Wiadomości

Urocza baśń z akrobacjami w tle - recenzja "Pinokia" Opery Bałtyckiej

"Pinokio" jest udaną próbą przywrócenia Operze Bałtyckiej repertuaru dziecięcego. Zobacz fragment spektaklu.


Pierwszej tanecznej produkcji Opery Bałtyckiej po rewolucji w zespole tanecznym Opery towarzyszyły wielkie oczekiwania. Nowy zespół Baletu spełnia je, przekonując, że oprócz tanecznych, tkwią w nim duże możliwości aktorskie i pantomimiczne. Doskonale wypada przede wszystkim Oleksandr Khudimov, wręcz stworzony do tytułowej roli. Szkoda tylko, że barwny, niezwykle plastyczny i działający na wyobraźnię "Pinokio" zawiera niewiele elementów tańca klasycznego.



Spektakl jest autorską propozycją Giorgio Madii, który prozę Carlo Collodiego we własnej adaptacji wystawił po raz pierwszy. "Pinokio" pomyślany został jako spektakl familijny, czytelny zarówno dla uczniów klas podstawowych, jak i gimnazjalnych i właśnie wśród dzieci i młodzieży upatrywać należy głównych adresatów przedstawienia. Chociaż włoski choreograf nazywa je komedią baletową, trudno postrzegać "Pinokia" w tych kategoriach. Z komedii bowiem "Pinokio" Opery Bałtyckiej odziedziczył głównie lekkość, energię i dziecięcą naiwność, z jaką ze światem mierzy się chłopiec z drewna oraz pojedyncze epizody (m.in. niezdarne próby nauki chodzenia czy postaci lekarek zajmujących się Pinokiem). Z baletu zaś przede wszystkim partię Wróżki, wykonaną przez jedną z liderek zespołu, Beatę Gizę.

Relacja Pinokia (Oleksandr Khudimov, z lewej) a biednym Dżepettem (Filip Michalak) jest odbiciem typowych relacji ojca i syna, zaś ich wspólny taniec w początkowej fazie spektaklu zapowiada akrobatyczne niespodzianki w dalszej części.
Relacja Pinokia (Oleksandr Khudimov, z lewej) a biednym Dżepettem (Filip Michalak) jest odbiciem typowych relacji ojca i syna, zaś ich wspólny taniec w początkowej fazie spektaklu zapowiada akrobatyczne niespodzianki w dalszej części. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
Spośród wielu przygód drewnianego chłopca wybrano i wiernie przedstawiono te najważniejsze, choć nie obyło się bez delikatnych modyfikacji. W wersji Giorgio Madii Pinokio nie jest złośliwy wobec swojego ojca, za to - jak to dzieciak - ma słomiany zapał, szybko się nudzi, buntuje się wobec woli rodzica i z wielką naiwnością podchodzi do otaczającego go świata. Nieco złagodzono bardziej drastyczne przygody bohatera: dlatego Gadający Świerszcz nie straci życia po spotkaniu z chłopcem, zaś on sam nie traci nóg przez trzymanie ich zbyt blisko ognia i nie trafi do niewoli Dyrektora Cyrku. Mocno uproszczono również wątek odnalezienia Dżepetta w brzuchu wielkiej ryby.

Centralnym punktem scenografii Stephana Mannteuffela jest wielka przesuwana na kółkach konstrukcja, nawiązująca wyglądem do kawałka drewna, z którego wystrugany jest Pinokio oraz warsztatu jego ojca Dżepetta. Konstrukcja ta służy też m.in. za plac zabaw w Krainie Zabawy (nazwanej tu Wyspą Przyjemności), dom Wróżki pomagającej chłopcu czy teatr marionetek. Wprawdzie użyte w spektaklu multimedia (przygotowane przez Michała Lewandowskiego) nie są specjalnie nowatorskie, zwłaszcza w momentach "interakcji" z tancerzami, stanowią jednak intuicyjne uzupełnienie obrazu spektaklu.

Do muzycznej ilustracji przygód Pinokia Madia wybrał 15 filmowych utworów skomponowanych przez Nino Rotę, z głębokim, żywym, wesołym brzmieniem, często urozmaicanym wybijającym się ponad linię melodyczną dźwiękiem dzwonków, werbli czy instrumentów dętych. Choreografia przygotowana została w ten sposób, by tancerze wchodzili w dialog z muzyką, reagując na wszelkie zmiany tempa i nastroju oraz liczne muzyczne ozdobniki.

Klasą sam dla siebie jest Oleksandr Khudimov w tytułowej roli (po prawej), jednak duże słowa uznania należą się całemu zespołowi Baletu Opery Bałtyckiej za bardzo dokładną grę gestem i mimiką.
Klasą sam dla siebie jest Oleksandr Khudimov w tytułowej roli (po prawej), jednak duże słowa uznania należą się całemu zespołowi Baletu Opery Bałtyckiej za bardzo dokładną grę gestem i mimiką. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
O sukcesie spektaklu przesądza Oleksandr Khudimov, dla którego rola Pinokia może być przełomowym punktem kariery. Ten solista gdańskiego Baletu nie miał dotąd szansy pokazać w Operze Bałtyckiej pełni swojego talentu. Jako Pinokio Khudimov ujmuje od pierwszych chwil na scenie, gdy jego bohater niezdarnie uczy się poruszać, a tancerz zachwyca dopracowanym, marionetkowym ruchem i świetnym przygotowaniem gimnastycznym, czego najwięcej dowodów znajdziemy nieco później, podczas zabawy na Wyspie Przyjemności. Akrobacje, jakie wykonuje tam kilkoro tancerzy na trampolinie, w połączeniu z żywiołową, urozmaiconą choreografią zabawy, obejmującą cały zespół, budzą wielkie uznanie i tworzą najbardziej efektowną scenę spektaklu. Jednak umiejętności Khudimova pomimo wysmakowanych wizualnie i tanecznie sekwencji zbiorowych często nie pozwalają oderwać od niego oczu. Pinokio jest kreacją kompletną, perfekcyjną w każdym wymiarze - od ruchu, przez mimikę, po sposób poruszania się, w którym odnajdziemy młodzieńcze zniecierpliwienie, żywiołowość czy witalność. To bohater od razu zjednujący sobie widza.

Nie oznacza to, że pozostali tancerze nie wykorzystują swoich szans. Doskonale w roli Wróżki w jedynej typowo baletowej partii wypada Beata Giza, która swojej bohaterce daje zwiewność i oniryczną wręcz lekkość podczas tańca na pointach. Zapadają w pamięć ciekawe role Kota (Sayaka Haruna-Kondracka) i Lisa (Bartosz Kondracki), z bogatą, efektowną choreografią podczas próby kradzieży pieniędzy Pinokia. Wiele wdzięku mają groteskowe lekarki (Agnieszka Wojciechowska, Min Kyung LeeMagdalena Negowska). Sympatię budzi również poczciwy Dżepetto w wykonaniu Filipa Michalaka.

Jednak to, co zaskakuje najbardziej, to bardzo czytelna, dopracowana w najdrobniejszym szczególe gra aktorska z pogranicza pantomimy w wykonaniu całego zespołu. Każdy gest jest wyraźny i czytelny, każdy mina pełna ekspresji. Przy dużej dbałości choreografa o detale oznacza to w efekcie ciekawe, zrozumiałe w przekazie przedstawienie. I chociaż dynamika i żywiołowość scen zbiorowych maskują drobne niedociągnięcia techniczne, widać, że w tancerzach drzemią spore możliwości.

Głównym elementem scenografii spektaklu jest wielofunkcyjna konstrukcja przypominająca wielki kawałek drewna, symbolizujący zarówno stolarnię Dżepetta, jak i formę, z jakiej powstał Pinokio.
Głównym elementem scenografii spektaklu jest wielofunkcyjna konstrukcja przypominająca wielki kawałek drewna, symbolizujący zarówno stolarnię Dżepetta, jak i formę, z jakiej powstał Pinokio. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
Kto jednak liczył, że ujrzy spektakl oparty na tańcu klasycznym lub neoklasyce, może wyjść z Opery ze sporym niedosytem. Kilka podskoków Roberta Tallarigo w roli Ogniojada oraz poruszanie się na pointach lekarek wraz z tańcem Wróżki właściwie wyczerpuje elementy klasyki w tym przedstawieniu. Dużo więcej tu efektownych zbiorowych układów tańca współczesnego i wspomnianej akrobatyki. Oprócz trampoliny, z którą tancerze baletu radzą sobie bardzo dobrze, zaskakuje wejście na scenę Gadającego Świerszcza.

Jednak nie wszystkie elementy teatralnej techniki pojawiają się na scenie wystarczająco sprawnie, by nie zakłócać przebiegu i tempa przedstawienia. Najbardziej kłopotliwy jest wyraźnie niedopracowany montaż i demontaż trampoliny. Naiwnie, na tle pozostałej części widowiska, wypada spotkanie i ocalenie bohaterów, zaś sam finał składa się z dodatkowego, niepotrzebnego z punktu widzenia spektaklu tria, mającego na celu chyba tylko podkreślenie klasy Oleksandra Khudimova, Beaty Gizy i Filipa Michalaka, którzy przecież potwierdzili ją w "Pinokiu" już wcześniej. Z uwagi na młodsze dzieci i natłok scenicznych wrażeń, nie zaszkodziłaby również przerwa w trakcie półtoragodzinnego przedstawienia.

To pierwsza okazja, by przyjrzeć się Baletowi Opery Bałtyckiej w całej okazałości. Ten prezentuje się na scenie bardzo obiecująco.
To pierwsza okazja, by przyjrzeć się Baletowi Opery Bałtyckiej w całej okazałości. Ten prezentuje się na scenie bardzo obiecująco. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
Niemniej jednak sceniczna opowieść na podstawie baśni Carla Collodiego urzeka precyzyjną taneczno-muzyczną kompozycją i plastyką obrazu, umiejętnie wzmocnioną przez scenografię i kostiumy. Wizja Giorgio Madii budzi uznanie w planie ogólnym (bo jest historią z wyraźnym przesłaniem, które będzie czytelne dla młodszych i starszych widzów), natomiast potrafi zachwycać w detalach. Warto śledzić je uważnie, na przykład po to, by zorientować się, że główny bohater w trakcie kolejnych przygód stopniowo traci drewniane elementy kostiumu, aby w odpowiednim momencie w naturalny sposób upodobnić się do pozostałych chłopców.

Na typowy spektakl baletowy w Operze Bałtyckiej musimy jeszcze poczekać (być może uda się takowy wystawić w maju), ale "Pinokio" jest dowodem na to, że Balet Opery Bałtyckiej po zaledwie kilku miesiącach od rewolucji, jaką musiał przejść zakończeniu projektu "Bałtycki Teatr Tańca", stać na bardzo dużo.

Opinie (56)

  • Dobra zmiana (2)

    Wcześniej same unowocześnione niemieckie opery

    • 23 11

    • Ostro

      Przecież teraz na tym świecie to co drugi to pinokio

      • 4 4

    • Kompleks jakiś?

      Niemieckie opery są po prostu dobre.

      • 3 1

  • Piękne

    Coś niesamowitego, sztuka rewelacja, wielkie pokłony dla wszystkich aktorów/akrobatów, naprawdę ogromny szacunek dla załogi, tytułowy Pinokio - rewelacja !!!!!!!!!!!!!!!!

    • 32 5

  • Pinokio- rewelacja!

    W koncu cos dla widzów trójmiasta,spragnionych kulturalnych rezrywek na wysokim poziomie. Zamiast do multikina to rodzinnie do Opery! Serdecznie gratulacje dla tancerzy I ich kierownictwa.
    Widać ogrom pracy ! Spektakl porywajacy

    • 30 6

  • Na szczęście mało klasyki! (3)

    Balet XXI wieku to taniec współczesny, akrobatyka, pantomima a nie nudna klasyka! Klasyka to przeżytek, czas na nowoczesne, innowacyjne choreografie. BRAWO!

    • 13 42

    • Balet jest nieśmiertelny i kolebką innych tańców

      • 19 0

    • Widać, że autor/ka ma nikłe pojęcie o balecie klasycznym.
      Ale kiedyś ktoś mądry powiedział, "im mniejszy rozum, tym większa zarozumiałość".

      • 12 0

    • Jakoś taniec klasyczny wciąż cieszy się uznaniem i świetnie funkcjonuje na największych scenach operowych świata. Aby go docenić trzeba mieć minimalną wiedzę - jak w każdej dziedzinie.

      • 11 0

  • Cudowny spektakl! Bravissimo!

    Rewelacyjna scenografia, genialna muzyka, porywający taniec. Moje serce skradł kot i lis! Wspaniałe widowisko dla dorosłych i dzieci!

    • 32 5

  • No to widzę, że jest zgodnie z obietnicą (1)

    mamy w końcu balet klasyczny :)))

    Oczywiście to zamierzona złośliwość, bo pamiętam jak sporo osób na tym forum wołało, że dobrze że będą zmiany kierownictwa bo trzeba przywrócić w Gdańsku balet klasyczny. Podobnie jak zapowiadano, że będą opery wystawiane w sposób tradycyjny, a nie "unowocześnione" jak za Weissa, a tu już trzecia semi-stage, z czego dwie odgrzewane.
    Śmiać się chce że ludzie dali się nabrać.

    • 24 14

    • stach meloman

      z Warszawy.

      • 2 0

  • Premiera studencka - nie dla studentów (10)

    Zachęcona recenzją (sic!) postanowiłam kupić bilet na przedstawienie 10 marca, anonsowane jako "premiera studencka". Studentką, co prawda, nie jestem od dawna, ale jako wykładowca, teatrolog na dokładkę, lubię chodzić na spektakle dedykowane studentom. Chciałam kupić jeden bilet normalny i jeden ulgowy dla córki. Ku mojemu zdziwieniu Opera przewidziała na ten spektakl garstkę biletów ulgowych, tzw. studenckich, i to tylko w najbardziej odległych rzędach, wyłącznie na skrajnych miejscach. Jeśli tak ma wyglądać współpraca z UG, o której z dumą donosił ostatnio w mediach dyrektor Kunc, to nie wróżę temu przedsięwzięciu sukcesu. Studenci potrzebni są do wypełniania tylnych rzędów? I mają poczuć się w ten sposób pełnoprawnymi, pożądanymi gośćmi? A dzieci - bo w końcu "Pinokio" jest chyba do nich przede wszystkim adresowany - też mają siadać w ostatnich rzędach, czy kupować bilet normalny za 75 zł??!
    Szczerze mówiąc, w ogóle nie rozumiem zasadności ograniczania puli miejsc ulgowych do części widowni, oczywiście tej najmniej atrakcyjnej. Niestety, podobną politykę realizuje Teatr Muzyczny w Gdyni, gdzie bilet ulgowy można kupić jedynie na II balkon. To jakiś absurd!
    A z kupna biletów na "Pinokia" niestety zrezygnowałam.

    • 37 10

    • A ja rozumiem takie rozwiązanie (4)

      To jest coś normalnego - ci co mogą kupić taniej mają gorsze miejsca. Tak jest np. w La Scali w Mediolanie. Może profesorowie uczelni z branży powinni mieć inne przywileje. To już inna para kaloszy. Proponuję jednak wydać na ten bilet normalny - "zaszaleć" i nie rezygnować z oglądania widowiska.

      • 12 6

      • (3)

        Nie dopominam się o przywileje dla siebie, piszę o rozbieżności między "polityką otwarcia" na środowiska akademickie, deklarowaną przez dyrektora w mediach, a rzeczywistą strategią marketingową.
        A sądzi Pan/Pani, że bilet dla dziecka za 75 zł na widowisko, którego jest chyba głównym adresatem, to też dobry pomysł? Bo na ten konkretny spektakl są tylko bilety normalne i kilkanaście biletów studenckich (w ostatnich rzędach).

        • 10 1

        • Student nie jest dzieckiem (2)

          Jako rodzic dorosłych dzieci - studentów, studenci jak chcą to wydadzą 75 zł na bilet za lepsze miejsce. Wszyscy do opery nie chodzą - tylko Ci co się interesują i potrzebują takich doznań. Tak jak tylko znikomy procent bawi się na Sylwestra w lokalach albo chodzi do restauracji na obiad rodzinny w niedzielę. Jeżeli w Gdańsku mieszka 450 tys. ludzi, z tego jeden procent to już jest 4500 osób. Gdybanie: jak do opery będzie chciało pójść na dany spektakl 20% mieszkańców Trójmiasta i okolic - to to jest ok. 150 tys. widzów.

          • 4 1

          • (1)

            Rozmijamy się jakoś - to są dwa różne wątki i dwa pytania. Akurat moje dziecko, dla którego chciałam kupić bilet ulgowy, ma 12 lat. To chyba jeszcze dziecko? Dlaczego nie jest przewidziana dla niego żadna ulga, skoro to spektakl dla dzieci? Ale już kończę tę dyskusję, bo nabiera ona zbyt prywatnego charakteru.

            • 6 2

            • Pani Joanno, oczywiście, że przysługuje ulga :) Bilet specjalny kosztuje 25 zł i można go kupić w kasie Opery.

              • 5 1

    • (4)

      Szanowna pani Joanno, premiera studencka, na którą Panią serdecznie zapraszamy, jest 12 marca o godzinie 17:00 ( nie 10 marca). Na ten dzień w każdym sektorze, można kupić bilet studencki w cenie 20 zł (serwis Bilety24 dodaje 3 zł prowizji). https://www.bilety24.pl/kup-bilet-na-pinokio-29446?id=148216
      Bilet specjalny, który przysługuje dzieciom, młodzieży szkolnej, słuchaczom szkół policealnych, doktorantom i studentom, rencistom i emerytom na podstawie wymaganego dokumentu, kosztuje 25 zł i można go kupić w kasie Opery. Mamy nadzieję, że te informacje rozwiały wszystkie wątpliwości i że da Pani naszemu drewnianemu chłopcu Pinokio drugą szansę! Z operowymi pozdrowieniami!

      • 16 2

      • I wszystko jasne (1)

        • 4 0

        • Kogo zatrudnia się w operze? Teraz hejterów. Oficjalnych i nieoficjalnych. Na to pieniądze a może i nadgodziny, są

          • 2 6

      • (1)

        Szanowna Pani, bardzo dziękuję za odpowiedź i wyjaśnienia. Gwoli usprawiedliwienia - istotnie we wpisie pomyliłam datę, ale w systemie sprzedaży sprawdzałam właściwy spektakl, grany 12 marca i oznaczony jako "premiera studencka" (w innych terminach zresztą system nie oferuje biletów studenckich). Dwie godziny temu wyglądało to tak, jak opisałam - tylko miejsca z tylnych rzędów były oferowane ze zniżką. Dlatego mnie to zbulwersowało. Cieszę się, że teraz wygląda to tak, jak sobie wyobrażałam i wszystkie miejsca są sprzedawane w dwóch opcjach: w cenie normalnego biletu i biletu studenckiego. O to chodzi!
        A jeśli chodzi o bilety ulgowe - szkoda, że w systemie internetowym nie są oferowane i trzeba się po nie pofatygować do kasy Opery. Nie ma też informacji na temat takiej możliwości. Warto to zmienić.

        • 5 3

        • Potwierdzam

          Sprawdzałem dostępność biletów na premierę studencką ok. tygodnia temu i faktycznie był jakiś błąd i nie można było kupić tańszych biletów.

          • 5 1

  • Ciekawe, (6)

    dlaczego pan redaktor nie wspomniał o tym, że te cudowne filmowe melodie Nino Roty nie zostały wykonane przez orkiestrę, tylko odtworzone z płyty? To ma być sukces? To jest kompromitacja, czemu nikt nie powie jaka jest prawda na ten temat...

    • 41 23

    • to i tak dobrze

      ze tancerze sami nie grali w ramach oszczędności, w koncu prad też kosztuje.

      • 6 1

    • odpowiedz (2)

      Prawda jest taka,ze ta orkiestra by nie zagrala tej muzyki.A nasza pierwsza wiolonczelistka "rozkraczyla" by sie w tym solo wiolonczelowym.

      • 9 10

      • (1)

        Co za bzdury

        • 5 2

        • Dzięki temu może będzie więcej przedstawień, w końcu wtedy nie trzeba wliczać w to godzin gry do czasu pracy muzyków, jak zwykle problemem jest mała sala i opłacalność gry na zywo

          Może jakby była publika na 2000 oś to by spektakle były opłacalne, i rano sobie myślisz o poszedłbym do opery, kupuje bilet na wieczór i idę a nie planowanie jak z ciąża może za 9 miesięcy pójdę

          • 1 0

    • I bardzo dobrze, że z płyty.

      W sytuacji gdy muzycy strajkują przynajmniej raz w miesiącu, takie rozwiązanie jest doskonałe. Nie trzeba się uzależniać od ich humorów i być narażonym na odwoływanie spektakli. Brawo dyrektor!

      • 8 8

    • Zenek

      czas na emeryturę.

      • 1 0

  • To jest bardzo ładne przedstawienie.WRESZCIE coś dla młodszych widzów, bo długo nie mogliśmy w Trójmieście się cieszyć propozycją dla tej grupy wiekowej. Na balet jeszcze trzeba poczekać, co dowodzi tylko, jak trudną jest to sztuką. Ja tam czekam cierpliwie pełen nadziei na dalszy rozwój Opery Bałtyckiej.

    • 23 3

  • Zgadzam się :) (1)

    Sztuka rewelacja, pokłony dla wszystkich tancerzy ,szacunek dla załogi, tytułowy Pinokio - rewelacja !!!!!!!!!!!!!!!!Lecz wróżka wykonaną przez jedną z liderek zespołu, Beatę Gizę bardzo mizernie :(( szkoda :((

    • 12 23

    • szkoda....

      Szkoda, że tancerz tak otwarcie krytykuje drugiego tancerza na forum.
      chyba minęły już czasy szpilek w pointach, a przynajmniej mam taką nadzieję. Odtwórczyni Wróżki wybiła się ponad cały zespół. fajnie by było mieć sobowtórów tej Pani. WSZYSTKIM tancerzom życzę spełnienia zawodowego i satysfakcji z życia prywatnego. wiwat dobry taniec i artyści pełni klasy!

      • 17 2

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

04

grudnia

08

grudnia

45. Festiwal Polskich Filmó... Gdynia, Gdyńskie Centrum Filmowe

Rozrywka

Kolejny amerykański sukces gdańskiej aktorki
Amerykański sukces gdańskiej aktorki

Kulinaria

Jedzenie do domu: testujemy słoiki z restauracji
Jedzenie do domu: testujemy słoiki

Sprawdź się

Jak Muzeum Historyczne Miasta Gdańska nazywało się do 2000 roku?