Wiadomości

stat

Między sacrum a profanum. O "Tlenie" Teatru Muzycznego

W dziesięciu recytowanych kompozycjach widzowie "Tlenu" Teatru Muzycznego w Gdyni oglądają ósemkę aktorów występujących w duetach lub solo. Na zdjęciach Iga Grzywacka i Filip Jasik.
W dziesięciu recytowanych kompozycjach widzowie "Tlenu" Teatru Muzycznego w Gdyni oglądają ósemkę aktorów występujących w duetach lub solo. Na zdjęciach Iga Grzywacka i Filip Jasik. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl

"Tlen" Iwana Wyrypajewa jest jak intelektualny i emocjonalny rollercoaster. Tekst pełen wypowiedzianego i wykrzyczanego buntu młodego człowieka, jego niezgody na otaczającą go, pozbawioną głębszych wartości rzeczywistość trzeba jednak w przekonujący sposób przekazać widzom. W spektaklu Teatru Muzycznego w Gdyni udaje się to tylko czasami.



Iwan Wyrypajew w swoich sztukach często porusza tematy, po które inni nie sięgają. Tak jest też z "Tlenem", tekstem, dzięki któremu zaczął swoją międzynarodową karierę. Dlaczego? Ponieważ ubrana w formę klubowego koncertu sztuka składa się z dziecięciu pouczeń, z początku dość wiernie odpowiadającym biblijnemu Dekalogowi, choć nic tu nie jest proste. Każdy kolejny utwór - recytowane przez aktorów kazanie - jest traktatem o tym, co ludzkie i równie dobrze można potraktować jako jego przeciwieństwo.

Nawiązania do Dekalogu (jak "nie zabijaj" w otwierającym spektakl utworze "Tancerze") ma tu zupełnie inny wydźwięk. "A ja znałem jednego człowieka, który miał bardzo słaby słuch. I nie słyszał, kiedy mówiono: nie zabijaj, pewnie dlatego, że miał na uszach diskmena" - melorecytuje aktor. W ten sposób chrześcijańskie Dziesięć Przykazań stanowi szkielet, na którym Iwan Wyrypajew stworzył nową historię, poświęconą kondycji ludzkiej, ludzkim wyborom i ograniczeniom.

Aktorzy właściwie nie grają ze sobą, a mówią wprost do widzów, traktując jako adresatów swoich wypowiedzi. Na pierwszym planie Sylwia Wąsik i Marcin Sztendel.
Aktorzy właściwie nie grają ze sobą, a mówią wprost do widzów, traktując jako adresatów swoich wypowiedzi. Na pierwszym planie Sylwia Wąsik i Marcin Sztendel. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
Gdyńskie przedstawienie wyreżyserowane przez Rudolfa Zioło (etatowego reżysera Teatru Wybrzeże, reżysera m.in. "Naszych najdroższych" i "Dwóch w twoim domu") pozostaje wierne koncepcji Wyrypajewa. Rozgrywa się w przestrzeni klubowej, czy też klubowo-teatralnej, bo naprzeciwko widowni ustawiono teatralne krzesła, na których zasiadają aktorzy "Tlenu", nie biorący czynnego udziału w trwających właśnie epizodach. W scenografii Andrzeja Witkowskiego znajdziemy też kawiarniane stoliki, stół DJ-a z laptopem, ale nad wszystkim dominuje wielka sina ściana, podświetlona zimnym niebieskim światłem, sugerująca industrialną przestrzeń klubu. W centralnym punkcie jest pusta klubowa scena. Tam właśnie wychodzą aktorzy wykonujący przed publicznością kolejne recytowane utwory.

Składają się one w formę pokoleniowego protest songu i osobliwej prowokacji. Poznamy w nich opowiedzianą fragmentarycznie opowieść o Sańku z Sierpuchowa i Saszy z Moskwy, on zakochał się w dziewczynie ze stolicy, ona z litości oddaje mu się, wiedząc, że nie przywyknie do prowincji. On dla miłości jest gotowy na wszystko. Brutalny mord na żonie nie stanowi problemu - Saniek zrozumiał, że żona była "beztlenowcem", a w moskiewskiej Saszce odnajduje potrzebny mu do życia tlen.

Oczywiście Wyrypajewa nie interesowała makabreska. To tylko punkt wyjścia, by snuć opowieść o kondycji człowieka w kryzysie, kiedy błądzi on po omacku, bez życiowej busoli w postaci wyższych wartości. Kieruje się więc swoim szeroko pojętym interesem, własną wygodą i interpretuje rzeczywistość przez pryzmat własnego "ja", nie dostrzegając potrzeb nikogo poza sobą. Egotyczny, egocentryczny monolog podszyty jest dotkliwie wyczuwalnym brakiem ciepła, miłości, wsparcia, szacunku czy szczęścia. Saniek ma w tekście Wyrypajewa kilka imion, bo przecież nie o konkretnego chłopaka tu chodzi, a o pokoleniowe podskórnie wyczuwane poczucie braku i niespełnienia. I nawet gdy maska agresywnego, wampirycznego egoisty opada, nie potrafi on zbliżyć się do ukochanej, ani zbudować z nią głębszej relacji.

Każdy tu wciela się w bohaterów sztuki Iwana Wyrypajewa - Jego lub Ją. Wyjątkiem jest funkcja DJ-a, powierzona Patrykowi Szwichtenberowi (odpowiedzialnemu też za przygotowanie muzyczne spektaklu).
Każdy tu wciela się w bohaterów sztuki Iwana Wyrypajewa - Jego lub Ją. Wyjątkiem jest funkcja DJ-a, powierzona Patrykowi Szwichtenberowi (odpowiedzialnemu też za przygotowanie muzyczne spektaklu). fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
Ten trudny, nieoczywisty i niesłychanie finezyjnie skonstruowany tekst na scenie wybrzmieć może tylko pod jednym warunkiem. Gdy zostanie w wiarygodny sposób podany przez aktorów. Głównym problemem gdyńskiego spektaklu jest to, że udaje się to tylko czasami. Niemal wszystkie kwestie aktorzy mówią skierowani wprost do widzów, prawie rezygnując z interakcji, czasem tylko niczym echo powtarzając swoje gesty. Kiedy aktor staje się niewiarygodny, wypowiadane przez niego słowa nie mają żadnej siły, a w pomyśle bezpośredniej konfrontacji wobec widza nie ma miejsca na wybronienie się w innym sposób.

Do udziału w "Tlenie" Rudolf Zioło zaprosił piątkę aktorów z Teatru Muzycznego i trójkę młodych aktorów z Krakowa. Pomysł na import aktorów z zewnątrz zaskakiwał od początku, bo przecież w Studium Wokalno-Aktorskim nie brakuje młodych ludzi, którzy mogą wnieść powiew świeżości, o jaki reżyserowi chodziło. Patryk Szwichtenberg (na PWST Krakowie trafił po SWA w Gdyni) w roli DJ-a radzi sobie zarówno z organizacją spektaklu w roli "konferansjera", jak też jako sceniczny partner Reni Gosławskiej w trudnych, konfrontacyjnych scenach na dwa głosy. Jednak pozostali aktorzy z Krakowa - Filip JasikMarcin Sztendel - wyraźnie odstają umiejętnościami i przygotowaniem od aktorów Muzycznego. O dziwo, zupełnie minął się z rolą Mateusz Deskiewicz, ciekawy aktor charakterystyczny, w "Tlenie" groteskowo przerysowany i nieautentyczny, z ruchową nerwicą natręctw.

Reżyseria (podkreślona niekiedy grą świateł) ogranicza się do prowadzenia aktorów i pozostawienia im dużej wolności na scenie. Jednak wiele kwestii nie zapada w pamięć, a ulatnia się zaraz po ich wypowiedzeniu.
Reżyseria (podkreślona niekiedy grą świateł) ogranicza się do prowadzenia aktorów i pozostawienia im dużej wolności na scenie. Jednak wiele kwestii nie zapada w pamięć, a ulatnia się zaraz po ich wypowiedzeniu. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
Dużo lepiej wypadają panie. Pierwsze skrzypce grają Renia GosławskaKatarzyna Wojasińska. Pierwsza subtelnie, bez cienia przesady wykłada racje swojej bohaterki w mocnych werbalnych pojedynkach z Patrykiem Szwichtenbergiem, druga wkłada w monolog bohaterki (scena "Nie i tak" poświęcona przysięganiu) dużo emocji. Według tego samego klucza Wojasińska bardzo dobrze rozgrywa "Jak to się robi bez uczucia", czyli rozmowę o seksie (z bohaterem Mateusza Deskiewicza). W "Amnezji" (wyjaśniającej jak "wymazać" trudne kwestie ze swego życia) dobre wrażenie pozostawia Sylwia Wąsik, wystylizowana na dresiarę. Kobiecy zespół uzupełnia bezbarwna na ich tle Iga Grzywacka.

Ponieważ tekst Wyrypajewa w spektaklu Muzycznego nie ma tyle mocy, co treści, spora część jego przesłania ulatnia się, niestety, zaraz po wypowiedzeniu. Reżysersko, poza niezbyt fortunnym niekiedy zestawieniem grających i raz lepszym, raz gorszym prowadzeniem aktorów, nie zrobiono zbyt wiele. Poszczególne sekwencje sprawnie łączy Patryk Szwichtenberg, który przygotował również ciekawą muzykę klubową na potrzeby spektaklu. Bardzo brakuje w "Tlenie" osoby odpowiedzialnej za ruch sceniczny, wyglądający na scenie na przypadkowe, nieskoordynowane ruchy aktorów pozostawionych w tej kwestii samym sobie. Dlatego pełna aluzji ekwilibrystka werbalno-znaczeniowa, jaką jest "Tlen" Wyrypajewa, wypada w gdyńskim spektaklu co najwyżej poprawnie.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (29)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

18

lutego

24

lutego

Met Opera: Cyganeria Gdynia, Multikino Gdynia

24

lutego

Tribute to Cole Porter Sopot, Teatr BOTO

Rozrywka

Planuj tydzień: Futrzak Fest, Bieg Urodzinowy i Smakuj Trójmiasto
Planuj tydzień: Futrzak Fest i Bieg
Miłosna baśń warta Oscarów. Recenzja filmu "Kształt wody"
Miłosna baśń warta Oscarów

Kulinaria

Planuj z nami tydzień

Planuj tydzień: Futrzak Fest, Bieg Urodzinowy i Smakuj Trójmiasto
Planuj tydzień: Futrzak Fest i Bieg