O jeden most za daleko? Recenzja "Mapy i terytorium" Teatru Wybrzeże

Dzieci w spektaklu "Mapa i terytorium" spełniają bardzo ważną rolę i wypełniają ją brawurowo. Jednak paradoksalnie, spektakl na ich udziale traci, bo mali aktorzy przyćmiewają dorosłych bohaterów, rozbijając przedstawienie na sceny z własnym udziałem, wyraźnie lepsze od pozostałych.
Dzieci w spektaklu "Mapa i terytorium" spełniają bardzo ważną rolę i wypełniają ją brawurowo. Jednak paradoksalnie, spektakl na ich udziale traci, bo mali aktorzy przyćmiewają dorosłych bohaterów, rozbijając przedstawienie na sceny z własnym udziałem, wyraźnie lepsze od pozostałych. fot. Łukasz Głowala / trojmiasto.pl

Ewelina Marciniak kojarzy się z teatrem trudnym, ambitnym, dobrze skomponowanym, ale i "nie dla każdego". Idąc za przykładem Michela Houellebecqa i jego "Mapy i terytorium" postanowiła zagrać z własnym wizerunkiem i swój najnowszy spektakl uczynić ironiczną polemiką z własnymi kliszami teatralnymi, odważnie przy tym eksperymentując. W efekcie serwuje widzom trzyipółgodzinny seans sprawnego technicznie teatru, który jednak przeładowany pomysłami staje się z czasem coraz mniej atrakcyjny i rozpada się na szereg mniej lub bardziej udanych epizodów.



Zaczyna się od nagości. Autor, Michel Houellebecq siedzi pomiędzy widzami na widowni umieszczonej na Dużej Scenie Teatru Wybrzeże. Widownia ta od razu kojarzy się z mapą poziomicową albo z gigantycznym regałem na książki - w ten sposób scenografka Katarzyna Borkowska umieszcza widzów w samym środku "Mapy i terytorium" Michela Houellebecqa, której zresztą książkowe egzemplarze leżą tuż obok widzów. Sam Houellebecq jest zupełnie nagi, "ubrany" zaledwie w mikroport. Wychodzi przed publiczność i wygłasza kilkuminutowy metateatralny monolog na temat polskich wydań "Mapy i terytorium", oczekiwań publiczności i roli prologu dla odbioru dzieła.

Michał Jaros jako Huellebecq nie ma łatwego zadania, bo stojąc nago przed publicznością jest skompromitowany zanim otworzy usta. Ponadto, musi tłumaczyć widzom rolę teatralnego "pierwszego wejrzenia", gdy to szacuje się wartość spektaklu. Reżyserka, Ewelina Marciniak jawnie w ten sposób naśmiewa się z łatki skandalistki, która ma obsesję na punkcie nagości, bo w każdym spektaklu rozbiera aktorów. Zgrabny prolog, wyraźnie inspirowany tomem esejów "Przeciw interpretacji" Susan Sontag, dopisany został przez dramaturga spektaklu Jana Czaplińskiego. Paradoksalnie, to jedna z najlepszych scen całego przedstawienia, bo właśnie wtedy dowcip reżyserki i aktorska jakość, jaką zapewnia Michał Jaros, dają najlepsze rezulataty. Zresztą nagość autora doskonale wyjaśni godzinę później w brawurowym monologu Magdalena Boć jako attache de presse, Marylin, tłumacząc kim jest artysta bez promocji.

Stworzenie dziecięcych "alter ego" bohaterów (podobnie jak dziecięce wizerunki czołowych artystów świata - Jeffa Koonsa i Damiena Hirsta) pozwala na budowę komicznych dialogów i ośmiesza oparte na konwenansach zadufanie i zadęcie środowiska artystowskiego.
Stworzenie dziecięcych "alter ego" bohaterów (podobnie jak dziecięce wizerunki czołowych artystów świata - Jeffa Koonsa i Damiena Hirsta) pozwala na budowę komicznych dialogów i ośmiesza oparte na konwenansach zadufanie i zadęcie środowiska artystowskiego. fot. Łukasz Głowala / trojmiasto.pl
Każda kolejna próba gry Eweliny Marciniak z własnymi kliszami (czy to mowa zależna, którą reżyserka chętnie stosuje w swoich spektaklach - choćby w "Zbrodni", "Amatorkach", "Morfinie" i oczywiście w "Mapie i terytorium", czy też udział muzyków i wokalistki w spektaklu "na żywo", często z zadaniami aktorskimi - podobnie jak m.in. w "Portrecie damy", albo liczne scenograficzne nawiązania do swoich poprzednich przedstawień - np. gąszcz roślin doniczkowych, przypominający "dżunglę" z "Portretu damy") nie wypada już tak dowcipnie. Łącznie sprzecznych ze sobą konwencji, przesadna instalacyjność scen poświęconych sztuce, naigrywanie się z teatru opowieści i wreszcie dodanie groteskowego kryminału na koniec (wraz z dwiema wędrówkami widzów ze sceny na widownię i z powrotem), nie działają nawet w części tak mocno, jak pomysł autora "Mapy i terytorium". Houellebecq przecież nie dość, że uczynił się bohaterem własnej powieści, to jeszcze spektakularnie się w niej uśmiercił.

Nim jednak do tego dojdzie w gdańskim spektaklu, poznajemy Jeda Martina, malarza przeżywającego kryzys twórczy podczas malowania dwóch wielkich artystów naszych czasów - Jeffa Koonsa i Damiena Hirsta, którzy dzięki swoim irracjonalnym (z perspektywy zwykłego odbiorcy sztuki) dziełom stali się jednymi z najbogatszych i najbardziej popularnych artystów współczesnych. Jed stara się namalować ich wspólny obraz, ale bez sukcesu. Nieco później znajdzie swoją niszę - zacznie fotografować mapy Michelin. Dzięki nim nabierze rozgłosu, a hasło przewodnie wystawy "mapa jest bardziej interesująca od terytorium" będzie doskonałym punktem wyjścia do rozważań na temat sztuki. Towarzyszymy Jedowi od twórczych mąk nad nieudanym obrazem aż do końca spektaklu, choć w niemal filmowy sposób ciężar spektaklu przenosi się co jakiś czas na innych bohaterów.

Największym ryzykiem, jakie podjęła reżyserka, jest niezwykle odważne wprowadzenie na scenę dzieci. Cała wybrana podczas castingów piątka gra bardzo ważne dla powodzenia przedstawienia role. Dzieci grają zarówno Jeffa Koonsa i Damiena Hirsta, jak i alter ego Jeda, jego Ojca, oraz dziewczyny Jeda - Olgi, Rosjanki zafascynowanej Francją i zarazem pracownicą Michelin, zachwyconą pomysłem fotografowania map tej firmy. Marciniak bardzo dokładnie ustawia sceny z dziećmi, które swoją energią i rolą w wydarzeniach przyćmiewają dorosłych aktorów. Dlatego eksperyment, by wprowadzić do spektaklu dzieci, udał się reżyserce wyśmienicie. Jednak sam spektakl na tym traci, bo cała uwaga widzów skierowana jest na wyczyny młodych wykonawców. Ci jako alter ego bohaterów pozwalają na szereg komicznych podwójnych dialogów między Jedem a Olgą i Jedem a Ojcem.

Spektakl otwiera "nagi" monolog Michela Houellebecqa, wykonany przez Michała Jarosa, najlepszego aktora przedstawienia.
Spektakl otwiera "nagi" monolog Michela Houellebecqa, wykonany przez Michała Jarosa, najlepszego aktora przedstawienia. fot. Teatr Wybrzeże
Koons i Hirst są z kolei dobrą karykaturą zblazowanych artystowskich snobów. Zresztą, scena gdy widzowie oglądają podczas wernisażu portret Houellebecqa namalowany przez Jeda (widza zaciągniętego na scenę przez grającego Jeda Piotra Biedronia) doskonale wyśmiewa konwenanse i oficjalny odbiór sztuki przez "śmietankę towarzyską", który świetnie współgra z pozbawionym hamulców, a niekiedy zaczepnym czy wręcz brutalnym zachowaniem dzieci. Satyra na panujące w świecie sztuki konwenanse (scena wernisażu prac Jeda Martina) to wprawdzie niebyt wyszukany, ale bardzo udany pomysł reżyserki.

Ironia, jaką odważnie posługuje się reżyserka wraz z dramaturgiem spektaklu, to jednak miecz obosieczny. Spektakl jest bardzo nierówny, rozwija się falami, od sceny do sceny z udziałem dzieci, które każdorazowo wprowadzają ożywienie do sennej atmosfery zimnej narracji i perspektywy obserwatora, z jakiej prowadzona jest akcja spektakli Marciniak. Bez zarzutu radzą sobie wszyscy aktorzy Wybrzeża, z wyróżnieniem tych, którym cięte monologi (udana praca nad adaptacją Jana Czaplińskiego) dają największe szanse: Michał Jaros jako Houellebecq oraz Magdalena Boć w roli Marylin mają dzięki temu okazję zabłysnąć, choć szczególnie rola Boć, wydobywającej z siebie słowa niczym automatyczna sekretarka, wydawać by się mogła drażniąca i mało istotna.

Rozczarowaniem jest podwójna kreacja Jeda Martina. Piotr Biedroń oraz Marek Tynda, chociaż obaj poprawni w roli malarza, przypominają bezwolną kukłę, podążającą tam, gdzie rzuci ją los. Nie ma większego sensu by tą postacią obdzielać aż dwóch aktorów, choć niewątpliwie urozmaica to pozbawionego wyrazu bohatera. Biedroń z kilkunastodniowym zarostem i rozbieganym wzrokiem pozuje na "prawdziwego" artystę, Tynda bardziej schludny i elegancki gra Jeda pozbawionego już młodzieńczych złudzeń i noszącego ciężki bagaż życiowych rozczarowań. Nie zachowano czasowej chronologii postaci - w retrospekcjach obaj biorą udział w akcji naprzemiennie, nie ma też podziału na "młodego" i "starego" Jeda (Tynda obsadzony został również w roli Jasselina, policjanta badającego sprawę morderstwa Houellebecqa). Najlepsza scena z dwójką Jedów to licytacja o swoje alter ego.

Szkoda, że spektakl nieoczekiwanie zmierza w stronę płytkiej, niepotrzebnej farsy. Na zdjęciu Michał Tynda (w spektaklu w grający Jeda Martina i inspektora Jasselina) oraz Piotr Biedroń (Jed Martin).
Szkoda, że spektakl nieoczekiwanie zmierza w stronę płytkiej, niepotrzebnej farsy. Na zdjęciu Michał Tynda (w spektaklu w grający Jeda Martina i inspektora Jasselina) oraz Piotr Biedroń (Jed Martin). fot. Teatr Wybrzeże
Także Katarzyna Dałek - kluczowa aktorka w gdańskich spektaklach Marciniak, czy niezwykle przecież charakterystyczny Krzysztof Matuszewski jako Ojciec Jeda, wraz z Jackiem Labijakiem (właściciel galerii Franz Teller) po prostu uzupełniają sceniczną mozaikę postaci. I wraz z pozostałymi stanowią dobre tło dla dzieciaków - Mateusza Radocha (Jeff Koons), Piotra Zamudio-Zeidlera (Damien Hirst), Piotra Burdzla (alter ego Jeda), Patryka Makowskiego (alter ego Ojca) i Victorii Makowskiej (alter ego Olgi).

Mocnym punktem spektaklu jest warstwa muzyczna, przygotowana przez znaną z zespołu The Dumplings Justynę Święs (wokal, epizody aktorskie) i Wojciecha Urbańskiego (muzyka). Jednak język teatralny Eweliny Marciniak skonfrontowany z żywiołem dzieci, choć pozwala na budowanie efektownych i sprawnych technicznie scen, z czasem zwyczajnie nuży. "Mapa i terytorium" z jednej strony jest wyrafinowaną próbą gry z wizerunkiem teatru ambitnego, z drugiej spektaklem w pełni spełniającym jego założenia. To trudne, wymagające przedstawienie, podobnie jak poprzednie prace Marciniak znajdzie pewnie grono swoich wielbicieli, jednak trudno zaliczyć je do sukcesów tej reżyserki. Pomyłką jest próba ogrania motywu zbrodni groteskową farsą, która do reszty przedstawienia po prostu nie pasuje.

Dobrze jednak, że w Wybrzeżu jest przestrzeń na spektakle dużego ryzyka, jak niedawny, bardziej udany "Fahrenheit 451" czy właśnie "Mapa i terytorium". Ewelina Marciniak słusznie je podjęła z wszelkimi jego konsekwencjami.

Opinie (47) 1 zablokowana

  • Co na to Borys Kossakowski?

    • 5 4

  • Makabra (8)

    Zobaczyłem, że w spektaklu grają dzieci... Myślę, że może w końcu będzie normalna "ubrana" sztuka, ale pierwszy akapit recenzji mnie załamał. Przepraszam autora recenzji, ale na nim skończyłem. Zastanawiam się tylko czy nie zostały przekroczone pewne granice. Do tej pory golizna w TW była codziennością, ale nikt nie mieszał w to dzieci, a spektakle były "dla dorosłych". Swoją drogą ciekawe skąd biorą się takie pomysły. Jak chcieli zrobić w Polsce głośniejszą, ale nie bardziej "gołą" sztukę to była masa protestów, a teraz? Cisza. To sztuka. g*wni_na, ale sztuka.

    • 24 34

    • "Do tej pory golizna w TW była codziennością, ale nikt nie mieszał w to dzieci, a spektakle były "dla dorosłych".

      Portret Damy..
      Gratuluje refleksu.

      • 7 1

    • Czy Makabra widział / widziała spektakl?

      • 17 1

    • ciekawe

      czyli powyższa opinia powstała na podstawie jednego akapitu recenzji... ciekawe

      • 16 1

    • hym w spektaklu gra znajomej syn....

      dawno zastanawiałem sie czy nie przesadza z angażowaniem go w takie role dla dorosłych...

      • 6 9

    • człowieku, golizna jest najbardziej naturalną formą bycia... (2)

      ...dopiero jak przestajemy być dziećmi zaczynamy się jej wstydzić. To rzeczywistość i dzisiejsze światopoglądy wtłaczają w nas chorobę wstydu przd czymś naturalnym, przed golizną...

      • 17 3

      • (1)

        A kto powiedział, że w teatrze chcemy oglądać taka naturalną formę bycia? Domyślnie są inne miejsca do podziwiania natury i na pewno nie jest to teatr.

        Oczywiście golizna jest częścią życia, ale nie oznacza to, że mamy nią epatować na prawo i lewo co nagminnie robi TW.

        No chyba, że do pracy chodzisz nago, bo to "naturalne" to nie mam więcej pytań.

        • 7 14

        • A kto powiedział, że teatr na pewno nie jest tym miejscem, w którym chcemy oglądać - jak to ujęto - naturalną formę bycia?

          • 9 3

    • odp dla Makabra

      Proponuje zobaczyć spektakl i potem wypowiadać sie, krytykować... Ja zobaczyłam - golizna jest (jak w recenzji) na początku spektaklu i nie biorą w niej udziału dzieci !!!!:)))) Dlatego wszelkie oprotestowywanie tego spektaklu skończyło by się ośmieszeniem protestujących :))) Poza tym trudno nazwać ten spektakl "roznegliżowanym" moze jedynie biorąc pod uwagę obnażanie różnych aspektów :))) Sama zresztą pozwoliłam sobie odbierać sztukę na własnych poziomach i interpretować ja symbolicznie po swojemu :))) Zgadzam się jedynie ze zbyt długim czasem jej trwania... poza tym osobiście podobało mi się - polecam - Tobie również Makabra :)))

      • 2 0

  • patologia! (4)

    Rodzice, którzy wysłali dzieci do grania w tej sztuce powinni sie zastanowić, czy chcę je demoralizować w taki sposób.... a może sami są zdemoralizowani? Sztuka dozwolona od 16 lat a grają w niej 12, 13 latki. Gdzie jest MOPS?

    • 19 47

    • Mohery do kościoła na wieczorną mszę :-P

      • 17 7

    • ???

      a co do tego ma MOPS??

      • 18 3

    • Na kolana i módl się za ich dusze!!!!

      • 9 1

    • komentarz

      To, ze w spektaklu grają dzieci nie znaczy, ze widza całe przedstawienie. Znajome dziecko grało 2 sceny w spektaklu Jelinek i nie mogło oglądać ani pozostałych scen ani całego spektaklu. Tak bywa i nie ma co się burzyć.

      • 7 0

  • T

    Nie potrzebne wątki farsy . Początek świetny .zawiedziony jestem

    • 3 4

  • (3)

    jak można opisywać coś, czego się nie widziało ?

    • 12 5

    • A jadlas/es kiedyś kupę? (1)

      Na pewno nie, a mówisz że nie dobra.

      • 5 5

      • ...nie mówię, że niedobra...

        ...ale mam pewne opory przed spróbowaniem i po prostu nie jem...

        • 3 0

    • mozna

      • 1 2

  • Ach te konwenanse (5)

    Czy nie lepiej się ujawnić i dzieci zgenderować?

    • 4 6

    • Czy ktoś widział te dzieci... (4)

      Czy ktoś widział te dzieci z bliska, czy widział jak się doskonale bawią, jakie są inteligentne, jaki kontakt mają z aktorami... Nikt chyba z tych dyskutantów. Czy ci wszyscy, którzy leją tyle hejtu dbają o to, żeby dzieci jednym kliknięciem nie wchodziły na strony erotyczne i to w wieku nawet 5 - ciu lat. Dzisiejszego świata nie uchronicie taką pisaniną . Niech lepiej dziecfi pod opieką psychologa teatralnego (taki był) robią wspaniałe sztukui, niźli mieliby siedzieć przed komputerem, albo ze smartfonem w garści i oglądały bez kontroli, co im się żywnie podoba XYZ

      • 10 2

      • (3)

        Sęk w tym, że ten spektakl wcale nie jest wspaniały, co najwyżej przeciętny. Stwierdzenie, że dzieciaki skradły spektakl aktorom, to nieporozumienie. Owszem, dziewczynka i chłopiec z brodą wypadli bardzo dobrze, natomiast dzieciak w szarym garniturze fatalny. Mylił się, był nienaturalny. Uważam, że większość dzieciaków nie gra tam dla zabawy, ale po to, aby leczyć niespełnione ambicje rodziców.

        • 4 6

        • sęk (2)

          Gdyby pani je widziała i porozmawiała z nimi, zmieniłaby pani zdanie, pani Asiu.
          Nie ja twierdzę, że dzieci skradły spektakl aktorom, od dzieci też nie można wymagać, żeby były perfekcyjne. Zarzuty, że trochę farsy źle robi spektaklowi, to rzecz gustu i autorytatywne stwierdzanie, że tak jest należy ograniczyć tylko do swoich wrażeń :) pozdrawiam

          • 2 1

          • (1)

            Zapewniam, że widziałam te dzieci.Nie napisałam nigdzie, że trochę farsy źle robi spektaklowi, tylko to, że naprawdę nie ma się czym zachwycać. Rozumiem jednak, że rodzina dziecka ma problem z obiektywnością.

            • 3 3

            • nie jestem rodziną dziecka

              Te dzieci widziałem po raz pierwszy na spektaklu i nie znam żadnego z tych rodziców, ale mam dla nich szacunek za odwagę, ze zjawiskami tego świata trzeba się spotykać w sposób kontrolowany i tak jest w tym przypadku (moim zdaniem). Nie zarzucam pani nic na temat farsy, ale ten wątek już się tu pojawił. Staram się z dużą dożą tolerancji podchodzić do tego co się tu pojawia. Uważam jednak, że pojawia się tutaj hejt, tak jak w wielu aktualnych sprawach, chociażby w haśle, Polska w ruinie!!!

              • 4 0

  • Czy jest w teatrze wybrzeże (7)

    Sztuka bez nagosci?
    Pytam poważnie.

    • 15 18

    • ...a czy zdarza Ci się przeżyć dzień bez nagości??? (2)

      ...No chyba, że nie masz z kim "pielęgnować" swej nagości i jej przezywać. No to mi przykro, jeżeli wiesz o czym mówię w ogóle. Teatr jest przedstawieniem pewnych intymnych form egzystencji człowieka, więc nie da się go oderwać od nagości i tylko huzarów na Niemca pędzących przedstawiać bo wtedy to jest po prostu nieszczere i zakłamane...

      • 16 5

      • Nie zdarza mi się też przeżyć dnia bez wypróżnienia. (1)

        Czy, wg twojej logiki, każda sztuka powinna więc zawierać scenę toaletową?

        • 9 6

        • ...wypróżnianie i nagość to formy bycia nieco innych kategorii...

          ...nie porównywałbym po prostu...

          • 5 4

    • (1)

      Dobre pytanie. Ja widziałem chyba jedną, "Martwe dusze", ale to była przy okazji najbardziej beznadziejna rzecz na jakiej kiedykolwiek byłem w teatrze. Nie żeby brak nagości miał związek, tylko uprzedzam w razie gdyby ktoś chciał kierować się tym kryterium.

      • 3 4

      • (g)dzie-ci faceci, martwe dusze, par paranoje, akt równoległy, faza delta, fatum, seks dla opornych, raj dla opornych, maria stuart, baba chanel, koziołek matołek, dwóch w twoim domu, na poczatku był dom, faraon, intymne lęki, murzyn warszawski, skrzynk@pandory, statek szalenców, tajemnicza irma vep - spektakle w których nie ma golizny, może jest więcej, ale wszystkiego nie widziałem. pozdrawiam.

        • 14 0

    • Jest (1)

      Seks dla opornych Duet Kolak & Baka nie potrzebują rozbierania się.

      • 10 0

      • W "Kto się boi Virgini Wolf" Kolak się rozebrała . Średni widok, wole już gołą Kasie Dałek.(też była w tym przedstawieniu)
        Co nie zmienia faktu że ten spektakl jest najlepszy w całym repertuarze TW. Zresztą jak każdy Grzegorza Wiśniewskiego (moim zdaniem najlepszy reżyser TW)

        • 0 1

  • Ten teatr to porażka. Nudny, smętny, przekobinowany, bez magii.

    Smęty, bez scenografii.

    • 9 17

  • Szok, po prostu szok (2)

    to słowa komentarzy po spektaklu, jakie słyszałame. No i pewnie o to chodziło.
    Gdy się szokuje, to się zyskuje poklask.
    A zcy sztuka jest dobra i dobrze zagraia to nie ma większego znaczenia.
    No k..wa szok. O to chodzi? O ubranie golizny w meandy rozumu.

    Zejdzie do ceimnej strony interetu. Tam jest miejsce dla Teatru Wybrzeże ?

    W wiekszości krajów świata dyrektir teatru po takim numeze wyleciałby na zbiyty pysk.
    Tu będzie oklaskiwany z przełamywanie stereotypow. Tylko że goła d..pa jest już stereotypem. Może coś mądzrjszego.

    A swoją drogą niech pierwsze klasy poddtawówki pójdą na ten spektakl. Niech się przyzwyczajają. Będzie znowu szok, bedą chichoty i zażenowanie. Efekt murwany.
    A krytyce będą uznawania za beton i mohery.

    • 9 16

    • Szok że takie dobre? Po spektaklu na którym ja byłem odbyło się długie standing ovation, więc publiczności raczej się podobało.

      • 3 1

    • świetny spektakl!

      Bardzo dobry spektakl. Dzieci nie są profesjonalistami, więc można im wiele zarzucić, ale ubarwiają, urozmaicają przedstawienie. Bałam się też długości (ponad 3 godziny), ale od pierwszej do ostatniej sceny było świetnie, momentami poważnie, momentami zabawnie. Scenografia doskonała, obrazy z kamery, wokal. Całość bardzo ciekawa. A co do elementów 'kontrowersyjnych', cóż :) ja tam nic kontrowersyjnego nie widziałam, kilka nieprzesadzonych i uzasadnionych wulgaryzmów, raz nagie ciało mężczyzny i półnagie kobiety. Nic szokującego, naprawdę.

      • 2 0

  • Czy Katarzyna Dałek, Magdalena Boć, Justyna Święs się rozebrały. (1)

    Bo jak nie -to nie opłaca się iść.

    • 7 7

    • zboczeniec

      Gram w tej sztuce jestem alter ego Olgi a ty jesteś jakimś zboczeńcem

      • 0 5

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Do DNA
Do DNA
wystawa
lut 13-31.12
g. 10:00 - 16:00
Gdańsk, Narodowe Muzeum Morskie
John Faltin - fotograf Sopotu
John Faltin - fotograf Sopotu
wystawa
maj 10-17.10
g. 10:00 - 16:00
Sopot, Muzeum Sopotu
Design Oskara Zięty w zabytkowych wnętrzach Dworu Artusa i Domu Uphagena
Design Oskara Zięty w zabytkowych...
wystawa
maj 12-28.11
Gdańsk, Muzeum Gdańska

Sprawdź się

Sprawdź się

Czy w obecnej siedzibie Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia w Gdańsku, w czasach powojennych, prowadzona była działalność sportowa?