Wiadomości

stat

Mauricio Wainrot: dramat Anny Frank jest dramatem nas wszystkich

"Wieczór latynoamerykański" zagrany zostanie 22 i 23 czerwca.
"Wieczór latynoamerykański" zagrany zostanie 22 i 23 czerwca. fot. K. Mystkowski /KFP/ archiwum Opery Bałtyckiej

Lubię swoje spektakle, gdziekolwiek je robię. I zawsze robię je przede wszystkim dla siebie. Oczywiście, jeśli moja praca spotyka się z akceptacją, to cudownie. Jeśli publiczność je kocha, jestem szczęśliwy. Świetnie, jeśli spotykają się z uznaniem krytyków, ale najważniejsi są dla mnie artyści, bo to oni są dla mnie partnerami - mówi Mauricio Wainrot, choreograf "Wieczoru latynoamerykańskiego", którego premiera odbędzie się w Operze Bałtyckiej 22 czerwca. Kolejny spektakl 23 czerwca.



Łukasz Rudziński: Jak doszło do tego, że realizuje pan w Gdańsku "Wieczór latynoamerykański"?

Mauricio Wainrot: Podczas wakacji spotkałem się z José Marią Florêncio, dyrektorem muzycznym wieczoru, który zapytał mnie czy zgodzę się przygotować choreografię do utworów Piazzolli i Ginastery. Zrealizowałem już wcześniej kilka spektakli poświęconych Astorowi Piazzolli. Jego wrażliwość bardzo mi odpowiada. W Gdańsku realizuję również suitę "Estancia" Alberto Ginastery, której nigdy wcześniej nie robiłem. Gdy zapytał czy to zrobię, powiedziałem: "oczywiście, czemu nie". I wtedy zaczęliśmy rozmawiać również na temat "Anny Frank" do muzyki Béli Bartók, która jest dla mnie czymś bardzo, bardzo wyjątkowym.

Właśnie balet "Anna Frank" znajduje szczególne miejsce w pana twórczości. Przygotował pan go już kilkanaście razy. Czemu tak często pan do niego wraca?

Zgadza się. Dotąd już 16 razy wystawiłem ballet "Anna Frank", ten przygotowywany z baletem Opery Bałtyckiej będzie moim siedemnastym. To opowieść o tolerancji, sile pozbawionej ograniczeń oraz o wielkim nieszczęściu. Poza tym to opowieść poświęcona Żydom i młodej Żydówce, ale niezwykle uniwersalna - równie dobrze zrozumiała jest w Hiszpanii, Niemczech czy Rosji. Sam jestem Żydem, a cała moja rodzina pochodzi z Polski, z Warszawy. Moi rodzice mówili do mnie i do mojej siostry w jidysz, my odpowiadaliśmy im po hiszpańsku. Język polski był tajemniczym, nieznanym nam językiem, służącym rodzicom do porozumiewania się między sobą. Polskiego nigdy się z siostrą nie nauczyliśmy. Pochodzę z rodziny niereligijnej, ale do dziś szanuję każdy rodzaj religii, poza faszyzmem. Jeśli religia czyni kogoś faszystą, niezależnie od tego, czy jest chrześcijaninem, muzułmaninem czy żydem, nigdy nie znajdzie we mnie zrozumienia ani towarzysza. Nienawidzę faszyzmu podobnie jak populizmu.

Do Polski przyjechał pan dopiero po raz pierwszy.

To przedziwne, ale tak właśnie jest. Pracowałem wcześniej cztery razy w Rydze na Łotwie, bardzo blisko stąd, ale nigdy nie miałem okazji przyjechać do Polski. Jestem tu po raz pierwszy dzięki zaproszeniu maestro Florêncio. Moi rodzice wyjechali z Polski w czerwcu 1939 roku, chwilę przed wybuchem II wojny światowej. Mój ojciec miał pięcioro braci i tylko on ocalał. Jego rodzice i bracia zostali zamordowani podczas wojny. Losów dziadków nie znam. Moja mama była najmłodszym, dziewiątym dzieckiem swoich rodziców. Miała pięć sióstr i trzech braci. Cztery siostry i jeden z jej braci zginęli w obozach koncentracyjnych.

W Argentynie byliśmy całkowicie sami, bez bliższej czy dalszej rodziny - jedynie moi rodzice, ja i moja siostra. Dzięki przyjazdowi tutaj, dużo lepiej rozumiem losy mojej rodziny i Polaków. W moim domu korzystało się z polskiej kuchni. Jedliśmy m.in. pierogi. Mój ojciec zawsze miał wódkę dla polskich kolegów, choć sam nie pił. Był to taki argentyńsko-żydowsko-polski dom, co w jakimś sensie pomogło mi rozwinąć się jako artysta. Rodzice oczekiwali, że zostanę handlowcem. Trzy miesiące przed śmiercią ojca powiedziałem, że chcę zdawać do szkoły teatralnej. Moja mama powiedziała: musisz robić to, czego pragniesz. Ojciec zgodził się bym został tancerzem. Sam zaprowadził mnie do Escuela Nacional de Danzas w Buenos Aires (Narodowej Szkoły Tańca), co było dla mnie bardzo ważnym gestem. Mogłem zostać tym, kim naprawdę chciałem.

Mauricio Wainrot pochodzi z Argentyny, ale jego rodzice urodzili się w Polsce - Gdyby nie II wojna światowa, byłbym Polakiem - mówi.
Mauricio Wainrot pochodzi z Argentyny, ale jego rodzice urodzili się w Polsce - Gdyby nie II wojna światowa, byłbym Polakiem - mówi. mat. prasowe
Dlatego przygotowuje pan wciąż balet o bohaterskiej dziewczynce z czasów okupacji?

Nie tylko dlatego. Tuż po II wojnie światowej władzę w Argentynie sprawował dyktator Juan Perón, za czasów którego wymordowano kilka milionów Argentyńczyków. Peron był faszystą i miał wpływ na to, że wielu antysemitów żyło w Argentynie po II wojnie światowej, podobnie zresztą jak i Żydów, którzy uciekli z Europy. Z jego metod korzystali następni przywódcy Argentyny, oraz bojówki rewolucyjne, które doprowadzały do tego, że ludzie znikali bez śladu. Nazizm na wzór hitlerowski był dla nich pewnego rodzaju wzorcem. To także jest powód, dla którego przygotowuje balet o Annie Frank. Oddźwięk tej historii tutaj w Polsce nie różni się wcale od tego w Buenos Aires. Anna Frank jest świetnym tematem by opowiedzieć o systemie totalitarnym i jednostce. To nie jest więc tylko opowieść o żydowskiej dziewczynce, ale również o tym, jak odnosili się ludzie wobec siebie i innych w tamtych czasach.

Zginęło około 6 mln Żydów, w tym 90 proc. mojej rodziny, co jest moim osobistym powodem do opowiadania tej historii. Ale jest przecież tyle innych powodów do mówienia o niej. Jak to możliwe, że ludzie uwierzyli w Hitlera i jego wizję? Dlaczego doszło do tak niewyobrażalnych tragedii, które oddziaływały i wciąż oddziałują na rodziny ofiar? Nie znam odpowiedzi, ale mogę postawić te pytania w swoim spektaklu.

W spektaklu znajdą się poza "Anną Frank Béli Bartók również "Cztery sezony w Buenos Aires" Piazzolli, "Estancia" Ginastery. To będą trzy odrębne miniatury?

Nie łączę tych utworów. Jestem fanem Piazzolli, jestem fanem tanga czy argentyńskiej kultury, ale też jedzenia czy piłki nożnej. Ginastera jest naszym najważniejszym klasycznym kompozytorem. Skomponował kilka oper, był bardzo znany 20-25 lat temu, wystawiany w Washington Opera czy Metropolitan Opera w Nowym Yorku. Ta część programu to inna część mnie. "Anna Frank" jest przykładem tego, co się działo w czasie okupacji hitlerowskiej i o czym ja słyszałem w domu. Rodzice nie mówili mnie i mojej siostrze o swoim osobistym bólu, bo to było zbyt trudne. Język polski powinien być mi znany, bo ja powinienem się tu urodzić i być Polakiem. Kiedy po raz pierwszy przygotowałem "Annę Frank" z English National Ballet przeczytałem w programie spektaklu, że jestem polskim choreografem. Zapytałem ich dlaczego tak napisali. Odpowiedzieli, że przecież moi rodzice pochodzą z Polski. W Argentynie obowiązuje prawo ziemi (kto urodzi się w Argentynie jest Argentyńczykiem), a w Europie obowiązuje prawo krwi (obywatelstwo może mieć ten, kto ma przodków w danym miejscu). Premiera "Anny Frank" miała miejsca w 1984 roku i od tego czasu nie zmieniłem ani jednego kroku.

Jaki styl tańca ujrzymy w spektaklu?

To jest 53. zespół w którym pracuję, zrealizowałem 60 różnych tytułów, które zostały wystawione ponad 200 razy. Cała ta praca bazuje na tańcu współczesnym. Pochodzę ze szkoły Teatro Colón w Buenos Aires, to wielka instytucja i jeden z największych i najpiękniejszych teatrów na świecie. Tam poznałem repertuar klasyczny. Później odkryłem taniec współczesny i preferuję taniec współczesny, nie odżegnując się od klasyki. Po prostu kocham taniec. Na własny użytek nie wrzucam go do przegródek "klasyczny", "współczesny" czy jakikolwiek inny.

Końcówka sezonu w Operze Bałtyckiej


Jedyną rzeczą, którą zamierzam przekazać jest mój ballet. Lubię swoje spektakle, gdziekolwiek je robię. I zawsze robię je przede wszystkim dla siebie. Oczywiście, jeśli moja praca spotyka się z akceptacją, to cudownie. Jeśli publiczność je kocha, jestem szczęśliwy. Świetnie, jeśli spotykają się z uznaniem krytyków, ale najważniejsi są dla mnie artyści, bo to oni są dla mnie partnerami. To jak w małżeństwie - ja daję z siebie 50 proc. i oni muszą dać 50 proc. Jeśli ktoś nie da od siebie wystarczająco dużo, spektakl nie może się udać. Potrzebuję takiej wymiany i zaangażowania.

Opinie (8) 2 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

22

lipca

Kino Letnie w Orłowie 2019 Gdynia, Scena Letnia w Orłowie

26

lipca

23. Festiwal Szekspirowski Gdańsk, Teatr Szekspirowski, Teatr Wybrzeże

02

sierpnia

Artur Andrus - Recital kaba... Sopot, Aquapark Sopot

Rozrywka

Spór o jarmark na skwerze Świętopełka. MTG częściowo ustępuje mieszkańcom
Spór o jarmark na skwerze Świętopełka
Hakuna matata na bis. Recenzja filmu "Król Lew"
Recenzja filmu "Król Lew"

Kulinaria

Planuj z nami tydzień

Sprawdź się

W jakim okresie obecna główna jednostka Muzeum Historycznego Miasta Gdańska, czyli Ratusz Głównego Miasta, spełniał funkcję siedziby władz Gdańska?