Wiadomości

stat

Oko-uchem. Slow kultura, czyli pochwała nudnych oper

felieton w trojmiasto.pl

"Opera to jest coś takiego, co zaczyna się o godzinie 19. A gdy godzinę później patrzysz na zegarek, jest 19.15" - mówi dowcip. Ale to wcale nie jest żart. Tak właśnie jest!
"Opera to jest coś takiego, co zaczyna się o godzinie 19. A gdy godzinę później patrzysz na zegarek, jest 19.15" - mówi dowcip. Ale to wcale nie jest żart. Tak właśnie jest! mat. prasowe

Co?! To już?! Minął maj? I czerwiec też już za nami?! Ale jak?! Ale gdzie?! Ale kiedy?! Rok w rok ze zdziwieniem odkrywam, że minęło to, co najlepsze. I to w tempie presto prestissimo. Coś, za czym później tęskni się rytualnie od lipca do kwietnia. I co nie wróci.



Więc obiecuję sobie, że w przyszłym roku nie przegapię jeszcze pustych plaż, jeszcze nieprzeludnionego Monciaka, długich jasnych wieczorów, że wcześniej postaram się o bilety na ten czy inny wiosenny festiwal. I co? I jak zwykle: zapominam, przegapiam, marnuję? A przecież wystarczyło nieco przyhamować. Jasne! Łatwo powiedzieć! Ale jak to zrobić, gdy kuszą wyzwania, ambicja i mamona.

"Za co lubi pan operę?" - spytała pewna pani. No jak to za co? Jak można zadawać mi takie pytania! No, za... I tu przyłapuję się, że brakuje mi spontanicznej odpowiedzi. Ale jeśli się dłużej zastanowię, to odnajduję ich kilka, czasem przedziwnych. Otóż, jak powiadają doświadczeni życiem, przede wszystkim kocha się nie za coś, tylko mimo wszystko. Przenikając niczym rentegenowski promień tajniki mojej ukochanej sztuki powinienem już dawno ją znielubić, albo choć nabrać doń dystansu. Ale nie. Nawet dostrzegając jej wady nie wyobrażam sobie już życia bez niej. Choćby dlatego, że jest wyśmienitym powodem, by zrobić w życiu przystanek.

I nie jest to przerwa na papierosa czy szybki łyk kawy. Jest to porządne zwolnienie graniczące ze stagnacją. "Opera jest za długa" - zżymają się jej przeciwnicy. I przytaczają zdartą już przez satyryków definicję: "Opera to jest coś takiego, co zaczyna się o godzinie 19. A gdy godzinę później patrzysz na zegarek, jest 19.15". Ale to wcale nie jest żart. Tak właśnie jest! I czy to nie jest jednym z jej największych atutów? Czy opera, z tym śpiewaniem w kółko "Uciekajmy, w drogę, addio, addio!" przy jednoczesnym niezmiennym pozostawaniu na scenie nie jest rozkosznym pretekstem do zatrzymania się z ospale pędzącymi i tkwiącymi bez ruchu bohaterami? To sprawia, że nagle doświadczam rozciągliwości i lepkości czasu.

Z tym zjawiskiem związana jest kolejna nieco dziwna odpowiedź na pytania, za co kocham operę: kocham ją za nudę. Tak, tak! Nuda! Niekiedy w trakcie spektaklu odkrywam uroki tego błogosławionego dla zarobionych i zawalonych pracą stanu. Rozkosznie długie i przewidywalne przedstawienie operowe! (Acz zdarza się to i w dramacie, i w kinie, na koncercie.) Wiem, że do końca aktu jeszcze czterdzieści minut. I nie ma ucieczki, bo siedzę zakleszczony widzami dokładnie w środku rzędu. A po przerwie kolejne czterdzieści minut nudy jeszcze nudniejszej, a po drugiej przerwie - trzecie czterdzieści minut nudy najwyższego gatunku. Na samą myśl przeszywa mnie masochistyczny dreszcz rozkoszy.

Nuda - to jest to, czego mi tak często brakuje. Nuda - boski stan zalecany przez psychologów, którzy postrzegają ją jako przyczynek do autorefleksji. Na scenie nuda, na widowni ja, uwięziony przez innych widzów, a wtedy moje... "marzenia szybują jak ptaki po niebie" i rodzą się pomysły, i rozwiązania problemów, i mocne postanowienia. Za sprawą dobrych spektakli może staję się lepszym człowiekiem, za sprawą nudnych - bardziej uporządkowanym i spokojnym. I dzięki temu nie mogę powiedzieć, że kiedykolwiek przeżyłem nieudany wieczór w teatrze. Każdy na swój sposób był owocny i sprawił, że uważam, iż szklanka jest nadal w połowie pełna.

Oto mój sposób na slow life. Kulturalny. I nie zawaham się go użyć! Oby tylko w marcu-kwietniu 2015 roku trafić na wyjątkowo nudną operę, by tym razem zaplanować sobie maj i czerwiec z większą finezją niż do tej pory. I nie przeoczyć tego, co najważniejsze.

Powolności wszystkim pędzącym życzę. Przynajmniej w wakacje. A później? A później, by znów nie wpaść w diabelski młyn pośpiechu, zapraszam na operę. Tylko wybierzcie tę najnudniejszą!

Opinie (8) 3 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

17

listopada

22. Festiwal Jazz Jantar Gdańsk, Klub ŻAK

20

listopada

The World Of Hans Zimmer Gdańsk, Sopot, Ergo Arena

26

listopada

Osiecka, Młynarski, Przybora Gdańsk, Filharmonia Bałtycka

Rozrywka

Xanax - otwarcie nowego klubu na Tkackiej
Xanax - nowy klub na Tkackiej
Nocne spacery po Siedlcach: trwają Narracje
Nocne spacery po Siedlcach. Narracje

Kulinaria

Arco by Paco Pérez: hiszpańska kuchnia z widokiem na Gdańsk
Arco by Paco Pérez: kuchnia z widokiem
Kolejny browar rzemieślniczy w Trójmieście
Kolejny browar rzemieślniczy w Trójmieście

Planuj z nami tydzień

Narracje, półmaraton i muzyka Hansa Zimmera. Planuj tydzień
Narracje i muzyka Hansa Zimmera

Sprawdź się

Jakie miasto zdobyło tytuł Europejskiej Stolicy Kultury na 2016 rok?