Aktualnie brak w repertuarze trójmiejskich teatrów

Ksiądz H., czyli Anioły w Amsterdamie (14 opinii)

spektakl dramatyczny
kasy:
58 301-13-28, 551-50-40
wystawia:
Malarnia
data premiery:
13 maja 2009
czas trwania:
1 godz. 30 min. (bez przerw)
8.5 74 oceny 1 10
Ksiądz H., czyli Anioły w Amsterdamie
wg "Księdza Heleny" i "Ostatniego zlotu aniołów" Mariana Pankowskiego

Rok 2019, w szemranej dzielnicy Amsterdamu księdzem zostaje kobieta. Ma zmierzyć się z problemami ludzi marginesu, światem w stanie kryzysu, w którym dawne role społeczne już nie obowiązują, a nowe jeszcze się nie wykształciły. Jej ewangelizacyjny i polityczny projekt - interesująca i pociągająca mieszanka chrześcijaństwa z lewicowością - ponosi jednak klęskę. Dlaczego, skoro wydaje się adekwatną odpowiedzią na problemy współczesnego świata? Na ile wpłynęła na to jej bliska relacja z Mężczyzną - gwałcicielem, który nie rozumie, że "intensywność nie musi być gwałtem" - a na ile błędnie wybrane środki? A może coś jeszcze? W spektaklu - wprowadzony na zasadzie "teatru w teatrze" - odbędzie się też ostatni zlot aniołów, które spotkają się, by podsumować losy świata, zabawić się w poetycki slam, opowiedzieć heretycką i apokryficzną historię Sodomy, popolitykować i poerotyzować sobie trochę rubasznie, a trochę na serio. Matka Boska w tym świecie zdegradowanej wyobraźni religijnej, to albo "wyoutowane z realu" żeńskie bóstwo, bezsilne i bezpłodne - wbrew polskiej tradycji myślenia o Niej - albo sentymentalna, oszukana figura - Matka Boska-gadżet - której zadania ograniczone zostały do sfery konsumpcyjnej. Czy coś zdoła wybudzić ją z letargu? Czy kobiecość odnowi religię i wspólnotę?

Bartosz Frąckowiak o sztuce: Pankowski fascynuje mnie swoją postawą sprzeciwiającą się wszelkiej fetyszyzacji: doświadczeń historycznych, narodowego obyczaju i narodowych figur, pamiątek, instytucji, figur religijnych, pamięci... Jego niezwykła wyobraźnia tworzy literackie tropy nieoczywiste, paradoksalne, hybrydyczne - a przez to posiadające potencjał krytyczny, prowokujące do teatralnego i myślowego eksperymentu, wyznaczającego nowe ramy debaty, nowe linie podziału w dyskusji. Połączenie dwóch tekstów, które określiłbym za popularnym nurtem współczesnej myśli jako "postsekularne", czyli dramatu "Ksiądz Helena" i prozy "Ostatni Zlot Aniołów" pozwoliło mi podjąć temat relacji między religią, polityką, estetyką i doświadczeniem egzystencjalnym. W tym świecie rozmytych granic, popękanych struktur społecznych, niejasnych tożsamości pączkują różne nowe, często zabawnie opisane przez Pankowskiego, mniejszości, które doskonale potrafią wykorzystać koniunkturę na różnorodność, walcząc o swoje własne interesy. Lilipuci chcą narzucić innym swoje proporcje przestrzenne i walczą z ikonograficzną dyskryminacją "małych rozmiarów" u El Greca, zgwałcone kobiety czynią ze swojej opresji walor i korzystają ze statusu "ofiary". W tym świecie w stanie kryzysu potrzeba nowego uniwersalizmu, który nie miałby totalitarnego charakteru, lecz uwzględniał perspektywę jednostkową. Szansą na tę nową formułę zarazem religijną i wspólnotową jest projekt kobiety - Księdza Heleny. Jej postawę nazwałbym "lewicowym chrześcijaństwem", w którym najważniejsza jest podmiotowość człowieka, jego wolność nie tylko "do", ale też "od": od odwiecznej religijnej i politycznej manipulacji, od ideologii i artefaktów, które uniemożliwiają podejmowanie świadomych wyborów życiowych, od biopolityki, która nakłada regulacje na ludzkie ciała i samo "życie", od poczucia winy, które nie ma nic wspólnego z sumieniem, od instytucji, które swoje interesy przedstawiają jako "prawo naturalne", w końcu od społecznych automatyzmów, które czynią z ludzi "psy Pawłowa". Ks. Helena widzi istotę chrześcijaństwa w walce z biedą i poniżeniem człowieka, w wolności i równości, w odpowiedzialności i etyce podmiotowej, a nie tej narzuconej z góry, w odnowieniu horyzontalnych relacji międzyludzkich, dowartościowaniu ciała, zmysłowości, seksualności w jej różnych wymiarach i wariantach. Jednym z jej oponentów jest Biskup, który uosabia "rozum cyniczny" tego świata: na życie religijne patrzy jak na wykresy giełdowe, kręci "deale" z "ludźmi nocy", a za kwintesencję doświadczenia religijnego uznaje relację hierarchiczną. W osobie Heleny w niezwykle ciekawy sposób łączą się sfery egzystencji i polityki, ciała i prawa, a także doświadczenia religijnego i instytucji. W przedstawieniu odkrywam jej tożsamość, wytwarzaną przez nią w sferze publicznej jako rodzaj spektaklu czy performansu, skontrastowaną z jej "kobiecym" działaniem w sferze prywatnej. Stopniowo obie sfery zaczną się na siebie nakładać, prowadząc do klęski projektu Heleny. W strukturę "Księdza Heleny" wkomponowałem na zasadzie "teatru w teatrze" fragmenty z "Ostatniego Zlotu Aniołów". To Ksiądz Helena wystawia "Zlot" jako spektakl ze swoimi wiernymi. Helenie trochę zależy na tym, aby poprzez teatr pokazać Biskupowi własną wizję teologii zmysłowej, humanistycznej, lewicowej, egzystencjalnej, a trochę chce zadziałać terapeutycznie na społeczność, pomagając ludziom odkryć zupełnie nowe sfery ich natury.

Marian Pankowski - poeta, prozaik, krytyk literacki i tłumacz. W 1938 rozpoczął studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim, które przerwał wybuch wojny. Brał udział w działaniach kampanii wrześniowej, później należał do Związku Walki Zbrojnej. Aresztowany w 1942 przez gestapo, był więźniem obozów koncentracyjnych w Oświęcimiu, Gross-Rosen i Bergen-Belsen. Po wojnie osiadł w Belgii, gdzie ukończył studia slawistyczne, otrzymał obywatelstwo belgijskie i pracował jako wykładowca współczesnej literatury polskiej oraz lektor języka polskiego na uniwersytecie Universite Libre w Brukseli. Doktorat napisał o Leśmianie. W latach 1953-1959 był stałym recenzentem paryskiej "Kultury". Zajmuje się także przekładami polskiej poezji na język francuski oraz niemieckiej i francuskiej na język polski. Większość jego twórczości była tłumaczona na język francuski, część na niemiecki i holenderski. Jako poeta debiutował w 1938 wierszem Czytanie w zieleni, ogłoszonym na łamach lwowskiego lewicowego pisma "Sygnały". Wydał m.in. kilka zbiorów wierszy ("Sto mil nad brzegiem", 1958), tom prozy poetyckiej ("Smagła swoboda", 1955, nagrodzona przez paryską "Kulturę"), opowiadania, powieść ("Granatowy goździk", 1972) oraz utwory sceniczne. Za książkę "Ostatni zlot aniołów" otrzymał Nagrodę Literacką Gdynia 2008 w kategorii Proza.

Bartosz Frąckowiak - absolwent Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych na Uniwersytecie Warszawskim i międzyuczelnianych studiów w Akademii 'Artes Liberales'. Członek Zespołu Krytyki Politycznej. Dramaturg spektakli wyreżyserowanych przez Wiktora Rubina: "Tramwaj zwany pożądaniem" Tennesee Williamsa w Teatrze Polskim w Bydgoszczy (2006), "Terrordrom Breslau" według powieści Tima Staffela w Teatrze Polskim we Wrocławiu (2006), "Lilla Weneda" Juliusza Słowackiego w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku (2007), "Przebudzenie wiosny" Franka Wedekinda w Teatrze Polskim w Bydgoszczy (2007), "Drugie zabicie psa" Marka Hłaski w Teatrze Polskim w Bydgoszczy (2007). Spektakle realizowane z Rubinem poruszały problematykę mediów i wytwarzanych w nich ideologii, a także związku polityki i ekonomii z "teatrem życia codziennego". Jako dramaturg i komentator inspirował do poszukiwania nowych teatralnych form i estetyk, które miały nie tylko adekwatnie opisać współczesny świat, ale też zaangażować widza w problem, wywołać w nim postawę krytyczną. W tym okresie jego myślenie silnie inspirowały teatralne idee B. Brechta i "estetyka performatywności". Od pewnego czasu w roli dramaturga pracuje z Agnieszką Olsten. Razem zrealizowali "Otella" W. Szekspira w Teatrze Narodowym w Warszawie (2008) i "Samsara Disco" (utwór sceniczny według "Iwanowa" A. Czechowa i "Życia owadów" W. Pielewina) w Teatrze Polskim we Wrocławiu (2009). Reżyserował czytanie "Białego dmuchawca" M. Pakuły na Festiwalu R@Port w Gdyni. Interesuje się nowymi i tradycyjnymi mediami, antropologią miasta, myślą postsekularną i psychoanalizą. Analizuje związki estetyki z polityką, a swoimi działaniami stara się przełamać szkodliwy rozdział teorii i praktyki, nauki i sztuki, idei i środków wyrazu. Autor projektu "Performatyka Warszawska", realizowanego w Instytucie Teatralnym w Warszawie i REDakcji KP (styczeń-czerwiec 2008). Z coraz większą pasją odkrywa polskie tradycje kulturowe i nurty literackie nieobecne we współczesnej myśli i realizacjach teatralnych. Poprzez artystyczne odnowienie zawartych w nich idei chce podjąć istotną debatę na tematy najistotniejsze dla polskiego życia zbiorowego.

Reżyseria: Bartosz Frąckowiak
Scenografia: Mirek Kaczmarek
Muzyka: Krzysztof Kaliski
Reżyseria światła: Wojciech Puś

Występują: Katarzyna Kaźmierczak (Gerda de Stuip, Małgorzata), Anna Kociarz (Anna van Prium, Dorota), Emilia Komarnicka (Lieve), Anita Sokołowska (Ksiądz Helena), Jacek Labijak (Sekretarz, Architekt), Cezary Rybiński (Biskup) oraz Marek Tynda (Mężczyzna)

Recenzja Trojmiasto.pl

Gdzie diabeł nie może, tam księdza poślą Gdzie diabeł nie może, tam księdza poślą

Gdzie diabeł nie może, tam księdza poślą (9 opinii)

Nowa premiera Teatru Wybrzeże nie pozostawia obojętnym. Bartosz Frąckowiak dzięki tekstom Mariana...

14 maja 2009

Opinie (14)

  • anioły (opinia sprzed 7 lat)

    Byłam na spektaklu i polecam dla nie rewelacja

    • 0 0

  • ciekawy spektakl (opinia sprzed 10 lat)

    choć dla niektórych może być za trudny ;)
    ale wystarczy przeczytać sobie wcześniej o czym to jest i jak to się je i zdecydować się na komedię, łatwą i przyjemną, lub kino, i po problemie ;) po co się męczyć? a potem narzekać? ;)
    nie wszystko mi się podobało, niektóre sceny troszkę przydługie, ale generalnie pozytywnie :)

    • 5 0

  • (opinia sprzed 10 lat)

    co za bzdura

    • 0 9

  • biskup rewelacyjny aktor (opinia sprzed 11 lat)

    jak zawsze swietny ,nagi tez,tutaj z ksiedzem helena niestety przegryw stad ta nagosc chyba

    • 2 0

  • dobry teatr (opinia sprzed 11 lat)

    coraz lepiej i ta z bydgoszczy aktorka b.dobra swietny tekst polecam

    • 6 0

  • opinia (opinia sprzed 11 lat)

    Krzykliwe, glosne, troche wulgarne przedstawienie. Dobra gra aktorow. Momenty przydlugawe. Przedstawienie meczace, nie polecam.

    • 1 6

  • Anioły zmiksowane (opinia sprzed 11 lat)

    Postać Heleny i grającej ją aktorki jedynie się broni ,reszta chaos,rozmycie a miejscami znużenie i nuda.
    Mam wrażenie,że za mało wiemy o bohaterach sztuki,
    może należało bardziej się skupić na głębi postaci a nie na chaotycznym miksie kilku utworów.

    • 1 3

  • (opinia sprzed 11 lat)

    Marek Tynda - jeden z najlepszych aktorów teatralnych w Polsce ląduje w Gdańsku, a tu głosy niezadowolenia. No tak, skoro nie gra w popularnym serialu telewizyjnym, nie może być dobrym aktorem.

    • 8 0

  • Niezrozumiałe? (opinia sprzed 11 lat)

    Proszę Państwa byliście na dramacie, a nie na komedii, niestety czasami trzeba było pomyśleć, ale jak dla mnie to wszystko było jasne. Może nie od razu ale po chwili refleksji już nie było problemu. Faktem jest, że pracownicy teatru powinni zorientować się, że ludzie nie mieszczą się na schodach i czekają na deszczu. Poza tym czekanie na schodach nie jest komfortowe.

    Co do aktorow. Bardzo dobra rola księdza H. Również biskup zagrał przyzwoicie, rola prostytutki przerysowana ogromnie, ale udało się podołać. Były jakieś głosy przeciwko p. Tyndzie, jednak uważam, że podołał. Każdy aktor ma swoje maniery i już ich nie wyplewi.

    • 6 1

  • po spektaklu (1) (opinia sprzed 11 lat)

    Bylam wczoraj. Organziacyjnie Teatr sie nie popisal. Padal deszcz i nie wszyscy mogli wejsc do srodka, poniewaz jeszcze nie wpuszczali widzow. Sztuka zaczela sie jeszcze przed wejsciem na widownie. Ciekawy pomysl :) Aktorzy chodzili miedzy zdezorientowanymi widzami. Weszlismy na widownie i zaczelo sie...

    Ogolne wrazenie jest pozytywne. Niektore momenty byly niezrozumiale i przydlugie.

    Biskup, czyli Pan Cezary jak zwykle swietnie, Ksiadz Helena, czyli Pani Anita tez ok.

    Mezczyzna, czyli Pan Tynda znow pokazal sie taki sam - po raz kolejny nie przekonal mnie do siebie. Ta tama maniera grania, ten sam wyraz twarzy w kazdej sztuce, te same ruchy. Jedyna nowoscia byla zmiana fryzury (tym razem lysy ;)). Prostytutka czyli Pani Emilia w koncu cos powiedziala w sztuce. Z poprzednich przedstawien zapamietalam ja jako ozdobe sceny niz grajaca aktorke.

    • 1 5

    • hmm (opinia sprzed 10 lat)

      To chyba mało sztuk widziałaś, bo ja byłam na co najmniej kilku w których Pani Emilia Komarnicka nie jest żadną ozdobą sceny, tylko mówi i to całkiem sporo ;)

      • 0 0

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Pod patronatem

Nadchodzące premiery