Lekko, łatwo i przyjemnie w Teatrze Miejskim

Rolą Chevala na scenę Teatru Miejskiego wraca w świetnym stylu Piotr Michalski (w środku), grający szurniętego kontrolera podatkowego.
Rolą Chevala na scenę Teatru Miejskiego wraca w świetnym stylu Piotr Michalski (w środku), grający szurniętego kontrolera podatkowego. fot. Łukasz Unterschuetz / trojmiasto.pl

Na deskach Teatru Miejskiego pojawiła się bardzo lubiana przez publiczność komedia "Kolacja dla głupca". I chociaż powstał spektakl jedynie poprawny, z pewnością będzie przyciągał komplety publiczności.



Wprowadzenie do domu głupca może mieć różne konsekwentnie, np. może on strzelać do nas z palca.
Wprowadzenie do domu głupca może mieć różne konsekwentnie, np. może on strzelać do nas z palca. fot. Łukasz Unterschuetz
W perypetiach Pierre`a (Grzegorz Wolf, na dole)  Francis (Bogdan Smagacki) jest jak koszmar z niskobudżetowego horroru - śmieszy i przeraża jednocześnie. Poczucie obowiązku niekiedy popycha Francisa do zbyt śmiałych propozycji.
W perypetiach Pierre`a (Grzegorz Wolf, na dole) Francis (Bogdan Smagacki) jest jak koszmar z niskobudżetowego horroru - śmieszy i przeraża jednocześnie. Poczucie obowiązku niekiedy popycha Francisa do zbyt śmiałych propozycji. fot. Łukasz Unterschuetz
Autor "Kolacji dla głupca", Francis Veber, uważany jest za wybitnego specjalistę od komedii francuskiej. Jego teksty cieszą się olbrzymią popularnością, bo godzą komedię sytuacyjną z błyskotliwą satyrą na francuską klasę średnią. Veber czerpie inspiracje z życia codziennego, wydobywając z niego nieskończone pokłady absurdu i komizmu. Pomaga mu w tym ciągle obecna w jego tekstach postać poczciwego pechowca, Francisa Pignon.

"Kolacja dla głupca" to przedziwne, groteskowe spotkanie Francisa Pignon ze zblazowanym, złośliwym Pierrem, poszukującym ludzi pokroju Francisa. Pierre umawia się w gronie przyjaciół na spotkania z dziwakami, którzy podczas wtorkowych kolacji stają się atrakcją wieczoru. Największe uznanie zyskuje odkrywca największego głupca, a Pierre jest pewien, że jego najnowszy "wynalazek" zapewni mu zwycięstwo. Problem w tym, że tym razem do spotkania z przyjaciółmi nie dojdzie, a biedny Pierre nawet nie przeczuwa jak wielkie zamieszanie może wywołać jeden poczciwy niedojda.

Tomasz Man, reżyser przedstawienia, obrał najprostszą drogę do celu. Sugeruje to już minimalistyczna scenografia (Anetta Piekarska-Man), składająca się z czerwonych ram pokoju i drzwi wejściowych, zapożyczonych z farsy "Związek otwarty" (którą Man też tutaj wyreżyserował). Do tego niezbędna w komedii salonowej kanapa (tym razem drewniana) i wiszące ramy od obrazów. Ponownie, jak w "Związku otwartym", reżyser zdaje się też wycofywać w cień, aby nie przeszkadzać aktorom. Zaufano tekstowi Vebera - nie ma tu cienia finezji ani próby interpretacji tekstu.

Trudno uniknąć porównań ze znanym i goszczącym w Trójmieście spektaklem warszawskiego Teatru AteneumKrzysztofem TyńcemPiotrem Fronczewskim w rolach głównych. Na ich tle bohaterowie gdyńskiego spektaklu wypadają blado, ale z chlubnym wyjątkiem. Rolą Chevala po wielomiesięcznej przerwie spowodowanej ciężką kontuzją wraca Piotr Michalski - aktor wielokrotnie współpracujący z Tomaszem Manem i świetnie odnajdujący się w repertuarze komediowym. I jest to powrót w znakomitym stylu. Michalski kreuje postać zwykłego urzędnika skarbowego, o wielkiej pasji do futbolu, czego wyraz znajdziemy w dresiarskim stroju i sposobie bycia.

Zresztą, w spektaklu Teatru Miejskiego wszyscy panowie wypadają dużo lepiej niż panie. Francis Pignon w interpretacji Bogdana Smagackiego (jedna z lepszych jego ról w ostatnim czasie) jest prawdziwą poczciwiną, w pewnej mierze kontynuacją postaci Adasia Miauczyńskiego z "Dnia Świra", w którym Smagacki właśnie u Tomasza Mana zagrał tytułową rolę. Pignon Smagackiego rozkręca się wraz z czasem trwania spektaklu. Ten sympatyczny, nieco zagubiony w czasie i przestrzeni (w nienagannie skrojonym garniturze nie pasuje nawet strojem do pozostałych bohaterów) pierdoła, w swojej gorliwości i poczciwości okazuje się piekielnie niebezpieczny... Również Grzegorz Wolf (Pierre) dwoi się i troi, aby jego bohater było możliwie pełnowymiarowy.

To, co udaje się aktorom, nie udaje się aktorkom. Olga Barbara Długońska, Katarzyna Bieniek oraz Małgorzata Talarczyk mają do odegrania zaledwie krótkie epizody. Pewnie dlatego wszystkie starają się zaistnieć na scenie za wszelką cenę i przerysowują swoje postaci do granic możliwości - niestety efekt banalnych umizgów do widza jest fatalny.

"Kolacja dla głupca" wnosi jednak powiew świeżości do repertuaru Miejskiego, nie tylko dzięki jazzowemu motywowi muzycznemu, w kompozycji i wykonaniu Tymona Tymańskiego. Celem wprowadzenia na afisz tego tytułu jest podreperowanie frekwencji na widowni. I ten cel bez trudu zostanie osiągnięty. Już podczas pierwszego występu zazwyczaj powściągliwa premierowa publiczność często kwitowała kwestie aktorów salwami śmiechu i długimi owacjami. To spektakl skrojony na miarę i możliwości Teatru Miejskiego.

Opinie (44) 5 zablokowanych

  • świetnie się zapowiada!

    postaram' się być.

    • 6 2

  • Szkoda tylko ze taka bieda na scenie (1)

    Widziałem Kolację w Ateneum z Frączewskim i Tyńcem i sądzę że to rewelacyjna sztuka, patrząc na te fotki z gdyńskiej wersji obawiam się, że wypadnie tu blado. Co za idiota robi labolatorium ze sceny, dając zamiast wnętrza francuskiego mieszkania jakąś bryłe z płyty, która ma udawać kanapę?? Taka surowość zabija magię teatru. Najlepiej widzów traktować jak debili i wogóle odegrać to na pustej scenie. Idę na gdyńską Kolację 4 marca, mam nadzieje że sztuka jako tekst i gra aktorów się obroni, a scenografia będąca efektem chorej wizji jakiegoś popaprańca jej nie pociągnie na dół.

    • 7 2

    • nieók

      LABORATORIUM PRZEZ R

      • 0 1

  • Co to za kloc??

    Scenograf dał ciała. Kloc udający kanapę w komedii o francuskiej klasie mieszczańskiej, to chyba najlepszy dowód na to, ze ktos nie ma pojęcia o swojej pracy i powinien być zwoniony z teatru za działanie na jego szkodę.

    • 8 0

  • Wstyd Panie Man

    Zgadasz się z powyższą opinią. Sztuka jest doskonała, śmieszna, mądra, szkoda ze w gdyni zagrana zostanie na jakimś klocu z płyty i wśród pustych ram. Bieda. Wkońcu to teatr, a nie szkolna świetlica. Wstyd Panie Man.

    • 10 0

  • Niech reżyser pojedzie do Warszawy zobaczyć jak powinna wyglądać scenografia.

    Teatr to uczta dla ucha i oka. Człowiek płacąc za bilet chce się przenieśc w inny świat, inny niż miernota, surowość, zwyczajność. Niestety po tym klocku udającym kanapę, to chyba jedynie miernota i beznadziejnośc Nam pozostaje. Szkoda trudu aktorów, skoro reżyser nie ma teatralnej wyobraźni i ochoty uraczyć widza czymś magicznym.

    • 7 0

  • Dokładnie!! - Teatr musi mieć klimat, a nie chłód labolatorium.

    Sztukę ogladałam w Warszawie. REWELACJA. Ucieszyłam się że powstaje gdyńska wersja, ale jak tylko zobaczyłam powyższe zdjęcia to poczułam się zażenowana. Kloc udający kanapę i listwy zbite w kwadraty udające obrazy. Szkoda ze Trójmiasta nie stać na piękny spektakl w którym otoczka dorównuje treści. Wstyd.

    • 8 0

  • KLOC I HAKI JAK W MIĘSNYM ZA KOMUNY - BRAWO!

    KLOC I HAKI JAK W MIĘSNYM ZA KOMUNY - BRAWO!

    • 6 0

  • Bieda na scenie , fakt.

    Bilety 40 zł i idziesz oglądac biedę.

    • 7 2

  • No najpepiej widza traktować jak debila...

    ... zbić dwie płyty i mu wmówić, ze to kanapa. Panie Man czy nie stac Pana na coś więcej??

    • 7 1

  • Symbolika

    Byłam na spektaklu, świetnie się bawiłam, a scenografia jest po prostu symboliczna. Nie trzeba sztuki odbierać dosłownie!

    • 5 8

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Do DNA
Do DNA
wystawa
lut 13-31.12
g. 10:00 - 16:00
Gdańsk, Narodowe Muzeum Morskie
John Faltin - fotograf Sopotu
John Faltin - fotograf Sopotu
wystawa
maj 10-17.10
g. 10:00 - 16:00
Sopot, Muzeum Sopotu
Design Oskara Zięty w zabytkowych wnętrzach Dworu Artusa i Domu Uphagena
Design Oskara Zięty w zabytkowych...
wystawa
maj 12-28.11
Gdańsk, Muzeum Gdańska

Sprawdź się

Sprawdź się

Jak nazywał się zorganizowany w 1984 roku przegląd filmowy organizowany przez klub Żak, podczas którego zaistniał dziś znany reżyser Krzysztof Krauze?