Wiadomości

Kultura w czerwonej strefie. Jak wygląda obecna sytuacja trójmiejskich teatrów?

Okrojona publiczność podczas koncertu w Polskiej Filharmonii Bałtyckiej w Gdańsku.
Okrojona publiczność podczas koncertu w Polskiej Filharmonii Bałtyckiej w Gdańsku. fot. Mateusz Słodkowski/Trojmiasto.pl

Od 10 października cała Polska objęta została tzw. żółtą strefą, a Sopot znalazł się w czerwonej strefie. W najbliższą sobotę, 17 października, do czerwonych powiatów, w związku z największym przyrostem liczby zakażeń koronawirusem, dołączą również Gdańsk i Gdynia. Tym samym całe Trójmiasto znajdzie się w czerwonej strefie. Jaki ma to wpływ na lokalną działalność kulturalną? Sprawdziliśmy, jak obecnie wygląda funkcjonowanie trójmiejskich teatrów oraz w jaki sposób epidemia odbija się na ich planach i repertuarze.



Koronawirus - wszystkie informacje



Czy wybierasz się w najbliższym czasie do teatru?

tak, trzeba wspierać artystów i teatry 32%
raczej tak, ale mam trochę obaw 10%
raczej nie, na takie rozrywki przyjdzie jeszcze czas 20%
nie, to nie jest teraz bezpieczne 24%
nie chodziłe(a)m i nie zamierzam chodzić do teatru 14%
zakończona Łącznie głosów: 346
Niedawno pisaliśmy, że październik w teatrach trójmiejskich upływa pod znakiem odwołanych spektakli. Panująca w Polsce sytuacja epidemiczna wymusza na instytucjach modyfikowanie planów repertuarowych. Odwoływane są przedstawienia, przesuwane terminy premier, zmianom ulegają również daty dużych festiwali, jak choćby planowany na październik Tydzień Chorwacki organizowany przez Gdański Teatr Szekspirowski, letni Festiwal Teatrów Plenerowych i Ulicznych FETA czy ostatnio przesunięty na przyszły rok festiwal Narracje. Odbędzie się za to przeniesiony z wakacji na listopad 24. Festiwal Szekspirowski w Gdańsku i zostanie częściowo zrealizowany online.

Przeczytaj także: Październik w trójmiejskich teatrach: przełożone spektakle, ale nie wszędzie

Teatry reagują na bieżącą sytuację indywidualnie, każdy radzi sobie na swój sposób. Większość placówek decyduje się grać, choćby dla małej widowni (w obu strefach - i żółtej i czerwonej - to 25 proc. widowni), ale informacje o kolejnych odwoływanych spektaklach wciąż się pojawiają. Czasem dzieje się tak ze względu na kwarantannę któregoś z aktorów lub pracownika, a czasami z powodu nierentowności jakiegoś wydarzenia. O opłacalności grania dla tak małej publiczności i tak nie ma mowy.

Misją opery jest granie



Jednak, jak podkreślają dyrektorzy instytucji, nie ma to znaczenia, gdyż ważne jest co innego - by grać i by nie przestawać pracować, nie rezygnować ze spotkań z widzami.

- Granie dla małej publiczności jest trudne, generuje zupełnie inne emocje niż w pełni zajęta widownia, a przecież te emocje w dużej mierze decydują o energii artystów na scenie. Jest to jednak jak najbardziej opłacalne - misją opery jest granie, granie dla publiczności. Jeśli więc na naszej widowni zbiera się choć odrobina widzów - wiemy, że wciąż jesteśmy potrzebni i mamy dla kogo działać. Kwestie finansowe są ważne, ale przede wszystkim inwestujemy w bogaty kapitał kulturowy, powołani jesteśmy do prezentacji sztuki operowej i pomimo obecnych trudności - chcemy działać dalej. Dla naszej publiczności - podkreśla Romuald Wicza-Pokojski dyrektor Opery Bałtyckiej.
Opera Bałtycka chce grać dla swojej publiczności tak często, jak to możliwe, a jednocześnie postępować odpowiedzialnie względem widzów i artystów. Premierę "Fidelia" przeniesiono w związku z tym po raz drugi, tym razem planowana jest ona na 20 listopada, a premierę "Syna marnotrawnego/Judyty/Święta wiosny" przełożono na kwiecień 2021.

- Działalność opery opiera się na pracy dużych zespołów, od których kooperacji zależy powodzenie spektakli. Jednocześnie skupienie tylu osób w jednym miejscu, wspólnie przygotowujących się do premiery, zawsze stwarza pewne zagrożenie, które ze wszech miar chcemy zminimalizować. Dokładamy więc wszelkich starań do zapewnienia bezpieczeństwa wewnątrz instytucji. Z powodu wykrycia zarażenia wirusem w zespole chóru zmuszeni byliśmy przenieść premierę "Fidelia". Podjęliśmy też decyzję o odwołaniu spektakli - chcemy, aby wszyscy przeszli okres ochronnej kwarantanny i w pełni sił mogli wrócić do pracy. Nasi pracownicy są dla nas niezwykle ważni - dodaje dyrektor Opery.
Przeczytaj także: Do galerii handlowej idziemy chętnie, a na koncert już nie? Raport o trójmiejskiej kulturze

Staramy się nie odwoływać spektakli



Podobnie uważa dyrekcja gdańskiego Teatru Miniatura, w którym jak dotąd spektakle są nieodwoływane i dodawane kolejne do repertuaru w razie zapotrzebowania.

- Staramy się nie odwoływać spektakli. Gramy dla naszych widzów, ale i ze względu na zespoły: artystyczny i techniczny. Prezentacje spektakli przy obecnej 25-procentowej widowni, czyli u nas to 75 miejsc - są absolutnie nieopłacalne i musimy do nich dokładać. Szkoły w większości nie wychodzą poza swoje siedziby, więc poza spektaklami weekendowymi gramy pojedyncze spektakle dla grup zorganizowanych, umawiane bezpośrednio - nie planujemy ich w repertuarze, jak to było do tej pory, tylko dodajemy, jeśli jest potrzeba. Natomiast aktorzy i technika cały czas zarabiają dużo mniej w tym czasie niż w normalnej rzeczywistości. Staramy się balansować między potrzebami zespołu, a funkcjonowaniem całego budżetu instytucji, który ze względu na duże ograniczenie przychodów musi być mocno pilnowany. Z ulgą jednak przyjęliśmy informację, że w czerwonej strefie będziemy nadal mogli prowadzić działalność, choć bardzo ograniczoną. Niemożność wykonywania swojego zawodu wpływa bardzo negatywnie na nastroje zespołu, czemu nie można się dziwić - stwierdza Michał Derlatka, dyrektor Miejskiego Teatr Miniatura.
Przeczytaj także: Teatr Miniatura: Planujemy ostrożnie. O nowym sezonie teatralnym

Gramy dla garstki widowni



Dla mniejszej widowni chce grać i gra również zespół Teatru Wybrzeże, który - warto tu przypomnieć - pracuje obecnie wyłącznie na małych scenach, ponieważ duża scena znajduje się w remoncie.

- Będziemy dla tych 25 proc. widzów grali, taką mikroaktywność i ciągłość chcemy zachować, a także podtrzymać morale zespołu. Pracujemy, oczywiście zachowując zdrowy rozsądek. Dopóki jest to możliwe i warunki zewnętrzne nam w tym nie przeszkodzą. Pracujemy również nad nowymi tytułami. Jesteśmy rozdzieleni, próby odbywają się w różnych salach i na różnych scenach tak, aby zachować optymalne warunki bezpieczeństwa. Przygotowujemy się na lepsze czasy. W naszym repertuarze pojawiły się nowe premiery: "Życie intymne Jarosława", "Żabusia", a za chwilę będziemy mieli premierę "Nory", która miała się odbyć w ramach festiwalu Wybrzeże Sztuki, ale ten został odwołany z powodów epidemicznych. Chcemy nasze najnowsze spektakle pokazywać w wersji online, aby docierać do widzów, którzy nie chcą wychodzić z domu. Tak więc pracujemy i zabezpieczamy się na różne sposoby - mówi Adam Orzechowski, dyrektor Teatru Wybrzeże.

Teatry w Trójmieście


Jeśli chodzi o finanse, to podobnie jak inne duże teatry, Wybrzeże odnotowało duże straty z powodu braku widzów. Udało się jednak pozyskać pomoc finansową z kolejnych tarcz.

- Zainteresowanie publiczności jest ograniczone. Nie ma takiego hurtowego sprzedawania biletów, które odnotowaliśmy po lockdownie. Jak wiadomo, znakomitą część widowni stanowią dojrzałe osoby, które teraz nie podejmują ryzyka, nie wychodzą z domów. Gramy więc dla garstki publiczności. O rentowności oczywiście tu nie ma mowy, zwłaszcza dysponując małymi scenami. Próbujemy robić coś, co jest działalnością powiedzmy "misyjną", potrzebną, poszukiwaną, i nie liczymy na to, żeby na tym zarobić. Do czerwca mieliśmy dwa miliony straty z powodu zamknięcia instytucji. Jednak dopóki mamy jakieś pieniądze w budżecie, to staramy się być aktywni. Na szczęście dostaliśmy dodatkowe dofinansowanie z Urzędu Marszałkowskiego i z ministerstwa, i to dzięki temu właśnie możemy grać, a nasza sytuacja dlatego nie wydaje się aż tak tragiczna - dodaje dyrektor Orzechowski.

Dostosowujemy się do okoliczności



Ogromne straty finansowe odnotował również Teatr Muzyczny w Gdyni, który stracił na wpływach z biletów niemal 20 milionów złotych. Dwie trzecie budżetu Teatru w ubiegłym roku stanowiły przychody z biletów i produkcje nowych premier pokrywane były z tych środków. Obecnie instytucja nimi nie dysponuje. Teatr próbuje ratować swój budżet poprzez przenoszenie spektakli z małej sceny na dużą.

- Z racji obostrzeń przenosiliśmy spektakle z małej sceny na dużą, żeby zbliżyć się do progu rentowności. Nie ma jednak takiej możliwości, aby granie dla 25 procent widzów było jakkolwiek rentowne, ponieważ jesteśmy teatrem wieloobsadowym. Mamy wyjątkową sytuację, bo dysponujemy jedną z największych scen, jakie są w Polsce i odpowiednią do tej sceny widownią, dysponującą 1070 miejsc. Jesteśmy oczywiście poniżej progu rentowności, który jest na poziomie obłożenia dużej sceny w okolicach 70 procent. Myślę, że obecnie nasze przychody stanowią 30 proc. wymaganych przychodów. Jednak największe dwa błędy, jakie można popełnić w tej chwili, to albo granie bez finansowego wsparcia - wówczas wejdziemy w długi i to kompletnie rozbije nas finansowo, albo - gdy nie będziemy grali, to zrobimy sobie pustkę promocyjną i straci na tym nasza marka. W związku z tym koncepcja jest taka, że gramy zgodnie z obostrzeniami dla 25 proc. widzów i staramy się skorzystać ze wsparcia rządowego, które się pojawiło. Jeśli je otrzymamy, to kwota ta pozwoli nam przetrwać do końca roku. W ramach tego wsparcia chcemy wyprodukować również, jak co roku, Koncert Sylwestrowy. Jak na razie nasi widzowie są bardzo wierni - zapewnia Bogdan Gasik, zastępca dyrektora Teatru.

Teatr jest do grania



Z kolei zespół Teatru Miejskiego w Gdyni wrócił właśnie z Festiwalu Gombrowiczowskiego w Radomiu, gdzie został bardzo dobrze przyjęty spektakl "Bankiet" Witolda Gombrowicza w reżyserii Tadeusza Bradeckiego. Ponadto, odkąd teatr wznowił działalność po przerwie, zainteresowanie widowni spektaklami jest nieustannie spore. Dlatego też zdecydowano, podobnie jak w Teatrze Muzycznym, o przenoszeniu spektakli z małej sceny na dużą.

- Bardzo pozytywne jest to, że bardzo dobrze sprzedają się bilety, w tej chwili ludzie nawet mają pretensje, że nie ma już biletów, np. na "Rozważną i romantyczną", bo sprzedajemy około 70 miejsc na dużej scenie. "Remus" też jest cały wyprzedany w przyszłym tygodniu. Zamierzamy przenosić wszystko co się da z małej sceny na dużą, żeby frekwencja mogła być większa. Są jednak spektakle, których nie da się przenieść, jak np. "Nastazja wychodzi za mąż" czy "Kursk" z Daru Pomorza. Udało się za to przenieść "Tango - na pełnym morzu". Chcielibyśmy sprzedawać przynajmniej 50 procent widowni i mamy nadzieję, że ktoś z decydentów zmieni tę decyzję, zwłaszcza, że na meczach czy weselach jest więcej osób. Przy 50 procentach jeszcze wychodziliśmy na swoje. W ostatnich dwóch sezonach mieliśmy sytuacje 100-procentowej lub blisko 100-procentowej frekwencji i właściwie każdy spektakl był zyskiem. Płaciliśmy aktorom i całej obsłudze z pieniędzy z biletów i jeszcze zostawało kilka tysięcy zysku. W tej chwili nie ma mowy o zysku i trzeba dopłacać do każdego spektaklu po kilka tysięcy, dlatego zwróciliśmy się do ministerstwa i do miasta z prośbą o pomoc i zobaczymy. Spektakle nawet dla okrojonej widowni sprawiają, że teatr żyje i żyją też aktorzy, bo grają, a widzowie mają poczucie, że instytucja nie umarła - uważa Krzysztof Babicki, dyrektor Teatru Miejskiego.
Krzysztof Babicki, który w tym roku obchodzi swoje 40-lecie pracy artystycznej, twierdzi, że teatry powinny pracować, mieć ciągle coś do zaproponowania, aby widzowie nie zapomnieli o tym miejscu.

- Teatr jest do grania, nie ma nic gorszego niż niepracujący aktorzy. Nie może być tak, że teatry nic nie robią. Pamiętam `89 rok i koniec komunizmu w Polsce, gdy wszyscy byliśmy rozgorączkowani, ja byłem młodziutkim reżyserem, szukaliśmy literatury i każdy tak myślał, że teraz to się zacznie, bo w szufladach pisarzy są arcydzieła, które przez 40 lat komunizmu nie ujrzały światła dziennego. Okazało się, że szuflady są puste i żadnych arcydzieł nie było. Dlatego teatr takiego błędu nie powinien popełnić. Ja robię wszystko, żeby w naszym teatrze tego nie było. Brak propozycji teatralnych, cisza wokół teatru, sprawiają, że widownia zapomni o teatrze. My tutaj zbyt ciężko pracowaliśmy z całym zespołem na to, żeby w ciągu tych dziewięciu lat z 18-procentowej widowni zrobić 100 procent w ostatnich dwóch latach, ale to nie jest dane raz na zawsze i o to trzeba walczyć, trzeba to pielęgnować - podkreśla dyrektor Babicki.

15 aktorów zagra dla 50 widzów



Determinację, by grać, mają również zespoły działające poza instytucjonalnymi teatrami. W przygotowywanym pod opieką IKM spektaklu "Experyment" na scenie znajdzie się 15 aktorów, którzy zagrają dla 50 osób.

- Będziemy eksperymentować z ustawieniem widowni, bo gramy w przestrzeni nieteatralnej. W Plenum będziemy właściwie stwarzać teatr od podstaw, więc możemy ustawić widownię zgodnie z aktualnymi wymogami bezpieczeństwa i obostrzeniami: krzesła mogą stać w dowolnych miejscach, 1,5 metra od siebie. Granie w teatrze w czerwonej strefie, z co czwartym miejscem jest trudniejsze. My gramy, nawet jeżeli mamy grać dla 25 proc. widowni i z wszelkimi obostrzeniami. Decydujemy się na to, ponieważ chcemy przedstawienie pokazać ludziom - mówi reżyser i pomysłodawca spektaklu Piotr Jankowski.

Zawieszenie działalności teatralnej



Jednak nie wszystkie sceny są tak zdeterminowane i gotowe na przyjęcie widzów. W związku z obecną sytuacją epidemiczną na zawieszenie działalności teatralnej zdecydował się Konsulat Kultury w Gdyni.

- Na tę chwilę mamy zwieszoną działalność teatralną do końca listopada. Nie mamy sumienia mówić widzom, że są u nas bezpieczni, bo wiemy dobrze, że tak nie jest. Nawet w przypadku naszej widowni - gdy 40 osób mogłoby przyjść na salę, oczywiście z zapewnieniem wszelkich środków bezpieczeństwa z naszej strony, to i tak tej pewności, że ktoś się nie zarazi, nie mamy. I w związku z powyższym podjęliśmy taką decyzję, że ograniczamy działalność teatralną do działalności online i działalności plenerowej - mówi Jarosław Wojciechowski, dyrektor Konsulatu Kultury / Gdyńskiego Centrum Kultury.

Wydarzenia kulturalne w strefie czerwonej


Odbywają się:
1. W pomieszczeniach, w tym w klubach muzycznych i salach widowiskowo-sportowych, a także w amfiteatrach oraz muszlach koncertowych, pod warunkiem:
a) udostępnienia widzom co czwartego miejsca na widowni, z tym że nie więcej niż 25 proc. liczby miejsc, w przypadku braku wyznaczonych miejsc na widowni przy zachowaniu odległości 1,5 m pomiędzy widzami,
b) zapewnienia, aby widzowie realizowali obowiązek zakrywania ust i nosa;

2. Na otwartym powietrzu pod warunkiem:
a) zapewnienia, aby jednocześnie liczba widzów była nie większa niż 100 osób,
b) zachowania odległości co najmniej 1,5 m od innych osób przez wyznaczenie znakami poziomymi miejsc dla publiczności uwzględniających zachowanie odległości 1,5 m,
c) zapewnienia, aby widzowie realizowali obowiązek zakrywania ust i nosa, chyba że zostanie zachowana odległość nie mniej niż 1,5 m od innych osób.


Opinie (43) 5 zablokowanych

  • Teatry odgrywają chocholi taniec, branża weselna leży pod stołem i kwiczy.

    Siłownie dychają resztką sił. Cluby i puby również na łopatkach. Muzykom pozostaje łabędzi śpiew. Gastronomia dogorywa z głodu. Inflacja najwyższa w Unii Europejskiej. Najniższa dzietność od wielu lat, branża pogrzebowa ma perspektywy wzrostowe. Drodzy Państwo, nie jest dobrze i nie ma planu poprawy...

    • 56 4

  • Teatr online

    A może grać online? Np sztuki teatralne transmitować przez Zoom czy Skype, oczywiście po opłaceniu wirtualnego biletu za pomocą chociażby portalu Evenea.

    • 20 16

  • Teatr

    Jest ciężko i wszyscy to wiemy. Musimy nauczyć się z tym żyć. Brawa dla twórców Teatru, że grają!!!

    • 16 10

  • Kultura przechodzi kryzys, choć przechodziła go już wcześniej jak do rządów dorwała się Partia.

    Przedsiębiorcy, na których nakładano coraz to nowe podatki, fundacje i stowarzyszenia, którym Partia utrudnia życie, choćby z nową formą rozliczeń, nowe podatki dla ludzi uczciwie pracujących. Partia promuje za to patologię, która żyje kosztem inteligencji, Partia wyrabia sobie nowego człowieka - podatnego na manipulację (kościół, politycy), żyjącego kosztem klasy średniej i wyższej. A że to wszystko kiedyś się załamie - trudno, ludzie Partii do tego czasu wzbogacą się wystarczająco.

    • 20 23

  • Ponieważ nawiązałes do "Wesela" Wyspiańskiego to polecam książkę Moniki Śliwińskiej "Panny z Wesela". Bardzo ciekawa. Samo życie...

    • 3 1

  • Pozdrowienia dla trójmiejskich artystów :) Słucham teraz składanki Glorii Estefan i wrócę do "Reach" myśląc o Was :)

    • 6 7

  • Kultura, nauka, sztuka to nie jest temat dla obecnej władzy.

    Kupili prostrch ludzi kilkoma socjalami i mamy efekty. Niestety al w tym kraju około 40 % społeczeństwa pracuje na pozostałą część nierobów i roszczeniowców. Zapewne z końcem pandemii nastąpi znaczący wzrost emigracji. Kto ma fach w ręku lub głowie nie będzie tutaj siedział.

    • 20 12

  • Ponieważ widzę, że ktoś dał mi łapkę w dół, zaminusowal moją wypowiedź, to tłumaczę, że "Reach" jest o ludziach szlachetnych, o wielkim duchu jak sportowcy czy artyści właśnie. Szacunek dla artystów!

    • 4 0

  • No to mam e-booka na weekend.

    Dziękuję za polecenie!

    • 3 1

  • Przyjemnej lektury :) Najbardziej poruszyły mnie losy wojenne Anny Tetmajerowej - Gospodyni z "Wesela".

    • 4 1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Rozrywka

Rysownicy z Trójmiasta komentują protest
Rysownicy z Trójmiasta komentują protest
Naukowiec z Gdyni w nowej edycji "Top Model"
Gdynianin walczy o sławę w "Top Model"

Kulinaria

Jedzenie na telefon: test trzech pizzerii z Trójmiasta
Jedzenie na telefon: test trzech pizzerii
Bary i puby komentują obecną sytuację
Bary i puby komentują obecną sytuację

Sprawdź się

Na podstawie jakiej książki nakręcono film, w którym w głównych rolach wystąpili Magdalena Cielecka i Paweł Deląg?