Wiadomości

Pieśń o końcu świata - "Potop" Salci Hałas

Trochę trzeba było poczekać na nową książkę Salci Hałas. Od wydania jej debiutu minęły prawie trzy lata. 
Na zdjęciu: Salcia Hałas w 2017 r. odbiera Literacką Nagrodę Gdynia za "Pieczeń dla Amfy".
Trochę trzeba było poczekać na nową książkę Salci Hałas. Od wydania jej debiutu minęły prawie trzy lata. Na zdjęciu: Salcia Hałas w 2017 r. odbiera Literacką Nagrodę Gdynia za "Pieczeń dla Amfy". fot. Maciej Czarniak/Trojmiasto.pl

27 lutego ukaże się "Potop" Salci Hałas, która za głośną, debiutancką powieść pt. "Pieczeń dla Amfy", opowiadającą o życiu mieszkańców gdańskiego falowca, zdobyła w 2017 roku Nagrodę Literacką Gdynia. "Potop" to druga książka pisarki.



Trochę trzeba było poczekać na nową literacką propozycję Salci Hałas, bowiem od wydania poprzedniej książki minęły prawie trzy lata. I choć "Potop" to rzecz nowa, osobna i prosto spod drukarskiej prasy, to jednak z trudnością przyszłoby myślenie o niej w oderwaniu od jej poprzedniczki. Trudno od razu nie zauważyć, że utrzymana jest w podobnym duchu i stylu, co "Pieczeń dla Amfy". Przestrzeń, bohater, język, tematyka oraz główne motywy - to punkty styczne obu tych dzieł. Ale o tym bardziej szczegółowo za chwilę.

Recenzje książek z Trójmiasta


O samej autorce nie wiadomo więcej niż mówi sama w wywiadach i na okładce swojego debiutu. Pisze pod pseudonimem, pochodzi z Przemyśla, od lat mieszka w Gdyni na Grabówku, ukończyła filologię polską, "bo lubiła czytać książki" oraz zaoczne ogrodnictwo, "bo lubiła kopać w ogródku". Po studiach napisała bajkę dla dzieci, ale jej nie wydała, bo wydawnictwo upadło. Marzenie o pisarstwie zrealizowała dopiero w 2016 roku. "Ma dziecko, faceta, psa sukę i dwie szynszyle". Brzydzi się stonóg i trochę pająków. Pracuje od 7 do 14, "ma czas i jest z tego dumna". Jest wolontariuszką w świetlicy środowiskowej, bawi się w street art i pisze. Tyle wiemy o Salci Hałas.

Szata graficzna książki - na czele z okładką i paginacją (półksiężyce przy numeracji stron) są również przemyślane i "podkręcają" klimat całości.
Szata graficzna książki - na czele z okładką i paginacją (półksiężyce przy numeracji stron) są również przemyślane i "podkręcają" klimat całości. mat.prasowe
O jej książkach powiedzieć można natomiast znacznie więcej. Nie ma co ukrywać, że po bardzo dobrze przyjętej "Pieczeni dla Amfy", którą autorka sama sobie postawiła wysoko poprzeczkę, oczekiwania wobec "Potopu" są bardzo duże - wiele osób z zaciekawieniem i niecierpliwością wypatruje nowego tytułu. Nie chciałabym tu zbyt wiele zdradzić potencjalnym czytelnikom - wystarczy rzec, że wasze nadzieje nie pozostaną płonne.

"Potop" został wydany przez wydawnictwo W.A.B. (Grupa Wydawnicza Foksal). To poemat prozą, jak mówi sama pisarka "poemat przewlekły o końcu świata". Poemat, jak wskazuje definicja, to "dłuższy utwór (zwykle wierszowany) obejmujący ciąg wydarzeń tworzących fabułę lub grupę refleksji, opisów." Jego odmianą jest właśnie poemat prozą - "gatunek ukształtowany w romantyzmie, rozpowszechniony we współczesnej poezji, mający charakter osobisty lub refleksyjny o zwartej kompozycji". Cechy charakterystyczne poematu prozą to: "wyrazista kompozycja i rytmika, kunsztowne słownictwo oraz bogactwo metaforyki." Wszystko to znajdziemy w nowej książce Salci Hałas.

Mówię o tym nie bez kozery - na samo hasło "poemat" wielu niedoszłych czytelników mogłoby wziąć nogi za pas, jednak warto tu podkreślić, że forma poematu jest tu realizowana dość luźno. Jak mówi na wstępie autorka: "To nie poezja, to proza. / To tylko tak wygląda, jak wiersz zapisane. Dlatego nazywa się poemat." Hałas postanowiła zrealizować swoje dzieło literackie w takiej formie i trzeba przyznać, że pomysł ten jest niezwykle udany. Dzięki temu następuje tu swoista kondensacja wszystkiego - języka, treści, bohaterów, przestrzeni. Obraz, jaki maluje autorka w "Potopie", jest hiperbolą i metaforą świata jednocześnie. Jest mocny, przejmujący, momentami przerysowany, lecz dosadny. Nie ma w nim ani jednego zbędnego słowa, nadmiaru. Wybrzmiewa pełnią.


Odnoszę wrażenie, że to, co było zaledwie zarysowane w debiucie, zaznaczone nieśmiałą kreską, jedynie naszkicowane - zarówno fabularnie, jak i jeśli chodzi o konstrukcję postaci oraz strukturę języka - tak w "Potopie" dojrzało i zaowocowało dziełem pełnym, skończonym. Jest w tej książce coś, co nie daje przejść obok niej obojętnie - z jednej strony intensywność, która odpycha, zniewala i otumania, a z drugiej rodzaj czaru, który przyciąga, nie pozwala przestać o sobie myśleć.

Salcia Hałas dedykuje "Potop" "swojemu pięknemu miastu" - już sama ta dedykacja jest niezwykłym i wymownym gestem - pomijając kwestię, że pisarka Gdynię uczyniła "swoim" miastem - to przede wszystkim jego piękno opisuje tam, gdzie inni widzą jedynie biedę, brud i patologię. Mianowicie - "Potop" to obraz Wzgórza Orlicz-Dreszera, znajdującego się w gdyńskiej dzielnicy Leszczynki, zwanego przez tubylców pieszczotliwie Pekinem. Osią fabularną jest zaś dramat mieszkańców Pekinu, którzy są jednocześnie naocznymi świadkami i uczestnikami rozpadu swojego świata z powodu przeprowadzanej "rewitalizacji przez likwidację".

Pisarka przyznała kiedyś, że pomysł na tę książkę wziął się z obserwacji. Mieszka niedaleko, lubiła chodzić na spacery z psem "uliczkami, przy których rosły małe domki wczepione w bok wzgórza. "Któregoś dnia domki te "zaczęły się rozpadać i znikać", "zaczął się dziać koniec". Hałas została ponadto zaproszona przez Teatr Gdynia Główna do wzięcia udziału w projekcie Gdynia ReAktywacja, który polegał na zbieraniu opowieści mieszkańców rewitalizowanych obszarów. Na kanwie tego powstawały spektakle wystawiane w przestrzeniach dzielnic. Autorka "Pieczeni..." była wtedy na Meksyku, w barakach na Dickmana i na Pekinie. Podsumowała to potem tak: "Ta podróż spowodowała, że historia miasta przestała być dla mnie podręcznikową czytanką, stała się opowieścią konkretnych osób i ich rodzin".

Pekin u Salci Hałas staje się literackim axis mundi - podobnie jak falowiec w "Pieczeni..." - jest symboliczną przestrzenią, w której rozpoczyna się biblijna apokalipsa. Ze względu na podnoszenie się poziomu mórz i oceanów, topnienia lodów Arktyki i zaburzenia prądu strumieniowego, na Pekinie z pękniętych rur leje się woda, domy płoną (podpalane przez podpalaczy z czarnego mercedesa), a ziemia pęka i wchłania w swoje wnętrze domy, które się w nią zapadają, w tym ten Zośki. Pojawia się coraz więcej tajemniczych lejów, a przez podwórko jednej z bohaterek zaczyna płynąć rwący potok, niczym Styks. "I tak tu jak na wojnie wygląda. / Jak po bombardowaniu" - czytamy.

W tym rozpadającym się świecie, przy płocie spotykają trzy sąsiadki, "Te, Które Wiedzą": Apolonia (Lońka) Szwajcerowa, zwana "babką", która ma wizje, "nocami się szwenda, za księżycem nieraz chodzi. Zioła zbiera", współczesna czarownica od "prekognicji piłkarskich o charakterze ligowym", Halina Pigułowa, narratorka opowieści, która "niczym Sybilla" przepowiada potop, i Zośka Nadzieja, która ciągle płacze, choruje na depresję i cudownie ocalała ("jakoś wypełzła") z walącego się domu. To one odczytują znaki i zapowiedzi przyszłego końca: "Urodziły się już wilcze szczenięta, które zjedzą Słońce i Księżyc. / Zdarzenia obudzą Bestię, co z głębin wynidzie. / Ale zanim to się wszystko stanie, Śniący muszą wyśnić swoje sny."

Przeczytaj także: Trójmiejscy pisarze pod fałszywym imieniem. O pseudonimach literackich

Trzy główne bohaterki, trzy kobiety - podobnie jak w debiucie (były tam: Elwirka, Maria Mania i dziewczynka zombie) - są właściwie w bezruchu, opowiadają sobie różne zdarzenia, jednak wszystko dzieje się w słowie. Ten świat jest trochę jak z teatru absurdu Becketta, trochę jak w "Czekając na Godota" w oczekiwaniu na coś, co nigdy nie przyjdzie, a może nawet nie istnieje, a trochę jak z dramatu Różewicza pt. "Stara Kobieta wysiaduje", gdzie również oglądaliśmy świat na krawędzi zagłady. Tekst Salci Hałas jest notabene bardzo teatralny, śpiewny, idealny na deski sceniczne. Zachodzi tu swoista jedność czasu, miejsca i akcji, niczym w klasycznej koncepcji tragedii. Język z kolei cechuje wysoka metaforyzacja, i to w nim rozgrywa się akcja, co także wpływa na wysoki stopień teatralizacji tego poematu.

Te trzy postaci są niczym czarownice z "Makbeta", a może trzy wiedźmy z Terry'ego Pratchetta, w każdym razie jednoznaczne jest tu również odwołanie do symboliki kulturowej - w wielu religiach i kulturach trójka uznawana jest za liczbę boską. Trzy jest liczbą symboliczną, oznacza w "Biblii" połączenie razem początku, środka i końca; jedność ojca, matki i dziecka (Trójca). Wyraża uniwersalizm, doskonałość i pełnię - świat składa się z trzech elementów: nieba, ziemi i podziemi. W "Potopie" wciąż jest o tym mowa: "babka Szwajcerowa mówi, / że początek jest końcem, / a zdarzenia mają charakter kolisty. / Zaś czas to wąż Uroboros, który gryzie własny ogon." Sama Szwajcerowa porównywana jest z kolei wprost do "świętego Jana Eklezjasty. Tego od Bestii".

Kompozycja poematu też temu odpowiada - jest "kolista", klamrowa, zaczyna i kończy go ta sama scena, gdy Zośka spada z krzesła. Rytmiczność, melodyjność tej swoistej pieśni o końcu świata podkreśla język - śródtytuły są jak refreny, wypowiadane zdania proste, frazy często zapętlane i powtarzane, a słownictwo postaci stylizowane na język potoczny i ludowy. Mnóstwo tu przeinaczeń, przekręceń, używania niewłaściwych znaczeń, a także proroctw, zaklęć (jak "amba fatima, bęc") czy mądrości-przepowiedni-widzeń babki Szwajcerowej, która staje się swoistą prorokinią. Nie brak tu jednak dużej dozy humoru, wiele jest tu żartu słownego, przez co całość staje się swego rodzaju tragikomicznym psalmem.

Wszystko miesza się tu ze sobą: podniosła inwokacja z językiem ulicy, postaci realne z fikcyjnymi, początek z końcem. Odkrywane są przed nami kolejne "znaki i omeny", a całość to wspaniała zabawa literacka, gra w literackie klasy, bo wiele tu odniesień i nawiązań. Mnie osobiście książka ta z Sienkiewiczem się, co prawda, nie skojarzyła (choć taki tytuł wymagał odwagi, bo jednak "Trylogia" nasuwa się automatycznie), bardziej przypomniała mi niezrównany i niezapomniany "Utwór o matce i ojczyźnie" Bożeny Keff, a przede wszystkim "Piosenkę o końcu świata" Miłosza, bo przecież wiemy, że "innego końca świata nie będzie".

O tej książce można by wiele pisać, ale najlepiej jest ją po prostu przeczytać. Wróżką ani wieszczką nie jestem, ale przepowiadam - "choć to babka Szwajcerowa jest w tej opowieści czarownicą" - że nadchodzi czas "Potopu". Jest to pozycja obowiązkowa dla każdego szanującego się czytelnika. A "kto ma uszy, ten posłyszy". "Amba fatima, bęc".

Opinie (18) 4 zablokowane

  • Co to ten Salsi hałas ? (3)

    czytam czytam i nie mogę zrozumieć

    • 9 12

    • A czego nie rozumiesz? (2)

      Jeśli faktycznie nie masz umiejętności czytania ze zrozumieniem, to może warto zainwestować w dalszą edukację??!

      • 7 7

      • Nie rozumiem "Co to ten Salsi hałas ?" - jak w tytule. (1)

        nie umiesz czytać ?

        • 4 3

        • pewnie umie czytać, nie umie uwierzyć że ktoś nie kuma o co chodzi :)

          zwłaszcza po wstępie "czytam czytam" - no nie da się uwierzyć że przeczytałaś cokolwiek poza tytułem (przy czym wielka litera w Hałasie też powinna dać coś do myślenia)
          zasadniczo - słaby troll :) miało być z ikrą, wyszło jak zawsze :)

          • 1 1

  • Pieczen dla Amfy byla dosyć dziwnym językiem napisana ale dała się przeczytać. Salcia pisała o ul.Morskiej w Gdyni rzeczka!!!Nigdy nikt tak nie mówił o tej ulicy -rzeczka! !!Ok fikcja literacka. Nowa książka jest do przeczytania i oceny.Salcia oprócz suczki i szynszyli przygarnij kilka kotow i wtedy będziesz naprawdę dorosła do opisywania rzeczywistości

    • 4 7

  • witamy w swiecie

    amfy, działki i picia heroiny. babcie mają wypieki.

    • 6 4

  • Pieczeń dla amfy... nie przebrnęłam:( (2)

    Kocham falowiec w ktorym mieszkam i wszystkich moich sąsiadów. nazywam go akademikiem dla emerytów. Z entuzjazmem zabralam sie za Pieczen i ... rozczarowanie. Mój falowiec jest ciekawy i wesoły, tak go odbieram. Bohaterowie książki wiodą ponure życie, pełne beznadziei i wszystkiego przykrego, aż ze złości na taką treść i niepotrzebnie wulgarne fragmenty- wyrzuciłam ją do śmietnika. Nigdy więcej!

    • 14 3

    • No bo to powiesc napisana przez Pania z kompleksem zachodu (och och jakie to wszystko jest piekne) i w ksiazce wylewa swoje zale do ludzi za swoje nie powodzenie w zyciu. Ocyzwiscie ksiazka pisana zeby poglebic kompleksy Polskie. Kogos to jeszcze wogle rusza? I

      • 0 3

    • polecam Pani "Latawiec z betonu"

      urocza, lekko napisana opowieść o fikcyjnym architekcie falowca uwięzionym we własnym dziele, które zakrzywia czasoprzestrzeń. Zabawna, lekko nostalgiczna. Naprawdę warto do herbatki poczytać :)

      • 3 0

  • Salcia (1)

    Salcia ,imię żeńskie pochodzenia semickiego. Wywodzi się, podobnie jak imię męskie Salomon, od hebrajskiego słowa šalom...

    • 2 3

    • No i?

      • 3 1

  • Mieszkałam w falowcu (1)

    Mieszkałam w falowcu pół życia i to był super czas ludzie życzliwi . Do tej pory mam koleżanki, które odwiedzam. W falowcu mieszka się super.

    • 5 1

    • Bo nie masz porównania...
      Dlatego
      Chomik w klatce też myśli, że ma super

      • 0 5

  • (1)

    Zastanawiam się po co ktoś miał by z jednej strony pisać a drugiej czytać książkę o życiu w falowcu. I tak właściwie wszyscy mieszkamy w betonowych blokach, wszyscy wiemy jak to wygląda i tylko papieru szkoda na kolejne żale o codziennej zwyczajności.

    • 0 4

    • xd

      A te książki to głupie no, no po co pisać no

      • 0 0

  • (1)

    Pieczeń dla Amfy przeczytałam. Fajna książka ale d*py mi nie urwała. Tym bardziej, że pachnie mi to młodą Masłowską, którą uwielbiam, a naśladownictwa takiego już nie. Długo nie mogłam się zorientować co jest nie tak, kiedy czytałam. W końcu wpadłam na to, że taki język już był.

    • 1 1

    • to bylo

      taaak, ale prekursorem gal anonim był

      • 0 0

  • Czy to kolejna Masłowska?

    • 1 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

30

listopada

08

grudnia

45. Festiwal Polskich Filmó... Gdynia, Gdyńskie Centrum Filmowe

Rozrywka

Filmowe Trójmiasto: z wizytą u "Lokatorów"
Wspominamy: z wizytą u "Lokatorów"
Tinder w czasach pandemii. Czy się zmienił?
Tinder w czasach pandemii. Czy się zmienił?

Kulinaria

Kuchnia azjatycka w Trójmieście godna polecenia
Kuchnia azjatycka w Trójmieście
Jak pandemia wpłynęła na rodzinne obiady?
Jak pandemia wpłynęła na rodzinne obiady?

Sprawdź się

Kiedy odbył się pierwszy koncert w Państwowej Operze Bałtyckiej?