Wiadomości

Nieodparty urok klasyki. Recenzja "Słodkiego ptaka młodości"

Michał Kitliński oraz Dorota Kolak
Michał Kitliński oraz Dorota Kolak fot. Ł. Unterschuetz/trojmiasto.pl

Gdyby najnowszą realizację Grzegorza Wiśniewskiego spróbować ocenić w kontekście jego dwóch ostatnich premier, poprawnego "Brzydala" i świetnej "Marii Stuart", "Słodki ptak młodości" znalazł by się dokładnie pośrodku. Biorąc pod uwagę poziom ostatnich realizacji Teatru Wybrzeże to i tak bardzo dużo.



Na teatralnej mapie polski Grzegorz Wiśniewski odnalazł już swoje miejsce. W najnowszym "Słodkim ptaku młodości" nie znajdziemy wielkich, uniwersalnych historii, tym bardziej nowatorskich poszukiwań formalnych. Reżyser skupił się za to na tym, na czym zna się najlepiej. Na budowaniu kameralnych opowieści, poprowadzonych realistycznie zgodnie z literą dramatu.



Jeden pomysł inscenizacyjny wydaje się rzeczywiście interesujący, mianowicie konsekwentne użycie szczegółu. To w oparciu o detal prosta historia marzącego o filmowej karierze chłopaka opatrzona zostaje niepokojącym dysonansem. Szczegół, a więc wypluta podczas kaszlu tabletka, odsłonięte piersi, skaleczony paznokieć, czy wreszcie zaskakująco czerwona szminka porządnej, prowincjonalnej kobiety. Dzięki tym drobnym zabiegom, na scenę wdziera się to, co najbardziej realne, a jednocześnie najbardziej bliskie bohaterom.

Inne zabiegi inscenizacyjne, kilkakrotnie eksploatowany motyw zmiany ubrania, traktowanego najczęściej jako symbol społecznej opresji, prestiżu lub po prostu kondycji psychicznej bohaterów, oraz pomysł z ustawioną bardzo blisko widza podium-sceną, na której przebywają ci, którzy potrzebują podziwu publiczności najbardziej, a więc Chance, Alexandra del Lago oraz lokalna prostytutka, Miss Lucy, wypadają co najmniej nijako.

Nierówno rozkładają się również relacje prowadzone pomiędzy poszczególnymi bohaterami spektaklu: spragnionym sławy Chancem, jego starzejącą się kochanką, a wrogo nastawioną małomiasteczkową społecznością. Partnerujący Dorocie Kolak Michał Kitliński właściwie od początku skazany był na porażkę. Jeśli wyszedł z tego pojedynku obronną ręką, to tylko dzięki znacznie bardziej doświadczonej aktorce. Dzięki niej wybrzmiało to, co najbardziej zajmujące w spektaklu - historia zdesperowanego mężczyzny pastwiącego się nad pogrążoną w narkotykowym transie kobietą.



Mieszkańcy prowincjonalnego miasteczka: Boss Finley (w tej roli ostatnio etatowy czarny charakter Wybrzeża, Krzysztof Matuszewski), jego syn Tom Junior, przyszły zięć George oraz warta przybocznej młodzieżówki nie budzą już takich emocji. Impas w pokazaniu prawicowego środowiska tylko raz przerwany zostaje wykorzystaną już w "Marii Stuart" sceną konferencji prasowej. W tym jednym momencie groźba medialnej inwazji wydaje się rzeczywiście bliska, choć i tu raczej w amerykańskiej, niż polskiej perspektywie.

Niedosyt budzi finał przedstawienia, które gaśnie wraz z nieoczekiwaną rozmową telefoniczną. Film, którego klęska zawiodła del Lago w ramiona obojętnego kochanka, okazuje się jednak sukcesem. Uszczęśliwiona kobieta wraca do Hollywood. Chance zostaje wykastrowany. Światła gasną. Wszystko przeprowadzone w pośpiechu nie pozwala wybrzmieć ani rozpaczy głównego bohatera, ani strachowi przed nieuchronną karą. A szkoda. Warto było zakończyć przyzwoicie zrealizowany spektakl równie solidnym akcentem.

Opinie (11)

  • Znakomity spektakl

    Świetna gra aktorów a w szczególności Doroty Kolak. Spektakl rewelacja. Warto zobaczyć a recenzję przeczytać później.

    • 0 0

  • recenzja

    byłem wczoraj
    chciałem coś napisać ale po przeczytaniu opinii pani Świerczyńskiej ręce mi opadły

    nie chcę wchodzić w polemikę na tym poziomie

    pseudointelektualny bełkot

    • 4 0

  • Super spektakl

    Zdecydowanie jestem na tak po obejrzeniu wczorajszego spektaklu. Niektóre sceny rozbawiły mnie do łez a na niektóre robiłam wielkie oczy. Aktorzy są bezkonkurencyjni!!! To trzeba zobaczyć

    • 0 1

  • BRAWO PANI JUSTYNO! (2)

    Nie ma to jak "ciepełko wzajemnoadoracyjne" a ja czekam na jakąkolwiek obiektywną recenzję spektaklu TW napisaną przez Panią ... bo jak na razie ... żenuje mnie Pani ...

    • 1 1

    • hm, a czytała Pani poprzednie recenzje?

      • 0 0

    • Pani Moniko

      To pierwsza ciepła recenzja spektaklu TW spod pióra Pani Justyny... więc na pewno nie ona tutaj "żenuje"...

      • 0 0

  • A ja czekam na jakiś spektakl o którym będzie się w teatralnej Polsce mówiło,albo będzie choć ciut wyżej niż średnia krajowa.Bo na razie jest niczym nie uzasadniona radość,że wreszcie coś wyszło.To własnie jest żenujące,w mieście które chce być europejską stolicą kultury!!!

    • 0 0

  • Zdecydowanie najlepszy

    Spektakl świetny. Mocny. aktorstwo Doroty Kolak - genialne! Warto.

    • 3 0

  • Wreszcie recenzja oceniająca spektakl,kogos kto się interesuje teatrem.Jezdzi ,ogląda i nie da się otumanić lokalnym zadowolonkiem i ciepełkiem wzajemnym adoracyjnym.Brawo pani Justyno.I proszę się nie przejmować zadowolonymi służbowo.

    • 0 1

  • jad

    ale jak zawsze,trochę jadu musi być...

    • 2 0

  • Znakomity spektakl!

    No! Masz szczęście ...

    • 1 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Rozrywka

Kontrowersje wokół działalności miejskiego artysty
Kontrowersyjna działalność artysty z Gdyni
Śmiechem w marne czasy. Felietoniści wykpili miniony rok
Felietoniści wykpili miniony rok

Kulinaria

Ostry Cień Mgły i Forfiter. Odjechane nazwy dań z trójmiejskich lokali
Odjechane nazwy dań z trójmiejskich lokali
Karnawałowe wypieki. Nie tylko pączki
Karnawałowe wypieki. Nie tylko pączki

Sprawdź się

Jednym z najcenniejszych eksponatów Muzeum Narodowego w Gdańsku jest srebrna ozdoba z XIII w., której podstawę stanowi...?

 

Najczęściej czytane