- 1 Takich owacji dawno tu nie było! (25 opinii)
- 2 Dużo muzyki operowej w październiku (5 opinii)
- 3 Tych spektakli nie możesz przegapić (11 opinii)
Magiczne Żuławy i tajemniczy dom. Książka Małgorzaty Oliwii Sobczak
"Ona i dom, który tańczy" to debiutancka powieść gdańszczanki Małgorzaty Oliwii Sobczak, wydana w ubiegłym roku przez gdyńskie wydawnictwo Novae Res, rozgrywająca się w malowniczej scenerii Żuław Wiślanych. Książka została uznana za najlepszą w 2017 roku przez Miłkę Kołakowską - autorkę bloga mozaikaliteracka.pl. Ale czy rzeczywiście to wydawnictwo zasługuje na takie miano?
Warto na początek powiedzieć, że nie jest to taki zupełny debiut, albowiem pierwsza publikacja tej autorki - postmodernistyczna baśń "Mali, Boli i Królowa Mrozu" ukazała się dwa lata wcześniej nakładem Ludowej Spółdzielni Wydawniczej.
Kim jest Małgorzata Oliwia Sobczak?
To urodzona w 1982 roku w Gdańsku mieszkanka Sopotu, absolwentka kulturoznawstwa i Podyplomowych Studiów Dziennikarskich. Wcześniej studiowała prawo, ale gdy zorientowała się, że to nie dla niej, zrezygnowała. Dziś zajmuje się badaniami naukowymi oraz pracami rozwojowymi w dziedzinie nauk społecznych i humanistycznych. Od wielu lat marzyła, by pisać książki. Obecnie pracuje nad trójmiejskim kryminałem - jak sama twierdzi - "wielowątkowym, mrocznym i emocjonalnym, z gatunku urban-noir".
Tyle o samej autorce, a jak się ma do tego jej powieść?
Nie bez kozery przytaczam tu pewne fakty z życia pisarki, albowiem "Ona i dom, który tańczy" to utwór nasiąknięty wątkami autobiograficznymi. Sobczak wyszła bowiem od rodzinnej historii, dedykując swe dzieło babci Alfredzie oraz dziadkowi Kazimierzowi - pierwowzorom swoich bohaterów (są to w powieści Antonina i Kaźmierz). Wokół niej zbudowała fabułę, przeplatając ją innymi opowieściami i wątkami - na poły fikcyjnymi, na poły faktycznymi, jak również historycznymi.
Pojawiają się więc odwołania i motywy zaczerpnięte z powojennej rzeczywistości żuławskiej, m.in. historia dzwonu, dojenie krów przez rosyjskich żołnierzy, ewakuacja więźniów z obozu w Stutthofie, głód wśród mieszkańców, szabrownictwo, plaga myszy, fabryka farmaceutyczna czy elektryfikacji wsi. Takie bogactwo fabularne może na pierwszy rzut oka wydawać się ogromnym walorem książki i rzeczywiście nim jest, jednakże niestety trzeba przyznać, że ciężar ten nieco przygniótł autorkę.
Magia Żuław
Na pewno świetnym i nośnym pomysłem jest koncepcja, by akcję umiejscowić w realnej przestrzeni Żuław, zwanych Małą Holandią, dawnej krainie tysiąca wiatraków - przestrzeni niezwykle plastycznej pod kątem artystycznym, nieco tajemniczej, przemawiającej do wyobraźni skomplikowaną historią, wspaniałą drewnianą architekturą (XVIII i XIX-wiecznymi domami podcieniowymi) oraz ukształtowaniem terenu - płaskim, poprzecinanym wstęgą rzek i wód (dziś znajduje się tam kilka tysięcy kanałów i rowów melioracyjnych), z wszechobecnymi wierzbami wokół, w tym "kraju na wodzie", jak pisał o Żuławach Wincenty Pol. Taka przestrzeń to właściwie - można by powiedzieć - samograj.
Autorka wybrała Żuławy z kilku powodów. Po pierwsze sama jest ich pasjonatką i należy do Stowarzyszenia "Kochamy Żuławy", po wtóre jest to jej miejsce rodzinne, a poza tym jednocześnie tam stoi tytułowy dom gburski (także rzeczywiście istniejący), w którym rozgrywa się akcja. W utworze pojawiają się równocześnie inne elementy krajobrazu żuławskiego: wiatrak Koźlak, tryfta, kościół i cmentarz w Żuławkach, most pontonowy na Szkarpawie i inne.
Animizacja domu
Ale to głównie dom stanowi oś, wokół której rozgrywają się losy bohaterów. To dom rodzinny pisarki, znajdujący się we wsi Drewnica, w którym po wojnie zamieszkali jej dziadkowie. W nim też urodziła się jej matka i ciotki (niewystępujące w dziele), a ona sama spędzała tam wiele czasu w dzieciństwie. Przestrzeń domu ma więc w powieści przede wszystkim wydźwięk sentymentalny. Nie dziwi więc w jakimś sensie zabieg animizacji domu - autorka nadaje mu cechy ożywionej postaci, współbytującej z pozostałymi domownikami. Zabieg ten sprawia, że odnieść można wrażenie, jakbyśmy cały czas (mimo upływu lat i dorastania bohaterek) spoglądali na to domostwo oczami dziecka.
Dom jest ponadto ważnym elementem struktury powieści - poza miejscem akcji stanowi również wspólną płaszczyznę scalającą historię bohaterek, którymi są trzy kobiety reprezentujące różne pokolenia: Antonina (babka), Józefina (matka), Iwa (córka) symbolicznie określonych jako TA, TAMTA, ONA. Książka podzielona została na rozdziały odpowiadające tym postaciom, jednak w linii fabularnej zostały one ułożone naprzemiennie. Sama autorka w przedsłowiu zachęca do czytania powieści w dwójnasób - albo linearnie, chronologicznie albo czytanie rozdziałami (dla ułatwienia spis treści został ułożony według postaci). Nie jest to zabieg szczególnie nowatorski - przywodzi to automatycznie na myśl choćby Cortaza i jego "Grę w klasy", do sympatyzacji z którym i inspiracji nim autorka się zresztą przyznaje.
Świat duchowy
Poza warstwą zdarzeń realistycznych, utwór jest wręcz przepełniony warstwą epizodów i wątków nierealistycznych - czy jak chciałaby autorka - magicznych, duchowych. Wiele miejsca w powieści zajmują sny, marzenia, wyobrażenia, cała strefa myśli i wspomnień bohaterów, a także bogaty świat ludowych wierzeń, legend, przesądów i zabobonów, jak np. te dotyczące kobiet w ciąży ("za położnicą diabeł chodzi"), diabłów (diabeł Echo), czarownic, chochlików, Strażnika Wałowego, duchów pod postacią świcek itd. Sprawia to, że rzeczywistość przedstawiona staje się wielowymiarowa, barwna i bardziej interesująca dla czytelnika.
Z Żuław przez Trójmiasto do Szwecji
Czasoprzestrzeń książki nie ogranicza się jednakże tylko do Żuław i okresu powojnia. Czas powieści rozpięty został pomiędzy okresem międzywojennym (wspomnienia dziadków z dzieciństwa) a ostatnią dekadą XX wieku. Podobnie przestrzeń - poza Drewnicą i Żuławkami pojawiają się bliższe nam okolice: Mikoszewo, gdański Wrzeszcz oraz Sopot (Grand Hotel i willa, w której mieszkał kiedyś Czesław Miłosz - nota bene historie tych miejsc zostały wprowadzone dość sztucznie), a także Sztokholm, do którego wyjeżdża Józefina.
Brak przestrzeni dla odbiorcy
Najsłabszą stroną książki jest jej język i styl autorki. Niestety, pojawiają się fragmenty tak mocno zinfantylizowane (np. słowo dusza pada chyba na każdej stronie), że nie da się obok nich przejść obojętnie. Zresztą cała ta strona stylistyczno-językowa jest nierówna i momentami zgrzyta przy lekturze. Przede wszystkim niepotrzebne jest "unaukowianie" powieści - jakby autorka na siłę chciała wszystko dopowiedzieć i wyjaśnić czytelnikowi.
Przeszkadzają przypisy (można je było umieścić na końcu, jeśli wydawca/redaktor uznał je za faktycznie koniecznie), posłowia i przedsłowia mogłoby nie być, bo odczarowują wszystko to, co pisarka starała się "zaczarować". Poza tym siła literatury zwykle tkwi w niedopowiedzeniu, zawieszeniu głosu, pozostawieniu przestrzeni dla odbiorcy. Tutaj tego zabrakło.
A szkoda, bo potencjał tej książki jest bardzo duży. Być może jest to kwestia wyrobienia się stylu autorki, a może pracy redaktora, który potrafiłby "wyciągnąć" ten utwór o poziom wyżej, czyszcząc go z rażących infantylizmów, typu: "Świat to taki duży namiot - stwierdziła - a na nim siedzą ci, co odeszli, wysyłając nam swoje świetliste moce."; "Dreszcz rozkoszy przebiegł po całym jej ciele, zalewając jej trzewia przypływem."; "Ona została jego duszą. On był silnym ciałem"; "Ich ciała lśniły w świetle księżyca, który rumienił się na widok ich miłości"; "Wysyłali rozkoszne pojękiwania i krzyki zaspokojenia do rozgwieżdżonego nieba, gdzie łączyły się w jedno z głosami wszystkich kochanków na ziemi, zasilając energię wszechświata."; "ich ciała stały się rytmiczną jednością"; "bijąca od niego energia muska jej skórę, zanurzając się pomiędzy uda" albo wpadki stylistyczne typu: "Babcia mieszkała tu, odkąd pamiętała". Nie jest to słownictwo, którego oczekiwalibyśmy w najlepszej książce roku.
Jak już wspomniałam, prawdopodobnie ciężar gatunkowy, jaki Sobczak wzięła na swoje barki, był zbyt duży: ogrom materiału (w tej kwestii widać w autorce jej naukowe zamiłowania), przytłoczył sam akt twórczy. Wszak nie wystarczy umieć pisać, żeby zostać pisarzem, potrzeba do tego jeszcze odrobinę talentu, wyobraźni i własnego stylu. Nie sposób tych pierwszych autorce odmówić, pytanie tylko, czy pozostajemy w kręgu literatury tzw. obyczajowej i romansowej, czy jednak aspirujemy wyżej. "Ona i dom, który tańczy" to dzieło przyjemne w odbiorze, wciągające, ale też dające poczucie, że następna książka może być lepsza. Poczekamy zatem.
Wydarzenia
Miejsca
Opinie (24) 3 zablokowane
-
2018-01-10 11:31
O nie
Novae Res słynie z wydawania szmir.
- 18 11
-
2018-01-10 11:32
Zaintrygowana (2)
Dawno nie czytałam tak dużego artykulu o książce. Zaintrygowaliście mnie tak, że szukam ksiązki już w necie. Jeśli zasłużyła na tak obszerną recenzję musi być dobra! dzięki :)
- 12 15
-
2018-01-10 11:39
Anno, przecież właśnie o to chodziło! Czysty marketing...
- 5 7
-
2018-01-11 08:38
Wiele nie znaczy dobrze...
Anno czytaj ze zrozumieniem. Recenzje również :)
- 2 0
-
2018-01-10 11:53
HMM :) lubię Żuławy!!! trzeba przeczytać!!! (1)
Książki, których fabuła osadzona jest w lokalnej, bliskiej czytelnikowi przestrzeni intrygują podwójnie!!!
- 17 6
-
2018-01-11 14:12
Dokładnie !!! Ja już kupiłem 16 egzemplarzy !!!
I wszystkich zachencam do tego samego bo w tymkraju nikt nie czyta !!:(
- 2 1
-
2018-01-10 16:38
To wydawnictwo wyda każdą książkę :) Trzeba jednak zapłacić...
- 13 4
-
2018-01-10 16:43
Pierwszy przypadek pozowania autora z dziełem przed szkłem obiektywu. Myślę, że sesja w stroju kąpielowym znacząco zwiększy sprzedaż.
- 19 6
-
2018-01-10 17:10
Rety!
Sądząc po cytatach, to jakaś potworna grafomania!
- 12 6
-
2018-01-10 18:23
Dom nad rozlewiskiem? (1)
Kolejna pozycja typu. Dom nad rozlewiskiem. Babka, matka i córka no ibdom jako oś wokół którego toczy sie wszystko. Ale dajmy szanse pisarce...
- 6 6
-
2018-01-10 18:25
Dom nad rozlewiskiem?
P.S. Autorka za to cudnej urody ! To fakt.:)
- 2 2
-
2018-01-10 19:46
Jedno zdanie wystarczy za całą recenzję. "Najsłabszą stroną książki jest jej język i styl autorki." Jeżeli jest tak istotnie, to lektura książki wydaje się stratą czasu a pozostała część recenzji zamulaniem sedna sprawy.
- 13 5
-
2018-01-10 19:46
Zachwycająca
Dostałam tę książkę na Gwiazdkę i od pierwszego zdania się zachwycilam. Fabuła, język, wyobraźnia i cała historia mnie poruszyła. Wielowymiarowa powieść, która wprowadzila mnie w niezwykły stan umysłu. Wspaniałe doznanie literackie. Bardzo polecam.
- 9 10
-
2018-01-10 21:57
W książce chyba najważniejszy jest jezyk i styl autora.Tu niestety,jak sam recenzent twierdzi - jest na niskim poziomie.To po co czytać ?
- 8 6
Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.