Wiadomości

Nowaczewski: spędziłem dwa lata w Korei Północnej

Artur Nowaczewski: - Zawodowy reporter przywiózłby z Korei Północnej niewiele więcej niż ja.
Artur Nowaczewski: - Zawodowy reporter przywiózłby z Korei Północnej niewiele więcej niż ja. fot. Justyna Hinz

- Z wyjazdu do Korei Północnej została mi głęboka niechęć do komunizmu, który poznałem głównie ucząc się w radzieckiej szkole w ambasadzie ZSRR. Do dziś z Krytyką Polityczną nie znajduję za bardzo wspólnego języka - śmieje się gdański poeta Artur Nowaczewski, autor powieści "Dwa lata w Phenianie". Jego ojciec w latach 1989-1991 pracował w Phenianie w polsko-koreańskiej firmie Chopol. Artur Nowaczewski obecnie pracuje na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Gdańskiego.



Borys Kossakowski: Spędziłeś w Korei dwa lata. Ale w zasadzie niewiele o niej wiesz. Bariera językowa i separacyjna doktryna dżucze okazała się nie do pokonania.

Artur Nowaczewski: Gdyby pojechał tam teraz jako zawodowy reportażysta, niewiele więcej bym się dowiedział. Najwięcej o Korei Północnej wiadomo z opowieści Koreańczyków, którzy stamtąd uciekli. Przeczytałem w zasadzie wszystko, co wyszło po polsku na ten temat, począwszy od książki "Usta pełne kamieni" Kang Czholhwana. Ja to miasto jakoś jednak przeżyłem, są we mnie te obrazy, ulice, zapachy. Z "Podróży z Herodotem" Ryszarda Kapuścińskiego wynika, że nawet on poddał się, jeśli chodzi o poznawanie starych kultur azjatyckich. Więc co dopiero mi się wymądrzać.

Co zostało w tobie po wyjeździe do Korei?

Głęboka niechęć do komunizmu, który poznałem głównie ucząc się w radzieckiej szkole w ambasadzie ZSRR. Do dziś, jako twórca, jestem kojarzony raczej z prawicą. Z Krytyką Polityczną nie znajduję za bardzo wspólnego języka (śmiech). A serio - to pobyt tam wyczulił mnie na historię, dał taką świadomość historii, jakiej większość z naszych rówieśników nie ma. Jestem trochę jak nie z tego pokolenia.

Nie byłeś zły na ojca, że wyrwał cię ze świata kolegów, zabaw na podwórku i zawiózł do betonowej, zamkniętej na cztery spusty Korei?

Bez przesady. W Korei też było podwórko. Ale gdy brat przeczytał pierwsze fragmenty książki opublikowane w "Lampie", powiedział: "Ładnie to wszystko opisałeś, ale to tak nie do końca było. Wcale nie byłeś zachwycony perspektywą wyjazdu do Korei". I miał rację. Wtedy liczyło się dla mnie harcerstwo, koledzy. Trzeba było to wszystko porzucić. Nieznana Korea mnie pociągała, ale również przerażała.

A dziś? Jesteś wdzięczny ojcu za ten wyjazd?

Dzięki niemu nauczyłem się np. języka rosyjskiego, którym posługuję się biegle. To na pewno naznaczyło moje dalsze losy, bo częściej podróżuję na Wschód, na Bałkany. Moje życie obrało w Korei jakąś trajektorię.

Wyjazd do Korei obudził w tobie duszę włóczykija?

Pierwszą "inicjacyjną" wyprawę z ojcem w góry pod namiot odbyłem jeszcze przed wyjazdem do Korei, wspominam o tym na płycie "Kutabuk". (Artur wraz Jackiem Stromskim i Jakubem Nogą założył trio Kutabuk, w którym udziela się jako wokalista recytujący wiersze do muzyki - przyp. red.). Nasz dom już wcześniej trwał w mitologii podróży. Dziadek był kapitanem żeglugi wielkiej i zwiedził pół świata. Ojciec w latach 70. dużo podróżował autostopem. To mnie zawsze fascynowało. Zbierałem pocztówki, ciągle ślęczałem nad mapami. Do dziś zresztą oglądam mapy, ale wolę je przechodzić z jednego końca na drugi.

A jak wspominasz powrót, ciężko było się zaaklimatyzować?

W czasie, gdy mnie nie było, koledzy "wystrzelili" w górę. Jak wróciłem, to były wielkie chłopy. Ja byłem dziecko dość chuderlawe. To było spore zaskoczenie. Polska, do której tak tęskniłem, okazała się być czymś zupełnie innym. Mile tego powrotu nie wspominam.

Książka "Dwa lata w Phenianie" to książka chłopacka. W twojej twórczości postać i tematy chłopięce pojawiają się dosyć często.

Zmagam się z tym w moim pisaniu. Postać chłopca jest we mnie sugestywna i dobrze zarysowana. Dorosłemu Arturowi jeszcze nie za bardzo wierzę. Szukam dla niego odpowiednich literackich konturów.

A na co dzień? Czujesz się dorosłym Arturem? Mówisz dość cicho, wydajesz się nieśmiały...

Mylą mnie z moimi studentami (śmiech). Ale jest we mnie jakiś pęd do tego, co potocznie kojarzy się z męskością. Łażę z plecakiem po górach, gram w piłkę. Źle bym się czuł, gdybym utkwił za biurkiem. Bywać chłopcem jako dorosły mężczyzna to nie grzech, gorzej gdy jest się gówniarzem. Bycie mężczyzną to przede wszystkim branie odpowiedzialności za siebie i za innych, może jeszcze taka mądrość życiowa, która daje pewną twardość, ale nie na pokaz.

Grasz jeszcze w piłkę? Literatura i sport niezbyt wiele mają wspólnego ze sobą.

Rozumiem, że chodzi ci o stereotyp: poeta pali, chleje wódkę. Ja nigdy nie chciałem być powiatowym Wojaczkiem ani małpować gestów Świetlickiego. Mógłbym dorobić do tego jakąś ideologię, ale to podejście wynika z tego, że jako nastolatek miałem poważne kłopoty zdrowotne. Doświadczenie choroby w młodym wieku sprawia, że doceniasz zdrowie. Regularne uprawianie dalekich wędrówek pozwoliło mi wyjść z choroby. Dosłownie. Ludzie po trzydziestce często już są zdziadziali. A ja się trzymam całkiem nieźle. Teraz grywam też w piłkę na orliku w Rumi. Orlik jako zjawisko towarzyskie, to pewne novum. Miało to być dla dzieci, ale na boiska ruszyli też starsi. Założyliśmy taki nieformalny klub, nazwa jest humorystyczna K.K.S. Mitochondrium. Mam tam ksywę "Doktor", bo większość kumpli jest jeszcze w wieku studenckim. Technicznie jestem słabizna, ale nie odpuszczam. Sprawia mi to ogromną frajdę.

Co cię gna na takie wyprawy, jak na przykład w bułgarskie Rodopy?

Wędruję tam, gdzie mogę się dogadać z każdym. Ostatnimi czasy to Bułgaria, Macedonia, ale wszystkie kraje słowiańskie są właściwie w moim językowym zasięgu. Wybieram rejony niezdeptane, gdzie samotny wędrowiec z Polski jest jakimś wydarzeniem. Mam tam nowe znajomości, przyjaźnie. Pamięć ludzka jest taka, że po trzech miesiącach zapomina się wszystko. Notuję więc nazwy własne, imiona ludzi. Jestem po prostu tych krajów ciekawy. A przy tym jest to taki trening mentalny. Jak wędrujesz przez góry, dwa tygodnie, sam, od rana do wieczora, to jak już wrócisz do domu, do pracy, to byle co cię nie zbije z tropu. Przytrafi się coś nieprzyjemnego, pocierpisz trochę, ale otrzepiesz się i pójdziesz dalej. Idziesz po prostu swoim tempem.

Po latach pojechałeś odwiedzić swojego koreańskiego przyjaciela, Bułgara Jordana.

Odebrał mnie na dworcu w Sofii. Tam w holu stoi taka stara lokomotywa - przy niej zwykle się umawiamy. Jordan okazał się być barczystym sierżantem straży pożarnej. Mimo różnic kulturowych wyszło na to, że mamy podobne nastawienie do życia. Te same wartości są dla nas ważne. Jak jestem w okolicach, to wpadam do niego, jeśli tylko nie jest "w akcji". Akurat podczas wyjazdu w Rodopy widziałem z daleka wielki dym - to paliły się lasy w górach Riła. Wiedziałem, że Jordan tam jest, pisał zresztą stamtąd esemesy. Może kiedyś mi o tym opowie.

Opinie (52) 3 zablokowane

  • Kraj jakich mało (2)

    Korea północna to kraj jak z wymyślonej histrii , nie dowiary że współczesnie jest, i zyja tam ludzie (jak im się wydaje nawet normalnie zyją). Fascynujący i zarazem odpychajacy...

    • 20 2

    • Co to jest "normalne życie"? (1)

      I czy istnieje uniwersalna definicja dla Europejczyka, Azjaty, pigmeja z buszu?

      Mówimy o kraju znajdującym się po drugiej stronie globu, w kompletnie innym kręgu kulturowym.

      • 3 2

      • jednakowoż

        istnieje obiektywne, ponadkulturowe odczucie "normalności". Miałem podobne przemyślenia do Twoich dopóki nie przeczytałem wytycznych dotyczących ruchu turystycznego w Korei Pn. Tak wielu bezsensownych zakazów i nakazów, obwarowanych karą łagru, wymierzonych także w turystów, nie ma w żadnym normalnym kraju. Niezależnie od tego, co na ten temat twierdzą Kim i jego przyjaciel Dennis.

        • 9 0

  • tiaaa.. (3)

    Ten pan był z tatą w Korei, zna rosyjski, lubi wycieczki z plecakiem i napisał książkę 'chłopięcą' , bo jeszcze nie dorósł. Nie za bardzo kumam, po co ten artykuł.

    • 64 36

    • A po co ten komentarz?

      Nie kumam.

      Mój też właściwie nie wiem po co.

      • 14 1

    • głupiś jak but i jeszcze o tym rozpowiadasz. bęcwał.

      • 2 4

    • :)

      ...bo to dla inteligentnych...

      • 0 0

  • Kolesiostwo Pana Borysa... (2)

    Jak zwykle kolesiostwo.
    Z całym szacunkiem dla pana Artura Nowaczewskiego, Pan Kosakowski z braku pomysłów na artykuły jeśli nie pisze o swoich inicjatywach muzycznych lub swoich ziomków, to kreśli wywiady ze znajomymi poetami.
    Ciągle promocja osób ze swojego towarzystwa. A gdzie artykuły o innych ciekawych ludziach czy zespołach?

    • 60 21

    • dokładnie (1)

      proponuję przejrzeć całą twórczość "dziennikarza" p. Kossakowskiego -- JAJA!

      • 8 2

      • już niech lepiej pisze o kolegach niż o poważnych projektach muzycznych

        • 1 0

  • To jest i moje marzenie.... (9)

    ...chciałbym pojechać do Północnej Korei i trochę tam pobyć. Naprawdę ciekaw jestem do jakiego stopnia można zrobić u ludzi, aż taką wodę z mózgu i ich sobie podporządkować.

    • 14 4

    • (1)

      Jeśli uzbierasz kilkanaście tys. zł, to jest to do zrealizowania (taki wyjazd na tydzień czy dwa). Do Korei Północnej dostaniesz się wprawdzie tylko w zorganizowanej grupie turystów, ale są biura podróży, które te formalności załatwiają. A samą wizę do Korei Północnej łatwiej dostać niż chociażby do USA.

      • 5 0

      • nie do końca

        W Korei Pn nie będziesz w stanie odbyć podróży poza główne drogi i miasta, bo tego zabraniają tamtejsze przepisy, nakazujące jednocześnie każdorazowe meldowanie się na poszczególnych etapach wcześniej zatwierdzonego planu podróży. Nie będziesz w stanie porozmawiać z lokalesami na temat ich prawdziwych poglądów, ta kwestia również jest ustalona odgórnie. Nie jest to kraj, po którym można podróżować swobodnie i niezauważenie, natomiast możesz być pewien, że w razie zbytniego wychylania się z grupy, Twoje "zaginięcie" w obozie pracy będzie bardziej niezauważone i nieodwracalne, niż gdybyś wyparował w środku amazońskiej dżungli. Tak to tam działa, niestety.

        • 5 3

    • To jest możliwe wszędzie, nawet w demokracji. Przykładem sekty religijne, czy nawet nasze " towarzystwa" rydzykowe i smoleńskie.

      • 11 10

    • Najlepszym przykładem jest własnie POlska.Oni wierzą głeboko ze mieszkają w Rajskiej Zielonej Wyspie Dnka! (1)

      Nie trzeba wcale do Korei jechac

      • 12 5

      • Trollll!!!

        • 0 2

    • (2)

      Popatrz na naszą "opcję smoleńską". Pomyśl co by było, gdyby Jarek z mglistym antonim przejęli w tym kraju pełnię władzy.

      • 9 7

      • gdybys leming miał mózg to bys wiedział ze jeden juz był prezydentem a drugi był premierem (1)

        i jakoś sobie nie przypominam armagedonu którym straszył wszystkich kaczor Donald .Za to codziennie sie przekonujemy do jakiej biedy doprowadził Donald który żyje teraz w luksusie on i jego kolesie partyjni oraz kolesie POlityków na koszt podatnika!!Pamietam też jak Donald sie głupio tłumaczył ze nie moze nic zrobic w tym kraju bo niema prezydenta .Teraz mają komuruskiego marionetkę Donalda pełnie władzy i jedyne co zrobili to doprowadzili kraj do skrajne j biedy!

        • 0 6

        • Boszsz, co za moher...

          Otóż głosowałem na donalda i znowu bym zagłosował na donalda. Powiem więcej, zagłosowałbym nawet na byle jakiego burego pijanego chama, który z mównicy czkałby ku ludziom a swoich ministrów prałby po pyskach, byle tylko kaczory nie wygrały. Na obleśnego, spasionego wieprza z ulizanym zaczesem bym zagłosował, ot co!

          • 5 4

    • ja też bym chciała, chociaż myślę, że w najbliższych dwóch dekadach nie będzie to realne....

      • 0 1

  • A nie lepiej to ?... (3)

    ruszyć du.e wyjść w teren ,odszukać ludzi {coraz ich mniej !} porozmawiać i spisać naprawdę ciekawe Historie ? , np. pamiętam swego czasu jak na statku PLO typu ro-ro chyba ms."Katowice" pływającym na linii Europa Australia Kapitan tego statku zabrał w rejs dorosłego już syna , ten wysiadł w jednym z Australijskich portów bodajże w Sydney tam popracował za zarobione pieniądze kupił motor i ruszył nim na objazd tego kontynentu ! , wracał z nami po następnych chyba trzech rejsach . Ciekawe też były wycieczki organizowane dla marynarzy stojących w portach załóg statków, taki np., całodzienny objazd Rio de Janero ,plaża Copacabana i zwiedzanie figuru Jezusa , fajnie też było jak się trafiło z pobytem w czasie rejsu do Brazylii podczas Karnawału w Rio ! .Ech !- to byli czasy !!- co drugi gdynianin był wtedy Tony Halikiem , albo dzisiejszym Wojciechem Cejrowskim ! No i ta Nasza Kochana wówczas Gdynia - To nie było tylko Okno ale "Brama w Świat" ...

    • 25 4

    • W PLO był taki zakładowy - chyba kwartalnik "Namiary"... (1)

      Redaktorem był tam między innymi {przepraszam nie pamiętam dokładnie nazwiska } pan Dauksza ,Daukszewicz ?... kto pamięta niech poda!.Pan ten był zapalonym rowerzystą ! , zjeździł ten jego rower na statkach PLO niemał cały Świat ,a pan ten przejechał na nim większość portów do których zawijały statki PLO , potrafił pokonywać też dłuższe podróże - wysiadał z jednego statku wracał następnym !, do tego wszystkiego pisał wspaniałe relacje i artykułu z tych podróży ,czytało się je z zapartym tchem !

      • 7 0

      • nadal jest. ale ma 14 stron, z czego 6 to sailingi, 4-6 reklamy, 1 ze spisem treści.

        ostatnio, okładkę zdobiła reklama gaśnic.

        • 0 0

    • tak to było

      Ale to se ne wrati teraz statek stoi w porcie 8 godzin albo i mniej. nie ma czasu nawet na panienki wyskoczyć

      • 6 2

  • Świetna książka. Gratuluję.

    • 14 6

  • Polska - Korea niczym bliźniaki (5)

    a czym my dzisiejsi Polacy różnimy się od Koreanczyków z północy ? Niczym ! Identycznie zastraszeni pracujemy w firemkach, korporacjach i codziennie dowiadujemy się w pracy jacy jesteśmy beznadziejni a kiedy ktoś się wychyli... to wiadomo, szuka pracy. To, że nie ma u nas obozów pracy, nie zmienia faktu, że wywalczona demokracja tak naprawdę nie służy społeczeństwu tylko wąskiej, wąziutenkiej elicie. Ponad 2 mln ludzi uciekło ze swojego ukochanego kraju. Dlaczego ? Ponad 2,5 mln jest bez pracy, przyjmując, że rodzina to 3 osoby oznacza to, że 13 milionom ludzi bieda... Jesteśmy jednym wielkim obozem pracy, który otoczony od północy - zachodu - i południa dobrobytem ma pensje niejednokrotnie niższe od chińskich. A złotousty premier wymyśla coraz to nowsze pomysły na modernizację kraju... wymyśla, wymyśla i... Gierek po 6 latach rządów zbudował naprawdę przemysł w Polsce a Donald Tusk jedynie zadłużył bądź spienięzył resztki naszego przemysłu.

    • 25 24

    • Nie bluźnij

      • 10 5

    • bez litości

      Nikt nie zmusza ciebie do pracy w firemkach .Widocznie nie kochali swojego kraju jak uciekli. Usiądz dobrze i czekaj jak ci manna poleci z nieba.

      • 4 2

    • a czym my dzisiejsi Polacy różnimy się od Koreanczyków z północy ?

      • 0 1

    • Co za porównanie ?

      Tak, tak jesteśmy otoczeni wrogami, głodni i bez pracy. Jasne, jasne.

      • 3 1

    • Tylko kompletny imbecyl i ignorant mógł coś takiego napisać.
      Jak w ogóle można porównywać jakikolwiek europejski kraj (nawet Białoruś) z Koreą Północną? Już sam fakt, że mogłeś napisać ten głupawy komentarz bez żadnych konsekwencji jest tego dowodem, bo tam w najlepszym przypadku trafiłbyś już do obozu pracy i nigdy więcej na oczy nie zobaczył swojej rodziny. Nie ma przymusu pracowania w jakiejś firmie jak Ci nie odpowiada, możesz sobie założyć własną działalność, możesz sobie wyjechać do dowolnego kraju UE do pracy i swobodnie wracać do Polski i nie grozi za to kula w łeb. A co do emigracji Polaków to największy jej wzrost i największy poziom był w latach 2004-2007 (dane GUS), sprawdź sobie kto wtedy rządził. Jak trzeba być zaślepionym i stawiać znak równości między Polską a krajem, w którym przez ostatnie 15 lat ponad 10% populacji zmarło z głodu (a ta liczba nie jest wyższa tylko dzięki kontyngentom żywnościowym z zagranicy), w którym kilkaset tysięcy ludzi jest zamknięta w obozach koncentracyjnych, gdzie wykonuje się na nich eksperymenty medyczne, krajem w którym wydatki na służbę zdrowia wynoszą mniej niż 1 dolar na obywatela rocznie, krajem w którym zakazane jest chociażby posiadanie telefonu czy samochodu. Stuknij się w głowę jełopie jeden.

      • 4 2

  • Pan Nowaczewski niby wykłada na UG, a nie wie jaka jest poprawna nazwa stolicy KRLD. (4)

    Otóż drogi panie to nie jest żaden Phenian, tylko Pjongjang. Zalecam zajrzeć do encyklopedii PWN. Wstyd.

    • 14 25

    • wstydem jest ten koment - zupełnie zbędny

      • 7 8

    • Masz doczytaj jak to było naprawdę (1)

      Masz doczytaj jak to było naprawdę bo samo posiadanie jeszcze o niczym nie świadczy ;)

      Polska nazwa miasta stosowana była początkowo w różnych zapisach nawiązujących do nazwy koreańskiej: Piongyang, Pjongjang, Piengjang, Piongjang. Po II wojnie światowej wprowadzono nazwę Phenian egzonim zapożyczony z rosyjskiego (przyjęty w postaci Phenian na skutek błędnej transkrypcji). W związku z tym, że nazwa ta była często błędnie wymawiana jako , a także istniejącym w krajach Europy Środkowej trendem odchodzenia od nazw pochodzenia rosyjskiego dla tego miasta, Komisja Standaryzacji Nazw Geograficznych poza Granicami Rzeczypospolitej Polskiej 21 listopada 2006 r. postanowiła przyjąć, jako polski egzonim, nazwę Pjongjang, zaproponowaną przez orientalistów i nawiązującą do wymowy nazwy koreańskiej oraz nazw stosowanych w Polsce przed wojną. Tę formę stosuje obecnie m.in. Ministerstwo Spraw Zagranicznych i polska ambasada w KRLD. Nazwę Phenian orientaliści uznali za błędną.

      • 8 5

      • Masz rację, więc nie wiem skąd te minusy...

        • 3 1

    • *

      ...a ja zalecam lekturę książki w której jest napisane dlaczego ta nazwa a nie inna. Oczywiście nie zakładam z góry, że mam do czynienia z imbecylem, który krytykuje coś czego nie czytał... chociaż nie, zakładam...

      • 0 0

  • ciekawa jest ta firma Chopol ...

    Jedyna firma z Polski, która współpracuje z reżimem koreańskim. Za czasów PO firma można powiedzieć rozkwitła. Czyżby jakaś firma towarzyszy z PRLu ?
    Powstała w 1965 r. jeszcze za rządów Władysława Gomułki i Kim Ir Sena. Powołane wówczas Koreańsko-Polskie Towarzystwo Maklerów zajmowało się obrotem ładunkami morskimi. W 1987 r. Przekształcono je w Koreańsko-Polskie Towarzystwo Żeglugowe Chopol. Dalsze losy spółki owiane są tajemnicą, podobnie jak szczegóły dotyczące jej działalności i zysków.

    • 18 2

  • "Książka "Dwa lata w Phenianie" to książka chłopacka. " (4)

    Jaka książka? Jaka???

    • 14 5

    • No bo przecież nie chłopięca....

      bo jakże by to brzmiało - po polsku?

      • 3 4

    • "chłopacka" jest poprawną formą

      • 4 3

    • Opinia została zablokowana przez moderatora

    • To literówka,

      miało być "książka chłopaczka"

      • 7 1

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Rozrywka

Tak restauracje radzą sobie z obostrzeniami
Tak restauracje radzą sobie z obostrzeniami
Od soboty jedzenie tylko na wynos. Nowe obostrzenia dla gastronomii
Nowe obostrzenia: jedzenie tylko na wynos

Kulinaria

Tak restauracje radzą sobie z obostrzeniami
Tak restauracje radzą sobie z obostrzeniami
Od soboty jedzenie tylko na wynos. Nowe obostrzenia dla gastronomii
Nowe obostrzenia: jedzenie tylko na wynos

Sprawdź się

Scena Letnia Teatru Miejskiego im. Witolda Gombrowicza w Orłowie działa od...?

 

Najczęściej czytane