Wiadomości

Melodramatyczne "Jak wam się podoba" w Teatrze Szekspirowskim

"Jak wam się podoba" to spektaklem wyprodukowany przez Teatr Wybrzeże, ale grany w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim.

Zmiany tożsamości, przebieranki, ludzkie dramaty podane na wesoło w niezobowiązującej atmosferze radosnej zabawy, pełne absurdalnych momentami zwrotów akcji - to wszystko czyni z "Jak wam się podoba" Williama Szekspira dzieło przewrotne i wbrew pozorom niełatwe do wystawienia. Przekonuje o tym rozczarowująca inscenizacja sztuki, wyreżyserowana przez Krystynę Jandę dla Teatru Wybrzeże w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim.



"Jak wam się podoba" to jedna z bardziej intrygujących sztuk Szekspira. Wiele tu autoironii i polemiki z własną twórczością, szczególnie z charakterem leśnych umizgów kochanków ze "Snu nocy letniej", choć bez trudu odnaleźć można echa "Romea i Julii" i znaleźć ślady wątków, rozwiniętych w sztukach późniejszych, jak "Wieczór trzech króli" czy "Król Lear".

Kiedy grane jest "Jak wam się podoba"


Jednych w "Jak wam się podoba" rozbawi, innych zrazi, wszechobecna tu zabawa z zasadą prawdopodobieństwa, które w tym utworze właściwie nie istnieje. Oto bowiem Orlando zakochując się w Rozalindzie, nie rozpoznaje jej w przybraniu chłopca, pomimo tego, że Rozalinda jako Ganimed "wciela się" w rolę jego ukochanej i pod pozorem próby wyleczenia go z miłości do Rozalindy, prowadzi z nim przewrotną grę w zaloty. Bez trudu nakłania go też, by traktował ją (w przebraniu chłopca) jak swoją ukochaną.

Wątek miłosny między Rozalindą a Orlandem został przez Szekspira dodatkowo skomplikowany, bo dziewczyna gra chłopca, który ją udaje, dzięki czemu udaje się wydobyć komizm sytuacyjny, z czym reżyserka nierzadko w tym spektaklu miewa jednak problemy.
Wątek miłosny między Rozalindą a Orlandem został przez Szekspira dodatkowo skomplikowany, bo dziewczyna gra chłopca, który ją udaje, dzięki czemu udaje się wydobyć komizm sytuacyjny, z czym reżyserka nierzadko w tym spektaklu miewa jednak problemy. fot. Piotr Hukało / trojmiasto.pl
Jej ojciec, Książę wygnany, nie tuła się po lesie niczym błędny rycerz jak Król Lear, tylko ochoczo pomieszkuje z wieśniakami, ciesząc się życiem, umilając sobie czas piosenkami i towarzystwem prostych, dobrych ludzi. Tu każdy jest kowalem swojego losu. Bohaterowie padają rażeni strzałami Amora jak muchy. Sam Las Ardeński jawi się jako coś na kształt oazy spokoju, w której odnaleźć można miłość i namiętność, rozpalane nawet przez jedno przypadkowe spotkanie. Konflikt braci zażegnany zostanie niespodziewanie, o czym doniesie nam Oliwer, dotąd zły i zgorzkniały, teraz skruszony i zakochany. A wszystko wbrew jakiejkolwiek logice kończy się szczęśliwe.

Ta beztroska wymaga od reżysera przede wszystkim odpowiedniego pomysłu, aby serię niespodziewanych zdarzeń ubrać w odpowiednią formę. Krystyna Janda decyduje się na wielką uchylną platformę, zniżoną w stronę widzów, dzięki której aktorzy "schodzą" do publiczności (umowna scenografia Magdaleny Gajewskiej). Dzięki grze świateł (Katarzyna Łuszczyk) chłód na zamku Fryderyka (młodszego brata wygnanego księcia) podkreślony został opadami śniegu, w trakcie przygód w Lesie Ardeńskim scenę zazielenią czterolistne koniczyny i motywy kwietne, zmieniające kolor na czerwień podczas spotkań Rozalindy i Orlanda.

Najwięcej zależy od Magdaleny Gorzelańczyk (na zdjęciu), bo na granej przez nią postaci - Rozalindzie, czyli naczelnej intrygantce spektaklu - opiera się cała sztuka. Aktorka z różnym skutkiem radzi sobie z trudami tej roli.
Najwięcej zależy od Magdaleny Gorzelańczyk (na zdjęciu), bo na granej przez nią postaci - Rozalindzie, czyli naczelnej intrygantce spektaklu - opiera się cała sztuka. Aktorka z różnym skutkiem radzi sobie z trudami tej roli. fot. Piotr Hukało / trojmiasto.pl
Za tą dookreśloną, choć minimalistyczną oprawą wizualną przygód Rozalindy, jej przyjaciółki Celii i innych, nie idzie w parze żadna konwencja. Tekst podany jest wprost, czyniąc wątek miłosny momentami nieznośnym melodramatem, granym przez Magdalenę Gorzelańczyk w roli Rozalindy/Ganimeda zaskakująco serio. To powoduje, że efekt humorystyczny - poza scenami Rozalindy w przebraniu chłopca udającego Rozalindę w scenach miłosnych z Orlandem - przenosi się na innych bohaterów i wątki poboczne.

Świetnie radzi sobie Michał Jaros w roli typowego szekspirowskiego błazna Lakmusa, szydzącego z pozostałych bohaterów z dużym wdziękiem i lekkością. Przezabawny w bardzo udanym epizodzie głupawego pasterza Sylwiusza jest Jakub Nosiadek, który wcześniej dobrze prezentuje się również w roli zapaśnika Karola. Jako smętny bard-samotnik Jakub bawi publiczność bardzo dobry w każdym wejściu na scenę Maciej Konopiński, a w swoim stylu wieśniaczkę Anielę odgrywa Małgorzata Oracz.

Szkoda kompletnie niewykorzystanego tym razem potencjału komediowego Marcina Miodka, który nie dostał szansy na rozwinięcie skrzydeł jako towarzysz księcia Amiens. Bez zarzutu w rolach Fryderyka i proboszcza Ambrożego prezentuje się Jarosław Tyrański, podobnie jak Krzysztof Matuszewski, dający się zapamiętać bardziej jako mówiący z francuskim akcentem dworzanin Le Beau, niż jako Książę wygnany.

Długimi fragmentami spektakl osuwa się w nieznośnie serio podany melodramat, nie przełamany przez reżyserkę w żaden sposób od początku do końca.
Długimi fragmentami spektakl osuwa się w nieznośnie serio podany melodramat, nie przełamany przez reżyserkę w żaden sposób od początku do końca. fot. Piotr Hukało / trojmiasto.pl
W kluczowym tercecie: Rozalinda - Celia - Orlando, trudno wskazać kto wiedzie prym, bo najbardziej dopracowana jest rola córki Fryderyka, Celii, granej przez Agatę Woźnicką (mającej w trudnej przestrzeni Teatru Szekspirowskiego problemy z dykcją). Emocjonalnie przerysowana, manieryczna gra Gorzelańczyk najlepiej koresponduje z momentami, gdy jej bohaterka udaje chłopca, z kolei Orlando Piotra Biedronia, na tle jego licznych wcześniejszych charakterystycznych ról, to postać zgaszona i pozbawiona wyrazu, ale odpowiednio wpisana w kontekst zakochanego po uszy w Rozalindzie młodzieńca. Cały wątek miłosny Rozalindy i Orlanda podany zostaje w sposób ostentacyjnie melodramatyczny, co nawet jeśli początkowo bawi, to szybko zaczyna nużyć.

Podobnie jak inne pomysły reżyserki (np. stale powtarzane fanfary przed wejściem orszaku Fryderyka) ich skuteczność wyczerpuje się bardzo szybko. Spektakl broni się talentami aktorów, których bardzo dobrze ubrała w kostiumy Dorota Roqueplo (szczególnie ciekawie prezentuje się błazeńska szata Lakmusa). Podczas układów zbiorowych widać choreograficzną pracę Emila Wesołowskiego.

Klimatyzacja w trójmiejskich teatrach


Chociaż wszystko to - choćby z racji charakteru sztuki - jest krotochwilną, nieco szaloną zabawą, której wiele można wybaczyć (jak czynią sobie nawzajem bohaterowie w przepojonym namiętnością Lesie Ardeńskim czy w finale przedstawienia), to jednak spektakl Teatru Wybrzeże, grany gościnnie w Teatrze Szekspirowskim, pozostawia spory niedosyt.

Opinie (65)

Wszystkie opinie

  • o jeden Szekspir za dużo ...

    Niestety, ten spektakl wypadł b. blado w porównaniu z poprzednimi ...

    • 55 8

  • Bardzo mi przykro ale takiego g dawno nie widziałem. Szkoda aktorów.

    • 66 10

  • Niestety, ale to był kiepski spektakl

    Bardzo cenię Panią Jandę, dlatego boli fakt, że stworzyła tak przaśny i toporny spektakl. Szkoda :(

    • 47 8

  • Tytul opini

    Szkoda ze jestem przegrywem I prostakiem I nie rozumiem sztuki takiej. Glupia jezd ona

    • 14 17

  • "Eviva l'arte!" (2)

    Sztuki co prawda nie widziałem, ale jak to - ponoć kiedyś powiedziała Maja Komorowska - módlmy się aby się nam podobało. Tak więc trzymam kciuki za powodzenie artystyczne i frekwencyjne spektaklu, bo jest to w interesie naszym widzów (odbiorców przedstawienia), artystów i technicznych zaangażowanych w realizację i sztuki jako takiej (za Tetmajerem "Eviva l'arte!"). Osobiście lubię Krystynę Jandę zarówno jako aktorkę jak i reżyserkę. Rozumiem, że nie każdemu może odpowiadać hmm maniera grania p. Jandy (tak wiem w tym spektaklu nie gra, ale mam potrzebę podzielenia się swoimi złotymi myślami - kto głupiemu zabroni, prawda?) czy jak by to nazwać ale mnie się podoba a i tak uważam że Pani Krystyna inaczej grała (za pomocą innych środków wyrazu) w "Człowieku z marmuru" inaczej w "Dyrygencie", inaczej z "Zazdrości" inaczej w w "Kobiecie zawiedzionej", inaczej w "Przesłuchaniu" inaczej w w "Kim pani jest". Jako reżyserkę też lubię, np. Janosik albo na szkle malowane", albo "Rosyjskie konfitury" albo "Pestka" a co ze śpiewem... - genialne interpretacje, np. "Na zakręcie" - jednym słowem genialna i pracowita artystka. No i zależy jej na Polsce a rzeczywistość nie jest obojętna - można się zgadzać bądź nie, ale jest to wartość sama w sobie. Moja ulubiona obok Joanny Szczepkowskiej (no ok jeszcze obok Doroty Kolak i Anny Dymnej). Tak bym chciał aby Pani Krystyna i Pani Joanna pogodziły się i wystąpiły razem na scenie. Chciałbym tego dożyć (nie żebym naciskał ale miałem już dwa razy raka i raz omal nie utonąłem w takim jednym bajorku - normalnie bezgłośnie szedłem jak kamień na dno i było mi co ciekawe tak spokojnie i błogo, ale na szczęście czy nieszczęście wyłowiono mnie (!) ... i nie wiem czy będzie jeszcze kolejna szansa - ach to życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową!). Tak czy owak, tak czy inaczej życzę przedstawieniu wielu wielu sukcesów na deskach - no właśnie, no przecież teatru Szekspirowskiego :)

    • 8 18

    • P.S.

      Oglądałem niedawno zdjęcia młodej Barbary Wachowicz-Napiórkowskiej i... zarówno Pani Basia z Podlasia jak i nasza złota Pani Krystyna Janda (na zdjęciach sprzed lat) miały te same chochliki w oczach no rozumiecie tzw. żywa inteligencja co się rzuca w oczy - jaka szkoda że ja mam twarz jak kartofel no ale mój Dziadek z poznańskiego a tam się dużo je pyr. Co począć... Ot taka ciekawostka. No ale żeby było na temat to ciekawe czy Szekspir lubił kartofle...

      • 7 2

    • To Singer ci napisał, że widzowie są odbiorcami przedstawienia?

      • 0 0

  • skąd kasa na tyle reklam...? (1)

    A ja się tam zastanawiam - w mieście reklama Jak Wam się podoba wyskakuje z każdej szafy.... Manhattan przykryty cały wielką płachtą (btw. czy niszczenie architektury przystoi do kultury?), reklama na autobusach, w mediach, wszędzie. skąd na to pieniądze? Żaden prywatny teatr by sobie na to chyba nie pozwolił... Bilety w normalnej cenie. Nazwisko p. Reżyser samo działa jak reklama, do szekspirowskiego wszyscy i tak chętnie pójdą... Mam co do tego duże wątpliwości... bo jakoś mi się po laicku wydaje, że spokojnie by można za to wyprodukować coś nowego w Aptece albo Sopocie...

    • 26 9

    • Do Teatru Szekspirowskiego ja bardzo chętnie....
      Najlepsza scena w Trójmieście!

      • 3 6

  • Najlepiej zobaczyć i samemu ocenić, ale ... nie ma już biletów (1)

    Przynajmniej na miejsca siedzące! Może po tej recenzji część widzów zrezygnuje i ja załapię się na zwroty ? A taka refleksja przed obejrzeniem : może skoro szarpnęliśmy się na teatr w stylu elżbietańskim, to przedstawienie retro i z patosem pasuje do tej konwencji .

    • 15 4

    • Do gdanszczanki...

      Gwarantowany zwrot w ciągu najbliższych kilku dni trzech biletów (miejsca siedzące) na 13 lipca.Pozdrawiam. Paweł.

      • 4 3

  • Szkoda kasy (2)

    To bardzo słabe i zrobione na kolanie przedstawienie. Wstyd...Nudne, tępe, bez pomysłu, sensów. Niestety, może skutecznie zniechęcić do teatru na długo...

    • 48 14

    • Popieram

      • 11 5

    • Tomku, ja mam inne zdanie. Bardzo dobry spektakl.

      • 6 8

  • Przaśne to takie, że aż zęby bolą od zgrzytania...

    • 30 9

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Rozrywka

Tak restauracje radzą sobie z obostrzeniami
Tak restauracje radzą sobie z obostrzeniami
Jemy na mieście: Vidokówka w Oliwie - widok i smak
Jemy na mieście: Vidokówka w Oliwie

Kulinaria

Tak restauracje radzą sobie z obostrzeniami
Tak restauracje radzą sobie z obostrzeniami
Jemy na mieście: Vidokówka w Oliwie - widok i smak
Jemy na mieście: Vidokówka w Oliwie

Sprawdź się

Na początku lat 20. XX wieku do Orłowa przybył na wakacje znany Polski pisarz. Był nim:

 

Najczęściej czytane