Wiadomości

Marek Weiss: nie można w kółko grać staroci

"Madame Curie" ma przełamać monopol uznanych mistrzów na scenach operowych. Elżbieta Sikora wspólnie z Markiem Weissem i Agatą Miklaszewską stworzyli nowe dzieło operowe inaugurujące cykl "Opera Gedanensis" w Państwowej Operze Bałtyckiej. O jego kulisach rozmawiamy z reżyserem, Markiem Weissem.



Światowa prapremiera "Madame Curie" odbyła się 15 listopada w Paryżu. Oficjalna polska premiera nowej opery Elżbiety Sikory z librettem Agaty Miklaszewskiej odbędzie się 25 listopada na deskach Opery Bałtyckiej.
Światowa prapremiera "Madame Curie" odbyła się 15 listopada w Paryżu. Oficjalna polska premiera nowej opery Elżbiety Sikory z librettem Agaty Miklaszewskiej odbędzie się 25 listopada na deskach Opery Bałtyckiej. mat. prasowe
- Wszędzie gramy tylko "Carmen", "Aidę" i "Butterfly". Żeby ta "Butterfly" czy "Carmen" miały sens, muszą być od czasu do czasu przedzielone czymś współczesnym" - mówi reżyser "Madame Curie", Marek Weiss.
- Wszędzie gramy tylko "Carmen", "Aidę" i "Butterfly". Żeby ta "Butterfly" czy "Carmen" miały sens, muszą być od czasu do czasu przedzielone czymś współczesnym" - mówi reżyser "Madame Curie", Marek Weiss. fot. Łukasz Gawroński
Łukasz Rudziński: Wystawienie zupełnie nowej opery obarczone jest wielkim ryzykiem.

Marek Weiss: Tak jest z każdym utworem współczesnym. Wierzę, że bez współczesnych sztuk pisanych regularnie i poświęconych temu, co nas dotyczy, nie ma teatru i tak jest też w operze. Wszędzie gramy tylko "Carmen", "Aidę" i "Butterfly". Żeby ta "Butterfly" czy "Carmen" miały sens, muszą być od czasu do czasu przedzielone czymś współczesnym - nie da się w kółko grać staroci. Ale jak to zrobić? Kompozytor nie usiądzie i nie napisze opery w kilka dni. Takie dzieło trzeba zamówić. Dzięki aprobacie prezydenta Pawła Adamowicza jest nadzieja na to, że Gdańsk będzie zamawiał co roku lub co dwa lata takie właśnie dzieło. Wiemy, że ryzykujemy, bo to nie jest pozycja, o której można w ciemno powiedzieć, że będziemy ją grali przez dwa, trzy sezony.

Pierwszą polską operą produkowaną przez Państwową Operę Bałtycką, jest poświęcona naszej podwójnej noblistce "Madame Curie". Dlaczego właśnie ona?

Mamy do czynienia z zacną profesorką, bohaterką narodową, patronką i jeszcze w dodatku w czasie Roku Marie Skłodowskiej-Curie. Spróbowaliśmy ominąć te pułapki. Pomysł na operę bierze się z odległej przeszłości - to osoba w panteonie różnych ideałów i autorytetów to od wielu lat moja trwała fascynacja. Skłodowska-Curie to ktoś szalenie ważny szczególnie w naszym kraju, gdzie osoby, które się zajmują nauką, zawsze były protekcjonalnie traktowane. Wybór osoby, którą szanuję, cenię i która jest mi bliska był więc oczywisty. Mam to szczęście, że pracuję z osobami, które myślą podobnie.

Jak przedstawicie historię Marii Skłodowskiej-Curie?

Nie lubię biograficznych opowieści teatralnych. Nasza bohaterka jest zupełnie inna niż stereotyp, który się utrwalił na szkolnych pogadankach. To nie była zacna pani profesor od chemii, a szalenie skomplikowana osoba. Z jednej strony to zmysłowa, silna, wręcz desperacka kobieta, z drugiej osoba, która żyła w ciężkiej depresji, walczyła ze sobą, z przeciwnościami losu, przeszła wiele nieszczęść. To co ona zrobiła w tych warunkach jest imponujące - i mniejsza z tym, czy odkryła rad i polon, ale to przykład walki o życie, o swoje miejsce w świecie, który tłamsi każdą indywidualność i który jest podobny bardziej do dżungli niż do salonu, w którym wszyscy są grzeczni i jedzą ciasteczka. W sensie dramaturgicznym jest to osoba niezwykle ciekawa.

Wybrał pan model Różewiczowskiej "Kartoteki". Życie Skłodowskiej-Curie "przewinie" nam się przed oczami?

Wierzę w jedność teatralnego czasu, miejsca i akcji. Stąd zasada tego spektaklu, że wszystko dzieje się podczas jednej nocy, bardzo ważnej w życiu Marie Curie, kiedy dostała list od jednego z członków akademii, która przyznała jej kilka dni wcześniej drugiego Nobla. W tym samym czasie wybuchł skandal obyczajowy wokół jej romansu z Paulem Langevinem, jej asystentem i współpracownikiem. W liście jest sugestia, by nie przyjmowała nagrody Nobla i nie przyjeżdżała do Sztokholmu. Ona w tę jedną noc decyduje o tym, czy pojechać i stawić temu czoła, czy nie. Całe życie staje jej przed oczami, często wyobraźnia podsuwa również obrazy, których nigdy nie było. Przychodzą do niej postaci z przeszłości i z przyszłości, m.in. stary Einstein, który ostrzega ją, by nie odbierała nagrody, bo jej praca przyniesie zagładę ludzkości. Z morza tych impulsów Maria Curie musi wybrać właściwe i podjąć decyzję. Wierzę, że nie wyszedł nam z tego bigos staropolski, do którego można wrzucić wszystko i w nieskończoność mieszać.

Pracowaliście w POB z autorami opery, którzy razem z Wami uczestniczą w procesie jej powstawania, zamiast dawno zapisanego i dookreślonego libreta czy muzyki...

To jest dla nas bardzo ważne doświadczenie. Mnie przydarzyło się to już parę razy, bo robiłem "Bramy raju" z Joanną Bruzdowicz czy "Manekiny" ze Zbigniewem Rudzińskim, ale mój zespół poznaje zapominaną twarz opery. Przecież "Eugeniusz Oniegin", czy "Salome" też tak powstawały. Dlatego nie trzeba mieć nabożnego stosunku do opery: że w "Halce" ten takt, w "Strasznym dworze" ta śpiewka, a w "Carmen" ta pauza - to nie jest święte! W teatrze święta jest godzina dziewiętnasta i spektakl, czyli moment, gdy spotykamy się z publicznością. Jeśli czasami manipulujemy utworami uchodzącymi za kanon, to trzeba pamiętać, że one powstawały tak samo, jak to, co teraz robimy - przecież Mozart dopisywał arie, bo głowę mu suszyła jakaś śpiewaczka. Micaëla jest w "Carmen" rozbudowana tylko dlatego, że mezzosopranistka nie mogła być ważniejsza od sopranu. Dzieło operowe jest żywym organizmem i warto tak do tego podchodzić.

Kompozytorka Elżbieta Sikora cały czas jest z nami i koryguje niektóre rzeczy - w porozumieniu z dyrygentem Michniewskim zmienialiśmy orkiestracje, takty. Bardzo dużo zmieniliśmy w libretcie, w tekstach postaci. To trudna i żmudna, często irytująca praca, gdy oni przez kwadrans ustalają, czy trąbki wchodzą na trzy czy na cztery. Trzeba pamiętać, że to jest muzyka współczesna - tu nie ma łatwych melodii ani prostego przekazu. Mamy jednak fenomenalną Anię Mikołajczyk jako Madame Curie, a ponieważ to jest monodram to lwia część ryzyka została jej powierzona. Wiemy, że ta praca ma sens. Dzięki repertuarowi współczesnemu opera nie staje się przyczółkiem dla kilku bogatych maniaków muzyki poważnej.

Jak się rysuje przyszłość cyklu Opera Gedanensis?

Mam dwie następne opowieści i próbuję namówić kompozytorów. Jedna o Arturze Szopenchauerze i jego matce. Antoni Libera byłby autorem libretta, ale ważna jest osoba kompozytora, którego nazwiska nie chcę jeszcze zdradzać. Jeszcze trudniej jest z kolejnym projektem - mamy pomysł, żeby powstał "Sąd ostateczny" w oparciu o arcydzieło Hansa Memlinga, którego historia jest niezwykle fascynująca. Oczywiście wszystko dzisiaj kończy się na pytaniu o pieniądze. Opery wymagają sztabu ludzi, etatów - ich finansowanie jest na minimalnym poziomie, czyli na poziomie wypłacalności etatów. Gdy o tym mówię, czuję się jak Cyganka stojąca na rogu ulicy i żebrząca "daj, panie, bo dziecko mi z głodu umiera", a myślimy sobie - "tak, tak, to mafia rozstawia te Cyganki". Na ten temat musi być debata publiczna. Sztuka wysoka musi być odpowiednio dotowana i gorąco wierzę, że interes polskiej opery leży na sercu nie tylko mi i garstce moich współpracowników.

Opinie (47) 1 zablokowana

  • O jakich bogatych maniakach muzyki poważnej Pan mówi ?

    Czy może są to sponsorzy , którzy utrzymują na wspaniałym poziomie artystycznym i organizacyjnym Metropolitan Opera w Nowym Jorku ?
    A może po prostu "coś się Panu pomyliło "

    • 38 0

  • Brawo za odwagę! Opera musi żyć, inaczej zmieni się w martwy kanon kilkunastu "bestsellerów" granych w kółko. (1)

    • 6 29

    • szkoda tylko, że żyje fotelami wypełnionymi spędzaną młodzieżą szkolną, gdzie prawdziwe uczty operowe dla ucha, oka i duszy - sam pan jest staroć i szybciej pana zapomną niż te "starociowate jak pan uważa dzieła

      • 4 0

  • Żeby dzieła Szekspira miały sens nie muszą być "czymś od czasu do czasu przeplatane". Podobnie jest z Verdim Puccinim czy Czajkowskim. Chopina i Mozatra też nie trzeba "od czasu do czasu przeplatać" disco polo. Jest chyba różnica konstrukcji repertuaru opery i repertuaru kina.

    • 36 2

  • Nie dla takiej Opery! (2)

    Pamiętam czasy jak Opera była Operą. Wspaniały spektakl "Księżniczka Czardasza" pamiętam do dziś, a po współczesnym, nowoczesnym 'Makbecie" niesmak niestety pozostał. Jestem za tym by Opera się rozwijała, niech tworzy dzieła modernistyczne, ale jeżeli akcja danej sztuki dzieje się w średniowieczu, epoce barokowej czy też innej to niech i taka pozostanie! Jak można dzieła Szekspira unowocześniać wplatając w fabułę telewizor, broń palną i wiele innych współczesnych detali! Szekspir żył w takich czasach, w jakich żył i MY nic na to nie poradzimy! Nie zmieniajmy pięknych stroi na frywolne sukienusie z lumpeksu, a co najważniejsze nie ulepszajmy dzieł, które same w sobie są ARCYDZIEŁAMI!

    • 45 6

    • Zgoda !

      To wymaga znajomości epoki czyli wiedzy a produkcja trwa dłużej. Jak się jest twórcą nowoczesnym i wszystko wystawia się w tych samych dekoracjach i kostiumach, to po 3 tygodniach pędzi się do kasy... A potem można wszystkim wmawiać, że dzieło jest genialne :-) ! ! !

      • 7 1

    • Skoro Szekspir jest uniwersalny, to powinien również pasować do naszej rzeczywistości.

      Dobrze przemyślane osadzenie akcji we współczesności może pomóc widzowi zrozumieć jak się ma Szekspir do dnia dzisiejszego. I analogicznie sztywne trzymanie się czasu, w którym została stworzona sztuka, może zamienić ją w ramotke, szafę śmierdzącą stęchlizną.
      A zupełnie inną sprawą jest kwestia, czy sztukę udało się przetłumaczyć na język współczesności, czy nie...

      • 3 0

  • Tak z ciekawości... (2)

    Kiedy się kończy kontrakt Państwa Weiss?
    Bo chciałoby się zeby Opera była znów Operą a balet klasyczny -baletem, nie podrygami trupy Pani Izadory.

    • 44 2

    • oni sie nie skoncza

      Bo urzad marszalkowski trzyma ich strone

      • 8 1

    • kontrakt

      Niestety kontrakt pana Weissa jest bez terminowy. Liczmy na to, że marszałek zakończy nasze cierpienie z uwagi na długi do jakich doprowadziło Operę małżeństwo Weiss.

      • 10 1

  • dziękuję za szczerość

    Skojarzenie opery i mafii w wykonaniu Pana dyrektora wydaje mi się bardzo na miejscu. Dziękuję, że nazywa Pan rzeczy po imieniu...

    • 32 0

  • wielka sztuka,oj wielka (3)

    byłem na generalnej...wszystko przygotowane,wszystko co ma robic medialny szum ,,dograne na ostatni guizik,tylko ze sztuka marnie....opinie widzow zgodne,,,,facet musi miec potezne plecy.......jak zyc w takiej Polsce???...game czysto zaspiewac to roskosz,,,,ale to bardzo trudne ....lepiej udawac tworzac klastery....

    • 19 1

    • (2)

      Jak mozna wejsc na probe generalna? Pytam bez podtekstow, chcialabym kiedys cos takiego "zaliczyc".

      • 3 0

      • Próby (1)

        generalne od czasów nowej dyrekcji są zamknięte (w sumie chyba tylko dwie generalne były dostępne). Ja mam znajomych w operze, którzy wzięli wejściówkę w kasie.

        • 3 0

        • Rozumiem, dziekuje.

          • 3 0

  • A mi sie podobało (2)

    I tym z którymi rozmawiałam tez, wrażenia po probie generalnej na plus, wielkie wrażenie ciekawe libretto, muzyka wspaniala - lubię operę , ale nie jestem wielkim znawcom, moja wypowiedź moźna potraktować jako wrażenia przeciętnego widza. Brawo
    Co do powrotu klasyki to myślę, że dobrze jest wyposrodkować - wspaniałe przedstawienie Salome - równie niezapomniane wrażenia; Halka niektórzy wychodzili zgorszeni, ale mi sie podobalo.
    Jeżeli klasyka to może powrót do Nabucco - do dzis wspominam przedstawienie ktore obejrzalam ponad 20 lat temu - wielka inscenizacja.
    I moze troszke więcej operetki w okresie karnawału???

    • 3 16

    • Czyżby

      w Halce nie podobał się mazur "na 4" ?

      • 4 0

    • to prawda...

      nie jesteś znawcĄ

      • 4 1

  • Po przeczytaniu

    chciałem się dopisać,ale już najważniejsze napisano ! Dlaczego MARSZAŁEK nie wyciąga wniosków ???

    • 20 0

  • Klapa

    Miałem (nie)przyjemność oglądać próbę generalną... Zacznę od fabuły. Jej po prostu nie ma! Nie potrafiłem się dopatrzeć najzupełniej żadnego związku pomiędzy wypowiadanymi frazami. Czy w operze chodziło o wykład nt. sensu nauki, wiedzy, prawdy i mądrości? Czy też o to, że rad zniszczył marynarkę? Czy też o wątek patriotyczny, że oto Maria jest brana za Rosjankę, bo Polski nie ma? Czy też wątek feministyczny, bo Maria jest kobietą, zatem nagroda się jej nie należy? A najbardziej śmiać się chciało na owe zawołanie "jedziemy do AMERYKI!" z akcentem na pierwszą sylabę! Przekomiczne. Co było istotą, o co chodziło? Jaka była nić przewodnia? Nie pojmuję. Opera wg. mnie to całość, historia, która się toczy i którą może obejrzeć człowiek bez uprzedniego studiowania tła historyczno-kulturowego, ale o ogólnym pojęciu humanistycznym Świata. Tutaj miałem do czynienia z roztrzepanym koglem-moglem wątków. MUZYKA - straszna! Wyszedłem zmęczony i przerażony. Była to dla mnie kocia muzyka, rzępolenie. Śpiew aktorów był też czasem tak wymuszony, prozaiczny. Miałem wrażenie, że owa "muzyka" i "śpiew" zostały dorobione do pokracznych zamysłów reżysera i stąd wyszedł "operowy" dziwoląg.

    Zastanawiam się nad jednym - dlaczego za to się płaci pieniądze? "Opera na zamówienie". Cóż za absurd!? Zgoda, że artysta potrzebuje mecenasa sztuki, ale też musi dawać coś sam z siebie. Mozart pisał nejgenialniejsze opery właśnie nie na zamówienie, a z własnego geniuszu. Narzędziem jego pracy był ołówek i zeszyt w pięciolinię. To nie kosztuje zbyt dużo... Tutaj poszły wielkie pieniądze na coś co na nie zupełnie nie zasługuje. Oby Miasto Gdańsk nie kompromitowało się podobnymi "Opera Gedanensis"...

    • 23 7

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Rozrywka

Kontrowersje wokół działalności miejskiego artysty
Kontrowersyjna działalność artysty z Gdyni
Śmiechem w marne czasy. Felietoniści wykpili miniony rok
Felietoniści wykpili miniony rok

Kulinaria

Ostry Cień Mgły i Forfiter. Odjechane nazwy dań z trójmiejskich lokali
Odjechane nazwy dań z trójmiejskich lokali
Karnawałowe wypieki. Nie tylko pączki
Karnawałowe wypieki. Nie tylko pączki

Sprawdź się

Ile metrów liczy zabytkowy piec kaflowy w Dworze Artusa?

 

Najczęściej czytane