Wiadomości

O kryzysie męskości bez znieczulenia. Recenzja "Cześć, kochanie. Głowacki 3.1"

"Cześć, kochanie. Głowacki 3.1" to trzy jednoaktówki Janusza Głowackiego w reżyserii trójki reżyserów, z których każda poświęcona jest trudnościom w relacjach damsko-męskich.
"Cześć, kochanie. Głowacki 3.1" to trzy jednoaktówki Janusza Głowackiego w reżyserii trójki reżyserów, z których każda poświęcona jest trudnościom w relacjach damsko-męskich. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl

Jakich bohaterów z jednoaktówek Janusza Głowackiego poznajemy dzięki spektaklowi "Cześć, kochanie. Głowacki 3.1"? Defensywnych, wylęknionych, tchórzliwych i słabych mężczyzn, których autor odmalowywał w różnych odsłonach na tle silnych, stanowczych i pełnokrwistych kobiet. Trzy takie obrazki obyczajowe posłużyły za kanwę kameralnego spektaklu Gdyńskiego Centrum Kultury, granego w Konsulacie Kultury w Gdyni.



Przedstawienie ma oryginalną, ciekawą formułę. Do pracy nad tekstami Janusza Głowackiego zaproszono trójkę reżyserów, którzy podczas swoich miniatur teatralnych mają do dyspozycji ten sam duet aktorski. Jednak inne elementy spektaklu (jak scenografię i kostiumy oraz muzykę, aranżacje i akompaniament) przygotował do każdej z jednoaktówek jeden twórca. Z założenia więc propozycja Gdyńskiego Centrum Kultury miała mieć charakter nie do końca jednorodny, chociaż wszystkie wybrane teksty nakreślają podobną relację między kobietą a mężczyzną.

Terminy grania "Cześć, kochanie. Głowacki 3.1"


Dzięki temu "Cześć, kochanie. Głowacki 3.1" daje szansę na przyjrzenie się sytuacji bohaterów trzykrotnie, za każdym razem w nieco innym kontekście, chociaż wiele tu punktów wspólnych, układających się w pewną prawidłowość. I tak "Spacerek przed snem" w reżyserii Tomasza Mana jest abstrakcyjnym, groteskowym spotkaniem pewnego desperata i młodej dziewczyny, które obfituje w szereg tragikomicznych zwrotów akcji.

Na scenie w każdej odsłonie obserwujemy dwoje aktorów - Darię Krzyżaniak i Kacpra Gadułę-Zawratyńskiego. Na zdjęciu w trakcie "Spacerku przed snem".
Na scenie w każdej odsłonie obserwujemy dwoje aktorów - Darię Krzyżaniak i Kacpra Gadułę-Zawratyńskiego. Na zdjęciu w trakcie "Spacerku przed snem". fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
Z kolei w "Zanim zaśniesz", które na warsztat wziął Sebastian Konrad, obserwujemy sprzeczkę dwójki poranionych życiowo osób, które usiłują ze sobą rozmawiać o swoich problemach, choć kaleki, pełen niedopowiedzeń dialog nie pozostawia złudzeń co do tego, jak rysuje się ta relacja.

Wreszcie najbardziej rozbudowana "Choinka strachu", wyreżyserowana przez Olenę Leonenko, to niemal malarski pejzaż lęków, frustracji, złudzeń, obaw i oczekiwań, jakie dotykać muszą parę z kilku- czy kilkunastoletnim stażem, jeśli partnerzy nie potrafią się ze sobą odpowiednio komunikować. Wszystkie jednoaktówki traktować można zarówno jako odrębne dzieła albo jako scenariusze życia pewnej pary w różnych stadiach ich związku.

Role powierzono duetowi młodych aktorów: Darii KrzyżaniakKacprowi Gadule-Zawratyńskiemu, którzy w tej eksperymentalnej, laboratoryjnej wręcz formule przedstawienia mają kluczowe znaczenie. Dużo łatwiejsze zadanie ma Kacper Gaduła-Zawratyński, bo odgrywa trzy bliźniaczo podobne do siebie postaci. Gra introwertyka z potężnym deficytem męskości, który stara się kompensować ten brak w różny sposób: od agresji i ataku, przez lękliwy strach przed konsekwencjami, maskowany dziesiątkami argumentów, po wyniosłość i władczość w stosunku do kobiety, skrywające jego bezradność i kompleksy.

Czy potrafimy ze sobą rozmawiać? Sztuka porozumienia dla bohaterów "Zanim zaśniesz" (na zdjęciu) jest materią zupełnie obcą. Głowacki sportretował ludzi, którzy cierpią, bo nie potrafią ze sobą rozmawiać, co uwiera najbardziej w obliczu trudnych życiowych decyzji.
Czy potrafimy ze sobą rozmawiać? Sztuka porozumienia dla bohaterów "Zanim zaśniesz" (na zdjęciu) jest materią zupełnie obcą. Głowacki sportretował ludzi, którzy cierpią, bo nie potrafią ze sobą rozmawiać, co uwiera najbardziej w obliczu trudnych życiowych decyzji. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
Z kolei Daria Krzyżaniak przejść musi przez szereg stanów emocjonalnych, dodać dialogowi koloru i polotu, bo to kobieca bohaterka w każdej z miniatur jest postacią dużo bardziej złożoną. I to ona rozgrywa każdą ze scen po swojemu, nie raz uciekając się do kokieterii czy prowokacji, by spróbować nawiązać kontakt z drugą stroną.

Najtrudniejsza technicznie jest pierwsza z miniatur scenicznych, którą Tomasz Man odrealnił i uabstrakcyjnił za pomocą scenografii Anety Piekarskiej-Man. Aktorzy grają w pustej przestrzeni złożonej z wydzielonego światłem kwadrata na scenie i pustego ekranu projekcyjnego, służącego za ścianę za nimi. Obok nich na fortepianie gra autor muzyki Ignacy Jan Wiśniewski. Reżyser "Spacerku przed snem" proponuje formę mówiono-śpiewaną, z czym oboje aktorzy radzą sobie, niestety, dość przeciętnie. Dlatego cała ta część przypomina średnio udaną etiudę studencką.

Dla odmiany następna cześć przedstawienia - "Zanim zaśniesz" - jest najbardziej zachowawcza, choć poprowadzona dużo konsekwentniej niż pierwsza część spektaklu. Akcja przenosi się już w konkretną, choć zuniwersalizowaną przestrzeń mieszkania pary bohaterów, którzy właśnie wracają do domu z jakiejś imprezy i zamierzają położyć się do łóżka. Przez większość czasu ona zdejmuje kolejne elementy garderoby wobec kompletnej bezradności partnera, który wymaga pomocy nawet przy zdjęciu płaszcza. Tym razem aktorzy czują się swobodniej, choć bywa, że tracą na wiarygodności, zwłaszcza podczas nie najlepiej wyreżyserowanego finału tej jednoaktówki.  

W "Choince strachu" on jest zakompleksionym, wylęknionym chłopcem, który bez jej pomocy nie bardzo wie, jak postąpić. Ona jest pozbawioną złudzeń, nieszczęśliwą reżyserką jego życia.
W "Choince strachu" on jest zakompleksionym, wylęknionym chłopcem, który bez jej pomocy nie bardzo wie, jak postąpić. Ona jest pozbawioną złudzeń, nieszczęśliwą reżyserką jego życia. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
Potencjał tego przedsięwzięcia i jego aktorów uwolniła za to Olena Leonenko. Wyreżyserowana przez nią "Choinka strachu" zaskakuje bardzo dojrzałą, dopracowaną w każdym szczególe rolą Darii Krzyżaniak w charakterze doświadczonej, pozbawionej złudzeń kobiety, która nie wpada w histerię czy rozpacz, by pokazać jak bardzo jest nieszczęśliwa w związku z życiową ofermą. Tym razem bohater Gaduły-Zawratyńskiego też zostaje bardzo precyzyjnie nakreślony, a aktor gra go bez dystansu, niuansując postać. "Choinka strachu" to aktorska perełka, która do pewnego stopnia wynagradza niedostatki poprzednich części.

Teatry w Trójmieście


I chociaż prezentowane w "Cześć, kochanie. Głowacki 3.1" teksty Janusza Głowackiego liczą sobie po kilkadziesiąt lat, zarysowany w nich kryzys męskości ani trochę się nie zdezaktualizował. To słodko-gorzki obraz relacji damsko-męskich, w którym kobiety rządzą uległymi partnerami. Trudno oprzeć się wrażeniu, że sięgają po władzę nie dlatego, że sprawia im to frajdę, tylko dlatego, że trudno płynąć przez życie bez sternika. Skoro mężczyźni coraz częściej rezygnują z tej roli, kobiety muszą wziąć sprawy w swoje ręce. Premiera Gdyńskiego Centrum Kultury o tej niewygodnej dla wielu panów prawdzie skutecznie przypomina.

Opinie (24)

Wszystkie opinie

  • Kryzys to jest ale dotyczy kobiet (1)

    Świecą gołym tyłkiem gdzie popadnie, ewentualnie zakładają leginsy na ten tłuszcz. Do tego tipsy, wargi jakby zostały użądlone no i mina kota sr*jącego na pustyni. Nic dziwnego że faceci nie chcą czegoś takiego i rozglądają się za pięknymi Ukrainkami czy nawet Azjatkami które są czułe, pachnące i pełne uśmiechu. Pozdrawiam, Martin, rocznik 2001

    • 32 8

    • W sumie nic nie mam do ukrainek, są ponoć mniej roszczeniowe i pretensjonalne...

      Gdzie można kupić taką?

      • 8 14

  • jestem zmęczony, wszędzie ten sam temat

    filozofia d*pizmu

    • 24 4

  • Typowy spektakl zaprzeczenia (2)

    kryzys dotyczy kobiecości.

    • 13 6

    • (1)

      Jam kobieta, ale widzę, tę zmianę współczesnych polskich dziewczynach - są nahalne, niedelikatne...nie wiem dlaczego dostosowują się do męskich zachowań...

      • 6 1

      • A od kiedy faceci są nachalni i niedelikatni? Może niektórzy tacy są, ale nie można tak powiedzieć o ogóle. To jakieś stereotypy wyssane z palca...

        • 1 0

  • Tak to już jest że to ON musi zawalczyć i się dostosować do NIEJ (1)

    W całej przyrodzie tak samo. Samce ptaków robią z siebie pośmiewisko, ryb - czyszczą gniazda, nawet lew zapuszcza dredy. Cel jest jeden i oczywisty. Tak więc faceci z gołą kostką, czy selfikami to po prostu próba trafienia w JEJ potrzeby. Nie ma kryzysu męskości - są szaleństwa kobiet, które żyją w przesycie i nie wiedzą jak się wyróżnić we własnej próżności.

    • 16 4

    • W punkt.

      • 2 0

  • Nie polecam (2)

    Brak wdzięku ,urody , nie zgoda na upływający czas poprawiana przez medycynę estetyczna aby tylko przedłużyć młodość i atrakcyjność ! Panowie bez braku pierwiastka męskości, słabi psychicznie wiecznie na ramionach kobiet ! Stracona kasa, mozna spedzic wieczor znacznie ciekawiej

    • 1 12

    • ale byłaś, czy tak sobie piszesz?

      spodziewałaś się jakichś bzdetów w stylu głupawej objazdowej komedyjki na walentynki?

      • 5 0

    • A jaki jest pierwiastek męskości według ciebie. Liczy się tylko to, że jesteśmy ludźmi. Męskość i kobiecość to wytwór kultury, cechy i role narzucone przez społeczeństwo.

      • 5 1

  • męskość w tradycyjnym znaczeniu kłoci się z oczekiwaniami

    facet ma być kochającym tatusiem, partnerem, kucharką i sprzątaczką, ale chyba zapominamy jak to wyglądało jeszcze kilkadziesiąt lat temu; kobieta zajmowała się domem i dziećmi, nie pracowała, nie miała własnych pieniędzy, nie miała praw wyborczych, przemoc domowa była normą. Ale wówczas mężczyzna był rycerski, szarmancki itd. No to albo, albo.

    • 8 4

  • (7)

    Nie ma żadnego kryzysu męskości. To wspóczesny , agresywny feminizm stworzył nową kobietę - babochłopa. Twór taki odstrasza mężczyzn i w dłuższej perspektywie jest zamachem na instytucję rodziny. To celowe działanie międzynarodowego lewactwa, które za cel obrało sobie zniszczenie tradycyjnych wartości. Dziewczyny bądźcie kobiece, bo będziecie same!

    • 12 13

    • (2)

      Zgadzam się, że to agresywny feminizm jest tutaj głównym winowajcą, niemniej jednak kryzys męskości istnieje i jest objawem zagubienia mężczyzn w tym coraz bardziej feministycznym (babochłopowym) świecie.

      • 4 3

      • (1)

        Agresywny feminizm to wynik agresywnego patriarchalizmu, który tłamsił kobiety od zarania ludzkości.

        • 3 3

        • Agresywny feminizm to wynik mieszanki dobrobytu, lewicowej propagandy i rzeczywistych bądź urojonych problemów niektórych kobiet z samą sobą. W skrócie: widzą one w mężczyznach rywali zamiast partnerów. Dały sobie wmówić, że męskie zajęcia są lepsze niż kobiece. Odrzucają oczywistą i naturalną prawdę, że mężczyzna i kobieta zostali tak stworzeni, żeby się uzupełniać, a nie ze sobą walczyć. Różne - i podobne na całym świecie, niezależnie od kultur - role kobiet i mężczyzn wynikają nie z "patriarchatu", tylko z naturalnych predyspozycji każdej z płci. Oczywiście wszędzie zdarzają się wyjątki - stąd "od zarania ludzkości" nie brakuje kobiet-przywódców czy wojowniczek lub mężczyzn niesprawdzających się w takich właśnie rolach. I to jest zupełnie normalne. Problem w tym, że dla feministek zły mężczyzna stał się przekonującym wytłumaczeniem życiowych porażek lub niespełnionych oczekiwań, lansowanych przez lewicę w imię rzekomej równości. A takiej równości między płciami nie ma (tak jak nie ma równości ekonomicznej między ludźmi). Tkwienie w feministycznej ideologii tylko nasila niespełnienie kobiety i jej frustrację, co tworzy błędne koło i samouzasadnia dalszą walkę z płciowym uciskiem. Skąd my to znamy - w końcu im bliżej komunizmu, tym walka klas się zaostrza...

          • 4 4

    • (1)

      Kolejny nawiedzony, który za całe zło świata obarcza "międzynarodowe lewactwo". Tak jakby "międzynarodowe prawactwo" było w czymś lepsze...

      • 8 5

      • incele tak mają.

        • 2 1

    • posłanka Pawłowicz jest idealnym przykładem

      • 1 2

    • Mamy być służącymi dla jakichś tępych i**otów i służyć im jako worki do spustu?

      Bo tak chce kościółek? Czemu dziewczyny mają porzucać swoje aspiracje? Czemu niby mamy zgadzać się, żeby być uległymi niewolnicami dla jakichś niedomytych pajaców? To nie średniowiecze. Nasze przyszłe rodziny potrzebują silnych i odpowiedzialnych facetów, a nie rozmemłanych buraczarzy, maminsynków czy psychopatów,których w Polsce jest coraz więcej. Chcesz być uległą laleczką tp twoja sprawa. Nie narzucaj tego innym.

      • 0 0

  • rodzicielstwo leczy (1)

    Kryzys męskości? Kryzys kobiecości? Kiedy kobieta urodzi dziecko i musi być z nim przez 100% swojego czasu, a mężczyzna zajmuje się ich utrzymaniem i ochroną, to nie ma czasu na kryzysy. Każdy wie kim teraz jest. Jak człowiek ma za dużo czasu i nie umie go dobrze wykorzystać, to zaczyna sobie wymyślać. Jak dobrze to opisze, to powstaje sztuka, lub rozprawa filozoficzna, a jak tylko się rozemocjonuje, bez analizy, no to mamy kryzys :)

    • 2 3

    • Piszesz głupoty. Po pierwsze - nie każdy chce być rodzicem (serio!). Po drugie - nie każdy może (mimo że chce!) być rodzicem. Po trzecie - dziecko (w opisanym przez Ciebie przypadku) ma dwoje rodziców: matkę i ojca, więc dlaczego to kobieta ma 100% czasu spędzać z nim? Dziecko należy tylko do kobiety? To jej fanaberia czy o co chodzi? Kto tak ustalił? Wyjaśnij, co rozumiesz przez słowo "ochrona" wykonywana przez mężczyznę na rzecz kobiety i dziecka. O ile się nie mylę, w Polsce mamy taką sytuację, że nie trzeba stać pod domem z bronią palną i odstraszać innych ludzi czy zwierzęta. Piszesz o jakimś skrajnie patriarchalnym modelu życia, który niektórym odpowiada, jednak cała reszta ludzi buntuje się przed narzucaniem go jako jedynego obowiązującego modelu życia. Poza tym - jaki to ma związek z tym spektaklem?

      • 2 1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Rozrywka

Restauratorzy przeciwni obostrzeniom
Restauratorzy przeciwni obostrzeniom
Jemy na mieście: Vidokówka w Oliwie - widok i smak
Jemy na mieście: Vidokówka w Oliwie

Kulinaria

Jemy na mieście: Vidokówka w Oliwie - widok i smak
Jemy na mieście: Vidokówka w Oliwie
Ogródki restauracyjne jesienią. Sposób na wydłużenie sezonu?
Podgrzewacze na tarasach przedłużą sezon

Sprawdź się

Najdłuższy festiwal teatralny w Trójmieście to:

 

Najczęściej czytane