludziach, nie mogło zabraknąć wspólnego przekraczanie granic i pierwszych doświadczeń erotycznych. Zarówno Krzysztof Wojciechowski jako Melchior, jak i Dorota Białkowska, grająca Wendlę, radzą sobie na scenie bardzo dobrze.
W musicalu o młodych ludziach, nie mogło zabraknąć wspólnego przekraczanie granic i pierwszych doświadczeń erotycznych. Zarówno Krzysztof Wojciechowski jako Melchior, jak i Dorota Białkowska, grająca Wendlę, radzą sobie na scenie bardzo dobrze. fot. Piotr Manasterski
"Przebudzenie wiosny" to asceza barw i "zgaszona" aktorska ekspresja. Jako surowy belfer świetnie prezentuje się Rafał Ostrowski (po lewej).
"Przebudzenie wiosny" to asceza barw i "zgaszona" aktorska ekspresja. Jako surowy belfer świetnie prezentuje się Rafał Ostrowski (po lewej). fot. Piotr Manasterski
Akcja spektaklu rozgrywa się przeszło 100 lat temu, dlatego bohaterowie wyglądają trochę jak w popularnym serialu "Doktor Quinn".
Akcja spektaklu rozgrywa się przeszło 100 lat temu, dlatego bohaterowie wyglądają trochę jak w popularnym serialu "Doktor Quinn". fot. Piotr Manasterski
Muzyczny obecnie to trochę "teatr na czas przeprowadzki". Z konieczności całe teatralne życie przeniosło się na Nową Scenę. Są tu spektakle "przygarnięte" po zamknięciu Sceny Kameralnej. Oczywiście największych produkcji, z perełkami pokroju "Lalki" czy "Shreka", pokazać w tak niewielkiej przestrzeni się nie da (choć dyrektor Muzycznego Maciej Korwin zapewnia, że po usunięciu widowni dałoby się rozegrać tutaj nawet mecz piłki nożnej).

Po kilku różnej jakości próbach pozyskania trójmiejskiej publiczności, wrzesień w wykonaniu Muzycznego zaskakuje bardzo pozytywne. Po skierowanej do małych widzów "Pchle Szachrajce" druga i ostatnia premiera w tym sezonie (nie licząc Koncertu Sylwestrowego) cieszyć się powinna nie mniejszym powodzeniem. Dlaczego? Bo każdy z nas był lub jest młody, a dojrzewanie, pierwsze miłości, odkrywanie własnej i cudzej seksualności, zawarte w dramacie Franka Wedekinda, dotyczą każdego.

Reżyser Krzysztof Gordon (pedagog Studium Wokalno-Aktorskiego im. Baduszkowej w Gdyni i aktor Teatru Wybrzeże w Gdańsku) akcję dramatu napisanego po koniec XIX wieku utrzymuje w realiach epoki. Chłopcy paradują w eleganckich strojach żaków (podczas, bardzo efektownej zresztą, sceny nauki łaciny piszą kredą po tabliczkach), dziewczyny w pastelowych, prostych sukienkach. Scena, poza jednym epizodem, gdy pojawia się na niej fortepian, pozostaje praktycznie pusta. W bardzo pomysłowej scenografii Renaty Godlewskiej niepodzielnie króluje asceza i wszechobecna czerń. Aktorzy grają w niewielkiej przestrzeni, ograniczonej z trzech stron kulisami a czwartej widownią, tuż przed widzami. Fragmenty sceny, gdzie toczy się akcja, oświetlone są "surowymi" snopami światła. Potem następuje wyciemnienie i kolejna scena.

W takim klasycznym anturażu reżyser ustawia gromadkę młodych ludzi. Wspólne sielskie zabawy szybko zastąpią poważne problemy. Pojawi się pierwszy seks, niechciana ciąża, bunt, ucieczka z domu, przemoc w rodzinie, samobójstwo. Wszystko to podane w dobrym, musicalowym rytmie. Dobrze czują się w czarno-białej konwencji aktorzy, dostosowując się oo niej poziomem i temperamentem gry.

Dojrzewanie to:

okres "burzy i naporu", wspominam go z sentymentem 39%
przede wszystkim hormony, wiele się działo 26%
koszmar, dobrze, że mam to już za mną 24%
czas, który właśnie przeżywam 11%
zakończona Łącznie głosów: 54
Najjaśniejszym punktem jest wyrazista Wendla Doroty Białkowskiej (aktorka od "Grease", gdzie też gra jedną z czołowych ról, zrobiła ogromny postęp - dziś zarówno wokalnie, jak i aktorsko wyróżnia się na tle zespołu Muzycznego). Wreszcie dużą samodzielną rolę dostał Krzysztof Wojciechowski, kreujący centralną postać spektaklu - chmurnego myśliciela i indywidualistę Melchiora Gabora (m.in. bardzo dobry song nad grobem przyjaciela). Nieco w cieniu tej dwójki pozostaje ważna, choć nawet jak na Marka Kaliszuka bardzo zmanierowana postać neurastenicznego, ale sympatycznego nieudacznika Moritza Stiefela. Kaliszuk gra bardzo nierówno - świetne, zwłaszcza aktorsko zagrania, przeplata komediowymi zagrywkami rodem z taniego serialu.

Aktorsko najciekawiej w prawdziwej żonglerce wieloma postaciami ojców, opiekunów, nauczycieli czy lekarzy wypada Rafał Ostrowski - precyzyjny, konsekwentnie ubrany w swoją rolę (szczególnie dobitny w roli nauczyciela). Większość młodzieżowych postaci drugoplanowych zapamiętać można głównie z piosenek i tańca (choreografię Joanny Semeńczuk tym razem wykonują tylko aktorzy Muzycznego, bez wsparcia baletu). Niewielka rola Ilse (Renia Gosławska) to przede wszystkim jej pełen wyrazu i emocji muzyczny dwugłos z Moritzem Stieflem w "Don't Do Sadness/Blue Wind". A dość papierowa postać Hanschena w wykonaniu Pawła Czajki ma swoje pięć minut podczas świetnego "The Word of Your Body" (swoją drogą to świetny pomysł hollywoodzkich twórców musicalu, by ten sam song posłużył Wendli i Melchiorowi, a potem chłopcom Hanschenowi i Ernstowi w odkrywaniu swojej seksualności). Na wyróżnienie zasługuje też pełen młodzieńczego buntu "Totally Fucked" (przetłumaczone przez Michała Wojnarowskiego jako "Przejebane").

Zgrabnie prowadzone wątki dramaturgiczne i konsekwentnie utrzymane tempo spektaklu pozwalają bez przeszkód przyglądać się młodym bohaterom, którzy przy dźwiękach gitar i rockowych brzmieniach (umieszczonej poza widokiem widzów, ale grającej na żywo orkiestry Muzycznego pod kierunkiem Dariusza Różankiewicza) rysują proste zdarzenia i uniwersalne historie oparte na problemach każdego młodego człowieka. Przeszło dwugodzinny musical w wersji sauté sprawdza się bardzo dobrze. Podczas finałowego "The Song of Purple Summer" zerwana zostaje wizualna i emocjonalna asceza przestawienia. A tematyka spektaklu pozostaje istotna na długo po wyjściu z teatru.

Opinie (32) 10 zablokowanych

  • rewelacja

    Byłam wczoraj na premierze!!! Jeszcze teraz jestem pod wrażeniem, wspaniały spektakl pod każdym względem!!! Smutny ale bardzo prawdziwy i aktualny!!!Polecam dla młodzieży i ich wychowawców.(czas się obudzić)!!!

    • 13 10

  • Czystość jest wartością

    Musical opowiadający o grupie młodych ludzi, którzy zaczynają buntować się przeciwko surowym regułom wychowania i braku "uświadomienia seksualnego". W artykule czytamy: "Wspólne sielskie zabawy szybko zastąpią poważne problemy. Pojawi się pierwszy seks, niechciana ciąża, bunt, ucieczka z domu, przemoc w rodzinie, samobójstwo."

    Kiedy doczekamy się formuły prawdziwie "Nowej Sceny Teatru Muzycznego" z prawdziwie skoncentrowanymi emocjami związanymi z siłę polskiego przebudzenia ku wartościom prawdziwym? Kiedy przyjdzie duchowa wiosna obudzona tragicznymi skutkami dotychczasowej mody na róbta co chceta?

    Na razie trwamy w czasie tragedii. Szukając wartości prawdziwych warto to wiedzieć, że VI przykazanie Boże można zachować wówczas, gdy człowiek wypracuje w sobie cnotę czystości. Jest ona nieodzowna zarówno w narzeczeństwie, małżeństwie, jak i poza nim. Pozwala stać się darem i kochać miłością, która będzie wolna od egoizmu i zaborczości - od żądzy posiadania osoby kochanej i posługiwania się nią dla siebie, dla zaspakajania własnych chuci.

    Ale nie każda osoba jest w stanie to pojąć, wiem.

    • 5 5

  • Obsada !!! (5)

    Panie Łukaszu !!!

    Proponuję na przyszłość zapoznać się z obsadą spektaklu, który Pan ogląda.
    Rolę Moritza Stiefela gra w tym secie Paweł Góralski a nie Marek Kaliszuk.

    Myślę, że żaden z Aktorów nie chce być oceniany za nie swoją pracę (mile widziane bedzie sprostowanie).

    • 3 6

    • Cóż... (2)

      Czego można oczekiwać od teatralnego dyletanta i ignoranta? A poza tym z recenzji wynika, że songi są śpiewane po angielsku, co chyba nie ma miejsca...

      • 1 3

      • (1)

        Nie, z recenzji jasno wynika, że istnieje tłumaczenie. Cytuje: Na wyróżnienie zasługuje też pełen młodzieńczego buntu "Totally Fucked" (przetłumaczone przez Michała Wojnarowskiego jako "p*********e").

        • 1 0

        • Nie, wynika, że został przetłumaczony song 'Totally f*cked'. Poza tym ta informacja kończy cały akapit, a poprzedzające angielskie tytuły (nie wiem skąd, nie wiem po co? - w programie przecież ich nie było i nic nikomu nie mówią) wprowadzają Czytelnika w konsternację.

          • 0 2

    • premierę grał Marek Kaliszuk

      Człowieku napinasz się a nie masz pojęcia kto grał, byłeś na premierze? Raczej wątpię...

      • 3 0

    • premierę grał Marek Kaliszuk. To prawda w tym secie grają na zmianę z Pawłem Góralskim, ale nie oskarżałbym pochopnie o ignorancje, kiedy nie widziałem premiery.

      • 4 0

  • chyba bylismy na roznych przedstawieniach

    To widziane przeze mnie bylo straszne. Odradzam

    • 9 10

  • korwin (2)

    gdy ten musical wystawili studenci na dyplomie to korwinowi ten musical sie podobal a teraz gdy graja aktorzy to mu sie nie podoba
    niech bedzie konsekwentny i to otarcie powie.

    • 6 0

    • WTH????

      • 0 0

    • Co?? co za bzdura. każdemu się podoba to co wystawia w swoim przybytku;)

      !

      • 1 0

  • (1)

    chyba ktoś z pracowników chwali tę żenadę następny wyciosany kawał tandety!!!Nie polecam !

    • 9 10

    • klucha

      Ciebie to już nawet wyciosać się nie da!!!!!!!!

      • 0 0

  • tak. niestety premiere gral Marek Kaliszuk

    Ktory ani juz nie wyglada
    Ani nie spiewa

    • 11 8

  • TO TEATR MUZYCZNY! nie teatr dramatyczny

    Błagam - tu jest mowa o musicalu! Gdzie ocena umiejętności wokalnych? Warstwy muzycznej! Panie Rudziński! - to nie teatr dramatyczny! A niestety "Przebudzenie wiosny" wypada bardzo słabo - aktorzy nie radzą sobie w wielu momentach, szczególnie Kaliszuk w drugim akcie. Na brawa zasługuje jedynie chór, który został przez Panią Szydłowską znakomicie przygotowany.

    • 8 7

  • zdjęcie

    Panie Łukaszu!
    Niech Pan zmieni zdjęcie, bo normalnie aż dusi...
    A co do premiery. to walta się . Spektakl mnie się podobał, nawet bardzo i tyle

    • 5 1

  • brak słów po prostu słaba żenada

    • 2 5

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

30

listopada

08

grudnia

45. Festiwal Polskich Filmó... Gdynia, Gdyńskie Centrum Filmowe

Rozrywka

Filmy, które straszyły nas w dzieciństwie
Filmy, które straszyły nas w dzieciństwie
Muzyka Joanny Dudy w pierwszym polskim filmie Netfliksa
Muzyka gdańszczanki w filmie Netfliksa

Kulinaria

Jedzenie na telefon: testujemy pierogi
Jedzenie na telefon: testujemy pierogi
Jedzenie na telefon - komu się to opłaca?
Jedzenie na telefon - komu się to opłaca?

Sprawdź się

Który z dyrektorów Teatru Muzycznego w Gdyni wprowadził do jego repertuaru musicale broadwayowskie?