Wiadomości

stat

Magiczne Żuławy i tajemniczy dom. Książka Małgorzaty Oliwii Sobczak

Małgorzata Oliwia Sobczak, autorka powieści "Ona i dom, który tańczy".
Małgorzata Oliwia Sobczak, autorka powieści "Ona i dom, który tańczy". mat.prasowe wydawnictwa Novae Res/autor: Sara Stima

"Ona i dom, który tańczy" to debiutancka powieść gdańszczanki Małgorzaty Oliwii Sobczak, wydana w ubiegłym roku przez gdyńskie wydawnictwo Novae Res, rozgrywająca się w malowniczej scenerii Żuław Wiślanych. Książka została uznana za najlepszą w 2017 roku przez Miłkę Kołakowską - autorkę bloga mozaikaliteracka.pl. Ale czy rzeczywiście to wydawnictwo zasługuje na takie miano?



Warto na początek powiedzieć, że nie jest to taki zupełny debiut, albowiem pierwsza publikacja tej autorki - postmodernistyczna baśń "Mali, Boli i Królowa Mrozu" ukazała się dwa lata wcześniej nakładem Ludowej Spółdzielni Wydawniczej.

Kim jest Małgorzata Oliwia Sobczak?



To urodzona w 1982 roku w Gdańsku mieszkanka Sopotu, absolwentka kulturoznawstwa i Podyplomowych Studiów Dziennikarskich. Wcześniej studiowała prawo, ale gdy zorientowała się, że to nie dla niej, zrezygnowała. Dziś zajmuje się badaniami naukowymi oraz pracami rozwojowymi w dziedzinie nauk społecznych i humanistycznych. Od wielu lat marzyła, by pisać książki. Obecnie pracuje nad trójmiejskim kryminałem - jak sama twierdzi - "wielowątkowym, mrocznym i emocjonalnym, z gatunku urban-noir".

Tyle o samej autorce, a jak się ma do tego jej powieść?



Nie bez kozery przytaczam tu pewne fakty z życia pisarki, albowiem "Ona i dom, który tańczy" to utwór nasiąknięty wątkami autobiograficznymi. Sobczak wyszła bowiem od rodzinnej historii, dedykując swe dzieło babci Alfredzie oraz dziadkowi Kazimierzowi - pierwowzorom swoich bohaterów (są to w powieści Antonina i Kaźmierz). Wokół niej zbudowała fabułę, przeplatając ją innymi opowieściami i wątkami - na poły fikcyjnymi, na poły faktycznymi, jak również historycznymi.

Pojawiają się więc odwołania i motywy zaczerpnięte z powojennej rzeczywistości żuławskiej, m.in. historia dzwonu, dojenie krów przez rosyjskich żołnierzy, ewakuacja więźniów z obozu w Stutthofie, głód wśród mieszkańców, szabrownictwo, plaga myszy, fabryka farmaceutyczna czy elektryfikacji wsi. Takie bogactwo fabularne może na pierwszy rzut oka wydawać się ogromnym walorem książki i rzeczywiście nim jest, jednakże niestety trzeba przyznać, że ciężar ten nieco przygniótł autorkę.

Magia Żuław



Na pewno świetnym i nośnym pomysłem jest koncepcja, by akcję umiejscowić w realnej przestrzeni Żuław, zwanych Małą Holandią, dawnej krainie tysiąca wiatraków - przestrzeni niezwykle plastycznej pod kątem artystycznym, nieco tajemniczej, przemawiającej do wyobraźni skomplikowaną historią, wspaniałą drewnianą architekturą (XVIII i XIX-wiecznymi domami podcieniowymi) oraz ukształtowaniem terenu - płaskim, poprzecinanym wstęgą rzek i wód (dziś znajduje się tam kilka tysięcy kanałów i rowów melioracyjnych), z wszechobecnymi wierzbami wokół, w tym "kraju na wodzie", jak pisał o Żuławach Wincenty Pol. Taka przestrzeń to właściwie - można by powiedzieć - samograj.

Autorka wybrała Żuławy z kilku powodów. Po pierwsze sama jest ich pasjonatką i należy do Stowarzyszenia "Kochamy Żuławy", po wtóre jest to jej miejsce rodzinne, a poza tym jednocześnie tam stoi tytułowy dom gburski (także rzeczywiście istniejący), w którym rozgrywa się akcja. W utworze pojawiają się równocześnie inne elementy krajobrazu żuławskiego: wiatrak Koźlak, tryfta, kościół i cmentarz w Żuławkach, most pontonowy na Szkarpawie i inne.

Małgorzata Oliwia Sobczak "Ona i dom, który tańczy", okładka książki.
Małgorzata Oliwia Sobczak "Ona i dom, który tańczy", okładka książki. mat.prasowe wydawnictwa Novae Res

Animizacja domu



Ale to głównie dom stanowi oś, wokół której rozgrywają się losy bohaterów. To dom rodzinny pisarki, znajdujący się we wsi Drewnica, w którym po wojnie zamieszkali jej dziadkowie. W nim też urodziła się jej matka i ciotki (niewystępujące w dziele), a ona sama spędzała tam wiele czasu w dzieciństwie. Przestrzeń domu ma więc w powieści przede wszystkim wydźwięk sentymentalny. Nie dziwi więc w jakimś sensie zabieg animizacji domu - autorka nadaje mu cechy ożywionej postaci, współbytującej z pozostałymi domownikami. Zabieg ten sprawia, że odnieść można wrażenie, jakbyśmy cały czas (mimo upływu lat i dorastania bohaterek) spoglądali na to domostwo oczami dziecka.

Dom jest ponadto ważnym elementem struktury powieści - poza miejscem akcji stanowi również wspólną płaszczyznę scalającą historię bohaterek, którymi są trzy kobiety reprezentujące różne pokolenia: Antonina (babka), Józefina (matka), Iwa (córka) symbolicznie określonych jako TA, TAMTA, ONA. Książka podzielona została na rozdziały odpowiadające tym postaciom, jednak w linii fabularnej zostały one ułożone naprzemiennie. Sama autorka w przedsłowiu zachęca do czytania powieści w dwójnasób - albo linearnie, chronologicznie albo czytanie rozdziałami (dla ułatwienia spis treści został ułożony według postaci). Nie jest to zabieg szczególnie nowatorski - przywodzi to automatycznie na myśl choćby Cortaza i jego "Grę w klasy", do sympatyzacji z którym i inspiracji nim autorka się zresztą przyznaje.  

Świat duchowy



Poza warstwą zdarzeń realistycznych, utwór jest wręcz przepełniony warstwą epizodów i wątków nierealistycznych - czy jak chciałaby autorka - magicznych, duchowych. Wiele miejsca w powieści zajmują sny, marzenia, wyobrażenia, cała strefa myśli i wspomnień bohaterów, a także bogaty świat ludowych wierzeń, legend, przesądów i zabobonów, jak np. te dotyczące kobiet w ciąży ("za położnicą diabeł chodzi"), diabłów (diabeł Echo), czarownic, chochlików, Strażnika Wałowego, duchów pod postacią świcek itd. Sprawia to, że rzeczywistość przedstawiona staje się wielowymiarowa, barwna i bardziej interesująca dla czytelnika.

Z Żuław przez Trójmiasto do Szwecji



Czasoprzestrzeń książki nie ogranicza się jednakże tylko do Żuław i okresu powojnia. Czas powieści rozpięty został pomiędzy okresem międzywojennym (wspomnienia dziadków z dzieciństwa) a ostatnią dekadą XX wieku. Podobnie przestrzeń - poza Drewnicą i Żuławkami pojawiają się bliższe nam okolice: Mikoszewo, gdański Wrzeszcz oraz Sopot (Grand Hotel i willa, w której mieszkał kiedyś Czesław Miłosz - nota bene historie tych miejsc zostały wprowadzone dość sztucznie), a także Sztokholm, do którego wyjeżdża Józefina.

Brak przestrzeni dla odbiorcy



Najsłabszą stroną książki jest jej język i styl autorki. Niestety, pojawiają się fragmenty tak mocno zinfantylizowane (np. słowo dusza pada chyba na każdej stronie), że nie da się obok nich przejść obojętnie. Zresztą cała ta strona stylistyczno-językowa jest nierówna i momentami zgrzyta przy lekturze. Przede wszystkim niepotrzebne jest "unaukowianie" powieści - jakby autorka na siłę chciała wszystko dopowiedzieć i wyjaśnić czytelnikowi.

Przeszkadzają przypisy (można je było umieścić na końcu, jeśli wydawca/redaktor uznał je za faktycznie koniecznie), posłowia i przedsłowia mogłoby nie być, bo odczarowują wszystko to, co pisarka starała się "zaczarować". Poza tym siła literatury zwykle tkwi w niedopowiedzeniu, zawieszeniu głosu, pozostawieniu przestrzeni dla odbiorcy. Tutaj tego zabrakło.

A szkoda, bo potencjał tej książki jest bardzo duży. Być może jest to kwestia wyrobienia się stylu autorki, a może pracy redaktora, który potrafiłby "wyciągnąć" ten utwór o poziom wyżej, czyszcząc go z rażących infantylizmów, typu: "Świat to taki duży namiot - stwierdziła - a na nim siedzą ci, co odeszli, wysyłając nam swoje świetliste moce."; "Dreszcz rozkoszy przebiegł po całym jej ciele, zalewając jej trzewia przypływem."; "Ona została jego duszą. On był silnym ciałem"; "Ich ciała lśniły w świetle księżyca, który rumienił się na widok ich miłości"; "Wysyłali rozkoszne pojękiwania i krzyki zaspokojenia do rozgwieżdżonego nieba, gdzie łączyły się w jedno z głosami wszystkich kochanków na ziemi, zasilając energię wszechświata."; "ich ciała stały się rytmiczną jednością"; "bijąca od niego energia muska jej skórę, zanurzając się pomiędzy uda" albo wpadki stylistyczne typu: "Babcia mieszkała tu, odkąd pamiętała". Nie jest to słownictwo, którego oczekiwalibyśmy w najlepszej książce roku.

Jak już wspomniałam, prawdopodobnie ciężar gatunkowy, jaki Sobczak wzięła na swoje barki, był zbyt duży: ogrom materiału (w tej kwestii widać w autorce jej naukowe zamiłowania), przytłoczył sam akt twórczy. Wszak nie wystarczy umieć pisać, żeby zostać pisarzem, potrzeba do tego jeszcze odrobinę talentu, wyobraźni i własnego stylu. Nie sposób tych pierwszych autorce odmówić, pytanie tylko, czy pozostajemy w kręgu literatury tzw. obyczajowej i romansowej, czy jednak aspirujemy wyżej. "Ona i dom, który tańczy" to dzieło przyjemne w odbiorze, wciągające, ale też dające poczucie, że następna książka może być lepsza. Poczekamy zatem.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (24)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

17

lipca

Wnętrze - Zewnętrze | Wystawa Gdańsk, Sztuka Wyboru

21

lipca

28

lipca

Samo dobro w Muzeum - śniad... Gdynia, Muzeum Miasta Gdyni

Rozrywka

Niespodziewane zaręczyny na Długim Targu
Taneczne zaręczyny na Długim Targu
Czy Opener potrzebuje gdyńskich milionów?
Gdynia powinna dokładać do Opener'a?

Kulinaria

Nowe lokale: dziczyzna, bezglutenowe i domowe jedzenie
Nowe lokale w Trójmieście. Co oferują?
Okiem dietetyka: najlepsze pudełka na jedzenie
Okiem dietetyka: pudełka na jedzenie

Planuj z nami tydzień

Planuj tydzień: teatry plenerowe, koncerty i pikniki rodzinne
Planuj tydzień: warto wyjść z domu