Wiadomości

Operetka skrojona na miarę. O "Księżniczce czardasza" na Scenie NOT

Jedną z ozdób operetki "Księżniczka czardasza" są kostiumy. W centrum Barbara Lewicka jako Sylva Varescu.
Jedną z ozdób operetki "Księżniczka czardasza" są kostiumy. W centrum Barbara Lewicka jako Sylva Varescu. fot. Edyta Steć / trojmiasto.pl

Produkcja "Księżniczki czardasza" to wydarzenie precedensowe, bo operetek w Trójmieście praktycznie nie mamy. Jednak fundacji Kultura Teraz! udało się wystawić spektakl na Scenie Teatralnej NOT z ciekawymi głosami, bardzo dobrą choreografią, zredukowaną do minimum scenografią, budząc zachwyt publiczności, która spragniona tego typu rozrywki przymyka oko na niedociągnięcia.



Twórca operetki, Imre Kálmán, osiągnął dzięki "Księżniczce czardasza" międzynarodową sławę. Operetka okazała się sukcesem, którego Kálmán właściwie nigdy już nie powtórzył, do końca kariery kopiując lub modyfikując koncepcję muzyczną i schemat, wedle którego powstała "Księżniczka czardasza". Libretto Leo Steina i Béli Jenbacha w dowcipny sposób prezentuje historię zakochanych.

Terminy grania "Księżniczki czardasza"


Opowieść o perypetiach miłosnych szansonistki Sylvy Varescu i dziedzica majątku arystokratycznej rodziny Lippert-Weylersheim, Edwina, pełna jest zwrotów akcji, nieporozumień i intryg. Ona, jako znana artystka variété, cieszy się wielkim powodzeniem mężczyzn i nie najlepszą reputacją. Dla ojca Edwina, księcia Leopolda Marii Lippert-Weylersheima, największym problemem jest mezalians, jaki popełniłby zakochany w aktorce syn, pojmując ją za żonę. Skomplikowanej sytuacji Edwina nie pomaga fakt zaaranżowanego przed laty narzeczeństwa z hrabianką Stazi.

Również hrabia Boni - opiekun i przyjaciel Sylvy - z dużą rezerwą odnosi się do Edwina, widząc w nim zagrożenie dla kariery artystki i swojego wygodnego życia nieustatkowanego szlachcica u jej boku. Sylva ma wątpliwości, czy powinna przyjąć, czy odrzucić zaloty Edwina, publicznie deklarującego swoje uczucia. Boni pomoże podjąć jej decyzję, biorąc na siebie rolę rozgrywającego w spektaklu pełnym miłosnych uniesień, flirtów i żartobliwie przedstawionej niewierności. Oczywiście, jak to w operetce, nim dojdzie do ostatecznego rozwiązania, sytuacja kilkakrotnie zmieni się jak w kalejdoskopie.

Każde pojawienie się hrabiego Boni (Grzegorz Piotr Kołodziej, na zdjęciu z tancerkami zespołu "Jantar") wnosi na scenę dużo ożywienia.
Każde pojawienie się hrabiego Boni (Grzegorz Piotr Kołodziej, na zdjęciu z tancerkami zespołu "Jantar") wnosi na scenę dużo ożywienia. fot. Edyta Steć / trojmiasto.pl
Na deski sceniczne operetkę przeniósł duet Anna Fedyniak-KołodziejGrzegorz Piotr Kołodziej z gdańskiej fundacji Kultura Teraz!. Udało im się pozyskać środki i zaangażować do projektu ciekawych artystów z Trójmiasta. Największą siłą spektaklu jest muzyka w aranżacji Kamila Cieślika, przeniesiona w lata 20. ubiegłego wieku. Umieszczoną na scenie kilkunastoosobową Orkiestrę Bałtyckiej Filharmonii Młodych bardzo dobrze prowadzi Sylwia Janiak-Kobylińska, dla której przewidziano kilka dowcipnych interakcji ze śpiewakami.

Imponują widowiskowe czardasze i walce w wykonaniu 12-osobowego Zespołu Pieśni i Tańca Uniwersytetu Gdańskiego "Jantar" z choreografią Natalii BartoszMałgorzaty Krzaczyńskiej. Układy taneczne dla sześciu par wykonywane są w niewielkiej, ograniczonej obecnością orkiestry przestrzeni, często z towarzyszeniem solistów, dlatego tym bardziej należy docenić wysiłek tancerzy wnoszących w przedstawienie mnóstwo kolorytu. Dla tancerek przeznaczono również rolę artystek variété, z których również wywiązują się bardzo dobrze.

Natomiast w obsadzie solistów znajdziemy przede wszystkim absolwentów Akademii Muzycznej w Gdańsku. W roli Sylvy występuje sopranistka Barbara Lewicka, jej ukochanego Edwina gra tenor Przemek Radziszewski. Tę samą co oni uczelnię kończyli również Grzegorz Piotr Kołodziej (hrabia Boni), Magdalena Chmielecka (hrabianka Stazi), Marin Miloch (hrabia Feri) czy Paweł Janota (porucznik von Rohnsdorf). Role mówione (księcia Leopolda Marii i jego małżonki Arnhildy) powierzono duetowi aktorów Teatru Wybrzeże - Maciejowi KonopińskiemuAnnie Kociarz.

Bardzo dobrym pomysłem było zaangażowanie do spektaklu Zespołu Pieśni i Tańca Uniwersytetu Gdańskiej "Jantar", który do spektaklu wnosi wiele kolorytu.
Bardzo dobrym pomysłem było zaangażowanie do spektaklu Zespołu Pieśni i Tańca Uniwersytetu Gdańskiej "Jantar", który do spektaklu wnosi wiele kolorytu. fot. Edyta Steć / trojmiasto.pl
Inscenizacyjnie przedstawienie jest bardzo skromne. Orfeum, czyli teatr variété, w którym rozgrywa się pierwszy akt, na Scenie NOT zaznaczono dwoma wiszącymi żyrandolami i kilkoma stolikami i napisem, wyświetlanym z tyłu za muzykami orkiestry. Krzesła zostają przystrojone w drugim akcie, podczas balu u księcia Leopolda, co ulegnie kosmetycznej zmianie w akcie trzecim, granym w hotelu (o czym także poinformuje nas napis z tyłu sceny). Niezwykle efektownie na tym tle wypadają kostiumy stylizowane na lata 20. ubiegłego wieku (zasługa Magdaleny Ciesielskiej, Elżbiety FusiewiczKatarzyny Kamińskiej).

Wokalnie spektakl budzi uznanie - zarówno sopran Barbary Lewickiej, jak i głęboki tenor Przemka Radziszewskiego o przyjemnej barwie brzmią razem naprawdę dobrze. Bardzo udane muzycznie są również utwory wykonywane przez barytonów Grzegorza Piotra Kołodzieja i Marcina Milocha czy sopranistkę Magdalenę Chmielecką. Duet Boniego i Feri "Artystki, artystki, artystki z variété" czy duet Edwina i Stasi "Tak, jak gołąbeczki dwa..." albo wykonywane zbiorowo "Jaj, maman, życie krótkie, żal młodych lat" należą do ozdób przedstawienia. Kwestią dyskusyjną jest to, czy artyści występujący z powodzeniem na wielu scenach operowych potrzebują na Scenie Teatralnej NOT wzmocnienia głosu mikroportami, przez co niektóre frazy wykonane są bardzo głośno.

Grający Edwina Przemek Radziszewski (po lewej) bardzo dobrze wypada w partiach śpiewanych, nad grą aktorską musi jednak jeszcze popracować.
Grający Edwina Przemek Radziszewski (po lewej) bardzo dobrze wypada w partiach śpiewanych, nad grą aktorską musi jednak jeszcze popracować. fot. Edyta Steć / trojmiasto.pl
Wartość muzyczna spektaklu do pewnego stopnia niweluje bardzo nierówną grę aktorską - najsłabszy punkt przedstawienia Anny Fedyniak-Kołodziej. W wielu scenach solistom brakuje aktorskiego luzu, który wprowadzają na szczęście Maciej Konopiński z Anną Kociarz oraz Grzegorz Piotr Kołodziej. Jego hrabia Boni zawsze wnosi na scenę dużo ożywienia i humoru. Udany również w tym zakresie epizod porucznika von Rohnsdorfa jest zasługą Pawła Janoty. Niestety aktorsko najgorzej wypadają kluczowi bohaterowie: Sylva Barbary Lewickiej i Edwin Przemka Radziszewskiego, między którymi nie ma żadnego napięcia.

Dlatego też największy hit operetki Kálmána - "W rytm walczyka serce śpiewa - kochaj mnie" wypada przeciętnie. Na szczęście Radziszewski wraz z czasem spektaklu gra rolę amanta coraz lepiej, a braki w tej materii można tłumaczyć jego wciąż niewielkim doświadczeniem teatralnym, więc z czasem powinno być tylko lepiej. Wielu scenom brakuje odpowiedniego tempa i dynamiki, a ograniczone możliwości Sceny NOT nie pomagają artystom podczas wejść i zejść ze sceny.

Gdzie iść na operę lub operetkę w Trójmieście


Nie przeszkadza to jednak widzom spragnionym operetkowej rozrywki, czego dowodem jest śpiewanie piosenek z artystami, energiczne oklaski podczas najbardziej znanych utworów i bardzo gorący aplauz na końcu. Takie reakcje dowodzą, że przedstawienie wyprodukowane przez fundację Kultura Teraz! trafia w społeczne oczekiwania i będzie sukcesem frekwencyjnym. Pozostaje żywić nadzieje, że twórcy spektaklu pójdą za ciosem i za jakiś czas przywrócą trójmiejskiej scenie kolejny operetkowy tytuł dla stęsknionej za tym gatunkiem publiki.

Opinie (23)

  • Byłem, widziałem (1)

    Doceniam trud i zaangażowanie wszystkich biorących udział w tym spektaklu. Ale gra aktorska (poza wspomnianymi w artykule aktorami Wybrzeża i panem Kołodziejem) faktycznie była poniżej krytyki. Rozumiem, że czasu na próby mało, że spektakl dotrze się z czasem, ale tak drewniana, sztywna gra większości solistów nie powinna mieć miejsca. Szczególnie pani Lewicka grała jakby brała udział w apelu szkolnym, a nie w spektaklu, za który trzeba płacić 70-110 zł. Poza tym było całkiem nieźle. Tylko i aż gra aktorska prawie wszystkich do poprawki.

    • 22 15

    • Byłam , też widziałam ...

      I do dziś jestem pod niegasnącym wrażeniem nie tylko wokali ale gry aktorskiej, umiejętności tanecznych, scenariusza i pomysłu na całe przedstawienie . Sylwa w wykonaniu Barbary Lewickiej to głos niezrównany, zachwycająca gracja ale także występ aktorsko ogromnie udany. Partnerujący jej Przemek Radziszewski grający Edwina ,i solo, i w duecie wystąpił porywająco. Bez ról księżnej i księcia spektakl też byłby uboższy. Siedziałam w szesnastym- ostatnim rzędzie a donośne głosy , dobra dykcja i nagłośnienie sprawiły, że nic nie ubyło z urody wydarzenia. Żal tylko, że tak świetny spektakl, godny najwspanialszych scen operowych świata osadzony został w na scenie NOT-u. Niemniej i tak cudownie było zatracić się w operetce i oderwać od codzienności. Widownia była zachwycona. Kompletnie nie rozumiem krytyki i jeszcze jej odnoszenia do cen biletów. To jest po prostu niesmaczne.

      • 10 1

  • W rytm walczyka....

    Debiut udany, czekamy więc na .... Wesołą Wdówkę :) .

    • 20 3

  • Brawo!

    Dziękujemy za wspaniale spędzony czas , drobne małe niedociągnięcia spowodowane z pewnością tremą i premierą do poprawki :)
    Tak trzymać !

    • 13 2

  • gratulacje

    Byłem, słuchałem, widziałem. Gratulacje dla pomysłodawców. Spektakl można odbierać bardzo różnie w zależności od tego czego oczekuje widz. Scena NOT nie jest oczywiście przystosowana do tego rodzaju przedsięwzięcia, ale realizatorzy potrafili jednak na niej coś wyczarować. Ten spektakl nie jest przeznaczony dla krytyków, ale dla osób, które chcą oderwać się choć na chwilę od szarej rzeczywistości. Jestem przekonany, że nie jest to pierwszy i za razem ostatni projekt tej grupy pasjonatów. Życzę kolejnych tego typu realizacji, bo w trójmieście brakuje właśnie operetki. Kolejne będą na pewno coraz lepsze.

    • 27 4

  • Świetny spektakl, na którym można płakać ze wzruszenia i ze śmiechu, czego dowodzą reakcje zachwyconej widowni. Totalnie nie zgadzam się z opinią, że gra aktorska głównych bohaterów jest słaba, mi bardzo się podobali zarówno wokalnie, jak i aktorsko. Sylwa była prawdziwą diwą opery, kobietą, za którą wzdychają wszyscy mężczyźni, a Edwin zakochanym do szaleństwa lekkoduchem. Gra księżnej- petarda, barwa jej głosu (lekko zachrypniętego, niskiego) dodawała jej postaci kolorytu. Wokalnie, majstersztyk, z przyjemnością słucha się tak zdolnych śpiewaków, nawet najtrudniejsze technicznie momenty wykonywane były z lekkością i perfekcją. Gorąco polecam, warto zobaczyć ten spektakl na żywo, BRAWO!

    • 25 7

  • Warto

    Byłem widziałem I stwierdzam że warto było się wybrać.

    • 21 3

  • Operetka skrojona na miarę

    Dokładnie! ! ! Tytuł tej recenzji mówi sam za siebie. To super skrojone przedstawienie. Ja się bawiłem rewelacyjnie. Byłem z żonką ;)

    • 20 1

  • (1)

    Oto jest Gdańsk. Stocznię z wyposażeniem zaorano, by teraz budować statki pod namiotami - na Stogach czy Górkach. Obiekty z pełnym zapleczem muzyczno-teatralnym są za drogie na wystawienie tam spektaklu, na który gdańszczanie tak czekają. Wiadomo, że sala NOT to kompletny erzatz, dobry na zebranie wyborcze, no ale tańszy.

    • 15 3

    • a te Twoje frustracje mają jakiś związek ze spektaklem?

      • 6 0

  • gdańszczanka

    Polecam !!! Byłam wczoraj !!!

    • 18 1

  • Namawiam goraco

    Świetny spektakl czas spedzony na premierze w sylwestra fantastyczne czekamy na nastepne projekty

    • 16 3

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Rozrywka

Restauratorzy przeciwni obostrzeniom
Restauratorzy przeciwni obostrzeniom
Jemy na mieście: Vidokówka w Oliwie - widok i smak
Jemy na mieście: Vidokówka w Oliwie

Kulinaria

Jemy na mieście: Vidokówka w Oliwie - widok i smak
Jemy na mieście: Vidokówka w Oliwie
Ogródki restauracyjne jesienią. Sposób na wydłużenie sezonu?
Podgrzewacze na tarasach przedłużą sezon

Sprawdź się

Kiedy dokładnie rozpoczęła działalność Opera Leśna w Sopocie?

 

Najczęściej czytane