Państwo bezprawia. O spektaklu "Próby Józefa K."

Spektakl "Próby Józefa K." zainaugurowały Festiwal Pociąg do Miasta, który trwa od 5 do 10 sierpnia w różnych dzielnicach Gdyni. Przedstawienie w tym samym miejscu można zobaczyć także we wtorek 6 sierpnia o godz. 21.
Spektakl "Próby Józefa K." zainaugurowały Festiwal Pociąg do Miasta, który trwa od 5 do 10 sierpnia w różnych dzielnicach Gdyni. Przedstawienie w tym samym miejscu można zobaczyć także we wtorek 6 sierpnia o godz. 21. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl

Na dziedzińcu Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 4 w Gdyni Karwiny zainaugurowano Festiwal Pociąg do Miasta - Stacja Obrzeża. Plenerowe święto teatru offowego, piąty raz organizowane przez Teatr Gdynia Główna, rozpoczęło się od premiery "Prób Józefa K." - spektaklu, który przygląda się jednostce w obliczu nieoczekiwanych problemów z prawem.



Uporządkowane życie pewnego prezesa banku wywraca się do góry nogami po nieoczekiwanym porannym najściu z nakazem aresztowania. Oskarżony Józef K. nie przyznaje się do winy. Tym bardziej, że nie może sobie przypomnieć jakiejkolwiek przyczyny, by go skarżyć. Powód aresztowania jest niejawny. Wiadomo tylko tyle, że Józef K. ma wielkie problemy i lepiej, by rzecz potraktował poważnie, bo sprawa jest rozwojowa, a na oskarżonym ciążą poważne zarzuty. Jakie? Tego nie wiadomo, bo jest to wciąż przedmiot śledztwa.

Program Festiwalu Pociąg do Miasta - Stacja Obrzeża 2019


Obiecujący początek spektaklu "Próby Józefa K." wyreżyserowanego przez szefową artystyczną Teatru Gdynia Główna Ewę Ignaczak w jej autorskim Teatrze Stajnia Pegaza ukazuje nam człowieka w kryzysie. Człowieka, który nie rozumie decyzji o aresztowaniu, nie zna przyczyn takiego postępowania i nie wie, jak się w niej odnaleźć. Czy traktować to jako niesmaczny żart, czy próbę zszargania nieposzlakowanej dotąd opinii? Kto za tym stoi i w jakim celu to robi?

W rolę zaszczutego bankiera Józefa K. wciela się Marek Kościółek, który musi sprostać niełatwemu zadaniu udźwignięcia całego spektaklu.
W rolę zaszczutego bankiera Józefa K. wciela się Marek Kościółek, który musi sprostać niełatwemu zadaniu udźwignięcia całego spektaklu. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
Jednak, co sugeruje sam tytuł, Ewa Ignaczak nie mierzy się z "Procesem" - wybitną powieścią Franza Kafki - wprost. Znajduje filtr pod postacią konwencji teatru w teatrze. Spektakl rozpoczyna materiał wideo z samochodu, w którym ulicami Gdyni jedzie dwóch aktorów, zmierzających na próbę swojego przedstawienia. Mają grać "Proces" Franza Kafki, więc ich rozmowa dotyczy kafkowskich postaci. Po chwili obaj pojawiają się na scenie. Jeden okazuje się reżyserem i aktorem odgrywającym szereg ról epizodycznych, drugi będzie grał Józefa K. i jako zaszczuty obywatel praworządnego państwa musi zmierzyć się z tajemniczym oskarżeniem i postępowaniem sądowym, którego nie rozumie.

Dystans, jaki pojawia się dzięki temu w stosunku do tekstu pozwala aktorom na elementy improwizowane i daje większy komfort, bo przecież w każdej chwili można "wyjść z roli" i odetchnąć, nim ponownie zanurzy się w gęstą od podejrzeń i domniemań prozę Kafki.

Najlepiej wyglądają konfrontacje między aktorami, jednak przedstawienie przy całym swoim ciężarze gatunkowym nadaje się raczej do zamkniętej przestrzeni i w obecnej formie jest za długie.
Najlepiej wyglądają konfrontacje między aktorami, jednak przedstawienie przy całym swoim ciężarze gatunkowym nadaje się raczej do zamkniętej przestrzeni i w obecnej formie jest za długie. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
Grający Józefa K. Marek Kościółek ma bardzo trudne zadanie - musi pokazać stopniową degradację człowieka zaszczutego, niszczonego oskarżeniem i trwającym procesem, z którego wciąż nic nie wynika. O postępach śledztwa dowiaduje się od osób postronnych, co wzmaga poczucie bezradności i braku kontroli nad własnym życiem. Oskarżenie musi oddziaływać na każdą sferę życia i niczym ciężka choroba coraz mocniej infekuje organizm. Są momenty, gdy rola Józefa K. w wykonaniu Marka Kościółka naprawdę porusza - choćby wtedy, gdy traktując publiczność jako tłum oskarżycieli zaczyna być agresywny, miota się niczym ranne zwierzę i próbuje przepędzić widzów w niewybrednych słowach lub kiedy jego bohater słabnie i prosi widzów, by pomogli mu stać, niemal się na nich kładąc.

Jednak postać Józefa K. pełna jest niespójności, przez co traci na wiarygodności. W scenie rozmowy z wujem tytułowy bohater zaczyna wariować, wydaje się zupełnie załamany nerwowo, by po chwili wziąć się w garść i spokojnie szukać ze swoim adwokatem prób wyjścia z matni, w której się znalazł. Kolejne stany Józefa K., jak oburzenie, wściekłość, zwątpienie, rezygnacja, pojawiają się nagle, aktor przechodzi z afektu w afekt bez przygotowania na to widza. Marek Kościółek wkłada w konstrukcję bohatera bardzo dużo energii i emocji, ale sam wydaje się nieco zagubiony, nie bardzo wiedząc, w którą stronę prowadzić swojego bohatera.

Umiejętnie partneruje mu Jakub Kornacki, swobodny w roli reżysera przygotowywanego spektaklu i przekonujący jako strażnik, nadzorca czy sędzia. Jednak gdy Kornacki wciela się w postaci żeńskie (np. panią Grubach) staje się pretensjonalny i nieznośnie manieryczny. Obaj na scenie stanowią ciekawy duet, szczególnie w momentach bezpośredniej konfrontacji, gdy wykorzystują scenografię opartą na więziennej pryczy (łóżko Józefa K., które posłuży m.in. także za drzwi w pensjonacie pani Grubach) i metalowym łóżku piętrowym czy wielkim stelażu na ubrania. Świetnie "gra" sceneria premierowego spektaklu - wielkie szkolne okna, budujące poczucie urzędniczego osaczenia.

Na dziedzińcu Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 4 na Karwinach podczas premiery pojawiło się bardzo wielu widzów. Dobrana przez organizatorów festiwalu sceneria dobrze współgra z poczuciem urzędniczego osaczenia.
Na dziedzińcu Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 4 na Karwinach podczas premiery pojawiło się bardzo wielu widzów. Dobrana przez organizatorów festiwalu sceneria dobrze współgra z poczuciem urzędniczego osaczenia. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
To jednak za mało, by utrzymać uwagę widzów przez blisko półtorej godziny. Spektakl jest zdecydowanie za długi, jego rwane tempo nie ułatwia odbioru, chociaż przekaz jest mocny i klarowny (w dzisiejszych czasach każdego można w podobny sposób oskarżyć, wykorzystując do tego drogę urzędową i nękać ofiarę bez końca wydumanymi procesami i wezwaniami na przesłuchania). Forma przedstawienia okazuje się jednak ciężkostrawna i nie do końca odpowiednia do grania w plenerze (spektakl będzie jednak wkrótce przeniesiony do Teatru Gdynia Główna).

Teatr "pod chmurką" w różnych dzielnicach Gdyni


Najważniejsze w "Próbach Józefa K." jest jednak to, co nie jest wyrażone wprost, bo ludzki wymiar tej tragedii - wbrew zapowiedziom twórców - okazuje się zupełnie marginalny. Proces Józefa K. to nie konflikt sąsiedzki, tylko "konflikt" jednostki z systemem, którego urzędnicy wykorzystują procedury sądowe do zniszczenia wysoko postawionej persony, która z jakichś względów stała się niewygodna. Upokorzenie, jakie przeżywa Józef K., jest przykładem narzędzia opresji, które mają do dyspozycji włodarze i z którego - nie tylko w naszej obecnej rzeczywistości politycznej - bardzo chętnie korzystają. "Próby Józefa K." cały ten mechanizm pokazują bardzo dokładnie.

Opinie (11)

  • według mnie to zły pomysł, by w centrum był tylko jeden spektakl

    • 5 1

  • (1)

    Ciekawe. Proces Kafki dotyczył zwykłego człowieka, a nie "pewnego prezesa banku". Pewien prezes banku z pewnością ma coś za uszami, a całość wygląda na to, że niektóre wysoko postawione osoby, nie mogą przeboleć odsunięcia od koryta. Głodnemu chleb na myśli, więc usłużne artysty wiadomo. Taką "opresyjną działalność państwa" popiera każdy zdrowo myślący człowiek

    • 11 7

    • Ty tak na poważnie? A szary pijany budowlaniec wynoszący z budowy nic za uszami nie ma?

      A pracownik co na fajkę co pół godziny biega i oszukuje pracodawce to też niewinny? Ktoś ma więcej w głowie i więcej pieniędzy to winny?

      "Taką opresyjną działalność państwa popiera każdy zdrowo myślący człowiek". To jak za Hitlera. Tam też goniono "winnych" Żydów, a potem u nas Polaków. Brawo.

      • 2 2

  • "nie tylko w naszej obecnej rzeczywistości politycznej"... (3)

    No tak, za Tuska to był raj na ziemi, biurokracja wspiarała obywatela a sądy i gazety nie niszczyły ludzi. Pan autor zapewne liczy na jakieś kombatanckie dodatki za taką dzielną "obronę demokracji"

    • 14 9

    • Teraz jest ogolna szczujnia. Patologia, lenie i nieroby doszły do głosu. (2)

      • 3 7

      • (1)

        nie ma leni, niecałe 5% nie pracuje, w Trójmieście niecałe 3% gdzie Ty ich widujesz?

        • 7 1

        • pewnie w lustrze, lub na spotkaniach rodzinnych.

          • 3 1

  • Państwo bezprawia czyli 8 lat rządów PO i wczesniej AWS (1)

    • 8 9

    • Taaak. Teraz prawo jest .... od tego aby chronić swoich przy korycie. Złodziej krzyczy "łapać złodzieja". Żałosne.

      • 4 3

  • W pełni zgadzam się z artykułem

    • 5 1

  • Bez tytułu

    Może to za kradzież części do wiertarki???

    • 0 1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Legenda Radmoru - wystawa
Legenda Radmoru - wystawa
wystawa
lis'20 7-29.08
Gdynia, Muzeum Miasta Gdyni
Był sobie łowca - opowieść o ludziach epoki lodowcowej
Był sobie łowca - opowieść o ludziach...
wystawa
lut 12-30.06
Sopot, Grodzisko
Do DNA
Do DNA
wystawa
lut 13-31.12
g. 11:00 - 18:00
Gdańsk, Narodowe Muzeum Morskie

Sprawdź się

Sprawdź się

Które miasto było organizatorem głównych europejskich obchodów Europejskiego Dnia Morza w 2011 roku?