Wiadomości

OFF-owcy niczym zawodowcy

fot. Łukasz Unterschuetz/trojmiasto.pl

Podczas tegorocznego Best OFF-u zobaczyliśmy spektakle nierówne, do lamusa można jednak odłożyć tezę, że teatry niezależne od zawodowych dzieli dziś przepaść scenicznego zawodowstwa.



Ze wszystkich festiwalowych propozycji najsłabiej wypadł zaprezentowany pierwszego dnia "Rosencrantz i Guildenstern nie żyją" Teatru La M.ort z Warszawy. Zespół tworzony przez grupę absolwentów Warszawskiej Akademii Teatralnej przygotował spektakl, którego największym przewinieniem było właśnie źle rozumiane zawodowstwo. Konwencjonalne pomysły, brak reżyserii, ruchu scenicznego i ciekawych kostiumów, wszystko to dziwi biorąc pod uwagę profesjonalne, skądinąd, przygotowanie grupy. Wiele można zrzucić na karb ograniczonego budżetu, nie sposób jednak wytłumaczyć sztampowego aktorstwa oraz pozbawionej interpretacji recytacji tekstu.




Zdecydowanie lepiej wypadła piątkowa pozycja przeglądu, "Kto się śmieje z moich lęków" przygotowana przez polski Teatr Cinema i grupę aktorów meksykańskich z Diplomado Teatro del Cuerpo. Oparta na ruchu realizacja okazała się interesująca przede wszystkim z powodu południowoamerykańskiego kolorytu, jaki wnieśli na scenę meksykańscy tancerze.

Spektakl o silnej wymowie politycznej zaprezentował to, co rzadko mamy okazję oglądać w europejskich produkcjach teatru zaangażowanego - ogromny temperament, gwałtowne emocje, dowcip, ale i ogromną siłę wyrazu. Na stołach alkohol i papierosy, na ścianie napisy - "Wolność, równość i braterstwo". Tak właśnie mogłaby wyglądać rewolucja polityczna w Argentynie czy Ekwadorze.

Biorący udział w przedstawieniu aktorzy umieścili akcję spektaklu w jednej z podrzędnych knajp, gdzie w oparach alkoholu kilku pijanych gości kolejno rozgrywa między sobą taneczno-polityczne pojedynki. Piorunujące wrażenie wywołują przede wszystkim momenty, w których polityka odciska swoje piętno najmocniej, a bohaterowie reagują na brak wolności autoagresywnym atakiem. Uderzenia sznurem nie przynoszą jednak ulgi. Podobnie jak ucieczka w marzenia symbolizowane na scenie muzyką i fragmentami karoserii amerykańskich samochodów.




Równie odważne i mądre w dotykaniu bolesnych miejsc historii okazały się dwa sobotnie spektakle sceny witkacego.wro: "Zabawy pod kocykiem" i "Prawy lewy na obcasie". Znakomicie wypadł szczególnie pierwszy spektakl wrocławskiej grupy, co cieszy tym bardziej, że sobotnie przedstawienie obejrzało również Komisja Artystyczna Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.

Wyreżyserowane przez Sebastiana Majewskiego "Zabawy pod kocykiem" w wersji fabularnej opowiadają historię Polski od wybuchu wojny 1939 roku po współczesną falę emigracji na zachód. Świetny okazał się pomysł obsadzenia aktorów w rolach symbolizujących różne elementy polskości. Na scenie widzimy więc i Orła - symbol państwowości, karierowicza - Buraka, ukochaną ojczyznę - Jabłonkę, przedstawiciela podziemia - Sromotnika oraz nieokreśloną ideowo, podążającą za stadem - Kurę.

To jednak, co w spektaklu zaskakuje najbardziej, to przede wszystkim dowcip i życzliwość w potraktowaniu tematu. Reżyser zafundował widzom powrót do przeszłości unikając stawiania Polaków po dwóch stronach barykady, nie szafując pochopnymi ocenami, które w świetle zaprezentowanych historycznych wydarzeń przestają być takie oczywiste.



Spektaklem zdecydowanie mocniej oceniającym przeszłość okazał się "Prawy lewy na obcasie". W kilku scenach poznajemy historię butów Magdy Goebbels, od momentu ich powstania w fabryce w Auschwitz, aż do tragicznego końca na nogach transwestyty na wrocławskim placu Jana Pawła. Grające prawy i lewy but aktorki umiejętnie rozkładają akcenty prezentowanej historii. W pierwszej części spektaklu grając w znakomicie komiczny sposób, w drugiej odsłaniając w tonie serio zupełnie nowe oblicze wydarzeń. Opowiedziane w innej konwencji zmieniają całkowicie swój charakter, po raz kolejny udowadniając, jak potężną manipulacją może okazać się zręcznie użyty dowcip.

Przegląd zamknęła słabsza "Piaskownica" Michała Walczaka Teatru Za lustrem. Jeden ze starszych spektakli założonego w Tarnowskich Górach teatru z tekstu Walczaka wyciągnął chyba to, co najciekawsze - oparty na ogromnym ładunku agresji obraz współczesnych międzyludzkich relacji. Bohaterowie zmieniają kostiumy, płeć, peruki i imiona. Tylko problem pozostaje ten sam: jak poradzić sobie z wszechogarniającą nienawiścią w świecie, w którym nie sposób oprzeć się na czymkolwiek.

Opinie

Walczymy z przemocą słowną

Kasujemy opinie obraźliwe i nie na temat

Twoja opinia

Dodaj opinię

Odpowiedz

Dodając opinię akceptujesz regulamin dodawania opinii.
Administratorem Twoich danych osobowych jest Trojmiasto.pl Sp. z o.o.. Szczegóły przetwarzania danych znajdują się w polityce prywatności.

02

grudnia

08

grudnia

45. Festiwal Polskich Filmó... Gdynia, Gdyńskie Centrum Filmowe

Rozrywka

Gdańsk w świątecznej komedii. "Miłość jest wszystkim" w telewizji
Świąteczny film o Gdańsku w telewizji
Filmy, które straszyły nas w dzieciństwie
Filmy, które straszyły nas w dzieciństwie

Kulinaria

Złociste i chrupiące. Skąd dobre frytki w Trójmieście?
Smaczne frytki w Trójmieście
Jesienne kiszonki - dla zdrowia i dla smaku
Jesienne kiszonki - dla zdrowia i smaku

Sprawdź się

Jak Muzeum Historyczne Miasta Gdańska nazywało się do 2000 roku?