Wiadomości

stat

Luksus z pieprzykiem i nutą dekadencji. Recenzja spektaklu "Hotel Palace"

Poznajemy osobliwych gości "Hotelu Palace". Między innymi profesora (Michał Zacharek), który na łożu śmierci szuka odpowiedniego ostatniego słowa... czerpiąc inspirację m.in. z biustu pokojówki.
Poznajemy osobliwych gości "Hotelu Palace". Między innymi profesora (Michał Zacharek), który na łożu śmierci szuka odpowiedniego ostatniego słowa... czerpiąc inspirację m.in. z biustu pokojówki. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl

"Hotel Palace" to miejsce gdzie szyk i elegancja spotykają się z absurdem i niewyszukanym humorem spod znaku Rolanda Topora. Wraz z Teatrem Komedii Valldal na półtoragodzinny instruktaż dostatniego życia w opływającym w luksusy i ekstrawagancję świecie bogaczy wybrać się powinni widzowie obdarzeni odrobiną dystansu do siebie i sporym poczuciem humoru.



Już od wejścia bohaterowie spektaklu lustrują hotelowych gości (widzów spektaklu "Hotel Palace"), zagadując ich i dając zarazem odczuć, że są nieco zażenowani taką "klientelą". Jesteśmy tu biedotą, która złakniona luksusu chciwie zagląda przez okna Grand Hotelu czy Orient Ekspresu, marząc o tym, by znaleźć się po drugiej stronie szyby. To oczywiście niemożliwe, bo Hotel Palace nie jest hotelem dla mas. To miejsce dla tych, którzy nie myślą o tym jak przetrwać "od pierwszego do pierwszego", ani nie boją się o to, czy starczy im na opłacenie kolejnej raty. Gości Hotelu Palace zajmuje raczej to, gdzie ulokują kolejny milion. Klient, który potrafi zapłacić każdą kwotę, może też wymagać wszystkiego. Tu spełnia się więc zachcianki gości, także te najbardziej niestandardowe.

Mamy szczęście. Ekipa hotelu postanawia przybliżyć nam dzień z życia tego przybytku luksusu i rozpusty. Wprawdzie gdzieś straszy jedną z pokojówek ubranie z promocji Lidla, gdzie indziej dyrektorowi "pachnie" biedą z H&M-u, ale po zlikwidowaniu przykrego zapachu pustych portfeli drogimi, rzecz jasna, perfumami, można przejść do meritum.

W tak ekskluzywnym hotelu każdy problem można rozwiązać wykorzystując refleks i kreatywność dyrektora. W środku Michał Zacharek.
W tak ekskluzywnym hotelu każdy problem można rozwiązać wykorzystując refleks i kreatywność dyrektora. W środku Michał Zacharek. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
Poznajemy dyrektora, dwie pokojówki oraz hotelowego boya. Z boku sceny przygrywa nam grajek, niedarzony przez resztę hotelowego personelu szczególnym poważaniem. Za pomocą kolejnych, nieraz mocno montypythonowskich skeczy, zaznajamiamy się ze specyfiką hotelu, gdzie każda usługa jest możliwa. Oczywiście za określoną cenę. Pewien profesor na łożu śmierci szuka swojego ostatniego słowa, bo "wygrałem wiele bitew, ale wojnę o życie przegrałem" brzmi zdaniem dyrektora zbyt patetycznie. W poszukiwaniu natchnienia pomaga umierającemu biust pokojówki. Z kolei w śnie jednego z gości (o jego wielkim, słoniowym penisie, na którym na rowerze pedałuje karzeł), wezwany znawca snów dostrzeże bardzo niepokojące objawy...

Dowiemy się też o wielu innych problemach gości Hotelu Palace, które kreatywna obsługa oczywiście w mig rozwiązuje (według mnie najlepszym z nich jest zwiędły liść w pokoju), jak i o usługach specjalnych. Widzowie przy wejściu otrzymują "menu" z usługami, które można "wypróbować" na obsłudze hotelu w trakcie przedstawienia. Wśród wspomnianych usług znajdziemy takie, jak "chłopiec do bicia", "mały się cieszy, gdy zobaczy mniejszego" lub "czopek". Osobną kategorią jest "Palace we własnym domu", czyli co zrobić, by doznać odrobiny luksusu, będąc biednym.

Widzowie w iście montypythonowskim stylu poznają między innymi sposób by zaznać odrobinę luksusu. Na zdjęciu Mateusz Deskiewicz i Anna Podgórzak.
Widzowie w iście montypythonowskim stylu poznają między innymi sposób by zaznać odrobinę luksusu. Na zdjęciu Mateusz Deskiewicz i Anna Podgórzak. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
Tekst Rolanda Topora jest oczywiście ciętą satyrą na zepsute, zdemoralizowane elity. Za pomocą surrealistycznych, często podszytych rubasznością i "pieprzykiem" krótkich scenek rodzajowych, przebija on nadęty do granic możliwości balon próżności, blichtru i przepychu zblazowanych bogaczy. Oczywiście w zaciszu hotelowych pokoi okazują się oni zdziwaczałymi, godnymi politowania ludźmi, z których można się pośmiać.

Reżyser Tomasz Valldal Czarnecki z właściwą sobie lekkością porusza się w konwencji kabaretu i stylizacji "dance macabre" (efektowna charakteryzacja Olgi Czachorowskiej-Kawały). W zbudowaniu przystającego do naszych realiów świata Hotelu Palace pomaga mu Szymon Jachimek, który tekst Topora zgrabnie zaadaptował do naszych warunków (stąd m.in. nawiązania do Żabki czy Biedronki). Za wykonanie świetnych kostiumów odpowiada Iwona Klein, zaś bardzo dobrze oddającą hotelowe pokoje i dowcip spektaklu scenografię z parawanu i kilku rekwizytów (oraz projekty kostiumów) przygotowała Monika IKA Wójcik. Zespół realizatorów uzupełnia perfekcyjny za syntezatorem, wspomagający się chrumkającymi świnkami Artur Guza, który przez cały spektakl akompaniuje aktorom, miewając też zadania aktorskie.

By surrealistyczny humor zadziałał na widzów, musi zostać odpowiednio "podany". Prym na scenie wiedzie Michał Zacharek - przezabawny i bardzo sprawny aktorsko w roli boya hotelowego. Jego vis comica świetnie koresponduje z humorem Topora. Mnóstwo wdzięku i seksapilu wnosi Anna Podgórzak, uroczo wypowiadając sceniczne "ł" ze wschodnią wymową. To, idąc duchem czasu, pokojówka z Ukrainy, więc jej obecność w hotelu z najwyższej póki mogłaby nieco dziwić. Jednakże druga z pokojówek, Lady Palace grana przez Vilde Valldal Johannessen w spektaklu i w rzeczywistości pochodzi ze Skandynawii, a  "ukraińskość" pokojówki Anny Podgórzak przykryć ma ewentualne błędy językowe lub niewłaściwą prozodię Vilde. Niepotrzebnie. Norweska tancerka w roli pokojówki z językiem radzi sobie całkiem dobrze. Zestaw hotelowych indywiduów uzupełnia grany z wyczuciem dyrektor (Mateusz Deskiewicz), szczególnie dobrze wypadający w epizodach spoza jego emploi (np. rozwrzeszczanego bachora).

Wśród wielu ciekawych pomysłów reżysera znalazł się także teatrzyk rozśpiewanych pacynek.
Wśród wielu ciekawych pomysłów reżysera znalazł się także teatrzyk rozśpiewanych pacynek. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
Niestety, w grze aktorskiej od Zacharka, Podgórzak i Deskiewicza bardzo wyraźnie odstaje Vilde Valldal Johannessen, tancerka z ogromną sceniczną swobodą, ale bez warsztatu aktorskiego (dużo lepiej i naturalniej wypadła w bardzo udanej w jej wykonaniu biograficznej "Emigrantce" Teatru Komedii Valldal). Jednak każdy w hotelowej obsadzie zasługuje na duże uznanie. Dzięki nim udaje się utrzymać szaloną dynamikę kolejnych scen. Szkoda, że tak mało epizodów aktorskich ma dbający o warstwę muzyczną Artur Guza. Brakuje również większej liczby piosenek, z którymi zespół "Hotelu Palace" bardzo dobrze sobie radzi.

Zaproponowana widzom z gruntu prześmiewcza konwencja trafia do widzów, chociaż niekiedy ociera się o obsceniczność (np. scena "rozpusty"). Nie każdy dowcip jest "smaczny", tak zresztą jak obleśna momentami proza Rolanda Topora. Jednak galop pomysłów scenicznych reżysera (pacynki, improwizacje) imponuje świeżością i z pewnością wielu rozbawi do łez, pomimo prostej i przewidywalnej konstrukcji przedstawienia. Warunek jest jeden: wszelkiego rodzaju poprawność należy zostawić za drzwiami teatru.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (14)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

03

lutego

Tango Show Gdańsk, Filharmonia Bałtycka

Rozrywka

Światełko dla Pawła na Targu Węglowym
Światełko dla Pawła na Targu Węglowym
Droga donikąd. Recenzja filmu "Diablo. Wyścig o wszystko"
Recenzja filmu "Diablo. Wyścig o wszystko"

Kulinaria

Jemy na mieście: Ram Ram Ji to smaczne klasyki z Indii
Jemy na mieście: indyjski bar Ram Ram Ji

Planuj z nami tydzień

Planuj Tydzień: czas smutku i zadumy
Planuj Tydzień: czas smutku i zadumy