• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

Potężne zakończenie udanej Gdańskiej Jesieni Pianistycznej

Ewa Palińska
26 listopada 2022, godz. 10:30 
Opinie (13)
Tegoroczna edycja Gdańskiej Jesieni Pianistycznej zapisze się na kartach historii jako jedna z najbardziej udanych. Tegoroczna edycja Gdańskiej Jesieni Pianistycznej zapisze się na kartach historii jako jedna z najbardziej udanych.

Tegoroczna edycja Gdańskiej Jesieni Pianistycznej zapisze się na kartach historii jako jedna z najbardziej udanych. Podczas koncertu finałowego, który odbył się w piątkowy wieczór w Filharmonii Bałtyckiej, Aleksander Gawryluk, uważany za współczesnego Horowitza, skradł serca słuchaczy subtelną interpretacją Koncertu fortepianowego a-moll op. 54 Roberta Schumanna, a Orkiestra PFB pod dyr. Daniela Smitha brawurowym wykonaniem monumentalnej II Symfonii Alfreda Caselli. Owacjom nie było końca, a podczas rozmów kuluarowych słuchacze zapewniali, że długo będą wracali pamięcią do znakomitych recitali, jakie wcześniej zagrali m.in.: Kate Liu, Leszek Możdżer, Szymon Nehring czy Maciej Gański, a także koncertów symfonicznych z udziałem Leonory Armellini i Aleksandra Korsantii.



Muzyka poważna w Trójmieście - Kalendarz imprez



Gdańska Jesień Pianistyczna to festiwal, który od lat cieszy się ogromnym zainteresowaniem. W programie tegorocznej edycji, która odbyła się w dn. 4-25 listopada, znalazły się trzy koncerty symfoniczne i siedem recitali. Melomani mieli okazję usłyszeć fortepian w przeróżnych odsłonach i konfiguracjach brzmieniowych, a także wysłuchać kompozycji Chopina wykonywanych na instrumencie historycznym.

Po co orkiestrze dyrygent? Odkrywamy kulisy pracy filharmoników Po co orkiestrze dyrygent? Odkrywamy kulisy pracy filharmoników

Aleksander Gawryluk skradł serca słuchaczy od pierwszej chwili. Aleksander Gawryluk skradł serca słuchaczy od pierwszej chwili.

Zachwycający "poeta fortepianu" i dyrygent, który "nie nadążał"



W piątkowy wieczór, 19 listopada, odbył się koncert wieńczący tegoroczną edycję GJP. Trójmiejskiej publiczności zaprezentował się Aleksander Gawryluk, który oczarował słuchaczy emocjonalną, aczkolwiek bardzo subtelną interpretacją Koncertu fortepianowego a-moll op. 54 Roberta Schumanna. Całość była daleka od ideału, niemniej solisty - jak zwykle zresztą - słuchałam z ogromną przyjemnością.

Gawryluk wypracował sobie unikatowe brzmienie. Jest bardzo drobiazgowy, perfekcyjny technicznie i wykazuje wyraźne preferencje do tego, czego większość pianistów z reguły unika, a więc grania cicho nawet długich nut i w wolnym tempie. Jego Schumann był klimatyczny, nastrojowy, pianista zachwycał frazowaniem i budowaniem oraz rozładowywaniem napięcia. Pewniej czuł się w niższych zakresach dynamicznych, decydując się na fortissimo jedynie sporadycznie. Prawdziwy "poeta fortepianu", jak nazwała go jedna ze słuchaczek.

Aleksander Gawryluk nie jest typem artysty, który zamyka się w swoim świecie, oczekując, że orkiestra "jakoś go złapie". Jest nastawiony na wspólne muzykowanie, dlatego nieustannie pozostaje w kontakcie z dyrygentem i chce prowadzić z orkiestrą dialog. Tym razem nie było mu to dane, bo prowadzący gdańskich filharmoników Daniel Smith wysyłanych przez pianistę sygnałów zdawał się nie odczytywać. Prowadził orkiestrę topornie, nie dając jej szansy na wejście w interakcję z solistą. A szkoda, bo Orkiestra PFB była w znakomitej formie, czego dowodem były chociażby przepiękne solówki. Australijski dyrygent postawił jednak na szatkowanie, zamiast na prowadzenie narracji. Publiczność okazała się jednak wyrozumiała i nagrodziła solistę długimi, zasłużonymi brawami. Ten, dziękując za tak ciepłe przyjęcie, odwdzięczył się słuchaczom niesamowitym bisem - finezyjną interpretacją Nokturnu Des-dur op.27 nr 2 Fryderyka Chopina. Tego samego, który wzbogacił ścieżkę dźwiękową do słynnego serialu "Ślepnąc od świateł".

Polska premiera monumentalnej symfonii



Rzadko kiedy się zdarza, żeby premierowe dzieło zostało tak entuzjastycznie przyjęte przez publiczność. Tymczasem chwilę po tym, jak wybrzmiał ostatni dźwięk II Symfonii c-moll op. 12 włoskiego kompozytora Alfreda Caselli, rozległy się takie owacje, jakie na widowni Polskiej Filharmonii Bałtyckiej zdarzają się nieczęsto.

Utwór ten został skomponowany w latach 1908-09, ale w Polsce do tej pory podobno nie był wykonywany. Został rozpisany na potężny skład, m.in. 3 klarnety, 4 fagoty, 2 harfy, bogaty zestaw instrumentów perkusyjnych, a nawet organy. Tak potężne brzmienie potrafi zrobić ogromne wrażenie i tak właśnie było w piątkowy wieczór.

Jak wspomniałam, orkiestra była w znakomitej formie, więc każdy z przepięknych motywów, którymi ta symfonia była naszpikowana, wybrzmiał znakomicie. Tak olbrzymi aparat wykonawczy daje jednak ogromne możliwości interpretacyjne, których dyrygent Daniel Smith nie wykorzystał. A przecież nawet podczas wielkich pokazów fajerwerków przez cały czas światełka nie lecą jednocześnie, tylko wystrzały są stopniowane i różnicowane. Tutaj efekt był taki, jakby wszystko, co dyrygent miał do dyspozycji, wystrzeliło w jednej chwili i strzelało nieustannie aż do zakończenia. To robi wrażenie, czego dowodem były niesamowicie gromkie i entuzjastyczne owacje po zakończeniu. Moim zdaniem jednak potencjał nie został wykorzystany, bo dyrygent postawił na brawurę zamiast na muzykowanie.

Zamarzyło mi się, żeby ten utwór powrócił do repertuaru Orkiestry Polskiej Filharmonii Bałtyckiej, ale w interpretacji jej szefa artystycznego, Georga Cziczinadze. On posiadł umiejętność dyrygowania tak potężnym składem do perfekcji. I jestem pewna, że pod jego batutą mielibyśmy taki show, że orkiestra bisowałaby do białego świtu.

Oklaski na koncertach. Czy spontaniczne brawa naprawdę przeszkadzają artystom? Oklaski na koncertach. Czy spontaniczne brawa naprawdę przeszkadzają artystom?

Dyrygent Daniel Smith nie zaliczy tego wieczoru do udanych. Dyrygent Daniel Smith nie zaliczy tego wieczoru do udanych.

Niesamowicie udana edycja Gdańskiej Jesieni Pianistycznej



W przerwie koncertu, zapytana o wrażenia, powiedziałam, że jest to najsłabszy koncert tegorocznej Gdańskiej Jesieni Pianistycznej. Nie miałam jednak na myśli tego, że był to koncert zły, bo był znakomity. Po prostu poziom w tym roku był tak wysoki, że trudno przebić wcześniejsze prezentacje nawet tak wybitnemu wirtuozowi jak Aleksander Gawryluk.

Niesamowicie mocna była inauguracja, podczas której z II Koncertem fortepianowym f-moll op. 21 zmierzył się przebojowy i energetyczny Aleksander Korsantia. W kontrze do tego wykonania można postawić występ Leonory Armellini, która skradła serca publiczności swoją eteryczną i jakże subtelną w dźwięku interpretacją I Koncertu fortepianowego e-moll op. 11. Temperamentna Włoszka i subtelny dźwięk brzmią jak oksymoron, a jednak to znak rozpoznawczy laureatki konkursu szopenowskiego, którą tak pokochała publiczność.

Znakomite były również recitale. Kate Liu najpierw tak sentymentalnie podeszła do twórczości Fryderyka Chopina, że wprawiła słuchaczy w totalną błogość, a potem rozbudziła publiczność charyzmatyczną i pełną wigoru interpretacją Sonaty fortepianowej nr 3 f-moll, op. 5 Johannesa Brahmsa. Tomasz Ritter zaprezentował natomiast w brawurowym stylu brzmienie fortepianu historycznego.

Nie lada gratką dla miłośników pianistyki był recital Macieja Gańskiego, podczas którego artysta zaprezentował etiudy z zeszytu 2-go Philipa Glassa. Kompozycje dobrze znane z nagrań płytowych i uwielbiane przez melomanów, jednak niemal niewykonywane na naszym lokalnym gruncie.

Szymon Nehring i Leszek Możdżer wystąpili jak zawsze - zagrali tak dobrze, że publiczność nie posiadała się z zachwytu. Organizatorom Gdańskiej Jesieni Pianistycznej należą się ogromne gratulacje.

Wydarzenia

Gdańska Jesień Pianistyczna

muzyka poważna, festiwal muzyczny

GJP: Koncert symfoniczny - Alexander Gavrylyuk

muzyka poważna

Miejsca

Zobacz także

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (13)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Wystawa Truso - legenda Bałtyku

wystawa

Trend Book 2022

wystawa

Moda i reklama w PRL-u

wystawa

Sprawdź się

Sprawdź się

Która spośród oper, prezentowanych w ostatnich latach w Gdańsku, pokazana została premierowo w 1950 roku i jest uważana za początek działalności Opery Bałtyckiej?

 

Najczęściej czytane