Liryczny "Mistrz i Małgorzata" Muzycznego z niedosytem

Najbardziej konsekwentnie prowadzonym wątkiem musicalu "Mistrz i Małgorzata" jest cześć jerozolimska i spotkanie Poncjusza Piłata (Krzysztof Kowalski, po prawej) z Joszuą Ha-Nocrim (Maciej Glaza).
Najbardziej konsekwentnie prowadzonym wątkiem musicalu "Mistrz i Małgorzata" jest cześć jerozolimska i spotkanie Poncjusza Piłata (Krzysztof Kowalski, po prawej) z Joszuą Ha-Nocrim (Maciej Glaza). fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl

"Mistrz i Małgorzata" na postawie genialnej powieści Michaiła Bułhakowa Teatru Muzycznego w Gdyni to najdłużej wyczekiwana premiera w Trójmieście. Udało się w niespełna trzygodzinnym spektaklu oddać najważniejsze wątki powieści. Jednak znakomite kreacje aktorskie i ciekawa scenografia nie przesłaniają niedostatków musicalu, w którym króluje bardzo odważna i dosłowna nagość żeńskiej części zespołu, ale nie ma ani jednej piosenki, która wpadałaby w ucho.



Co gra Teatr Muzyczny


Teatr Muzyczny w Gdyni jest najbardziej doświadczonym przez pandemię trójmiejskim teatrem. To scena, której dotacja nie wystarczy na pokrycie bieżących kosztów, a sam teatr, jak zapewniał zastępca dyrektora Bogdan Gasik przed premierą "Mistrza i Małgorzaty", stracił w ciągu roku 19 mln zł wpływów własnych.

W tej sytuacji zrezygnowano z pierwotnej koncepcji musicalu, który miał zostać zrealizowany w technice 3D, chociaż część rozwiązań scenograficznych w drugim akcie została przygotowana pod tym kątem. Jednak nie znajdziemy w najnowszym musicalu Teatru Muzycznego fajerwerków, do jakich przyzwyczajono publiczność Muzycznego w poprzednich produkcjach.

Momentami plany akcji "Mistrza i Małgorzaty" niemal się na siebie nakładają. Upadek muru należy do najciekawszych zabiegów inscenizacyjnych całego spektaklu.
Momentami plany akcji "Mistrza i Małgorzaty" niemal się na siebie nakładają. Upadek muru należy do najciekawszych zabiegów inscenizacyjnych całego spektaklu. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
Spektakl rozpoczyna się od twórczych rozterek Mistrza, niezadowolonego z dzieła swojego życia - powieści o Poncjuszu Piłacie. Dzięki podniesieniu kurtyny płynnie przenosimy się do wątku jerozolimskiego - wprost na przesłuchanie Jeszuy Ha-Nocriego przez Poncjusza Piłata, który dostrzega w nim nie zbrodniarza, a intrygującego myśliciela. Za pomocą akcji umiejętnie przenoszonej w różne punkty sceny i dzięki wykorzystaniu kilku kurtyn oraz sceny obrotowej, możliwe są szybkie zmiany scenografii przygotowanej przez Andrzeja Worona.

Pierwsza scena jerozolimska odbywa się na tle monumentalnego muru, którą rozbiją na części maszerujący w takt "Międzynarodówki" przedstawiciele dumnego narodu rosyjskiego. Ta znakomita, sugestywna i dynamiczna zmiana miejsca akcji z czasów pierwszych Chrześcijan na stalinowską Moskwę pierwszej połowy XX wieku, imponuje zwłaszcza w początkowych scenach, kiedy prowadzona jest perfekcyjnie.

Prosta scenografia, pełna znaczących, symbolicznych rekwizytów (kolumny i tron w czasach Piłata, ławka w parku podczas spotkania Berlioza (ciekawy Jacek Wester) i Iwana Bezdomnego (bardzo dobra rola Mateusza Deskiewicza) z Wolandem, charakterystyczne łóżka podczas scen w szpitalu psychiatrycznym czy też potężny, przewrócony żyrandol w mieszkaniu Berlioza (siedzibie diabelskiej świty) w łatwy sposób pozwalają zidentyfikować widzom przestrzeń gry. W podobny sposób działają kostiumy Klaudii Filipiak. Dzięki temu wielowątkowa, skomplikowana powieść Bułhakowa przedstawiona jest w sposób czytelny.

Bardzo efektownie wyglądają sceny zbiorowe w socjalistycznej, stalinowskiej Moskwie.
Bardzo efektownie wyglądają sceny zbiorowe w socjalistycznej, stalinowskiej Moskwie. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
Reżyser Janusz Józefowicz sięga po rosyjskie libretto Jurija Riaszencewa, przetłumaczone na język polski przez Olgę Stokłosę, żonę kompozytora muzyki do musicalu Janusza Stokłosy. Pierwsza część spektaklu rozgrywana jest konsekwentnie, w dobrym rytmie, ze znakomitą, bogatą brzmieniowo, niemal filmową muzyką, którą wykonuje Orkiestra Muzycznego pod batutą Dariusza Różankiewicza. Odszukać tu można muzyczne i inscenizacyjne nawiązania do innych produkcji Muzycznego, jak "Jesus Christ Superstar" i słynnego "Gethesmene" w brawurowym lamencie Mateusza Lewity (świetny Krzysztof Wojciechowski) nad ukrzyżowanym Joszuą (w tej roli grający gościnnie Maciej Glaza) czy beztroski tytułowego bohatera musicalu "Francesco" w początkowej scenie przesłuchania Joszuy.

Intryguje demoniczny, powściągliwy Woland w wykonaniu grającego gościnnie Roberta Gonery, posągowością i swobodą w trudnej roli Piłata zaskakuje Krzysztof Kowalski, a trudną rolę Mistrza udanie kreuje Jakub Brucheiser. O lokalny, radziecki koloryt - poza czerwonymi sztandarami, "Międzynarodówką" czy pieśnią "Hej towarzysze" - dbają sprofilowani na przedstawicieli rosyjskiego ludu aktorzy śpiewający czastuszki, opiewające cuda dziejące się w Moskwie po przyjeździe Wolanda i jego kompanów.

Od pierwszych chwil intryguje demoniczny, dystyngowany Woland w wykonaniu Roberta Gonery (w środku). Na zdjęciu z Iwanem Bezdomnym (Mateusz Deskiewicz, po lewej) i Berliozem (Jacek Wester, po prawej).
Od pierwszych chwil intryguje demoniczny, dystyngowany Woland w wykonaniu Roberta Gonery (w środku). Na zdjęciu z Iwanem Bezdomnym (Mateusz Deskiewicz, po lewej) i Berliozem (Jacek Wester, po prawej). fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
W drugim akcie przedstawienia ta misterna układanka zaczyna rozpadać się na szereg zbyt długich scen, o zaburzonej dramaturgii. Przede wszystkim jednak reżyser odrzuca możliwości teatralnej umowności na rzecz całkowitej dosłowności. Małgorzata (Beata Kępa), jej służąca Natasza (Oliwia Dróżdżyk, adeptka z Studium Wokalno-Aktorskiego w Gdyni) oraz zdecydowana większość żeńskich mar goszczących na balu u Wolnada, paraduje i tańczy topless. Dodając do tego odważną kreację diablicy Helli (udana rola Karoliny Trębacz) zdecydowana większość drugiego aktu eksponuje nagie i półnagie kobiece ciała, także na kuriozalnie kiczowatym wideo - locie na miotle w wykonaniu Małgorzaty.

"Mistrz i Małgorzata" w Muzycznym



Pomysł podróży w przestrzeni dzięki animacjom (z nałożoną na nie projekcją aktorki), nie jest dla Janusza Józefowicza nowy - było tak chociażby w "Policie". Pierwszy raz jednak z taką pieczołowitością wyeksponowano nagość i to sfilmowaną w bardzo nieporadny sposób. Sztucznie wydłużona scena lotu jakością wykonania i doborem kadrów "okrakiem na miotle" pozostawia niesmak i zażenowanie, chociaż dobrze połączono ją z działaniami w żywym planie.

Obnażenie Małgorzaty oczywiście daje się wytłumaczyć fabułą "Mistrza i Małgorzaty" i przebiegiem balu, w którym występuje jako gospodyni w "stroju Ewy". Rozebranie większości młodszych aktorek i tancerek oraz statystów podczas balu u Wolanda to już jednak dziwaczna maniera, której dotąd w Muzycznym nie było. Wiele do życzenia pozostawiają również kiczowate animacje (m.in. kościotrupów).

Kryzys twórczy Mistrza i niemożność wydania powieści rozgrywa się na tle pochodów sławiących Związek Radziecki. Nie ma więc wątpliwości, że ustrój polityczny wpływa na losy tytułowego bohatera, granego przez Jakuba Brucheisera.
Kryzys twórczy Mistrza i niemożność wydania powieści rozgrywa się na tle pochodów sławiących Związek Radziecki. Nie ma więc wątpliwości, że ustrój polityczny wpływa na losy tytułowego bohatera, granego przez Jakuba Brucheisera. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
Spektakl broni się jednak znakomitymi kreacjami aktorskimi. Świetny wokalnie duet tworzą Mistrz (Jakub Brucheiser) i Małgorzata w wykonaniu Beaty Kępy (szczególnie w finałowej, nostalgicznej piosence "I niech by tak było, jak jest"). Kępa dobrze radzi sobie z trudną rolą zrozpaczonej, gotowej dla ukochanego na wszystko kochanki i ekscentrycznej królowej balu. Melodramatyczny wątek miłosny tytułowych bohaterów prowadzony jest bardzo lirycznie (pobrzmiewają tu echa musicalu "Ghost") i jak na tego typu produkcję bardzo spokojnie.

Bawią sztuczki diabelskie, podobnie jak Sasza Reznikow w roli Wieprza i przede wszystkim znakomity Aleksy Perski jako diabeł Azazello z charakterystycznie wystającym kłem. Dobrze wypadają sceny zbiorowe na kilkudziesięciu wykonawców i ciekawie, konsekwentnie poprowadzony wątek Piłata, któremu przez większość czasu na scenie towarzyszy prawdziwy dog niemiecki.

Maja Gadzińska o roli Małgorzaty w musicalu "Mistrz i Małgorzata"



Jednak całej produkcji brakuje rozmachu, jaki cechował dotąd największe musicale gdyńskiego Muzycznego. "Mistrz i Małgorzata" pomimo wielu ciekawych poetyckich tekstów piosenek Andrzeja Poniedzielskiego nie ma też ani jednego utworu, który zapadałby w pamięć i który można by nucić po wyjściu z teatru. Z racji wymowy powieści Bułhakowa spektakl nie posiada żywiołowej, mocnej puenty, a tylko wzruszające, niemal filmowe zakończenie.

To naprawdę dobrze skomponowane muzycznie i wokalnie przedstawienie, z udanymi kreacjami aktorskimi, które dzięki wierności literackiemu pierwowzorowi z pewnością zaliczyć można do solidnych produkcji Muzycznego. Zabrakło jednak głębszej interpretacji dzieła Bułhakowa, bo trudno za nią wziąć wszechobecną ekspansję nagości i kult kobiecego ciała, które zredukowano w spektaklu Muzycznego do roli ozdoby.

Po spektaklu doszło do zaskakującej reakcji sporej części zespołu aktorskiego. Większość aktorów Muzycznego po owacji zeszła ze sceny przy podniesionej kurtynie, gdy głos zabrał reżyser Janusz Józefowicz, podobno na znak protestu wobec metod pracy reżysera. Do tematu wkrótce wrócimy.

Opinie (124) ponad 10 zablokowanych

Wszystkie opinie

  • Konkurs na pomnik Puszkina:
    III nagroda - Puszkin czyta dzieła Stalina
    II nagroda - Stalin czyta dzieła Puszkina
    I nagroda - Stalin czyta dzieła Stalina

    • 24 0

  • Nie zgadam się, Recenzent ma problem z nagością. Tak jakby polscy rezenzenci się jej bali. (2)

    O wiele lepsze przedstawienie niż Polita czy Piotruś Pan ( które niestety miałam przyjemność oglądać). Z tragicznymi Krakowiakami i góralami Zadary nie ma co porównywać. Tym razem Józefowicz zrobił coś porządnie. Ok nie jest to napoziomie najlepszych dzieł Kościelniaka ale jest bardzo OK. 7/0

    • 31 72

    • Jedno czy drugie ?

      "bardzo odważna i dosłowna nagość żeńskie" a potem "większość żeńskich mar goszczących na balu u Wolnada, paraduje i tańczy topless"
      Czyli mam rozumieć że topless to ta bardzo odważna nagość.

      • 10 7

    • Ta konkretna nagość i to konkretne jej przedstawienie było po prostu tragicznie zrealizowane i tyle. A na ten film patrzeć się nie dało. Współczuje aktorkom, przecież mają oczy i doskonale zdają sobie sprawę co za poczwara wyszła z tego wszystkiego

      • 24 2

  • A Szanowny Recenzent ogladal polski serial Mistrz i Malgorzata w rezyserii Wojtyszki? (2)

    Naga Anna Dymna paraduje w wiekszosci scen. Nagosc jest wpisana w te powiesc i MUSI w niej byc. To normalne.

    • 41 25

    • anna

      a co to za porownanie Wojtyszki do Jozefowicza

      • 14 2

    • wątpię czy oglądał

      • 4 1

  • Słabe to było

    a szkoda

    • 43 11

  • Bułhakow w ostatniej (jednej z 12) wersji książki napisał czystą pornografię.

    Wersja ta została radykalnie ocenzurowana przez jego żonę. W takiej okrojonej postaci, pośmiertnie, książka się ukazała.
    Każde epatowanie nagością rodzi pytanie, czy sztuka jest zbyt słaba. I chyba w tym przypadku nie wyszło najlepiej. Gdy brakuje koncepcji na umowność, wystarczy pokazać goły...
    Zatem uwagi w recenzji trafne, a sztuka przeciętna. Szkoda

    • 41 2

  • A skandal w finale? (4)

    Oliwia Drożdżyk na litość!
    Zgadzam się w całej rozciągłości, tandetne animacje w 2 akcie zupełnie zniszczyły całkiem niezły spektakl.

    Szkoda, że nie ma tu słowa o skandalicznej sytuacji w czasie owacji, kiedy zespół teatru na znak protestu wobez działań reżysera i chyba także fatalnej sytuacji w TM zszedł ze sceny. Widzowie na stojąco oklaskiwali pusta niemal scenę z rzucającym się bezradnie i mówiącym jakieś bzdury reżyserem.
    Zespol jest wspaniały i wielkie brawa za ten spektakl, ale ten teatr niestey pod tą dyrekcja się rozpada i może ktoś się tym a końcu zainteresuje, bo to nie jest prywatny folwark.
    I Panie Gasik. Jak się wychodzi na scenę, to warto zapiąć marynarkę i wyjąć rękę z kieszeni, kiedy mówi się do widzów, podobno najważniejszych.
    Zal serce ściska..

    • 97 11

    • O jakie działania reżysera chodzi?

      • 10 2

    • teatr

      raczej prywatny folwark Michalskiego!!!!!!!!

      • 11 3

    • A który to?

      To ten facet na końcu co zapomniał zaprosić na scenę realizatorów? Ogólnie bardzo profesjonalnie i na poziomie wszystko...

      • 7 1

    • Teatr rozpada się na Oczach Widzów i nikt z Urzędów tego nie widzi

      Bravo zespół Brava dla całej techniki
      Michalski, Gasik ......
      Wasze hamstwo nie ma końca,oby jak najszybciej zostało to zweryfikowane ....

      • 18 3

  • Nie chcemy animacji w Muzycznym, to nie Netflix ani Disney (1)

    Kto się zgadza łapka w górę

    • 161 12

    • Lot na miotle z przyczyn techncznych jeszcze mógł zostać . Ale generanie niechce animacji ani 3D

      • 11 3

  • Brawo Zespół!

    Trzymajcie się i pamiętajcie, że po burzy wychodzi słońce. Zawsze.

    • 82 3

  • (2)

    To zdecydowanie najgorsze przedstawienie muzycznego!

    • 58 14

    • Krakowiacy i górale. Tlen

      • 5 8

    • Kiedyś grali jeszcze "Atlantis", podobny poziom.

      • 2 3

  • tak wytrawny recenzent powinien zapytać

    w jakim zakresie po kilkunastu milionach zł utraconych przez TM wpływów z powodu covid ministerstwo kultury wsparło dotacją produkcję. Sellin jest podobno z Trójmiasta.

    • 30 6

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Do DNA
Do DNA
wystawa
lut 13-31.12
g. 10:00 - 16:00
Gdańsk, Narodowe Muzeum Morskie
John Faltin - fotograf Sopotu
John Faltin - fotograf Sopotu
wystawa
maj 10-17.10
g. 10:00 - 16:00
Sopot, Muzeum Sopotu
Design Oskara Zięty w zabytkowych wnętrzach Dworu Artusa i Domu Uphagena
Design Oskara Zięty w zabytkowych...
wystawa
maj 12-28.11
Gdańsk, Muzeum Gdańska

Sprawdź się

Sprawdź się

Jaką inicjatywę łączącą kulturę z przestrzenią miasta wymyślił i koordynuje związany z Klubem Plama Szymon Wróblewski?