• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

Po co orkiestrze dyrygent? Odkrywamy kulisy pracy filharmoników

Ewa Palińska
19 kwietnia 2022, godz. 07:00 
Opinie (49)

Na czym polega praca dyrygenta? Zapytaliśmy o to Roberta Kabarę - skrzypka, altowiolistę, dyrygenta i pedagoga.

To, jak coś zagrać, muzycy mają zapisane w nutach. Na dyrygenta, który stoi przed orkiestrą, mało kto patrzy, bo przecież artyści są wpatrzeni w nuty. Zdarza się też, że jakiś dyrygent prawie się nie rusza, a inny tak macha batutą, że trudno doszukać się w tym logiki. Po co zatem orkiestrze dyrygent? Postanowiliśmy poszukać odpowiedzi na to pytanie podczas próby Orkiestry BalticAlians, prowadzonej przez znakomitego polskiego dyrygenta, skrzypka, altowiolistę i pedagoga, Roberta Kabarę.



Większa grupa potrzebuje lidera



Bywasz czasem na koncertach muzyki poważnej w filharmonii?

Wyobraźcie sobie, że idziecie na zajęcia z zumby, a instruktor stwierdza, że skoro układ wam pokazał na poprzednich zajęciach, to dziś możecie poćwiczyć sami. Nie włącza muzyki, która wyznaczy tempo ćwiczeń, nie daje sygnału do startu. Kilkadziesiąt osób, które znajdują się na parkiecie, ma sobie radzić na własną rękę. Nie uda się? Ależ uda. Wypracują swój sposób, być może wyznaczą innego lidera, będą posiłkowali się patrzeniem na siebie wzajemnie, ale układ wykonają.

Z orkiestrą jest podobnie. W nutach z reguły znajduje się większość informacji potrzebnych do wykonania dzieła. I muzycy sobie poradzą, tak jak radzili sobie, zanim "wymyślono" dyrygenta (postawiono go na czele orkiestry dopiero kilka wieków temu). Z jakiegoś względu jednak zatrudnia się człowieka do tego, żeby machał tą swoją czarodziejską różdżką i wykonywał dziwne ruchy przed muzykami. I z jakiegoś względu muzycy grający w takim samym składzie, z tych samych nut, pod batutą różnych dyrygentów potrafią brzmieć skrajnie różnie. Gdzie tkwi sekret?

  • Każdy dyrygent ma w zanadrzu szeroki wachlarz ruchów, pod którymi kryją się konkretne komunikaty. Im lepiej orkiestra je odczyta i zrealizuje, tym owocniejsza okaże się współpraca. Na zdj. Robert Kabara podczas próby z Orkiestrą Kameralną BalticAlians.
  • Georg Cziczinadze, dyrektor artystyczny orkiestry Polskiej Filharmonii Bałtyckiej, należy do tej grupy dyrygentów, którzy przykuwają uwagę publiczności swoim teatralnym sposobem dyrygowania.
  • Każdy dyrygent ma w zanadrzu szeroki wachlarz ruchów, pod którymi kryją się konkretne komunikaty. Im lepiej orkiestra je odczyta i zrealizuje, tym owocniejsza okaże się współpraca. Na zdj. Robert Kabara podczas próby z Orkiestrą Kameralną BalticAlians.
  • Każdy dyrygent ma w zanadrzu szeroki wachlarz ruchów, pod którymi kryją się konkretne komunikaty. Im lepiej orkiestra je odczyta i zrealizuje, tym owocniejsza okaże się współpraca. Na zdj. Robert Kabara podczas próby z Orkiestrą Kameralną BalticAlians.
  • Każdy dyrygent ma w zanadrzu szeroki wachlarz ruchów, pod którymi kryją się konkretne komunikaty. Im lepiej orkiestra je odczyta i zrealizuje, tym owocniejsza okaże się współpraca. Na zdj. Robert Kabara podczas próby z Orkiestrą Kameralną BalticAlians.
  • Każdy dyrygent ma w zanadrzu szeroki wachlarz ruchów, pod którymi kryją się konkretne komunikaty. Im lepiej orkiestra je odczyta i zrealizuje, tym owocniejsza okaże się współpraca. Na zdj. Robert Kabara podczas próby z Orkiestrą Kameralną BalticAlians.
  • Każdy dyrygent ma w zanadrzu szeroki wachlarz ruchów, pod którymi kryją się konkretne komunikaty. Im lepiej orkiestra je odczyta i zrealizuje, tym owocniejsza okaże się współpraca. Na zdj. Robert Kabara podczas próby z Orkiestrą Kameralną BalticAlians.
  • Każdy dyrygent ma w zanadrzu szeroki wachlarz ruchów, pod którymi kryją się konkretne komunikaty. Im lepiej orkiestra je odczyta i zrealizuje, tym owocniejsza okaże się współpraca. Na zdj. Robert Kabara podczas próby z Orkiestrą Kameralną BalticAlians.
  • Każdy dyrygent ma w zanadrzu szeroki wachlarz ruchów, pod którymi kryją się konkretne komunikaty. Im lepiej orkiestra je odczyta i zrealizuje, tym owocniejsza okaże się współpraca. Na zdj. Robert Kabara podczas próby z Orkiestrą Kameralną BalticAlians.

Koncert to tylko wisienka na torcie. Praca dyrygenta zaczyna się wcześniej



Dyrygent nie tylko pokazuje, kiedy zacząć i kiedy skończyć. Przekazuje też orkiestrze swój pomysł na interpretację, a więc to, co sprawia, że ten sam utwór w wykonaniu tych samych muzyków raz nas zachwyci, a kiedy indziej nie zrobi na nas żadnego wrażenia.

Czasem o tym, czy będzie to wykonanie genialne, decydują detale - w jednym momencie dyrygent pokaże, żeby zagrać ciszej, gdzieś indziej głośniej, tu zwolni, tam przyspieszy . Jeśli jego ruchy są zrozumiałe dla orkiestry i obie strony są ze sobą w dobrej komitywie, dyrygent ma większą swobodę w tym zakresie i podczas koncertu może spontanicznie poprosić o zrobienie czegoś, czego na próbie nie ćwiczono. Na przykład nagle zwolnić, bądź zagrać bardzo głośno, żeby zaskoczyć publiczność.

Dyrygent może też stosować bardziej zaawansowane innowacje, przekładające się na brzmienie utworu, jak np. inne niż zazwyczaj rozstawienie instrumentów na scenie.

  • Instrukcję wykonania utworu muzycy mają na swoich pulpitach. Interpretacja tych zapisów leży w gestii dyrygenta.
  • Instrukcję wykonania utworu muzycy mają na swoich pulpitach. Interpretacja tych zapisów leży w gestii dyrygenta.
  • Instrukcję wykonania utworu muzycy mają na swoich pulpitach. Interpretacja tych zapisów leży w gestii dyrygenta.
  • Instrukcję wykonania utworu muzycy mają na swoich pulpitach. Interpretacja tych zapisów leży w gestii dyrygenta.
  • Instrukcję wykonania utworu muzycy mają na swoich pulpitach. Interpretacja tych zapisów leży w gestii dyrygenta.

Dyrygent rozwieje wszelkie wątpliwości



Często swoje uwagi do konkretnego utworu dyrygent przekazuje orkiestrze jeszcze zanim się spotkają, żeby muzycy mogli ćwiczyć według jego wytycznych. Oszczędza się dzięki temu bardzo dużo czasu.

Jak wyglądają próby? Wróćmy na chwilę do tej naszej zumby. Zanim cała sala nauczy się układu i będzie w stanie wykonać go bez instruktora, trzeba się tego układu nauczyć i perfekcyjnie go dopracować. Instruktor pokazuje kolejne ruchy, nadzorując jednocześnie, czy wszyscy "ogarniają" i nadążają. Jeśli trzeba, przerywa w trakcie i koncentruje się na ćwiczeniu tego, co problematyczne. Kiedy wszyscy układu się nauczą, zbiera to w całość i szlifuje detale.

Tak też wygląda próba orkiestry. Rola dyrygenta jest analogiczna do roli instruktora. Nie tylko daje sygnał do rozpoczęcia i zakończenia, ale też nadzoruje to, czy wszystkie instrumenty grają tak, jak powinny. Jeśli nie, przerywa i odsyła np. do pracy w sekcjach (mniejszych grupach).

To, co i jak grać, muzycy mają zapisane w nutach. Nie mają problemu, żeby zagrać konkretny dźwięk, jeśli jest wyraźnie widoczny na pięciolinii. Trudniej z realizacją tempa, głośnością, zwolnieniem i przyspieszeniem. Nawet jeśli to wszystko jest zapisane, każdy może oznaczenia interpretować inaczej. A jeśli tak się stanie, całość się nie zepnie. I tu wkracza dyrygent, pokazując, jakie ma być tempo, jak głośno grać. Interweniuje, kiedy jakieś instrumenty grają za głośno, wyciąga dźwięk tych, które mają np. solo.

Dyrygować można wszystkim, nawet brwiami. Leonard Bernstein prowadzi wykonanie Symfonii nr. 88 Haydna z - dosłownie - założonymi rękami.

Dyrygować można wszystkim, a nawet wcale



- Sztuka dyrygowania polega na tym, by wiedzieć, kiedy przestać dyrygować, aby orkiestra mogła grać - Herbert von Karajan.
Atrybutem dyrygenta jest batuta. Dyrygent macha nią jak czarodziejską różdżką i nie robi tego wcale po to, żeby wyglądać głupio czy ekscentrycznie. Z reguły każdy taki ruch ma wywołać konkretną reakcję, a sam "patyczek" jest przedłużeniem ręki dyrygenta. Jeśli skład jest duży, za pomocą batuty dyrygentowi łatwiej jest po prostu pokazać pewne rzeczy bardziej precyzyjnie.

Batuta nie jest jednak gadżetem do dyrygowania niezbędnym i nie zawsze zobaczymy ją w rękach dyrygentów. Teorii spiskowej się jednak nie doszukujmy - tu chodzi wyłącznie o wygodę i skuteczność komunikacji. Jeśli ktoś ma ochotę dyrygować bez gadżetów, to po prostu to robi. Jeśli lubi natomiast coś mniejszego, może dyrygować nawet wykałaczką, jak zwykł to robić Walerij Giergijew - rosyjski mistrz batuty (a w zasadzie wykałaczki), który ostatnimi czasy popadł w niełaskę z uwagi na swoją przyjaźń z Putinem.

Można też, jak ma w zwyczaju Daniel Barenboim, dyrygować ledwie skinieniem, bądź bardzo ekspresyjnie i widowiskowo, jak ma w zwyczaju Georg Cziczinadze, dyrektor artystyczny orkiestry Filharmonii Bałtyckiej.

Można dyrygować nawet brwiami, czego pokaz dał Leonard Bernstein, albo nie dyrygować wcale. Orkiestra sobie poradzi.

W wiedeńskim muzeum Haus der Musik każdy może sprawdzić, czy dyrygowanie to prosta sprawa. Wystarczy stanąć przed specjalnym ekranem, z którego spoglądają gotowi do gry Filharmonicy Wiedeńscy, chwycić kontroler w formie batuty i dać się ponieść muzyce. Jeśli zrobisz to źle, orkiestra przerwie swój występ.

Muzycy nie patrzą na dyrygenta?



Czy to prawda, że muzycy podczas koncertu nie patrzą na dyrygenta? To prawda, ale tylko po części, bo system komunikacji orkiestrowej jest tak skonstruowany (zakładając, że funkcjonuje poprawnie), że zachowuje się łączność z dyrygentem nawet wówczas, kiedy się na niego nie patrzy.

Muzycy słuchają się wzajemnie. Łącznikiem pomiędzy dyrygentem a orkiestrą jest najczęściej koncertmistrz skrzypiec (osoba znajdująca się na scenie najbliżej dyrygenta, po lewej stronie). To jemu zwyczajowo dyrygent podaje rękę w pierwszej kolejności przed rozpoczęciem i po zakończeniu koncertu.

Jeśli przypatrzycie się koncertmistrzowi podczas koncertu to zauważycie, że gra inaczej niż pozostali skrzypkowie - bardziej zamaszyście, sugestywnie. Jakby nieustannie coś pokazywał. Bierze na siebie odpowiedzialność np. wtedy, kiedy dyrygent jest zwyczajnie słaby, bądź jego ruchy są dla orkiestry całkowicie niezrozumiałe.

Muzycy patrzą na dyrygenta wtedy, kiedy tego potrzebują - kiedy np. mają zagrać solo, kiedy zbliżają się do miejsca, w którym ma nastąpić zwolnienie, bądź kiedy nadchodzi fragment, w którym nastąpi podkręcenie bądź zmniejszenie głośności (żeby wiedzieć, o ile ciszej czy głośniej powinni zagrać). Dzięki temu, że w różnych momentach różne osoby na dyrygenta zerkają, udaje się przez cały występ utrzymać kontakt "z bazą", nie przerywając grania. Bo czego się nie dopatrzy, weźmie się na słuch.

Muzycy nie patrzą na dyrygenta? Ależ patrzą, tylko robią to bardzo dyskretnie. Na zdj. Orkiestra Kameralna BalticALians wpatrzona w Roberta Kabarę. Muzycy nie patrzą na dyrygenta? Ależ patrzą, tylko robią to bardzo dyskretnie. Na zdj. Orkiestra Kameralna BalticALians wpatrzona w Roberta Kabarę.

Orkiestra zagra bez dyrygenta, ale nie musi



Dyrygent pomaga przygotować program, a później jak najlepiej go wykonać. Czuwa nad przebiegiem koncertu i interweniuje, kiedy coś się sypie.

Zdarza się na przykład, że soliści w żaden sposób nie współpracują - pochłonięci są realizowaniem własnej wizji. Orkiestra ma jednak za zadanie im akompaniować. Wtedy dobry dyrygent musi poprowadzić muzyków tak, aby podłożyć ich grę idealnie pod partię solisty.

Zdarzają się też dyrygenci "grający na orkiestrę", czyli dyrygujący byle jak z nadzieją, że orkiestra za nich zrobi robotę. Są też tacy, którzy niechlujnym dyrygowaniem chcą przykryć fakt, że się nie przygotowali (tym razem przerzucając prowadzenie na koncertmistrza). Mamy jednak nadzieję, że ani publiczność, ani orkiestra, nigdy się na takiego nie natkną. Szczerze życzę tego nam wszystkim.

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (49)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Do DNA

wystawa

Pobożni i cnotliwi. Dawni gdańszczanie w zwierciadle sztuki

wystawa

Kolekcja w działaniu

wystawa

Sprawdź się

Sprawdź się

W jakiej miejscowości nie ma oddziału Muzeum Narodowego w Gdańsku?