Wiadomości

Pręcik - bajka o umieraniu w Konsulacie Kultury

Muzyczne, pełne uzasadnionego smutku przedstawienie Gdyńskiego Centrum Kultury wyróżnia ciekawa warstwa muzyczna, zaaranżowana przez Tomasza Stroynowskiego.
Muzyczne, pełne uzasadnionego smutku przedstawienie Gdyńskiego Centrum Kultury wyróżnia ciekawa warstwa muzyczna, zaaranżowana przez Tomasza Stroynowskiego. fot. Piotr Hukało / trojmiasto.pl

Spektakl na bardzo trudny i ważny temat przygotowano w Konsulacie Kultury dla Gdyńskiego Centrum Kultury. "Pręcik" poświęcony jest umieraniu, przedstawionemu za pomocą przedmiotów codziennego użytku, które dziwią się, że nagle przestały być potrzebne. Niestety, gdyńskie przedstawienie niepozbawione jest drobnych mankamentów i pozostawia niedosyt.



Śmierć i umieranie nie są obce literaturze dla dzieci. Jednak zazwyczaj przedstawione są za pomocą zawoalowanej metafory lub jako nieunikniona kara za zło, jak choćby w baśniach braci Grimm. Malina Prześluga, autorka "Pręcika", obrała inną strategię. Rezygnuje z baśniowego woalu i obrazowania śmierci za pomocą walki dobra i zła, by o śmierci powiedzieć małym dzieciom wprost, w zrozumiałym dla nich języku.

Bajki dla dzieci w trójmiejskich teatrach


Śmierć jest przecież trudnym, traumatycznym doświadczeniem dla każdego. Szczególnie trudnym przeżyciem jest jednak dla dziecka, któremu z rodziny lub bezpośredniego otoczenia ubywa ktoś bliski. Trudność tę potęgują często najbliżsi, unikając rozmowy z dzieckiem na temat śmierci, starając się w jakimś sensie dziecko przed nią uchronić.

Każdy z bohaterów, chcących odnaleźć dziewczynkę, czymś się wyróżnia, co aktorzy podkreślają na rozmaite sposoby.
Każdy z bohaterów, chcących odnaleźć dziewczynkę, czymś się wyróżnia, co aktorzy podkreślają na rozmaite sposoby. fot. Piotr Hukało / trojmiasto.pl
Wszystko, co jest związane ze śmiercią, czyli poprzedzająca ją zazwyczaj choroba, agonia, pożegnanie i uroczystości pogrzebowe, często sprawiają duże trudności przeżywającej tragedię rodzinie oraz dzieciom, którym bardzo trudno zrozumieć co się dzieje. Dlatego sztuka poświęcona chorej dziewczynce, której wewnętrzny "pręcik" gaśnie, stanowić może wstęp do rozmowy z dzieckiem na ten trudny temat. Dlatego też spektaklowi towarzyszyć będą warsztaty wprowadzające w tematykę poruszaną w "Pręciku", a w programie do przedstawienia znajduje się miniporadnik jak rozmawiać z dziećmi o umieraniu, stracie czy tęsknocie po zmarłych.

Na scenie Konsulatu Kultury widzimy kilku dowcipie przedstawionych bohaterów - przedmiotów codziennego użytku małej dziewczynki. Są to dwa góralskie kapcie (Kapeć i Kapciowa), pochodzący z Chin Budzik, czy francuska Poduszka. Spektakl otwiera jednak grający i śpiewający w przedstawieniu Wiolonczelista, będący tutaj "pozytywką" dziewczynki. Do bohaterów wkrótce dołącza Łysy Joe, czyli dawno zapomniany miś.

Wszyscy poza misiem są bardzo zaskoczeni faktem, że dziewczynki nie ma w łóżeczku (obserwujemy je w centralnej części sceny). Dla bohaterów bajki jest ono bardzo wysokie, tajemnicze i niedostępne. Dzięki prostej, ciekawej scenografii "Pręcika" autorstwa Sabiny Czupryńskiej (która przygotowała również działające na wyobraźnię kostiumy bohaterów), widzowie również patrzą na nogi łóżka dziewczynki, nie wiedząc co się dzieje wyżej.

Pełną uroku "francuską" Poduszkę gra Martyna Gogołkiewicz (w środku). Sympatię budzi też bezpośredni Kapeć w wykonaniu Macieja Koniecznego (po lewej). Na zdjęciu z Budzikiem w wykonaniu Pawła Klowana (po prawej).
Pełną uroku "francuską" Poduszkę gra Martyna Gogołkiewicz (w środku). Sympatię budzi też bezpośredni Kapeć w wykonaniu Macieja Koniecznego (po lewej). Na zdjęciu z Budzikiem w wykonaniu Pawła Klowana (po prawej). fot. Piotr Hukało / trojmiasto.pl
Szybko okazuje się, że ten dzień będzie inny niż poprzednie. Bohaterowie chcą odnaleźć dziewczynkę i doprowadzić do tego, by wszystko wróciło do normy. Każdy z nich czymś się wyróżnia. Kapeć (Maciej Konieczny) i Kapciowa (Patrycja Ziniewicz), jako góralskie bambosze, zaciągają po góralsku. Poduszka (Martyna Gogołkiewicz) jest prawdziwą damą i mówi z francuskim akcentem. Budzik (Paweł Klowan) jest uśmiechnięty od ucha do ucha, tryska energią i życzliwością naśladując przedstawicieli Państwa Środka. Wiolonczelista (Kamil Owczarek) odzywa się tylko wtedy, gdy śpiewa. Łysy Joe (Krzysztof Stasierowski) jest osowiały i pozbawiony entuzjazmu czy młodzieńczej werwy pozostałych, co nie dziwi, skoro mnóstwo czasu spędził pod szafą.

To wesołe, rozśpiewane towarzystwo chce odnaleźć i pomóc dziewczynce. Wszyscy pragną, by było jak dawniej, chociaż nikt przecież nie lubi wstawać o siódmej rano... Niestety, nie zawsze można liczyć na szczęśliwe zakończenie. Choć tematyka spektaklu jest smutna i nikt nie ukrywa, że dziewczynka jest poważnie chora, widzowie dostają na koniec porcję nadziei.

Reżyser Andrzej Mańkowski daje pograć aktorom, którzy stają na wysokości zadania. Najlepiej na scenie prezentuje się Wiolonczelista (dzieci chętnie tańczą do inspirowanych muzyką klasyczną utworów Tomasza Stroynowskiego w wykonaniu lub z towarzyszeniem wiolonczeli Kamila Owczarka). Dużo wdzięku w roli Poduszki ma Martyna Gogołkiewicz, a sympatię budzi bezpośredni, mówiący wprost to, co myśli, Kapeć Macieja Koniecznego.

Prosta, ciekaw scenografia zbudowana jest wokół wielkiego łóżka. Za nim w pewnym momencie pojawią się wizualizacje Sylwestra Siejny.
Prosta, ciekaw scenografia zbudowana jest wokół wielkiego łóżka. Za nim w pewnym momencie pojawią się wizualizacje Sylwestra Siejny. fot. Piotr Hukało / trojmiasto.pl
Jednak podczas premiery spektakl był fatalnie nagłośniony - głosy aktorów wzmocnione mikroportami w połączeniu z muzyką tworzyły duży, nieprzyjemny dla uszu hałas. Zdecydowanie za głośny był również Budzik Pawła Klowana, niepotrzebnie przekrzykujący muzykę. Największą pomyłką jest jednak upiorna wizualizacja Smutnego Łóżka, przypominająca senne koszmary. Taka metafora szpitala budzi u młodych widzów naturalny i uzasadniony strach. Przedstawieniu brakuje też dynamiki i odrobiny finezji, pamiętanych choćby z niedawnej premiery GCK "Marysia ma Rysia".

Recenzja poprzedniej premiery - "Cześć, kochanie. Głowacki 3.1"


Duże brawa należą się jednak Gdyńskiemu Centrum Kultury już za podjęcie z najmłodszym widzem dialogu na temat umierania i śmierci. Warto zaznaczyć, że dziewczynka, którą zamierzają uratować bohaterowie, nie ma imienia i przez całe przedstawienie jest nieobecna - dzięki temu dzieci nie identyfikują się z nią, a z obecnymi na scenie bohaterami spektaklu. Dlatego pełne smutku, ale też pogody ducha i optymizmu przedstawienie faktycznie nadaje się dla kilkulatka (spektakl skierowany jest do dzieci od lat pięciu) jako wstęp do rozmowy na tak trudny i ważny temat, jak umieranie.

Opinie (11) 1 zablokowana

Dodaj opinię
Walczymy z przemocą słownąKasujemy opinie obraźliwe i nie na temat

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

05

lipca

Kino Letnie w Orłowie - 10.... Gdynia, Scena Letnia w Orłowie

05

lipca

Kino po zachodzie słońca Gdańsk, Teatr Leśny

10

lipca

Kino po zachodzie słońca Gdańsk, Teatr Leśny

Rozrywka

Gdzie w Trójmieście spróbujemy kaszubskiej kuchni?
Kaszubska kuchnia w Trójmieście
Slow Fest Sopot: kulinarny festiwal na Molo
Za nami Slow Fest Sopot na Molo

Kulinaria

Gdzie w Trójmieście spróbujemy kaszubskiej kuchni?
Kaszubska kuchnia w Trójmieście
Slow Fest Sopot: kulinarny festiwal na Molo
Za nami Slow Fest Sopot na Molo

Sprawdź się

Jaki trójmiejski teatr dysponuje Nową Sceną?