Magda Bochan-Jachimek: "zostaw, ja to zrobię" odsuwa ojców od opieki nad dzieckiem

Magdalena Bochan-Jachimek regularnie prowadzi Teatrzyk Bezwstydny i warsztaty teatralne dla dorosłych w Centrum Kultury w Gdyni.
Magdalena Bochan-Jachimek regularnie prowadzi Teatrzyk Bezwstydny i warsztaty teatralne dla dorosłych w Centrum Kultury w Gdyni. fot. Joanna Małecka

- Przecież każda młoda mama powinna mieć zawsze posprzątany dom, być zadbana, uśmiechnięta, spełniać się zawodowo, no i nie narzekać. I, oczywiście, nigdy nie zaniedbywać dziecka - mówi Magdalena Bochan-Jachimek, aktorka, animatorka kultury i reżyserka oraz matka dwójki dzieci, która postanowiła przygotować spektakl o blaskach i cieniach macierzyństwa pt. "Mamy problem", którego premiera odbędzie się 15 kwietnia w Teatrze Gdynia Główna.



Łukasz Rudziński: Jak to się stało, że zaczęłaś się interesować teatrem?

W jednej ze szkół teatralnych usłyszałam, że nie potrafię śpiewać, ale świetnie się ruszam, w drugiej, że wprawdzie ze śpiewem sobie radzę całkiem nieźle, ale ruchowo niestety jest fatalnie.
Magdalena Bochan-Jachimek: Teatr wziął się pewnie z mojego egocentryzmu. Nie ma co tego ukrywać. Kiedyś zastanawiałam się o co mi z tym aktorstwem tak naprawdę chodzi. Brawa po spektaklu są bardzo istotne, bo dają mi siłę i energię - ta wymiana chemii, energii między aktorami a publicznością strasznie mnie napędza. Nazwałam to w myślach dzieleniem się swoją radością życia, której mam w sobie dość dużo. Aktorstwo to sposób, w który najlepiej potrafię to robić. Ważne jest też to, że wysyłana ze sceny energia od razu do ciebie wraca. Nawet jeśli spektakl jest prowadzony tak, by braw po spektaklu z jakichś względów nie było, to w trakcie spektaklu czuje się reakcje widzów. Uwielbiam to. To jest powód, dla którego jestem aktorką.

Kiedy teatr pojawił się w Twoim życiu?

Szymon [Jachimek, mąż Magdaleny Bochan-Jachimek - przy. red] się śmiał, że on zaraz będzie obchodził swoje 25-lecie pracy artystycznej od wejścia na scenę Teatru Miejskiego w Gdyni. U mnie pierwszy był konkurs recytatorski w drugiej klasie podstawówki w Młodzieżowym Domu Kultury w Sopocie - była tam scena, światła, wielkie przeżycie. Potem były kółka teatralne w szkole, grupa Izy Wolskiej, gdzie się poznałam z Szymonem. I w końcu zaciągnęłam go do gdańskiego Wybrzeżaka, co mu do dziś wypominam, bo on właściwie nie chciał tam iść, ale przekonałam go, że warto. Tam trafiliśmy do Marzeny Nieczui-Urbańskiej.

Później zdawałam do szkoły aktorskiej. W jednej z nich usłyszałam, że nie potrafię śpiewać, ale świetnie się ruszam, w drugiej, że wprawdzie ze śpiewem sobie radzę całkiem nieźle, ale ruchowo niestety jest fatalnie. Byłam wtedy w klasie uniwersyteckiej w I LO w Gdyni, więc już w maju miałam indeks na Politechnikę Gdańską i w październiku ostatecznie przywitałam tę uczelnię, kończąc tam parę lat później kierunek Ochrona środowiska w języku angielskim. Trafiłam do grupy osób, które tak jak ja, wcale nie chciały tam być, a łączyła nas tylko świetna znajomość języka angielskiego.

Przygotowany przez nią monodram macierzyński "Mamy problem" poświęcony jest pierwszych miesiącom macierzyństwa i związaną z nim huśtawką nastrojów. Premiera 15 kwietnia w Teatrze Gdynia Główna.
Przygotowany przez nią monodram macierzyński "Mamy problem" poświęcony jest pierwszych miesiącom macierzyństwa i związaną z nim huśtawką nastrojów. Premiera 15 kwietnia w Teatrze Gdynia Główna. fot. Zuzanna Gąsiorowska
Nie zrezygnowałaś jednak z marzeń o scenie.

Zdawałam po raz kolejny na aktorstwo i znowu się nie dostałam. Wyjechałam więc na stypendium do USA, współorganizowane przez Wybrzeżaka, z założeniem, że to mój ostatni teatralny zryw. Pomyślałam, że jak wrócę, to polecę do Londynu zrobić prawo środowiskowe. Jednak będąc w Stanach na stypendium w szkole aktorskiej, stwierdziłam, że wolę być przymierającą głodem artystką, ale robić to, co lubię. Postanowiłam jeszcze raz spróbować dostać się do szkoły aktorskiej i dostałam się do do Policealnego Studium Aktorskiego działającego przy Teatrze im. Stefana Jaracza w Olsztynie.

Okazało się, że to pełnowartościowa szkoła, z egzaminami, gdzie nie każdy się dostaje i z ludźmi z zewnątrz, przyjeżdżającymi na egzaminy początkowe i końcowe. Plus jest taki, że działa ona przy teatrze i jak ma się trochę szczęścia to dostaje się role w Teatrze im. Jaracza. Ja miałam szczęście i już na pierwszym roku dostałam główną rolę w "Alicji po drugiej stronie lustra", gdzie byłam 50 minut non stop na scenie. I od tego czasu zaczęto mnie brać pod uwagę w obsadach spektakli tego teatru. Po szkole dostałam etat w Teatrze Lubuskim w Zielonej Górze.

Jednak po roku wróciłaś do Trójmiasta. Dlaczego?

Jak ma się etat i rodzi dziecko, to zazwyczaj od razu wchodzi się w próby. Są one tak ustawiane, by można było nakarmić dziecko, jakoś się nim zająć w trakcie dnia. Jak tego nie ma, albo - tak jak u mnie - ma się męża, który dużo wyjeżdża, to jest to praktycznie niemożliwe.
Bo Trójmiasto jest najpiękniejszym miejscem do życia w Polsce. A teatr można robić na różne sposoby i nie trzeba do tego mieć swojego portretu na ścianie teatru instytucjonalnego. To pierwsze wiedziałam od zawsze, do tego drugiego doszłam z czasem, bardzo długo walcząc o swoje miejsce. W Zielonej Górze mieszkałam z Szymonem, który tam postanowił mi się oświadczyć. Oboje jesteśmy z Trójmiasta, więc decyzja o powrocie nad morze była naturalna. Okazało się, że nawet mając dyplom ciężko jest dostać się na scenę. Inna rzecz, że szybko wypadałam z obiegu, bo urodziłam dwójkę dzieci.

Wrócić do aktorstwa w takiej sytuacji jest pewnie bardzo trudno?

Jak ma się etat i rodzi dziecko, to zazwyczaj od razu wchodzi się w próby. Są one tak ustawiane, by można było nakarmić dziecko, jakoś się nim zająć w trakcie dnia. Poza tym to często dzieci, które faktycznie mnóstwo czasu spędzają w teatrze, niemal wychowują się w nim. Pracując w teatrze trzeba bardzo szybko zorganizować nad nim opiekę. Jak tego nie ma, albo - tak jak u mnie - ma się męża, który dużo wyjeżdża, to jest to praktycznie niemożliwe. Chociaż udało się mi zrobić z spektakl "Labrys" z Aliną Jurczyszyn w reżyserii Idy Bocian w Sopockiej Scenie Off de BICZ. Radziłam sobie wtedy tak, że odciągałam pokarm, zostawiałam córkę z jedną z babć i jechałam na próbę.

Podczas samego spektaklu była scena, gdzie się częściowo obnażamy. Większym problemem było dla mnie to, czy mi nie zacznie cieknąć pokarm niż to, że jestem topless. Zdarzyła się też próba tuż przed premierą, gdy nie mogłam z nikim zostawić dziecka. Wtedy Ida kołysała dziecko, a my próbowałyśmy. Pierwsze próby czytane były z kolei takie, że dziewczyny przyjeżdżały do mnie jak już położyłam małą spać. To zawsze wymaga wiele dobrej woli od każdej ze stron.

Magdalena Bochan-Jachimek występuje też w spektaklu Piotra Kosewskiego "Ząb, zupa, dąb" w Teatrze na Plaży. Najbliższe spektakle 11 i 12 maja.
Magdalena Bochan-Jachimek występuje też w spektaklu Piotra Kosewskiego "Ząb, zupa, dąb" w Teatrze na Plaży. Najbliższe spektakle 11 i 12 maja. fot. Monika Goldszmidt-Czarniak / trojmiasto.pl
O tym też będzie twój najnowszy spektakl "Mamy problem", poświęcony macierzyństwu i sytuacji kobiet wtłoczonych w stereotypy doskonałych matek?

Każda z mam staje przed dylematem, bo w momencie pojawienia się nowego człowieka w rodzinie wiele rzeczy się przewartościowuje.
Każda z mam staje przed dylematem, bo w momencie pojawienia się nowego człowieka w rodzinie wiele rzeczy się przewartościowuje. Po urodzeniu Tymona pomyślałam sobie, że jakby co, to ja się jeszcze nagram, a oni z Janą już nigdy nie będą tacy mali. Zmieniły mi się priorytety. W ogóle młodym mamom jest ciężko, bo dla wszystkich to oczywiste, że mama zostaje z dzieckiem, więc jeśli się pojawi na mieście bez niego, to od razu pojawia się pytanie "co zrobiła z dzieckiem?". Jeśli tata się pojawia na mieście bez dziecka to nikt się go o to nie pyta, bo jest oczywiste, że została z nim mama.

Młode mamy są akceptowane podczas spacerów z dziećmi, ale na imprezie bez nich już niekoniecznie, prawda? A mama, która chce się realizować zawodowo i wrócić do pracy, mając małe dzieci, to w mniemaniu wielu osób zła matka. Na to, że ojcowie dużo pracują i czasem w ogóle prawie nie widują dzieci, o zajmowaniu się nimi nie wspominając, nikt nie narzeka. Gdy zdarzyło się, że pojechałam na tygodniowe warsztaty do Warszawy, to wszyscy mnie pytali - "a co z dziećmi?". A one mają przecież ojca. Gdy jakaś kobieta powie wprost, że jej dzieci ją męczą i ma ich czasem dosyć, to wywołuje to wielkie oburzenie. Moja matka też była oburzona, gdy powiedziałam jej, że którejś nocy miałam ochotę wyrzucić jej wnuka przez okno. Ale jeśli dziecko robi w środku nocy trzygodzinną awanturę o to, że właśnie chce zjeść parówkę albo bawić się, to naprawdę można mieć takie myśli, niezależnie od tego jak bardzo się je kocha.

Dlatego zdecydowałaś się przygotować spektakl "Mamy problem"?

Młode mamy są akceptowane podczas spacerów z dziećmi, ale na imprezie bez nich już niekoniecznie. A mama, która chce się realizować zawodowo i wrócić do pracy, mając małe dzieci, to w mniemaniu wielu osób zła matka.
On powstał z wielu powodów. Po pierwsze z tego względu, że chcę wrócić do zawodu jako aktorka, dzieci chodzą do przedszkola, a Szymon mniej wyjeżdża. Wcześniej celowo wyhamowałam zawodowo, by zająć się dziećmi. Szymon od początku jest aktywnym tatą. Gdy kiedyś musiał zawieźć dziecko na pogotowie, wiedział wszystko bez konsultacji ze mną - kiedy dziecko ostatnio chorowało, jaki był przebieg wcześniejszych chorób. Pani lekarka i tak na koniec powiedziała do Tymona - "fajnie, że masz dziś dzień z tatą". To pokazuje pewien schemat myślenia, któremu ciężko się przeciwstawić.

Zdarzyło się, że gdy Tymon miał pół roku, a Jana niecałe dwa lata, pojechałam na cztery dni na warsztaty śpiewu na Mazury. Na finałowy koncert przyjechał Szymon z dziećmi. Była tam też moja ciocia z koleżanką. I ciocia powiedziała jej z dumą: "Magda pojechała na cztery dni na warsztaty, a Szymon został sam z dziećmi. Zobacz, jaki bohater!". W tym czasie Szymon miewał różne trasy - od jednodniowych do dwutygodniowych i ja przez cały czas sama zajmowałam się dwójką małych dzieci. Ale gdy raz sytuacja się odwróciła, od razu został bohaterem.

Takie sytuacje musiały być inspirujące do monodramu.

I były. To też trochę nasza wina - matek. Bo mamy odruch "zostaw, ja to zrobię" i nasze matczyne przekonanie, że zrobimy wszystko przy dziecku lepiej, dokładniej i szybciej. I to prawda, zwłaszcza, jeśli nie dopuszczamy ojców do takich czynności, więc nie mogą robić tego wystarczająco często. Z miłością do dziecka też nie jest tak różowo. Nie jest tak, że jak się urodzi, to automatycznie kocha się dziecko. Widzisz małego, pomarszczonego, płaczącego, brzydkiego człowieka. Nie wiesz jak się go obsługuje, nie chcesz zrobić mu krzywdy. Wiedziałam, że chcę zrobić spektakl właśnie o tym.

Pewnie, że wychowywanie dzieci jest piękne, cudowne i wspaniałe, a czas spędzany z dziećmi jest wielkim szczęściem. Ale oprócz tego jest bałagan, jest brudno, jest się chronicznie niewyspanym.
Pewnie, że wychowywanie dzieci jest piękne, cudowne i wspaniałe, a czas spędzany z dziećmi jest wielkim szczęściem. Ale oprócz tego jest bałagan, jest brudno, jest się chronicznie niewyspanym. I nawet wyjście do sklepu samemu z dwójką małych dzieci jest prawdziwym wyzwaniem. A bycie rodzicem aktywnym zawodowo bez pomocy innych jest właściwie niewykonalne.

Mój monodram jest też po to, żeby powiedzieć kobietom, że nie są z tym problemem same. Ja mam komfortową sytuację, bo przyjaźnię się z młodą mamą, mającą niewiele starsze dzieci od moich, która dodatkowo jest lekarzem. A sytuacji stresowych, z którymi młoda matka musi się mierzyć, jest mnóstwo. W końcu pojawia się poczucie, że sobie nie radzisz. Bo przecież każda młoda mama powinna mieć posprzątany dom, być zadbana, uśmiechnięta, spełniać się zawodowo, no i nie narzekać. I, oczywiście, nigdy nie zaniedbywać dziecka. Jednak w spektaklu jest też sporo uwag, które nie wynikają bezpośrednio z naszych z Szymonem doświadczeń. Bohaterka nieprzypadkowo jest Marią, a nie Magdaleną Bochan-Jachimek - to nie jestem ja.

Wymiana chemii, energii między aktorami a publicznością strasznie mnie napędza - mówi Magdalena Bochan-Jachimek.
Wymiana chemii, energii między aktorami a publicznością strasznie mnie napędza - mówi Magdalena Bochan-Jachimek. fot. Joanna Małecka
Autora tekstu nie szukałaś daleko...

Znalazłam teksty, które chciałabym wystawić, ale nie otrzymałam praw autorskich. Gdy przeczytałam artykuł, że już w ciąży należy się przygotowywać do macierzyństwa, a pierwsze kroki poczynić przed zajściem w ciążę, nie wytrzymałam. Wiedziałam, że trzeba to cukierkowe macierzyństwo trochę odczarować, bo jako matka dwójki dzieci wiem z czym młoda mama spotyka się na co dzień. Przeczytałam przy okazji mnóstwo książek na ten temat, m.in. "Macierzyństwo non fiction" Joanny Woźniczko-Czeczott, "Matka feministka" Agnieszki Graff, "Praca na całe życie" Rachel Cusk. Szymon też je przeczytał, inspirował się również blogami. Spieraliśmy się o ten tekst wielokrotnie, w końcu zdecydowaliśmy się rozesłać go do kilku matek i kilku "nie matek", by sprawdzić jak jest on rozumiany. W efekcie powstał tekst mojego monodramu "Mamy problem".

Od dawna prowadzisz Teatrzyk Bezwstydny. Niedawno odbyła się jubileuszowa 50-ta jego edycja. Powiedz o co w nim tak naprawdę chodzi?

Nasz regularny bywalec 12-letni Konrad, wychodził co edycję i kiwał inną częścią ciała. Inny, emerytowany żeglarz, nawiązując do opisu Teatrzyku przyszedł kiedyś i obrał ziemniaki.
Pomyślałam, że jest wielu ludzi, którzy są w podobnej sytuacji jak ja lub po prostu nie mają dyplomu i chcą coś twórczego robić, a nie mają gdzie tego pokazywać. Nawiązałam kontakt z Centrum Kultury w Gdyni i zaproponowałam dyrektorowi Jarosławowi Wojciechowskiemu dwa projekty: warsztaty dla dorosłych "W kaczych butach" oraz Teatrzyk Bezwstydny, na którym każdy może wystąpić. Marzyło mi się, że będą to głównie profesjonaliści, którzy będą chcieli u nas coś sprawdzić, przećwiczyć przed audytorium, ale zdarza się to rzadziej niż bym chciała. Idea zapożyczona jest z USA - każdy może wejść na scenę i zrobić cokolwiek, nawet jeśli będzie to kiwnięcie głową. Nasz regularny bywalec, 12-letni Konrad, wychodził co edycję i kiwał inną częścią ciała. Inny, emerytowany żeglarz, nawiązując do opisu Teatrzyku, przyszedł kiedyś i obrał ziemniaki. Typowe jest czytanie tekstów wierszy, stand-up, śpiewanie, granie na instrumentach.

Ale zdarzały się np. 15-minutowe monodramy ze scenografią. Była próba udowodnienia, że mężczyźni mogą skupić się na wielu rzeczach jednocześnie - choć nie do końca udana, bo śmiałek układał kostkę Rubika odpowiadając na pytania, tylko czasem zawieszały mu się ręce, a czasem odpowiedzi. Było granie na plastikowych kubkach. Był performance, podczas którego przez 15 minut liczono ekspresyjnie od 99 w górę. Były projekcje zrobionych przez uczestników Teatrzyku filmów, audycji radiowych, były pokazy modeli statków czy zdjęć. Kiedyś ktoś przez 15 minut zapraszał na wernisaż swoich prac. Wstęp na Teatrzyk Bezwstydny jest darmowy, nic się nie płaci za występ i nie jest to talent show, w którym wybiera się najlepszego. Występujący nie mogą przekraczać 15 minut i nie mogą robić nikomu krzywdy. Poza tym scena jest ich.

W najbliższym czasie można liczyć na jeszcze inne produkcje teatralne z twoim udziałem?

W czerwcu premierę będzie miał spektakl warsztatowy w mojej reżyserii, przygotowany z amatorami z warsztatów "W kaczych butach". Robimy "Umowę o arcydzieło", której autorem też jest Szymon. Ciężko jest znaleźć sztukę dokładnie odpowiadającą potrzebom grupy warsztatowej, więc poprosiłam go o to, by sam ją napisał. Chcę wrócić na scenę jako aktorka w większym wymiarze niż dotąd (można mnie zobaczyć w spektaklu Piotra Kosewskiego "Ząb, zupa, dąb" w Teatrze na Plaży) i mam nadzieję, że "Mamy problem" mi to umożliwi.

Opinie (24) 2 zablokowane

  • (6)

    żona Szymona Jachimka?

    • 17 2

    • tak (3)

      tego Jachimka

      • 2 0

      • (2)

        Myślałem, że tamtego.

        • 3 0

        • tego nie śmiesznego? (1)

          • 5 1

          • Akurat tamten jest śmieszny :D

            • 2 2

    • ale jej zafundowali panegiryk, to po znajomości bo ostatnio co rusz to art o Jachimkach, przypadek?

      koleżeńska promocja?

      • 5 5

    • Tak.

      • 0 0

  • (3)

    Chętnie wybrałabym się na to przedstawienie :( niestety siedzę w domu sama z dwójką maleńkich dzieci, a i tata wraca dopiero za 3 miesiące :(

    • 22 0

    • Spokojnie...pieniadze przywiezie..to i bedzie milosc...

      Lepiej tak siedziec niz razem bez pieniedzy..i przyjemnosci)))

      • 7 7

    • A jest Pani ładna?

      Chętnie się zaprzyjaźnię.

      • 2 1

    • Zabierz dzieci na spektakl.
      Przy monodramie o takiej tematyce tolerancja powinna być większa.

      • 3 0

  • Jaki wysyp wszechwiedzących Jachimków. (5)

    Widać wystarczy się nazywać Jachimek i miejsce na łamach trojmiasto.pl zapewnione. Bohaterka sztuki jest Marią a nie Magdaleną Jachimek. Co za niezwykła skromność. Ziąb na dworze a Jachimek mówi "można mnie zobaczyć w teatrze na plaży." Co za odporność na chłód. Magda mówi o Szymonie. Szymon napisze o Magdzie. Wkrótce każdy nauczy się wszystkich 4 (bo dzieci) Jachimków na pamięć.

    • 19 20

    • (3)

      cieszę się, ze w 3mieście rodziną "celebrycką" są ludzie kultury. Rozumiem, ze autor postu woli się zachwycać Kardashianami lub Majdanami

      • 13 2

      • (2)

        To nie są celebryci, to są prezentujący z dumą swoje ciasne rozumki narcyzi. Jakby byli kimś ciekawym to by tu liczba komentarzy była większa niż kilkanaście, w tym 2 moje i pewnie kilka ich własnych.

        • 1 7

        • skąd ten jad? (1)

          Na temat Pana Szymona nie mam zdania, ale Pani Magda to energiczna i oddana swojej pasji osoba. Odwala kawał dobrej roboty organizując teatrzyk bezwstydny. Nie wypowiem się o jej aktorskich umiejętnościach, bo nie jestem w temacie kompetentny, ale mnie się podoba. I bardzo doceniam jej zaangażowanie. A Ty masz jakiś argument do swoich też, czy tak pieprzysz dla zasady.

          • 4 0

          • Zauważyłem, że pod każdym tekstem czy to autorstwa, czy poruszającym osoby o nazwisku Jachimek pierwszym komentarzem jest szyderstwo niczym nie podparte. Mam wrażenie, że kogoś dopadła jakaś dziwna zawiść. A wywiad - ciekawy.

            • 5 1

    • Teatr na plaży jest budynkiem przy plaży - nikt nie musi się chłodzić na zewnątrz :)

      • 1 0

  • Co to za bełkot!!

    • 8 18

  • Znowu te nieśmieszne, głupkowate Jachimki (1)

    Pasza dla lemingów

    • 10 24

    • Nieśmieszny leming to raczej autor postu, na który właśnie odpiwiadam.

      • 4 0

  • Jachimki (1)

    Super ,że jest taka Rodzinka JACHIMKÓW !!! Pozdrawiam

    • 17 7

    • jednak wolalem ogoladac rodzine Muminkow

      • 1 2

  • no w końcu ktos powiedział prawdę i nie pierdzi slodko o urokach macierzyństwa brawo!!!

    • 22 4

  • A mnie tam Pan Jachimek potrafi rozbawić swoimi tekstami.
    Pani Jachimek jeszcze nie znam, ale chętnie się dowiem co ma do powiedzenia na scenie.

    • 3 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Puck 10 lutego 1920 oczami świadków
Puck 10 lutego 1920 oczami świadków
wystawa
lut'20 13-30.05
g. 10:00 - 16:00
Gdańsk, Narodowe Muzeum Morskie
Carboland - wystawa
Carboland - wystawa
wystawa
wrz'20 4-30.05
g. 10:00
Gdynia, Muzeum Emigracji
Polskie Projekty. Polscy Projektanci
Polskie Projekty. Polscy Projektanci
wystawa
wrz'20 19-30.05
g. 11:00 - 18:00
Gdynia, Muzeum Miasta Gdyni

Sprawdź się

Sprawdź się

Jak nazywał się zorganizowany w 1984 roku przegląd filmowy organizowany przez klub Żak, podczas którego zaistniał dziś znany reżyser Krzysztof Krauze?