Wiadomości

"Następnego dnia rano". O premierze Teatru Miejskiego w Gdyni

Jest to historia, która mogłaby się przydarzyć wielu. Fascynująca, ale zarazem przerażająca, bo unaocznia wszystkie możliwe lęki związane z nowo poznaną osobą i jej najbliższym otoczeniem. W tym wypadku rodziną.
Jest to historia, która mogłaby się przydarzyć wielu. Fascynująca, ale zarazem przerażająca, bo unaocznia wszystkie możliwe lęki związane z nowo poznaną osobą i jej najbliższym otoczeniem. W tym wypadku rodziną. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Premiera Teatru Miejskiego w Gdyni, "Następnego dnia rano", to półtorej godziny niezobowiązującej zabawy. Jednak jeśli ktoś oczekiwał po tym tytule czegoś więcej, rozczaruje się. Są dobre momenty, ale nie brakuje też przestojów.



Tekst Petera Quiltera ma w sobie naprawdę duży potencjał. Można z niego zrobić brawurową inscenizację. Niestety, w teatrze im. Gombrowicza było jedynie poprawnie. Nie było dramatu, nie było też fajerwerków. "Następnego dnia rano" to pozycja przede wszystkim dla tych, którzy szukają pomysłu, aby przyjemnie spędzić czas, ponieważ na małej scenie gdyńskiego teatru sztuka jest po prostu miłym przerywnikiem od cotygodniowej rutyny i to, wbrew pozorom, jest dużą zaletą. Nie zawsze znajdziemy w trójmiejskich teatrach spektakle, które mają po prostu bawić i choć na chwilę odstresować widzów.

Jest to historia, która mogłaby się przydarzyć wielu. Fascynująca, ale zarazem przerażająca, bo unaocznia wszystkie możliwe lęki związane z nowo poznaną osobą i jej najbliższym otoczeniem. W tym wypadku rodziną.

Thomas (Rafał Kowal) budzi się obok Kelly (Agnieszka Bała), wcześniej niszcząc jej budzik. Nie wie gdzie jest, nie wie, co się stało i nawet nie pamięta jej imienia. Ich spotkanie było przypadkowe - oboje poszli do kina, byli mocno spóźnieni. Poznali się w kolejce, a w oczekiwaniu na kolejny seans pili alkohol. Ostatecznie, choć nie do końca wiedzą jak, trafili do sypialni. Historia, która mogłaby się tu zakończyć, u Quiltera ma w tym miejscu swój początek. Thomas, ukrywający swój strach i zakłopotanie pod płaszczem pewności siebie, szuka jak najszybszej drogi ucieczki. A ta wcale nie będzie taka prosta, tym bardziej, że do gry wejdzie... miłość.

Szybko też okaże się, że rodzina, która już niedługo miała także stać się jego, nie jest modelową. Jest szczęśliwa, ale inna. Otwarta, wyzwolona, bez jakichkolwiek tajemnic i tematów tabu. To, co dla niego powinno pozostać w sferze intymności, dla nich jest codziennością, jak poranna kawa. Thomas stara się utrzymywać swoje przekonania, ale nie bardzo mu to wychodzi. Jest pod ostrzałem, a sam ma też za małą siłę przebicia, aby bronić swoich postulatów. Nie pomaga w tym ani otwarta Kelly, ani jej równie szalona i ekscentryczna matka, Barbara (Beata Buczek-Żarnecka). Kiedy do tego wszystkiego dołącza jeszcze Martin (grany przez Piotra Michalskiego brat Kelly), główny bohater jakby z automatu wsiąka w świat, do którego trafił przypadkiem.


- Nie powinieneś być zmieszany, w końcu to tylko seks - pada w jednym z dialogów. I "Następnego dnia rano" jest tak naprawdę bardzo współczesną opowieścią o społeczeństwie. O tym, jak patrzymy na pewne sprawy, ale z naciskiem na seksualność. Coś, co jest przecież naturalne dla człowieka, zostało okryte tak grubym materiałem, że stało się niemal zakazane. Stworzone normy i ramy uniemożliwiają swobodną rozmowę na ten temat. I kiedy Thomas trafia do rodziny, w której nie ma żadnych tajemnic, a seks jest wręcz uwydatniany, nie może sobie z tym poradzić. Szybko jednak zatraca się w tym i odnajduje w rodzinie także miejsce dla siebie.

Sztuka, która rozgrywa się na przestrzeni sypialni nie sprawia wrażenia klaustrofobicznej. Przeciwnie - sporo się tu dzieje, choć - niestety - czegoś zabrakło. "Następnego dnia rano" mogło być naprawdę komediowym hitem Teatru Miejskiego, ale pozostanie raczej miłym akcentem w jego repertuarze. Zabrakło szaleństwa. Reżyser, Grzegorz Kempinsky, nie wyciągnął wszystkiego, co się dało z tej szalonej historii.

Najlepiej na scenie wypada Rafał Kowal, który świetnie odgrywa zmieszanego i zawstydzonego całą sytuacją Thomasa, jakby faktycznie to jego dotyczyło. Ciekawie swoją postać przedstawił także Piotr Michalski, który w bezpretensjonalny sposób pokazał nieco odklejonego od rzeczywistości Martina.

Natomiast panie, Agnieszka Bała i Beata Buczek-Żarnecka, chociaż czuły klimat swoich postaci, nie zatraciły się w nich. Grały trochę na zaciągniętym hamulcu i być może właśnie dlatego niespełna półtoragodzinna sztuka miała przestoje. Wtedy jednak pojawiał się Maciej Sykała, który jako Radio kradł momenty scenicznego marazmu i zajmował publiczność swoimi wykonaniami przebojów, które budziły bohaterów ze snu.

Przedstawienie Kempinsky'ego nie jest złe, ale brakuje mu odrobinę, aby można je było nazwać wybitnym. Jest solidnym tytułem, na który można, a nawet warto iść, ale raczej nie pozostanie w pamięci na dłużej. Jednocześnie trzeba też pamiętać, że komedia jest niezwykle trudną formą i bardzo łatwo jest przeholować w nieodpowiednią stronę. Tutaj jednak zachowawczość jest wyraźna. Wystarczyło by tylko lekko odpuścić, a mogło by być naprawdę rewelacyjnie.

Opinie (14) 1 zablokowana

  • Zawsze rozprasza mnie widok urzędników z urzędu miasta Gdynia w pierwszych rzędach. (5)

    Siedzą zadowoleni z darmowymi biletami. Kto był ten wie o co chodzi:(

    • 36 7

    • A najlepszy jest dyr. Generalny (3)

      Z rozdania miasta. Nic nie kuma ale dziadek piastuje stanowisko.

      • 6 3

      • Dzięki temu jak piszesz ,,dziadkowi" ten teatr ma się bardzo dobrze. (2)

        No i dziadek wszystko kuma. Gdyby tam rządził jakiś g*wniarz teatr toną by w długach. Spektakl świetny i doskonała Pani Zarnecka.

        • 2 6

        • a słońce krąży dookoła ziemi :)

          • 1 0

        • kuma? Jasne, że kuma, ale jak dotrwać do następnej kadencji.

          ...a teatr z tego co wiem nie ma się dobrze, aktorzy od 6 lat nie mieli podwyżki nawet o 1 zł.Zarabiają mniej niż w Lidlu na kasie. Niestety dyr. nie jest w stanie załatwić jakichkolwiek pieniędzy na teatr. Wszyscy narzekają na nepotyzm, stagnację i kumoterstwo.To ma być dobrze?

          • 2 0

    • Nie chodź na premiery to nie będziesz miał takiego problemu. Przypadkiem nie wybieraj się też na premiery do innego miasta, bo tam też zobaczysz urzędników - tylko z nie z urzędu miasta Gdyni ;).

      • 2 4

  • Zlikwidować, rozebrać, zaorać, zakazać.

    • 7 11

  • przegina z ta urzędnicza banda nierobów (1)

    to się musi skończyć

    • 17 2

    • Się skończy jak dziadkow się pogoni...

      I ten cały ich rodzinny folwark.

      • 6 3

  • A ja za tydzień idę na to przedstawienie. Już nie mogę się doczekać.

    • 11 7

  • Super spektakl

    Byłam, widziałam, polecam . Super rozrywka na nie tylko jesienny wieczór . Śmiech gonił śmiech a o to chodzi by trafić do jak największej publiczności i ta komedia właśnie do niej trafia. Spektakl dla młodych i starszych . Rozrywka na wysokim poziomie .

    • 22 7

  • Polecam!!!!! (1)

    Bardzo zabawny i dobrze zagrany spektakl dla młodych i seniorów. Warto zobaczyć!!!!

    • 4 1

    • Gra przez łzy aktorów

      • 0 1

  • wspaniale siw bawilam

    Właśni rocilam!!! R E W E L A C J A!!! Płakałam ze śmiechu

    • 3 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Rozrywka

Restauratorzy przeciwni obostrzeniom
Restauratorzy przeciwni obostrzeniom
Jemy na mieście: Vidokówka w Oliwie - widok i smak
Jemy na mieście: Vidokówka w Oliwie

Kulinaria

Jemy na mieście: Vidokówka w Oliwie - widok i smak
Jemy na mieście: Vidokówka w Oliwie
Ogródki restauracyjne jesienią. Sposób na wydłużenie sezonu?
Podgrzewacze na tarasach przedłużą sezon

Sprawdź się

Dwa spektakle Teatru Wybrzeże zarejestrowała Telewizja Polska w ostatnich kilku latach i wyemitowała w TVP Kultura. Jakie?

 

Najczęściej czytane