• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

Mozart w toalecie, czyli klasyka w reklamie

Muzykolodzy uważają, że wykorzystywanie szlagierów muzyki klasycznej w produkcji reklam jest nieetyczne, ponieważ odziera arcydzieła z należnego im splendoru i zrównują je z muzyką popularną. Obserwowanie Mozarta, który zapisuje "Marsz turecki" (Rondo Alla Turca) z XI sonaty fortepianowej na rolce papieru toaletowego, faktycznie może przyprawić niejednego melomana o zawrót głowy.


Mozart sprzedaje papier toaletowy, Bizet środek czyszczący, Orff obuwie sportowe, a Prokofiew ekspresy do kawy. Twórcy reklam korzystają z arcydzieł muzyki klasycznej, ponieważ są ogólnodostępne, niedrogie, a co najważniejsze, przykuwają uwagę potencjalnych konsumentów i kierują ją na reklamowany produkt.



Motywy przewodnie stosowane przez Ryszarda Wagnera miały za zadanie uporządkowywać dość obszerne objętościowo dramaty muzyczne w czytelne dzieła sztuki. Dziś bardziej kojarzą nam się z produktami, które reklamują niż z dramatami muzycznymi, z których pochodzą.

Pojawienie się w reklamie delikatesów spożywczych motywu "Viens, Mallika, les lianes en fleurs ... Dôme épais, le jasmin" z opery "Lakme" Leo Delibesa przywróciło do życia nieco zapomnianą twórczość tego kompozytora.

Wykorzystanie muzyki klasycznej w reklamach:

Zobacz wyniki (87)

Kompozytorzy od setek lat przykładali dużą wagę do tego, żeby ich dzieła miały spójną konstrukcję bez względu na to, czy trwają po kilkadziesiąt minut (koncerty, fugi, sonaty), czy kilkanaście godzin (tetralogia "Pierścień Nibelunga" Wagnera). Dla twórców reklam ta nie stanowi problemu - ćwiartują dzieła na kawałki i wybierają kilkuminutowe, najbardziej chwytliwe motywy. Najważniejsze, żeby muzyka oddawała charakter reklamowanego produktu.

- Zdarza się, że pomysł jest oparty na konkretnym motywie muzycznym. Częściej jednak klient po prostu szuka czegoś, co jest najbardziej charakterystyczne i podkreśliłoby walory spotu reklamowego - mówi Agnieszka Kulczycka z firmy Konsultacje Muzyczne. - Czasem faktycznie będzie to klasyka, czasem lepiej sprawdzi się coś współczesnego.

Klientowi łatwiej zdecydować się na utwór, który istnieje w świadomości odbiorców. Polska publiczność nie jest za bardzo osłuchana z muzyką poważną, dlatego ludzie zajmujący się sprawami kreatywnymi oraz wymyślaniem reklam wybierają największe hity. "O Fortuna" Orffa reklamowała środek czyszczący i odzież sportową, uwertura do "Cyrulika Sewilskiego" Rossiniego proszek do prania, czekoladki i telefony komórkowe, "Taniec rycerzy" z "Romea i Julii" Prokofiewa - piwo i ekspres do kawy. Dużą wartość reklamową mają również: V i IX symfonia Beethovena, "Cwał Walkirii" Wagnera, "Tako rzecze Zaratustra" Straussa czy uwertura do "Wilhelma Tella" Rossiniego.

- Wbrew pozorom krótkich, a zarazem nośnych motywów muzycznych, które od pierwszej chwili zrobią na słuchaczu ogromne wrażenie, nie ma zbyt wielu, dlatego zdarza się, że te same fragmenty pojawiają się w reklamach wielokrotnie- mówi Marcin Potkański z gdańskiej agencji reklamowej Brandish. - Musimy jednak bardzo uważać, żeby takich motywów za bardzo nie eksploatować, ponieważ straciłyby swoją unikalność. A jak wiadomo, klient oczekuje tego, co wyjątkowe, a nie pospolite.

Najszybszym i najtańszym sposobem na zdobycie pożądanego fragmentu jest skorzystanie z banków muzyki. Studia reklamowe wraz z kupnem utworu nabywają również komplet praw do niego. Mogą ze sobą łączyć kilka fragmentów, ale przekomponować już nie, ponieważ każdy z nich jest chroniony prawami autorskimi.

- Zdarza się, częściej jednak w produkcji filmowej niż w reklamie, że reżyser ma konkretne oczekiwania co do wykonania. Zdobycie praw do takiego utworu wymaga więcej czasu i nakładów finansowych, dlatego przy produkcji reklam korzystamy raczej z banków muzyki - mówi Kulczycka. - Możemy również wynająć prestiżową orkiestrę, studio i nagrać utwór w konkretny sposób czy w konkretnej aranżacji. Różnica w kosztach byłaby jednak olbrzymia. Za utwór, do którego trzeba nabyć prawa autorskie i wykonawcze, który nie jest jeszcze chroniony, ponieważ nie minęło 75 lat od śmierci autora, trzeba zapłacić od 10 do 50 tys., nawet za 30 sekundowy fragment.

Choć mówi się o wykorzystywaniu utworów w reklamach, tak naprawdę wykorzystuje się jedynie krótkie motywy. Wyrwane z symfonii czy oper tematy stają się autonomicznymi tworami "no name" i funkcjonują w oderwaniu od swojego pierwowzoru. Bez informacji na temat pochodzenia utworu, bez tytułu i nazwiska autora, muzykę zaczynamy kojarzyć wyłącznie z reklamowanymi produktami. Zdobycie informacji na temat zasłyszanego fragmentu muzycznego jest jednak możliwe. Jeżeli wykonanie jest wiernym odtworzeniem tego, co znajduje się w partyturze, można skorzystać z licznych aplikacji rozpoznających muzykę (SoundHound czy TrackId). Jeżeli motyw przerobiono lub poddano aranżacji, można poprosić o informację twórców reklam, choć ci nie zawsze mogą udzielić odpowiedzi.

- W niektórych umowach znajduje się zapis zabraniający ujawniania nazwiska autora. Ma to miejsce w przypadku wykorzystywania utworów gotowych, które już funkcjonują na rynku muzycznym. Bywa również, że właśnie nazwisko wykonawcy jest atutem, którym warto się pochwalić. W muzyce poważnej raczej nie miałoby to racji bytu. Nawet gdyby udało się pozyskać utwór w wykonaniu Filharmoników Berlińskich, wiązałoby się to z ogromnymi kosztami, a nie zrobiłoby takiego wrażenia na odbiorcach, jak na przykład zatrudnienie Nelly Furtado - mówi Agnieszka Kulczycka.

Muzykolodzy uważają, że wykorzystywanie szlagierów muzyki klasycznej w produkcji reklam jest nieetyczne, ponieważ odziera arcydzieła z należnego im splendoru i zrównuje je z muzyką popularną. Zarzucają również, że poćwiartowanie czegoś, co z założenia tworzyć miało spójną całość, jest wykroczeniem przeciwko twórczości mistrzów. Nie da się jednak zaprzeczyć, że dzięki wykorzystaniu nawet szczątkowych motywów w reklamach, muzyka klasyczna zyskuje na popularności i staje się bliższa masowemu odbiorcy.

Opinie (19)

  • to zwykła profanacja, używac takich wielkich kompozytorów aby zareklamowac jakaś bzdure (1)

    Tak jak nazwanie sklepu ze szmatami Stradivarius, ciekawe czy panie tam kupujący wiedzą kim był Antonio Stradivari, szczrze wątpie.

    • 22 4

    • Własnie, dlatego sklep ten w Polsce powinien nazywać się Baltazar Dankwart.

      • 0 1

  • Precz z preczem!

    • 7 4

  • Reklamy to próba wbicia nam do bani że nie przeżyjemy bez jakiegoś durnego produktu.

    Oczywiście straszą nas wypadkami, bakteriami, odparzonymi tyłkiami i innym badziewiem.

    USA zrobiły papkę z mózgów ludzi w cywilizowanych krajach. Jak patrze na zachodnie reklamy z dubbingiem to kopara mi opada jakie to jest głupie:

    -haj definiszon
    -nowy dizajn kołpaków
    -inteligentne molekuły
    -aktiv piana
    -unikalna formuła
    -bąbelki UNOSZĄ PLAMĘ

    To tylko próbka tych debilnych stwierdzeń. No tak, ale zobaczcie reklamę "prusakolep" na yt.. to nasz produkt. No ale jak NAUKĄ można nazwać MARKETING... no to przepraszam

    • 16 2

  • reklama

    poziom jakości reklamy w Polsce to dno lub okolice dna a może by tak nie kupować pewnych produktów właśnie ze względu na mierną reklamę

    • 9 0

  • 1 kwietnia (1)

    przecież dzisiaj jest Prima aprilis : )

    • 4 7

    • i w związku z tym nie jest prawdą, że się wykorzystuje muzykę klasyczną w reklamach?

      • 6 1

  • Muzykolodzy pracują w Programie II Polskiego Radia w Warszawie

    i dają nam dziennie kilkanaście godzin muzyki klasycznej w najlepszych wykonaniach . Można także posłuchać transmisji z najsłynniejszych oper świata ,konkursów muzycznych czy też muzycznych festiwali . Wszystko to przeznaczone jest dla m-a-s-o-w-e-g-o.... o-d-b-i-o-r-c-y.
    Sam PR II nadaje także sporadycznie reklamy i nikomu to nie przeszkadza.
    Nie wiem zatem o których tu muzykologów chodzi .
    Co do firmy Konsultacje Muzyczne z Panią Agnieszką Kulczycką i reklamy to uważam to zjawisko za marginalne, podobne do sprzedawania fiołków przed delikatesami .

    • 6 3

  • "muzykę zaczynamy kojarzyć wyłącznie z reklamowanymi produktami" (1)

    mówcie za siebie, dziękuję, do widzenia.

    • 16 0

    • Foxy na pewno nie kupuje

      • 0 1

  • Dawać więcej takich reklam.Dla większości Polaków to jedyna okazja łyknięcia odrobiny piękna

    Może któregoś olśni by wysłuchać całości ,a nie parę sekund.....Cuda się zdarzają

    • 8 2

  • Reklama Foxy to kpina z Mozarta

    Wyjątkowo ośmiesza tego kompozytora, który tworzył w ciężkiej w sytuacji życiowej (bieda, choroba, a co za tym idzie stres) Ale ta delikatesów Alma osobiście mi się podoba. Muzyka bardzo dobrze eksponuje film reklamowy, który jest zrobiony nieco "artystycznie", bez żadnych durnych scenek i mało śmiesznych tekstów.
    Oczywiście, jak to reklama jest daleka od rzeczywistości, niemniej jednak na ten spot miło popatrzeć.

    • 5 3

  • Pani redaktor niedawno się martwiła, że Orffa nikt nie zna, o jakim więc "szlagierze" mówimy?

    • 0 1

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Do DNA
wystawa
lut'21 13-31.12
g. 10:00 - 16:00
Gdańsk, Narodowe Muzeum Morskie
15 zł
ulgowy 10 zł
Pobożni i cnotliwi. Dawni gdańszczanie w zwierciadle sztuki
wystawa
maj'21 15-31.12
g. 11:00 - 18:00
Gdańsk, Muzeum Narodowe
Zajęcia musicalowe
warsztaty
Gdynia, Virtuo
280 zł
ulgowy 180 zł

Sprawdź się

Sprawdź się

Festiwal Teatru Polskiego i Teatru Telewizji Polskiej "Dwa Teatry" w roku 2019 odbył się po raz: